SDM Z PAPIEŻEM FRANCISZKIEM 2020

Franciszek przeniósł diecezjalne ŚDM na niedzielę Chrystusa Króla

Wybierać życie to walczyć z mentalnością użyj i wyrzuć oraz wszystko i natychmiast, by ukierunkować życie ku celowi nieba, ku Bożym marzeniom – powiedział Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej w bazylice watykańskiej w uroczystość Chrystusa, króla Wszechświata.

PAP/EPA/VINCENZO PINTO / POOL

Ojciec Święty postanowił przenieść, począwszy od przyszłego roku, diecezjalne obchody Światowych Dni Młodzieży z Niedzieli Palmowej na Niedzielę Chrystusa Króla. Papież zapowiedział to na zakończenie Mszy św. sprawowanej w bazylice watykańskiej, przed przekazaniem przez młodzież z Panamy znaków ŚDM delegacji z Lizbony, która będzie gościła  wydarzenie w 2023 roku.

Usłyszeliśmy ostatnie fragmenty Ewangelii św. Mateusza przed Męką: Jezus zanim ofiaruje nam swoją miłość na krzyżu, przekazuje swoją ostatnią wolę. Mówi, że dobro, które uczynimy jednemu z Jego braci najmniejszych - głodnemu, spragnionemu, cudzoziemcowi, potrzebującemu, choremu, więźniowi - Jemu zostanie uczynione (por. Mt 25, 37-40).

W ten sposób Pan przekazuje nam listę darów, których pragnie na wieczne zaślubiny z nami w niebie. To uczynki miłosierdzia czynią nasze życie wiecznym. Każdy z nas może zadać sobie pytanie: czy wprowadzam je w życie? Czy robię coś dla potrzebujących? A może czynię dobro jedynie osobom drogim i przyjaciołom? Czy pomagam komuś, kto nie może mi się odwzajemnić? Czy jestem przyjacielem osoby ubogiej? I tak dalej, wiele pytań jakie możemy sobie zadać. „Tam jestem” - mówi tobie Jezus, „czekam na ciebie tam, gdzie sobie tego nie wyobrażasz i gdzie być może nie chcesz nawet spojrzeć, tam w ubogich”. Jestem tam, gdzie nie sięga zainteresowanie dominującej myśli, według której życie jest dobre, jeśli jest dobre dla mnie. Jestem tam, mówi Jezus także do ciebie, młody człowieku, który starasz się realizować życiowe marzenia.

Jestem tam, powiedział Jezus wiele wieków temu do młodego żołnierza. Był jeszcze nieochrzczonym osiemnastolatkiem. Pewnego dnia zobaczył biedaka, który prosił ludzi o pomoc, ale nie otrzymał żadnej, bo „wszyscy go omijali”. I ten młody człowiek, „widząc, że inni nie okazali miłosierdzia, pojął, że ów żebrak dla niego był przeznaczony”. Ale on nie miał nic, oprócz płaszcza wojskowego. Rozciął i jedną część podarował biedakowi, znosząc śmiech niektórych wokół niego. Następnej nocy miał sen: zobaczył Jezusa, przyodzianego w połowę swojego płaszcza, którym okrył biedaka. I usłyszał, jak mówił: «Marcin okrył mnie tą szatą»” (por. SULPICIUSZ SEWER, Żywot św. Marcina, III, w: Pisma o św. Marcinie z Tours: żywot, listy, dialogi, przekł. Polikarp Jan Nowak, Kraków 1995, s. 55). Święty Marcin był młodym człowiekiem, który miał ten sen, ponieważ przeżył go, mimo, że o tym nie wiedział, jak sprawiedliwi z dzisiejszej Ewangelii.

Drodzy młodzi, drodzy bracia i siostry, nie rezygnujmy z wielkich marzeń. Nie zadowalajmy się tym, co należne. Pan nie chce, byśmy zawężali nasze horyzonty, nie chce, byśmy stali biernie na poboczach życia, ale byśmy radośnie i śmiało biegli ku wzniosłym celom. Nie jesteśmy stworzeni do marzenia o wakacjach czy weekendach, ale żeby realizować marzenia Boga na tym świecie. Uczynił nas zdolnymi do marzeń, abyśmy opowiedzieli się za pięknem życia. A uczynki miłosierdzia są najpiękniejszymi uczynkami życia, uczynki miłosierdzia zmierzają ku centrum naszych wielkich marzeń. Jeśli masz marzenia o prawdziwej chwale, nie o chwale świata, która przychodzi i przemija, ale o chwale Boga, to jest właśnie ta droga, którą trzeba pójść. Przeczytaj dzisiejszy fragment Ewangelii, zastanów się nad nim, ponieważ uczynki miłosierdzia oddają chwałę Bogu bardziej, niż cokolwiek innego. Posłuchajcie tego uważnie: uczynki miłosierdzia oddają chwałę Bogu bardziej, niż cokolwiek innego. Z uczynków miłosierdzia będziemy u kresu sądzeni.

Od czego się jednak zaczyna, aby spełnić wielkie marzenia? Od wielkich decyzji. Także o tym mówi nam dziś Ewangelia. W chwili sądu ostatecznego Pan opiera się bowiem na naszych wyborach. Zdaje się niemal nie osądzać: oddziela owce od kóz, ale to od nas zależy, czy jesteśmy dobrzy, czy źli. Wyciąga jedynie konsekwencje naszych wyborów, wydobywa je na światło dzienne i je respektuje. Życie jest więc czasem silnych, zdecydowanych, wiecznych wyborów. Decyzje banalne prowadzą do banalnego życia, wielkie decyzje czynią życie wielkim. Stajemy się bowiem tym, co wybierzemy, na dobre i na złe. Jeśli postanawiamy kraść, staniemy się złodziejami, jeśli postanawiamy myśleć o samych sobie, staniemy się egoistami, jeśli postanawiamy nienawidzić, staniemy się zacietrzewionymi, jeśli postanawiamy spędzać godziny przed telefonem komórkowym, stajemy się uzależnieni. Ale jeśli wybieramy Boga, stajemy się bardziej miłowani każdego dnia, a jeśli wybieramy miłość, stajemy się szczęśliwi. Tak to jest, ponieważ piękno wyborów zależy od miłości. Jezus wie, że jeśli żyjemy zamknięci i obojętni, jesteśmy sparaliżowani, ale jeśli poświęcamy się dla innych, stajemy się wolni. Pan życia chce, byśmy byli pełni życia i daje nam tajemnicę życia: posiadamy je tylko, jeśli ofiarowujemy je innym. Jest to reguła życia: posiadamy życie teraz i na wieki tylko, jeśli ofiarowujemy je innym.

