13.04 DZIEŃ ZBRODNI KATYNSKIEJ

W dokumencie czytamy: W hołdzie Ofiarom Zbrodni Katyńskiej oraz dla uczczenia pamięci wszystkich wymordowanych przez NKWD na mocy decyzji naczelnych władz Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 r., Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia dzień 13 kwietnia Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej[2].

Dzień ten nie jest dniem wolnym od pracy.

VII Katyński Marsz Cieni w Warszawie, zorganizowany z okazji obchodów Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej (2014)

Dzień Pamięci obchodzony jest w rocznicę opublikowania przez Niemców w 1943informacji o odkryciu w ZSRR masowych grobów oficerów Wojska Polskiego. Związek Radziecki przyznał się oficjalnie do popełnienia zbrodni dopiero po pięćdziesięciu latach od dokonania mordu tj. 13 kwietnia 1990 roku, kiedy to Michaił Gorbaczowprzekazał prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu listy przewozowe NKWD z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie oraz spis jeńców obozu w Starobielsku[3]. Od tego dnia, Dzień Pamięci obchodzono przez kilkanaście lat, jako Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia.

W 2005 w Warszawie odbyła się demonstracja przed ambasadą rosyjską(członków Komitetu Katyńskiego i Rodzin Katyńskich). Odbyła się także msza polowa, złożono wieńce pod Pomnikiem Poległych i Pomordowanych na Wschodzie, a także wręczono odznaczenia dla Rosjan zasłużonych w odkrywaniu prawdy. Uroczystości odbywały się także w innych miastach.

W 2008 roku Polska Fundacja Katyńskaustanowiła Medal Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.

Obchody w 2010 roku, z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zapisały się czarną kartą w historii Polski. 10 kwietnia samolot rządowy z prezydentem Polski na pokładzie, lecący na uroczyste obchody w Katyniu, rozbił się pod Smoleńskiem. Wszyscy zginęli na miejscu, uroczystość została odwołana.

Od 2008 roku Grupa Historyczna Zgrupowanie „Radosław” organizuje w Warszawie, z okazji Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, tzw. Katyński Marsz Cieni[4].

Pliki do pobrania

więcej

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana

Pan Jezus zaprosił mnie, abym pozwolił mu przemienić ten krzyż, na którym wieszało się łotrów, tą przeklętą moją historię w CHWALEBNY KRZYŻ.

Autor/źródło: ochrona.episkopat.pl

Jestem osobą wykorzystaną seksualnie przez księdza. Ktoś do kogo miałem zaufanie i w najbardziej bezpiecznym dla mnie miejscu, którym był Kościół… Moje życie stało się przeklęte, jak to drzewo krzyża, na którym przecież wieszało się łotrów – tych najgorszych, tak się czułem NAJGORSZY. I niestety, nic nie zapowiadało, żeby się to miało zmienić, znikąd nie było pomocy… (...) W tej rozpaczy, Pan posłał do mnie swojego Anioła, który zaprowadził mnie na Katechezy. Słuchałem...raz, drugi, trzeci i doświadczyłem pocieszenia, jakiego nikt, ani nic, nie mogło mi dać. Spowiedź, Eucharystia, Słowo Boże, na nowo budowane zaufanie do księży...to wszystko napełniało mnie na nowo SENSEM ŻYCIA. Bracia we wspólnocie dawali wsparcie i nikt nie odrzucał, a przynajmniej nic nie mówił.

Pan Jezus zaprosił mnie, abym pozwolił mu przemienić ten krzyż, na którym wieszało się łotrów, tą przeklętą moją historię w CHWALEBNY KRZYŻ. (...) 

Wiem, że wiele osób Skrzywdzonych przez księży odeszło z Kościoła i w sposób cywilny dochodzą swoich praw, nie winię Ich za to, i zapraszam Was do tego nie wińcie ich za to, Oni potrzebujemy realnej pomocy. Uwierzcie mi, że udręki, ciemności, zwątpienia mają taką skalę, że gdy nie ma Boga w takiej ranie, łatwo jest znienawidzić księdza, Kościół, ale również wierzących w Boga.

Jestem dziś tu, dzięki Panu mojemu Jezusowi Chrystusowi, który wiele rany pozwalał mi się przytulać do Niego i wchodzić w tę Drogę Krzyżową, w której najwięcej doznawałem pocieszenia. Wielokrotnie szedł ze mną lub niósł mnie w tej Drodze Krzyżowej i to On mnie uratował...

Dziś mogę powiedzieć:

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana
Jego rosa mnie ożywia
Jego powiew mnie użyźnia
w Jego cieniu postawiłem mój namiot.

W trwodze Tyś obroną
w potknięciu podporą
w zwycięstwie Koroną
w walce Tyś nagrodą.

Drzewo Życia Wiecznego
podpora wszechświata kościec ziemi
Twój wierzchołek sięga Nieba
a w Twoich ramionach otwartych jaśnieje Miłość Boga.

 

/Fragment świadectwa wygłoszonego podczas wydarzenia modlitewnego "Polska pod Krzyżem", 14 września 2019

Pliki do pobrania

Święty na czas izolacji i (bez)nadziei

Niebawem błogosławiony kard. Wyszyński mógłby być patronem osób, które czują, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia.

Ojciec zawsze miał pod górkę – podsumowała telefoniczne rozmowy na temat możliwości utrzymania bądź przełożenia terminu beatyfikacji jedna z osób bliskich prymasowi. Chodziłam z tą myślą – „Ojciec miał zawsze pod górkę” — przez kilka dni, gdy nagle, w innej wirtualnej rozmowie, przyszło olśnienie: przecież Bóg daje konkretnych świętych na konkretny czas. „To Bóg wybiera czas i pokolenie, dla którego osoba wynoszona do chwały ołtarzy ma być konkretnym znakiem” – potwierdzenie znalazłam w słowach abp. Grzegorza Rysia, wygłoszonych z okazji 20. rocznicy kanonizacji królowej Jadwigi. Skoro tak, to co nam mówi prymas Wyszyński na czas pandemii, czas izolacji? Znacznie więcej, niż mogłabym pomyśleć jeszcze miesiąc temu!

Kiedy jesienią ubiegłego roku przeprowadzałam wywiad z ks. prof. Zdzisławem Kijasem, relatorem procesu beatyfikacyjnego Stefana Wyszyńskiego (do książki o prymasie, z premierą przesuniętą na maj), nie sądziłam, że będzie on aż tak aktualny. Wtedy byłam nawet zadziwiona odpowiedzią na pytanie, czyim patronem mógłby być nowy błogosławiony. Usłyszałam bowiem, że mógłby być „patronem osób, które czują, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia”. Wyszyński? Ojciec narodu, interreks, pater patriae? – nie dowierzałam. Nie zdziwiłabym się, gdyby miał być patronem Polski, polskiego Kościoła itd. Ale zwycięski Prymas Tysiąclecia patronem osób czujących, że są w beznadziejnej sytuacji? Dziś już nie tylko przyznaję rację księdzu relatorowi, ale i wiem, że ta beatyfikacja jest wielkim znakiem na teraz. Niezależnie od tego, kiedy się odbędzie, co tym bardziej wpisuje się w nasz czas.

Tak, prymas Wyszyński doskonale wiedział, co znaczy znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. Bez swojej winy, bez swojego w niej udziału. Tak jak my dzisiaj. Kiedy w 1949 roku obejmował urząd prymasowski, zdawało się, że system komunistyczny walczący – dosłownie – z wiarą i Kościołem będzie trwać wiecznie. Ale zupełnie wyjątkową sytuacją było uwięzienie. Bezprawna izolacja. Nie wiedział, kiedy się skończy i jak się skończy, bo może zostanie podstępnie zamordowany. I w tej izolacji niezłomny prymas również miewał gorsze okresy – jak my obecnie. Może nawet załamania, skoro płakał. Ale przeszedł ten czas zwycięsko. Dlaczego? Jakie z jego życia i tego doświadczenia płyną dla nas wskazówki? Co najmniej trzy.

Pierwsza: Bogu trzeba nie tylko wierzyć, lecz zawierzyć. „On wierzył nie tylko w to, że Bóg istnieje, ale też w to, że Bóg działa w jego życiu i w dziejach świata” – to cytat z wywiadu z ks. Kijasem. Prymas wiedział, że Bóg jest Ojcem – dobrym Ojcem. Że w czasie ciemności nie opuścił go. „Wiem, że Bóg nie odsunął się ode mnie, jest mi bliższy dziś niż kiedykolwiek; czuję to aż nadto wyraźnie” – zapisał w dzienniku, a wielu dziś tego przecież doświadcza. Jak i tego, że jeśli „człowiek pamięta o tym, że obraca się w porządku nadprzyrodzonym, opuszczają go lęki”. On przestał się lękać, gdy 8 grudnia 1953 roku złożył „Akt osobistego oddania się w niewolę Maryi”.