To prawda, że istnieją przeszkody, które utrudniają dokonywanie wyborów: często jest to strach, niepewność, pytania „dlaczego?” bez odpowiedzi. Wiele pytań „dlaczego?”. Miłość jednak wymaga, byśmy poszli dalej, a nie utkwili przy życiowych „dlaczego?”, czekając na odpowiedź z nieba. Odpowiedź już nadeszła: spojrzenie miłującego nas Ojca, który posłał do nas swego Syna. Nie, miłość popycha nas do przejścia od „dlaczego?”, do „dla kogo?”, od „dlaczego żyję?” do, „dla kogo żyję?”, od „dlaczego to mi się przydarza?”, do „komu mogę uczynić dobro?”. Dla kogo? Nie tylko dla mnie: życie jest już pełne wyborów, których dokonujemy dla siebie, aby mieć stopień naukowy, przyjaciół, dom, aby zaspokoić nasze hobby i zainteresowania. Grozi nam jednak, że spędzimy lata myśląc o sobie, nie zaczynając miłować. Manzoni dał dobrą radę: „więcej trzeba myśleć o tym, by dobrze czynić, niż by dobrze się mieć, a tym sposobem najzacniej osiągnie się i to drugie” (Narzeczeni, cz. XXXVIII).

Ale te wielkie, wielkoduszne wybory są podważane nie tylko przez wątpliwości i pytania „dlaczego?”. Jest także wiele innych przeszkód każdego dnia. To gorączka konsumpcyjna, która odurza serce rzeczami zbędnymi. To obsesja na punkcie rozrywki, która zdaje się być jedynym sposobem na ucieczkę od problemów, a tymczasem jest to tylko odkładanie problemu na później. Istnieje fiksacja na własnych sprawach, których należy się domagać, zapominając o obowiązku pomocy. Jest też wielkie złudzenie dotyczące miłości, która zdaje się być czymś, co należy przeżywać z porywami uczuć, podczas gdy miłość jest przede wszystkim darem, wyborem i poświęceniem. Wybierać, zwłaszcza dzisiaj, to nie dać się ujarzmić ujednoliceniom, to nie dać się znieczulić przez mechanizmy konsumpcji, które blokują oryginalność, to umiejętność wyrzeczenia się pozorów i chęci pokazania się. Wybierać życie to walczyć z mentalnością „użyj i wyrzuć” oraz „wszystko i natychmiast”, by ukierunkować życie ku celowi nieba, ku Bożym marzeniom. Wybranie życia to życie. Urodziliśmy się, aby żyć a nie wegetować. To powiedział pewien młody człowiek, taki jak wy. „Chcę żyć a nie wegetować” (Piotr Jerzy Frassati).

Każdego dnia, przed sercem pojawia się wiele wyborów. Chciałbym wam dać ostatnią radę, byście ćwiczyli się w wybieraniu dobra. Jeśli spojrzymy w nasze wnętrze, zauważymy, że często pojawiają się w nas dwa różne pytania. Jednym z nich jest: na co mam ochotę? To pytanie często zwodzi, ponieważ sugeruje, że ważne jest to, aby myśleć o sobie i zaspokajać wszystkie pragnienia i popędy, jakie się pojawiają. Ale pytanie, które Duch Święty podpowiada sercu, jest inne: nie, na co masz ochotę, lecz co jest dla ciebie dobre? Na tym polega codzienny wybór: na co mam ochotę? czy też: co jest dla mnie dobre? Z tego wewnętrznego poszukiwania mogą wynikać banalne wybory lub wybory życia – zależy to od nas. Spoglądajmy na Jezusa, prośmy Go o odwagę, by wybrać to, co dobre dla nas, byśmy szli za Nim, drogą miłości. By znaleźć radość, aby żyć a nie wegetować.

Na zakończenie obecnej celebracji eucharystycznej serdecznie pozdrawiam was wszystkich tu obecnych i tych wszystkich, którzy łączą się z nami za pośrednictwem mediów. Specjalne pozdrowienia kierujemy do młodzieży z Panamy i Portugalii, reprezentowanej przez dwie delegacje, które wkrótce wykonają znaczący gest przekazania krzyża i ikony Maryi Salus Populi Romani, symboli Światowych Dni Młodzieży. Jest to ważny krok w pielgrzymce, która zaprowadzi nas do Lizbony w 2023 roku.

A przygotowując się do kolejnego międzykontynentalnego spotkania Światowych Dni Młodzieży, chciałbym również przypomnieć o jego obchodach w Kościołach lokalnych. Trzydzieści pięć lat po ustanowieniu Światowych Dni Młodzieży, po wysłuchaniu różnych opinii oraz Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, kompetentnej w zakresie duszpasterstwa młodzieży, postanowiłem przenieść diecezjalne obchody Światowych Dni Młodzieży z Niedzieli Palmowej na Niedzielę Chrystusa Króla, począwszy od przyszłego roku. W centrum pozostaje tajemnica Jezusa Chrystusa Odkupiciela Człowieka, jak zawsze podkreślał św. Jan Paweł II, inicjator i patron Światowych Dni Młodzieży.

Drodzy młodzi, wołajcie swoim życiem, że Chrystus żyje, że Chrystus króluje, że Chrystus jest Panem! Jeśli będziecie milczeli, zapewniam was, że kamienie wołać będą! (por. Łk 19, 40

Pokojowy Nobel dla Światowego Programu Żywnościowego przypomniał, że skrajny głód jest dziś największą hańbą ludzkości.

Drogi Boże, Wielki Uzdrowicielu, klękam przed Tobą,
bo każdy doskonały dar pochodzi od Ciebie.
Błagam Cię, obdarz moje ręce zręcznością,
mój umysł jasną wizją,
a moje serce dobrocią i łagodnością.
Pozwól mi wypełniać mój cel
z całkowitym poświęceniem,
użycz mi sił do dźwigania
ciężaru cierpienia moich podopiecznych,
do prawdziwego realizowania przywileju,
który stał się moim udziałem.
Spraw, aby moje serce nie znało
próżności ani pokus świata,
abym w prostocie dziecięcej ufności
mogła na Tobie polegać. Amen.
ŚW MATKA TERESA Z KALKUTY

Pokojowy Nobel dla Światowego Programu Żywnościowego przypomniał, że skrajny głód jest dziś największą hańbą ludzkości.

Nikt za bardzo nie stawiał na taki werdykt. Przyznajmy, zdziwienie wywołane tegorocznym pokojowym Noblem jest wprost proporcjonalne do naszej niewiedzy i obojętności na problem, którym zajmuje się laureat.

Głód jako broń

Pokojowa Nagroda Nobla od pewnego czasu budzi mieszane uczucia. Już sam fakt, że można zgłosić do niej takie postacie jak z jednej strony Władimir Putin czy – z drugiej – słynna szwedzka aktywistka Greta Thunberg, każe zastanowić się nad powagą i sensem takiej nagrody. Na szczęście w tym roku nie doszło do kolejnego osłabienia jej prestiżu przez trudny do zrozumienia wybór. Od paru lat mamy do czynienia z mniej ideologicznym kluczem przyznawania pokojowego Nobla. Tak jest również w tym roku: działalność Światowego Programu Żywnościowego przypomina światu o największej hańbie ludzkości, jaką jest śmierć głodowa milionów ludzi. Nagroda została przyznana za „pracę na rzecz zwalczania głodu i wkład w możliwość zaistnienia pokoju na obszarach objętych konfliktem”. Przewodnicząca Norweskiego Komitetu Noblowskiego Berit Reiss-Andersen trafnie zauważyła, że istnieje związek między „głodem a konfliktem zbrojnym” i że „głód jest wykorzystywany jako broń”.

Chrzest ognia

Trzeba przyznać, że tegoroczny zbiorowy laureat w pierwszym odruchu budzi pewien dystans: powodem jest fakt, że to jedna z wielu agend coraz mniej szanowanej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie miejsce tu na szczegółową analizę kryzysu ONZ, której racja bytu jest coraz częściej podważana, choćby ze względu na brak sprawczości w zapobieganiu konfliktom zbrojnym, ale warto podkreślić, że właśnie Światowy Program Żywnościowy (WFP) jest jednym z chlubnych wyjątków w tym międzynarodowym biurokratycznym molochu. Początki działalności WFP sięgają roku 1961, gdy decyzją prezydenta USA Dwighta Eisenhowera powstaje „eksperyment”, który kanałami ONZ ma dostarczać pomoc żywnościową potrzebującym w różnych częściach świata. Kluczowy dla rozwoju inicjatywy okazuje się wrzesień 1962 roku: na północy Iranu dochodzi do silnego trzęsienia ziemi, ginie ponad 12 tys. osób, tysiące domów ulega zniszczeniu. WFP istnieje dopiero od kilku miesięcy, więc nie dysponuje jeszcze ani odpowiednim zapleczem, ani środkami. Mimo tych ograniczeń irański kataklizm jest dla organizacji – jak sami mówią na swojej stronie internetowej – „chrztem ognia”. Udaje się wysłać ocalałym 1500 ton pszenicy, 270 ton cukru i 27 ton herbaty.

W miarę pojawiania się kolejnych kryzysów „eksperyment” Eisenhowera sprawdza się i udowadnia swoją wartość: tak dzieje się w Tajlandii, do której dociera tajfun, podobnie w Algierii, która musi wyżywić uchodźców wojennych. Warto dodać, że od samego początku misją WFP była nie tylko doraźna pomoc – choć dostarczenie żywności „na już” jest kluczowe – ale również stopniowa rehabilitacja dotkniętych kataklizmem społeczeństw, czyli uruchamianie specjalnych programów pomocowych. Pierwszy został zainicjowany już w 1963 roku i obejmował Nubijczyków w Sudanie. W tym samym roku, w Togo, powstaje pierwszy projekt posiłków szkolnych fundowanych przez WFP. W krótkim czasie pomoc żywnościowa zostaje uznana przez ONZ za podstawę pomocy kryzysowej i rozwojowej – w 1965 r. WFP staje się pełnoprawnym programem ONZ.

Wielbłądy i samoloty

Kolejne dekady i kryzysy w różnych częściach globu umacniają pozycję Światowego Programu Żywnościowego. Wykorzystuje on wszystkie możliwe środki transportu, by dotrzeć z pomocą do potrzebujących – od wielbłądów po samoloty, które zrzucają tony paczek do trudno dostępnych terenów. Podczas głodu w Etiopii w 1984 r. WFP dostarczyła 2 miliony ton żywności. W 1989 r. podczas operacji Lifeline Sudan WFP zrzuciło 1,5 miliona ton żywności. Zrzuty trwały od świtu do zmierzchu, 20 samolotów wykonywało trzy loty dziennie. Dzięki nim setki tysięcy ludzi miało realną szansę przeżyć. WFP był obecny również podczas ludobójstwa w Rwandzie, a także podczas wojny w byłej Jugosławii.

Z każdym rokiem misja WFP ewoluuje. Powstaje pierwsza na świecie regularna lotnicza służba humanitarna, UNHAS. Nowe, zintegrowane systemy monitorowania umożliwiają WFP ocenę zagrożenia głodem z niespotykaną dotąd dokładnością. W sytuacjach kryzysowych WFP zapewnia wsparcie logistyczne wszystkim agendom ONZ i organizacjom pozarządowym. Opracowane platformy cyfrowe poprawiają wydajność operacyjną, co było widoczne zwłaszcza podczas trzęsienia ziemi w Nepalu w 2015 roku – potrzebujący otrzymali żywność w ciągu kilku godzin, a nie – jak często bywa – po paru dniach. Dziś WFP dostarcza pomoc prawie 100 mln ludzi na świecie w 88 krajach. To i tak, mimo gigantycznego przedsięwzięcia, okazuje się kroplą w morzu potrzeb w sytuacji, gdy liczbę ludzi cierpiących stale głód ocenia się na ok. 700–900 mln (według raportów FOA, czyli Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ).