Wskazówka druga. Czas izolacji był dla prymasa okresem obrachunku ze sobą, przemyśleniem dotychczasowej linii działania („czy to, co się stało, było nieuniknione, czy nie jest zawinione”), a także przeżywania goryczy opuszczenia przez tych, od których mógł oczekiwać wsparcia i lojalności. Ale umiał z tego wszystkiego wyprowadzić dobro. Dokonał przeorientowania linii działania wobec władz państwowych, stworzył program duszpasterski duchowej ofensywy, a gorycz opuszczenia potraktował jako ofiarę złożoną Bogu oczyszczającą serce.

Wskazówka trzecia. To bardzo praktyczna rada dla tych, którzy narzekają na izolację, szczególnie w samotności. Prymas miał na to sposób: modlitwa i praca (ora et labora). I samodyscyplina. „Któż z nas jest panem przeszłości albo przyszłości – tak układam czas, by wypełnić go całkowicie lekturą, która – poza modlitwą – jest nadal jedynym moim zajęciem” – pisał w liście do ojca. Prymas w więzieniu wstawał codziennie o piątej rano! Tak jak na wolności, chociaż w izolacji nie musiał tego robić. Miał ściśle określony harmonogram dnia i skrupulatnie go realizował, koncentrując się na tym, co robił. Na czytaniu i pisaniu spędzał, oprócz niedzieli, sześć godzin dziennie. Pisał, chociaż nie wiedział, czy ktokolwiek będzie mógł z tego skorzystać.

Izolacja była dla prymasa czasem wielkiej próby wiary, nadziei i miłości.

Czy nie jest nam w tym bliski?

We wrześniu 1956 roku, w trzecią rocznicę aresztowania i na ponad miesiąc przed uwolnieniem, kiedy nic jeszcze na to nie wskazywało, prymas w dzienniku zapisał, że nigdy nie wyrzekłby się tego czasu. Dziękował Bogu za czas izolacji! Dlaczego? Wśród wielu powodów najważniejszy był ten: dobro dla jego duszy.

Nie, prymas nie „ma pod górkę”. On idzie z nami

p.FRANCISZEK Wielki Czwartek 2020 r

Warunkiem wejścia do królestwa Bożego jest przyjmowanie Eucharystii i służba - mówił papież Franciszek podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej. Odprawił ją przy ołtarzu katedry w bazylice św. Piotra w Watykanie. Z racji koronawirusa nie było w tym roku obrzędu umycia stóp, ani końcowej procesji z Najświętszym Sakramentem do kaplicy, zwanej Ciemnicą, gdzie zwyczajowo jest on przechowywany do liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

W krótkiej homilii papież wskazał na trzy elementy dzisiejszej liturgii: Eucharystię, służbę i namaszczenie. Przeżywamy pragnienie Pana, który chce być z nami w Eucharystii, pozostaje z nami i w nas, a my stajemy się tabernakulum Pana. Mówi nam wręcz, że jeśli nie będziemy spożywali Jego ciała i pili z Jego kielicha, nie wejdziemy do królestwa niebieskiego. Warunkiem wejścia do królestwa Bożego jest też służba. Choć to trudne do zrozumienia, musimy pozwolić, aby Pan nam służył, aby nas obmył.

- Chcę być dzisiaj blisko wszystkich kapłanów – wyznał Franciszek i wyraził nadzieję, że wielkoczwartkowa Msza Krzyżma [w czasie której księża odnawiają swe przyrzeczenia kapłańskie – KAI] zostanie odprawiona przed Zesłaniem Ducha Świętego. Dodając, że kapłani - zarówno ci dopiero co wyświęceni, jak też biskupi i papież - zostali namaszczeni przez Pana, by sprawować Eucharystię i by służyć.

Papież przypomniał, że w tych dniach we Włoszech zmarło ponad 60 kapłanów, służących chorym wraz z lekarzami. Nazwał ich świętymi z sąsiedztwa, którzy oddali swe życie.