Kto oddłuży biednego?

Nie ma wątpliwości, że działalność WFP jest niezbędna. Z drugiej zaś strony każdy zdaje sobie sprawę, że zarazem jest to syzyfowa praca – w tym sensie, że nie jest w stanie zapobiec temu wszystkiemu, co stwarza warunki do pogłębiania się zjawiska skrajnego głodu. WFP nie jest przecież w stanie zapobiec wojnom, które są ciągle główną przyczyną wszelkich nieszczęść. Ale nie leży w jej mocy również zmiana mentalności w społeczeństwach zachodnich, które również przyczyniają się do pogłębiania klęski głodu w krajach Trzeciego Świata. I nie chodzi bynajmniej o żadne „lewackie” narzekanie na złych kapitalistów. Chodzi o brak decyzji, które mogłyby przynajmniej wyzwolić pewne procesy, dające nadzieję na zmniejszenie skali głodu w świecie. Od dawna nawet najbardziej liberalni ekonomiści przyznają, że przepaść między bogatą Północą a biednym Południem wynika także z tego, że brakuje radykalnych kroków zmierzających do oddłużenia krajów afrykańskich. W tym roku dług państw Afryki Subsaharyjskiej (tzw. Czarna Afryka) na rzecz innych państw wynosi w sumie 365 mld dol., z czego 145 mld to wierzytelność na rzecz Chin (podaję za Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych).

Teraz, gdy kryzys związany z pandemią może jeszcze bardziej pogrążyć Afrykę, prezydent Francji wezwał do radykalnego oddłużenia kontynentu. Pytanie, dlaczego dopiero teraz. Trudno przecież oczekiwać od biednego, że będzie zaspokajał swoje podstawowe potrzeby, w tym związane z żywnością, o rozwoju nie mówiąc, jeśli 25 proc. dochodów musi przeznaczać na spłatę długów. Tak właśnie jest w przypadku wielu afrykańskich dłużników Zachodu. Ocenia się, że kraje Trzeciego Świata płacą rocznie Zachodowi sumy trzykrotnie wyższe niż udzielana w tym czasie przez Zachód pomoc! Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista z Uniwersytetu Columbia, w swojej książce „Koniec nędzy” napisał, że redukcja długów byłaby „rozwiązaniem rąk” ubogim krajom.

Dać ludziom zarobić

Drugim warunkiem zaradzenia kryzysowi głodu byłoby szerokie otwarcie zachodnich rynków na produkty z krajów Trzeciego Świata. To wydaje się najtrudniejsze. Dużo łatwiej bowiem jest wyciągnąć z kieszeni 50–100 euro rocznie (tyle mniej więcej każdy mieszkaniec Unii płaci za pomoc dla Afryki od 2010 roku) niż powiedzieć: zgadzamy się na dostęp waszych produktów na nasze rynki. A więc zgadzamy się na ryzyko, że wygracie w konkurencji z nami. Obecnie pszenica czy bawełna z Afryki nie ma szans startować w konkursie. Cena europejskich produktów zawsze będzie atrakcyjniejsza, bo państwa Unii ładują olbrzymie pieniądze w każdą tonę zboża czy innych towarów. Większość krajów afrykańskich żyje lub mogłaby żyć z rolnictwa. Jedni mają bawełnę, inni kawę, kakao czy pszenicę. Gdyby podnieść ceny produktów przeznaczonych na eksport, byłby to duży zastrzyk dla tamtejszych gospodarek.

Zachód nie lubi również przypominania mu o jeszcze innej przyczynie głodu w krajach biedniejszych: produkcji biopaliw. Podyktowana rzekomo względami ekologicznymi, nie dość, że nie jest ani trochę ekologiczna (wytwarza się przy okazji ogromne ilości dwutlenku węgla), to jeszcze odbywa się kosztem głodujących ludzi. Jeśli pojawia się dylemat – wyprodukować z rośliny paliwo czy żywność – wybiera się to pierwsze. Według różnych organizacji humanitarnych z powodu takiej logiki około 30 milionów ludzi pozbawionych jest podstawowej ilości jedzenia potrzebnej do przeżycia. Na skok cen żywności, wywołany produkcją biopaliw, wskazuje zarówno Bank Światowy, jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Dobrze zatem, że istnieją takie organizacje jak Światowy Program Żywnościowy. I dobrze, że Pokojowa Nagroda Nobla pozwala przypomnieć światu o skali problemu głodu. Tyle tylko, że to raczej krzyk bezradności wobec systemowej niesprawiedliwości.•

Pliki do pobrania

PROGRAM RENOWACJI MISJ W NASZEJ PARAFII SW ROCHA W JAZGARZEWIE OD 13 DO 16 GRUDNIA 2020 R

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a ja was pokrzepię...”JEZUS

Modlitwa do Stwórcy

Panie i Ojcze rodzaju ludzkiego, który stworzyłeś wszystkie istoty ludzkie z równą godnością, zaszczep w nasze serca ducha braterstwa. Natchnij nas marzeniem nowego spotkania, dialogu, sprawiedliwości i pokoju. Pobudź nas do tworzenia zdrowszych społeczeństw i bez głodu, bez ubóstwa, bez przemocy, bez wojen. Niech nasze serce otworzy się na wszystkie ludy i narody ziemi, by rozpoznać dobro i piękno, które zasiałeś w każdym z nich, aby zacieśnić więzi jedności, wspólnych projektów, wspólnych nadziei. Amen. Modlitwa p. Franciszka

 

NASZE SPOTKANIA

 

PROGRAM RENOWACJI MISJI parafii św Rocha w Jazgarzewie od 13 do 16 GRUDNIA 2020 r

Nauki misyjne będzie głosił Oblat NMP z Kodnia: o. Włodzimierz Jamrocha

13 grudnia 2020 niedziela godz 7.30, 915, 11.45 ,15.00 , 16.30 i 18.00

Poniedziałek 14 grudnia godz 9.15, 12.00 15.00 , 16.30 – , 18.00 i gdz 19.00

Wtorek 15 grudnia dzień spowiedzi godz 9.15,12.00 , 15.00 16.30 , 18.00 i godz 19.00, kaplica w Pęcherach spowiedź i Msza św godz11.00 kaplica w Robercinie spowiedź godz 17.00 i komunia św

Środa 16 grudnia zakończenie renowacji misji godz 9.15 , 12.00,15.00 , 16.30 i 18.00 i godz 19.00 Te Deum

Modlitwa  w intencji misji parafialnych 

Boże, Stworzycielu nieba i ziemi, Ojcze Jezusa i nasz Ojcze. Prosimy Cię o błogosławieństwo dla Misji Świętych. Niech ten czas będzie dla wszystkich mieszkańców naszej parafii darem łaski i miłosierdzia. Panie Jezu Chryste, pełnio czasów i Królu wieków. Otwórz nasze umysły na Twoje Słowo, które do nas kierujesz, abyśmy potrafili wprowadzić je w codzienne życie. Pomóż nam być świadkami Twojej miłości i przebaczenia dla tych, wśród których żyjemy. Duchu Święty odnów cały świat i oblicze naszej parafii. Spraw abyśmy byli prawdziwą wspólnotą Kościoła, mieli jedno serce ijednego ducha. Niech ten czas stanie się łaską powrotu do miłości Ojca, który nieustannie czeka na swoje dzieci. Amen.

Św Rochu i Św Wawrzyńcze  patronowie naszej parafii  módlcie  się za nami.

ZAPRASZAMY I PROSIMY O MODLITWE.

RAPORT WATYKANU

Biograf papieża: raport ujawnia, że McCarrick bezwstydnie oszukiwał Jana Pawła II

Zdaniem Weigela, "raport ujawnia, że McCarrick bezwstydnie oszukiwał Jana Pawła II".

Raport Watykanu ujawnia, że McCarrick bezwstydnie oszukiwał papieża Jana Pawła II - powiedział George Weigel, amerykański teolog katolicki i biograf papieża. Dodał, że papież robił wszystko, by uzyskać prawdziwe informacje o McCarricku, ale te od amerykańskich biskupów okazały się niepełne.

"Wykorzenić to zło". Papież o raporcie dot. McCarricka

W ubiegłym tygodniu Stolica Apostolska opublikowała raport na temat oskarżanego o molestowanie nieletnich i dorosłych b. kardynała Theodore'a McCarricka z USA. Dokument ukazuje przypadki zaniedbań i lekceważenia w Watykanie sygnałów, jakie napływały ze Stanów Zjednoczonych o zarzutach stawianych McCarrickowi, który przekonał o swej niewinności Jana Pawła II.

Ukarany przez papieża Franciszka za pedofilię były kardynał Theodore McCarrick z USA, wydalony ze stanu kapłańskiego, w liście do ówczesnego sekretarza Jana Pawła II biskupa Stanisława Dziwisza w 2000 r. zapewniał o swej niewinności i odrzucał zarzuty; list przeczytał papież - ogłosił Watykan.

"Bezwstydnie oszukiwał Jana Pawła II"

Weigel powiedział, że "zbyt dużo medialnych doniesień na temat raportu w sprawie McCarricka uczyniło z 449-stronnicowego raportu o patologicznym kłamcy, seksualnym drapieżniku i mistrzu manipulacji akt oskarżenia papieża Jana Pawła II, którego Theodore McCarrick zmanipulował w celu realizacji swoich ambicji".

- Jest to, jeśli mam być szczery, tandetne dziennikarstwo, po części jak się wydaje napędzane bieżącymi potrzebami, które mają niewiele wspólnego z wyjaśnianiem historii tej okropnej sprawy - dodał.

Jego zdaniem, "raport ujawnia, że McCarrick bezwstydnie oszukiwał Jana Pawła II". Weigel wskazał także, że raport Watykanu ujawnia, że "trzech amerykańskich biskupów udzieliło Janowi Pawłowi II niepełnej informacji o dawnej działalności McCarricka i że wyżsi rangą urzędnicy watykańscy również zostali wprowadzeni w błąd przez McCarricka i zmanipulowani przez niego".

- W obliczu bardzo niejasnej sytuacji i sprzecznych rad, Jan Paweł II podjął, w dobrej wierze, decyzję, która okazała się błędną. Stanowczo nie była to decyzja mająca na celu przeoczenie przestępstw i grzechów popełnionych przez McCarricka, gdyż nie było wiarygodnych dowodów popełnienia tych przestępstw i grzechów w chwili, gdy McCarrick otrzymał nominację na arcybiskupa Waszyngtonu - ocenił Weigel.

"Robił wszystko co mógł"

Pytany, czy papież Jan Paweł II mógł wiedzieć o działaniach McCarricka, stwierdził, że "skąd mógł wiedzieć skoro żadna z ofiar McCarricka jeszcze się nie ujawniła". Według Weigla, papież Jan Paweł II "robił wszystko co mógł, by uzyskać informację, która doprowadziłaby go do prawdy o sytuacji, w której człowiek, który zasłużył się Kościołowi był oskarżany o bardzo niewłaściwe zachowanie, nie było niezbitych dowodów wskazujących na takie niewłaściwe zachowanie; a człowiek oskarżany o niewłaściwe zachowanie stanowczo zaprzeczał temu, kłamiąc papieżowi".

O. Zięba: Jan Paweł II ma kartę czystą, nieskażoną

- Informacje, jakie Jan Paweł II otrzymał od amerykańskich biskupów nie były tak pomocne jak mogły i powinny być. To nie była wina Jana Pawła II - dodał biograf papieża.

Weigel podkreślił również, że "w sprawie McCarricka popełniono wiele poważnych błędów", wskazując m.in. na błędy w systemie sprawdzania nowych biskupów.

ZOBACZ: Raport o wydalonym kardynale. "Jan Paweł II był przekonany, że mówi prawdę"

- System sprawdzania nowych biskupów powinien był ukazać McCarricka jako bardzo problematyczną osobowość w połowie lat siedemdziesiątych, zanim Jan Paweł II został wybrany papieżem. Biskupi amerykańscy powinni byli uczynić więcej w celu zbadania pogłosek o McCarricku, gdy zaczęły krążyć w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - ocenił teolog. Zaznaczył, że "nieustanne schlebianie Janowi Pawłowi II i wyższym rangą urzędnikom watykańskim przez McCarricka powinno zostać odczytane jako sygnał ostrzegawczy o jego szalonej ambicji".