Myślą objął tych kapłanów, którzy są daleko. Poinformował, że dziś otrzymał list od franciszkanina, kapelana więziennego, opisującego jak osadzeni przeżywają Wielki Tydzień. Wspomniał o kapłanach, którzy udają się daleko, aby nieść Ewangelię, m.in. o misjonarzu, który najpierw poszedł na cmentarz, by modlić się przy grobach swoich poprzedników, często zmarłych z powodu epidemii, na które nie mieli przeciwciał. Mówił o wiejskich proboszczach, którzy są tak blisko ludzi, że znają imiona wszystkich parafian, a nawet ich psów.

- Dziś niosę w sercu dzielnych kapłanów, także tych, którzy padają ofiarą oszczerstw – podkreślił Franciszek, dodając, że niektórzy duchowni nie mogą wyjść na ulicę w koloratce, bo są znieważani z powodu innych księży, którzy dopuścili się zła. - Wszyscy jesteśmy grzesznikami: kapłani, biskupi, papież - i musimy prosić o przebaczenie – kontynuował Ojciec Święty. Wspomniał także o kapłanach przeżywających kryzysy i duchowe ciemności.

- Dzisiaj wy wszyscy, bracia kapłani, jesteście ze mną przy ołtarzu. Ale nie bądźcie uparci, jak Piotr, pozwólcie Panu, by umył wam stopy – prosił papież. Wezwał ich również, by przebaczali hojnym sercem, bo jest to miara, którą sami będą mierzeni. - Nie lękajcie się przebaczać! Gdy nadejdą wątpliwości, patrzcie na Chrystusa, który przebaczał wszystkim. A jeżeli nie możecie dać w tej chwili sakramentalnego przebaczenia, dawajcie pocieszenie – zakończył Franciszek, dziękując Bogu za dar kapłaństwa i za kapłanów.

Przy ołtarzu ustawiony był łaskami słynący krzyż z rzymskiego kościoła św. Marcelego oraz ikona Matki Bożej Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego).

MATKA

Matka

29 maja 1981 r., nazajutrz po śmierci Prymasa Tysiąclecia, przeniesiono trumnę do kościoła Wniebowzięcia NMP i św. Józefa Oblubieńca, gdzie społeczeństwo mogło oddać mu hołd.

Zbigniew Matuszewski /caf/pap

W pierwszym dniu Wielkiego Postu usłyszeliśmy słowa proroka Joela. Pan Bóg mówił do nas wówczas: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!”.

1. Nawrócenie serca

Już wtedy tak właśnie określiliśmy cel Wielkiego Postu: „rozdarcie”, nawrócenie serca. Nie przyszło nam wówczas do głowy, że to będzie Wielki Post inny niż wszystkie dotychczasowe. Że serca rozdarte będą bardziej niż szaty same z siebie. Że zasłonięty wielkopostny krzyż oglądać będzie można jedynie na monitorze. Że Komunia Święta duchowo przyjmowana, dla niektórych nowa, będzie głównym sposobem duchowego jednoczenia się z Bogiem. Że otwarte serdecznym światłem kraciaste wrota konfesjonałów mogą się zamknąć, a łatwość uzyskania w naszych, polskich warunkach sakramentalnego rozgrzeszenia przestanie być tak oczywista. Koronawirus pomieszał nam szyki. Nastraszył przed przyszłością. Nauczył pokory. Jest tak z pewnością dlatego, że człowiekowi XXI wieku, obeznanemu z życiem wirtuozowi nonszalancji, przypomniał zasadnicze „memento mori”. Pamiętaj, że umrzesz. To również cytat z liturgii otwierającej Wielki Post. Jeszcze nigdy głowy posypane popiołem nie były tak rozpalone gorączką uciekania przed śmiercią. To był wyjątkowy Wielki Post. A serca, które z konieczności udały się na odosobnienie od świata, zdobyły wyjątkową umiejętność: dystans do tego, co wydawało się niezatapialne. Pokorę wobec tego, co niewygodne. To prawda – w Wielkim Poście 2020 roku chyba po raz pierwszy mogliśmy czytać Ewangelię bezpośrednio z twarzy innych ludzi. Wszystkim tym ludziom należy się wdzięczność. I każdemu z Was, drodzy Czytelnicy!