Według Weigla, "kardynał Angelo Sodano i arcybiskup Giovanni Battista Re powinni byli zgodzić się z kardynałem Johnem O'Connorem, że w sytuacji pojawiających się sprzecznych informacji, roztropną decyzją byłoby nie przenosić McCarricka do Waszyngtonu, i powinni byli odradzić papieżowi powołania go na to stanowisko". - Innymi słowy, doszło do "awarii systemu" na masową skalę w sprawie McCarricka przez całe dziesięciolecia - podsumował.

George Weigel jest amerykańskim teologiem, pisarzem i autorem słynnej biografii papieża Jana Pawła II pt. "Świadek nadziei". Został odznaczony papieskim Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice i polskim Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

ORĘDZIE OJCA SW FRANCISZKA NA DZIEŃ UBOGICH (Licznik odwiedzin: 2322101 godz 01.02 noc 15.11.2020 r)

IV Światowy Dzień Ubogich

WYDARZENIE REKOMENDOWANE

Decyzją papieża Franciszka 33 niedziela zwykła obchodzona jest w całym Kościele jako Światowy Dzień Ubogich. W tym roku jego hasłem są słowa "Wyciągnij rękę do ubogiego"• W orędziu papież wyjaśnia, że jest to zaproszenie do odpowiedzialności będącej bezpośrednim zaangażowaniem tych, którzy czują, że dzielą ten sam los. To jest wezwanie do wzięcia na siebie ciężarów osób najsłabszych, jak przypomina św. Paweł: „Miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO NA IV ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH  XXXIII Niedziela Okresu Zwykłego 15 listopada 2020 r.

“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32)

“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32). Starożytna mądrość postawiła przed nami te słowa jako uświęcony kodeks do wprowadzania w życie. Brzmią one dziś z całą swoją znaczeniową mocą, pomagając nam skoncentrować wzrok na tym, co istotne i przekroczyć barierę obojętności. Ubóstwo ma różne twarze, które domagają się uwagi pod jednym, szczególnym względem: w każdej z nich możemy spotkać Pana Jezusa, który objawił nam, że jest obecny w swoich najmniejszych braciach (por. Mt 25, 40).

1. Weźmy do rąk Księgę Syracydesa ze Starego Testamentu. Znajdujemy tu słowa jednego z mistrzów mądrości, który żył prawie dwieście lat przed przyjściem Chrystusa. Poszukiwał on mądrości, która czyni ludzi lepszymi i zdolniejszymi do dogłębnej obserwacji wydarzeń życiowych. Czynił to w chwilach ciężkich prób, przez które przechodził lud Izraela, w czasie bólu, żałoby oraz biedy z powodu obcej dominacji. Będąc człowiekiem wielkiej wiary, zakorzenionym w tradycji przodków, Syracydes pomyślał najpierw o tym, by zwrócić się do Boga i poprosić Go o dar mądrości. A Pan nie pozbawił go tej pomocy.

Już od pierwszych stron Księgi, Syracydes przedstawia rady dotyczące wielu konkretnych sytuacji życiowych, a wśród nich ubóstwa. Nalega on, aby w niebezpieczeństwie pokładać ufność w Bogu: „Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia! Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj! Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania, nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli” (Syr 2, 2-7).

2. Strona po stronie odkrywamy cenny zbiór rad odnośnie do sposobu postępowania w świetle intymnej relacji z Bogiem Stworzycielem, który kocha swoje stworzenie, jest sprawiedliwy i opatrznościowy dla swoich synów. Ciągłe odnoszenie się do Boga nie odwraca jednak wzroku od konkretnego człowieka, przeciwnie, te dwie rzeczy są ze sobą ściśle połączone.

Ukazuje to jasno fragment, z którego zaczerpnięty jest tytuł niniejszego Orędzia (zob. Syr 7, 29-36). Modlitwa do Boga i solidarność z ubogimi i cierpiącymi są nierozłączne. Aby sprawować kult Panu przyjemny, konieczne jest, żeby rozpoznać w każdej osobie, również w tej najbardziej potrzebującej i odrzuconej, obraz Boga, który w niej jest odciśnięty. Dzięki temu otrzymujemy dar błogosławieństwa Bożego, który jest przyciągnięty szczodrością okazywaną potrzebującemu. Z tego też powodu czas poświęcany na modlitwę, nie może nigdy stać się wymówką dla zaniedbania bliźniego w trudnościach. Wręcz przeciwnie: błogosławieństwo Pana spływa na nas, a nasza modlitwa osiąga swój cel wtedy, gdy towarzyszy im służba ubogim.

3. Jakże aktualne jest to starotestamentalne nauczanie również dla nas! Słowo Boga przekracza czas, przestrzeń, religie i kultury. Szczodrość, która wspiera słabego, pociesza uciśnionego, łagodzi cierpienia i przywraca godność temu, kto został jej pozbawiony, jest warunkiem życia w pełni ludzkiego. Poświęcenie naszej uwagi ubogim oraz ich wielorakim potrzebom, nie może być uwarunkowane posiadanym czasem lub prywatnymi zainteresowaniami, ani bezdusznymi projektami pastoralnymi czy społecznymi. Siły, która jest w łasce Boga, nie można zdławić tendencją narcystyczną, która zawsze stawia nas samych na pierwszym miejscu.

Trudno jest utrzymać wzrok na ubogim, ale jest to konieczne, aby obrać w naszym życiu osobistym i społecznym słuszny kierunek. Nie chodzi tu o wielomówstwo, ale przede wszystkim o konkretne zaangażowanie życia poruszonego przez miłość Boga. Co roku, podczas Światowego Dnia Ubogich, powracam do tej fundamentalnej dla życia Kościoła rzeczywistości, ponieważ ubodzy są i zawsze będą z nami (por. J 12, 8), aby pomóc nam przyjąć towarzystwo Chrystusa w codzienności.

4. Zawsze spotkanie osoby ubogiej jest dla nas wyzwaniem i pytaniem. Co możemy zrobić, aby wyeliminować lub przynajmniej zmniejszyć jej marginalizację i cierpienie? Jak możemy pomóc jej w ubóstwie duchowym? Wspólnota chrześcijańska jest wezwana do zaangażowania się w to doświadczenie dzielenia się, mając świadomość tego, że nie może ona delegować tego zadania innym. Aby być wsparciem dla ubogich, fundamentalną rzeczą jest osobiste życie ubóstwem ewangelicznym. Nie możemy czuć się „w porządku”, kiedy członek naszej rodziny ludzkiej jest zepchnięty na tyły i staje się cieniem. Krzyk milczenia wielu ubogich musi docierać do Ludu Bożego będącego zawsze i wszędzie w gotowości, by dać im głos, aby solidaryzować się z nimi i bronić ich przed hipokryzją oraz wieloma obietnicami bez pokrycia, a także by zaprosić ich do udziału w życiu wspólnoty.

Prawdą jest, że Kościół nie ma do zaproponowania rozwiązań kompleksowych, ale oferuje, z łaską Pana, swoje świadectwo oraz gesty współdziałania. Ponadto, Kościół czuje się w obowiązku wskazywać na potrzeby tych, którzy nie mają tego, co jest konieczne do życia. Przypominanie wszystkim o wielkiej wartości dobra wspólnego jest życiowym zobowiązaniem ludu chrześcijańskiego, które realizuje się w próbie ocalenia od zapomnienia tych wszystkich, których człowieczeństwo jest naruszone w ich podstawowych potrzebach.

5. Wyciąganie ręki pozwala odkryć przede wszystkim temu, który to robi, że istnieje w nas zdolność do wykonywania gestów, które nadają życiu sens. Ileż wyciągniętych rąk widzimy codziennie! Niestety, coraz częściej zdarza się, że pośpiech wciąga nas w wir obojętności do takiego stopnia, że nie potrafimy docenić ogromu dobra, które codziennie dokonuje się w ciszy i z wielką szczodrością. Zdarza się, iż dopiero wtedy, gdy dzieją się rzeczy wywracające kurs naszego życia, nasze oczy stają się zdolne do zobaczenia dobroci „świętych z sąsiedztwa”, którzy „żyją blisko nas i są odblaskiem obecności Boga” (Adhort. apost. Gaudete et esultate, 7), ale o których nikt nie mówi. Złe wiadomości są obficie obecne na stronach gazet, w internecie, na ekranach telewizorów, do tego stopnia, że wydaje się, iż zło króluje niezwyciężone. Tak jednak nie jest. Z pewnością nie brakuje złości i przemocy, nadużywania władzy oraz korupcji, ale życie jest utkane przede wszystkim aktami szacunku i szczodrości, które nie tylko równoważą zło, ale popychają do wzniesienia się ponad i do bycia pełnymi nadziei.

6. Wyciągnięcie ręki jest znakiem: to znak, który natychmiast przywołuje do bliskości, solidarności i miłości. W ostatnich miesiącach, w których cały świat był jakby przytłoczony przez wirusa przynoszącego ból i śmierć, zniechęcenie oraz zagubienie, ileż wyciągniętych rąk mogliśmy widzieć! Wyciągnięta ręka lekarza, który przejmuje się każdym pacjentem, starając się znaleźć właściwe lekarstwo. Wyciągnięta ręka pielęgniarki i pielęgniarza, którzy nie patrząc na godziny pracy, zostają, aby troszczyć się o chorych. Wyciągnięta ręka tych, którzy pracują w administracji i organizują środki, aby ocalić jak najwięcej ludzkich istnień. Wyciągnięta ręka aptekarza, realizującego tak wiele próśb, wystawiając się jednocześnie na ryzykowny kontakt z ludźmi. Wyciągnięta ręka kapłana, który błogosławi ze ściśniętym sercem. Wyciągnięta ręka wolontariusza, który pomaga tym, którzy żyją na ulicy, ale też i tym, którzy mają dach nad głową, ale nie mają co jeść. Wyciągnięta ręka kobiet i mężczyzn, którzy pracują, aby zapewnić konieczne usługi i bezpieczeństwo. I jeszcze wiele innych wyciągniętych rąk, które moglibyśmy tu wyliczać, aż do skomponowania litanii dobrych dzieł. Wszystkie te ręce rzuciły wyzwanie zarazie oraz strachowi, aby dać wsparcie i pociechę.

7. Ta pandemia nadeszła nagle i zastała nas nieprzygotowanych, pozostawiając wielkie poczucie dezorientacji i niemocy. Wyciągnięta ręka w stronę ubogiego nie pojawiła się jednak znikąd i niespodziewanie. Ten gest zaświadcza raczej o tym, iż przygotowujemy się do rozpoznania ubogiego i do wsparcia go wtedy, gdy zacznie potrzebować pomocy. Nie improwizuje się narzędzi miłosierdzia. Konieczny jest codzienny trening, który rozpoczyna się od świadomości tego, jak bardzo my sami, jako pierwsi, potrzebujemy wyciągniętej ręki w naszą stronę.

Ta chwila, którą teraz przeżywamy, podała w wątpliwość wiele pewników. Czujemy się biedniejsi i słabsi, ponieważ doświadczyliśmy poczucia granic własnych możliwości oraz ograniczenia wolności. Utrata pracy, czułości naszych bliskich, jak również brak zwyczajnych relacji międzyosobowych, otwarły nagle horyzonty, które odzwyczailiśmy się już dostrzegać. Nasze bogactwa duchowe i materialne zostały postawione pod znakiem zapytania, i odkryliśmy strach. Zamknięci w ciszy naszych domów, odkryliśmy, jak bardzo jest ważna prostota oraz zwrócenie oczu na to, co istotne. Dojrzeliśmy do potrzeby nowego braterstwa, zdolnego do wzajemnej pomocy i szacunku. Teraz jest czas pomyślny, aby „odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za innych i za świat, […]. Zbyt długo pozostawaliśmy w stanie degradacji moralnej, drwiąc z etyki, dobroci, wierności, uczciwości. […] To zniszczenie wszelkich podstaw życia społecznego prowadzi do wzajemnej konfrontacji w imię obrony swoich interesów. Powoduje pojawienie się nowych form przemocy i okrucieństwa oraz uniemożliwia rozwój prawdziwej kultury troski o środowisko naturalne” (Enc. Laudato si’, 229). W końcu, ciężkie kryzysy ekonomiczne, finansowe i polityczne nie ustąpią dotąd, dopóki pozwolimy, że będzie pozostawać w letargu odpowiedzialność, którą każdy powinien odczuwać w odniesieniu do bliźniego i każdej osoby ludzkiej.