2. Rekolekcje wielkopostne

Praktykę odbywania rekolekcji znamy wszyscy. Czy to indywidualne, czy zbiorowe, czy parafialne, czy inne… To tak oczywiste, że bardziej być nie może. W każdej parafii, we wszystkich wspólnotach wierzący w czasie Wielkiego Postu zwołują się na rekolekcje. W tym roku... nie zwołano ich tak jak dotychczas. Nie mogliśmy się gromadzić. Któż z nas przypuszczał, że idea gościowych rekolekcji „do czytania” będzie dla niektórych jedyną szansą, by w ogóle wziąć udział w rekolekcjach? Nikt. Jak zauważyliśmy na początku, rekolekcje są po to, żeby się pozbierać. Ale jak zbierać siebie w czasach epidemii? Gabriel Garcia Marquez w powieści „Miłość w czasach zarazy” napisał: „Mieć kogoś, kto by mnie rozumiał – oto moja jedyna potrzeba życiowa”. Te słowa bardzo dosadnie oddają większość naszych ludzkich potrzeb i pragnień. Niekoniecznie dlatego, iżbyśmy sami siebie mieli nie rozumieć. Raczej dlatego, że dzielić z kimś życie można jedynie wówczas, gdy każdy z dzielących czuje się zrozumiany. W rekolekcjach nie chodzi o to, żeby zrozumieć Boga. Raczej o to, żeby zrozumieć siebie tak, jak rozumie nas On. Jeżeli choć trochę nasz drogi Czytelnik postąpił naprzód na tej drodze poznawania siebie, to możemy uznać dzieło za wypełnione, przynajmniej w części.

3. Rekolekcjonista – Stefan kardynał Wyszyński

„Pasja Prymasa” to był nasz wybór na Wielki Post w roku upływającym pod znakiem wielkiej postaci Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego. Niebawem ma zostać ogłoszony błogosławionym. Był wielkim mężem stanu i wielkim mistykiem – dla naszego cyklu wielkopostnego oba te czynniki, równie istotne, miały być też równoważne. Teza była następująca: bliski Chrystusowi w oddaniu Matce Bożej, oddany był człowiekowi, jak każdy święty, i dobru wspólnemu, jak każdy mąż stanu. W ostatnim odcinku staniemy razem pod krzyżem umierającego Chrystusa. Wraz z przywoływanym tu często Romanem Brandstaetterem wejdziemy raczej w wewnętrzny skarbiec Jego umierania. Śmierci, która dała światu życie. Ale i staniemy przy łożu umierającego kard. Stefana Wyszyńskiego. Te rekolekcje, „zbieranie się” w sobie, miały być z nim jako rekolekcjonistą. Czy mogłoby zatem zabraknąć w nich tego największego życiowego sprawdzianu, którym jest dla człowieka jego umieranie?

4 kwietnia 1955 r., a zatem 65 lat wstecz od chwili, w której bierzesz, drogi Czytelniku, do ręki ten numer „Gościa Niedzielnego”, kard. Wyszyński zapisał swoją refleksję o namaszczeniu Jezusa przez Marię w Betanii opisanym w Ewangelii według św. Jana. Było to namaszczenie niejako na śmierć. Prymas napisał między innymi: „Wonność spłynęła nie tyle z alabastrowej urny, ile z duszy. Dom betański – to obraz Kościoła. A wonność – to chwała Pańska, która wypełnia cały Dom Boży, cały Kościół. Woń serc wdzięcznych, oddanych Bogu, jest największą radością Boga”. Piszemy o śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego w tygodniu, w którym męka i śmierć Jezusa Chrystusa stają w centrum naszego zainteresowania – w centrum życia Kościoła. Niech zatem nasze serca pachną w tym ostatnim tygodniu Wielkiego Postu. Na większą chwałę Boga. I w ten sposób niech zakończy się ten Wielki Post. Zmartwychwstaniem do życia zupełnie nowego... •

 

 

 

więcej

DROGA KRZYŻOWA EPIDEMII przed niedzielą palmową.JEDNA OSOBA z naszej grupy prowadzi dwie stacje.

Droga krzyżowa epidemii

ks. Wojciech Węgrzyniak

dodane 2020-03-27 

Panie, Jezu Chryste, my, ludzie, dzieci Boga, wierzący i niewierzący, przechodziliśmy w historii wiele krzyżowych dróg, wojen, głodu, zaraz i kataklizmów. Na jedną z nich skazaliśmy Ciebie. Twoja droga krzyżowa, okazała się najbardziej zbawczą drogą świata.  Przejdź z nami drogą krzyżową epidemii i mocą Ducha, który potrafi odnowić oblicze ziemi, uczyń ją drogą ku Wielkiej Nocy.