8. “Wyciągnij rękę do ubogiego” jest zatem zaproszeniem do odpowiedzialności będącej bezpośrednim zaangażowaniem tych, którzy czują, że dzielą ten sam los. To jest wezwanie do wzięcia na siebie ciężarów osób najsłabszych, jak przypomina św. Paweł: „Miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. […] Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 5, 13-14; 6, 2). Apostoł Paweł naucza, że wolność, która została nam dana przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jest dla każdego z nas odpowiedzialnością, by zaangażować się w służbie innym, przede wszystkim najsłabszym. Nie jest to jakaś opcjonalna zachęta, ale warunek autentyczności wiary, którą wyznajemy.

Księga Syracydesa przychodzi nam tu z pomocą: sugeruje konkretne działania na rzecz najuboższych i przywołuje również pewne sugestywne obrazy. Najpierw rozważa słabość tych, którzy są smutni: „Nie usuwaj się od płaczących” (Syr 7, 34). Czas pandemii zmusił nas do izolacji, uniemożliwiając nam nawet niesienie pociechy i przebywanie blisko naszych przyjaciół i znajomych cierpiących z powodu straty swoich bliskich. Dalej kontynuuje autor natchniony: „Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka” (Syr 7, 35). Doświadczyliśmy niemożliwości przebywania obok tego, kto cierpi, jednocześnie uświadomiliśmy sobie kruchość naszej egzystencji. Zatem, Słowo Boże nigdy nie daje nam spokoju i pobudza nas do dobra.

9. “Wyciągnij rękę do ubogiego” uwydatnia, przez kontrast, zachowanie tych, którzy trzymają ręce w kieszeni i nie pozwalają sobie na współczucie spowodowane widokiem ubóstwa, do którego często także i oni przyczyniają się. Obojętność i cynizm są ich chlebem powszednim. Jakaż różnica w porównaniu do szczodrych rąk, które opisaliśmy! Są bowiem ręce wyciągnięte, aby pisać szybko na klawiaturze komputera i przesuwać sumy pieniędzy z jednej strony świata na drugą, dekretując bogactwo wąskich grup oligarchów i biedę mas, a nawet upadek całych narodów. Są ręce wyciągnięte do zagarniania pieniędzy poprzez sprzedaż broni, której inne ręce, również te dziecięce, użyją do siania śmierci i ubóstwa. Są wyciągnięte ręce, które w cieniu wymieniają dawki śmierci, aby wzbogacić się i żyć w luksusie oraz ulotnym nieuporządkowaniu. Są też ręce wyciągnięte, które w ukryciu wymieniają nielegalne przysługi, aby zarobić łatwo dzięki korupcji. Są także wyciągnięte ręce tych, którzy z poważną twarzą hipokrytów uchwalają prawa, których sami nie przestrzegają.

W tym przeglądzie ludzkich zachowań „wykluczeni nadal czekają. W celu utrzymania stylu życia wykluczającego innych, albo żeby móc entuzjazmować się tym egoistycznym ideałem, rozwinęła się globalizacja obojętności. Nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się niezdolni do współczucia wobec krzyku boleści innych, nie płaczemy już wobec dramatu innych, ani nie interesuje nas troska o nich, tak jakby odpowiedzialność za to nie dotyczyła nas” (Adhort. apost. Evangelii gaudium, 54). Nie możemy być zadowoleni, dopóki ręce, które sieją śmierć, nie przemienią się w narzędzia sprawiedliwości i pokoju dla całego świata.

10. „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie” (Syr 7, 36). Tym zdaniem Syracydes kończy swoją refleksję. Tekst ten pozwala na dwojaką interpretację. Po pierwsze ukazuje, że potrzebujemy zawsze mieć świadomość końca naszej egzystencji. Pamięć o wspólnym przeznaczeniu może być pomocna, aby prowadzić życie pełne uwagi poświęconej temu, kto jest uboższy i nie miał tych samych możliwości, jakie my mieliśmy. Istnieje również druga możliwość interpretacji, która uwydatnia przede wszystkim kres, cel, w stronę którego dążymy. Tenże kres naszego życia ukazuje, jak nieodzownym jest posiadanie projektu do zrealizowania w życiu oraz drogi, po której się kroczy, nie ulegając zmęczeniu. Ostatecznie kresem każdej naszej działalności nie może być nic innego, jak miłość. To jest cel, w stronę którego wyruszyliśmy i nic nie powinno nas od niego odciągnąć. Ta miłość jest współudziałem, oddaniem i służbą, ale zaczyna się od odkrycia, że my najpierw zostaliśmy ukochani i obudzeni do miłości. Kres ten pojawia się w momencie, w którym dziecko spotyka się z uśmiechem mamy i czuje się kochane tylko ze względu na to, że istnieje. Również uśmiech, który dzielimy z ubogim, jest źródłem miłości i pozwala żyć w radości. Ręka wyciągnięta może zawsze ubogacić się uśmiechem tego, który nie mierzy swojej obecności i pomocy, którą ofiaruje, ale cieszy się wyłącznie z życia w stylu uczniów Chrystusa.

W tej drodze codziennego spotykania się z ubogimi towarzyszy nam Matka Boga, która bardziej niż wszystkie inne jest Matką ubogich. Panna Maryja zna dobrze trudności tych, którzy są zmarginalizowani, ponieważ ona sama znalazła się w podobnej sytuacji, wydając na świat Syna Bożego w stajni. Ze względu na groźby Heroda uciekła do innego kraju wraz z Józefem, swoim mężem oraz z małym Jezusem, a sytuacja uchodźców naznaczyła na kilka lat Świętą Rodzinę. Niech modlitwa do Matki ubogich pozwoli przystąpić jej synom umiłowanym oraz tym wszystkim, którzy służą im w imię Chrystusa. A modlitwa niech przemieni wyciągniętą rękę w przytulenie, które świadczy o współuczestnictwie i o odnalezionym braterstwie.

Rzym, u Św. Jana na Lateranie, 13 czerwca 2020, we wspomnienie św. Antoniego z Padwy

FRANCISZEK

Pliki do pobrania