Stacja I – Zostaliśmy skazani na epidemię -Odnowa w Duchu Świętym

Jezus zostaje skazany na śmierć. Tak zdecydował Sanhedryn. Tak krzyczeli ludzie. Tak podpisał Piłat. Gdyby się nie narodził, nie zostałby skazany. Gdyby to nie było wolą Ojca, nikt nie zrobiłby Mu krzywdy. Tajemnica krzyża, to tajemnica wolności mojej, wolności innych, tajemnica natury świata i Boga.

Zostaliśmy skazani na epidemię. Czy to była decyzja, czy pomyłka człowieka, czy tajemnica natury starszej od wszystkich ludzi, czy konsekwencje życia w globalnej wiosce, czy nawet misterium niesprzeczne z Bożą Opatrznością, nie wiemy. Wiemy, że zostaliśmy skazani. I dziś to nie czas, by szukać przyczyny. Dziś to czas, by już przy pierwszej stacji wzrok zobaczył na horyzoncie iskierkę zmartwychwstania.

Stacja II – Bierzemy krzyż na swoje ramiona - Odnowa w Duchu Świętym

Jezus wziął krzyż. Nie kłócił się, ani spierał. Nie uciekł jak w Nazarecie, gdy Go chcieli strącić w przepaść. Nie schował się jak w Jeruzalem, gdy zamierzano Go ukamienować. Nie sprowadzał dziesięciu tysięcy aniołów, żeby wytłumaczyć, że żaden człowiek nie może robić krzywdę Synowi Boga. To pokorna miłość Boga bierze niesprawiedliwy i nie swój krzyż na swoje ramiona.

Bierzemy i my krzyż epidemii na swoje ramiona. Nie popełniamy samobójstw. Nie zamykamy szpitali na chorych. Nie buntujemy się przeciw restrykcjom i nie tracimy ducha, że chorują również niewinni. Organizujemy zbiórki i wszelaką pomoc. Bo wiemy, że jeśli krzyża nie weźmiemy w swoje ręce, krzyż może uderzyć nas śmiertelnie w głowę.

Stacja III – Upadamy z powodu nonszalancji KD

Jezus upadł pod krzyżem na początku drogi. Czy krzyż był za ciężki? Czy On osłabiony przez biczowanie i koronę z cierni? A może uderzył nogą o kamień? Upadł a to boli. Zwłaszcza, że to dopiero początek. Czy w takim razie będzie miał siły powstać i iść dalej?

Pierwszym upadkiem w czasach epidemii jest nonszalancja. Łamanie przepisów sanepidu, lekceważenie zagrożenia, zabawa z tego, co śmiertelnie poważne. Dlaczego pozwalamy na ten pierwszy upadek? Może jesteśmy osłabieni przez znieczulicę? Może nie umiemy się nie potknąć, bo kamień na drodze jakiś całkiem nowy? Ważne, żeby powstać. By raz na zawsze powiedzieć koniec upadkom lekceważenia krzyża.

Stacja IV – Spotykamy tych, których kochamy-KD

Maryja nie musiała być z Jezusem na Górze Przemienienia, ale nie mogło zabraknąć Matki na drodze krzyżowej jej Syna. Nie wiemy czy pospieszyła z Nazaretu jak kiedyś do Elżbiety, czy była już od paru dni w Świętym Mieście, jak wtedy gdy z Józefem szukali zagubionego Dwunastolatka. Wtedy znalazła Go w świątyni. Teraz świątynią stała się Via Crucis.

Na drodze krzyżowej epidemii musimy spotykać najbliższych. To czas, kiedy rodzina staje się najważniejsza. Ale tak jak zabrakło Józefa przy tej stacji, może niektórym być ciężko z powodu nieobecności taty czy mamy, męża czy żony, chłopaka czy dziewczyny, przyjaciół i znajomych. Obyśmy cierpiąc z powodu tych, którzy nie mogą być blisko, stali się bliskimi dla tych, dla których ciągle możemy.

Stacja V – Lekarze i pielęgniarki z Cyreny pomagają najwięcej- CHÓRZYSCI

„Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósłkrzyż Jego” (Mt 27,32).  Nie dało się inaczej. Sam Jezus by nie poradził. Był przecież człowiekiem. Nie dało się po dobroci, bo to wcale nie było takie łatwe. I nie tylko dla Szymona.

Na drodze epidemii nie damy rady bez lekarzy i pielęgniarek z Cyreny. Ani święcenia, ani pieniądze, ani władza nie pomoże tam, gdzie mogą pomóc tylko służby medyczne. Jesteśmy tylko ludźmi. Chociaż nie wszyscy są zmuszani, wielu z nich wolałoby inaczej. Skoro jednak oni z chorymi najwięcej odczują ciężar tego krzyża, obyśmy zapamiętali słowo „wdzięczność”. I oby Bóg zapewnił im błogosławieństwo.

Stacja VI – Weroniki wolontariatu spieszą do potrzebujących -CHÓRZYŚCI

Weronika nie musiała nic. Mogła zostać w domu. Albo i nawet poprzestać na oglądaniu. Może nic ciekawego, ale tak jakoś bezpieczniej. Ten gest serca jednak zostawił ślad na wieki. Ślad oblicza Jezusa. Ślad miłości, która zawsze robi wszystko, co możliwe.

Dziś tysiące Weronik powychodziło ze strefy komfortu. Robią zakupy dla starszych. Pomagają tym na kwarantannie. Szyją maseczki. Organizują zbiórki. Ta bezinteresowna miłość sprawia, że twarz ludzkości staje się coraz bardziej boska. I oby ślad tej twarzy pozostał już z nami na zawsze.

Stacja VII – Upadamy z powodu egoizmu -AK

Jezus upada po raz drugi. Upada pomimo spotkania z Matką, pomocy Szymona, miłości Weroniki. Taki upadek może bardzo boleć. Bo jeśli przy tej pomocy nie daję już rady, to skąd wezmę siłę, żeby iść tą drogą do końca?

Drugim upadkiem w czasach epidemii jest egoizm. Pomimo zaangażowania wielu, bezinteresowności tysięcy, zmęczenia tych, którzy na pierwszym froncie, zawsze znajdą się tacy, którzy myślą tylko o sobie. Egoizm wykupywania zapasów ponad miarę. Podbijanie horrendalne cen, bo okazja rzadka. Zachęcanie do niekoniecznych zbiórek na fali społecznego współczucia. Diabelska przewrotność człowieka, który chce zarobić na krzyżu. Powstańmy z tego upadku, bo on strasznie nieludzki.

Stacja VIII – Czytamy płaczące komentarze i posty -AK

„A szło za Jezusem mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim.  Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23,27-28). Płacz kobiet jerozolimskich nie był dobry, choć wyglądał dobrze. Nie ma jednak nic bardziej mylącego niż płacz. Wydaje się być językiem wrażliwości i serca. A może być zasłoną ucieczki od tego, co najważniejsze.

W czasach epidemii nie brakuje lamentów. Nie brakuje krzyków fałszywych proroków, biadolenia nad innymi, co powinni robić, płaczu nad przywódcami świeckimi i religijnymi. Nie brakuje siania paniki kombajnami Internetu. Jezus mówi wyraźnie „płaczcie raczej nad sobą”. Skup się na tym, co możesz zrobić, dla siebie i dla swoich bliskich.

Stacja IX – Upadamy z braku nadziei PANOWIE Ż.RÓŻ.

Jezus upada po raz trzeci bardzo blisko końca. Golgotę już widać i jest nadzieja, że to wszystko nareszcie się wypełni. A jednak zabrakło sił. A jeśli zabrakło na to, by iść, czy będzie ich wystarczająco na to, żeby powstać? Mało rzeczy tak przeraża jak rozpacz, że mimo wszelkich wysiłków i tak nie osiągniemy celu.

Trzeci upadek w czasach epidemii to upadek nadziei. Jesteśmy przywalani statystykami coraz większej liczby chorych. Leżymy pod ciężarem zarażonych lekarzy i pielęgniarek. Przydusza nas widmo selekcji zarażonych na lepszych i gorszych. Przygniata świadomość, że ciągle czegoś brak, że za mało, że za późno. Dołuje do tego troska o chleb i przybija niewidzialna efektywność trzymania się wszelkich zasad. Możemy się przewrócić. Możemy na chwilę się rozłożyć, ale nie pozwólmy nigdy umrzeć nadziei. Póki my żyjemy.

Stacja X – Odkrywamy prawdę o sobie PANowie z Z. RÓŻ. p. Paweł

Jezus został obnażony z szat na pośmiewisko i hańbę. Na poniżenie i wyśmianie. Na pokazanie, że ten, który miał się za Mesjasza jest tylko nagim królem. Nie wiedzieli jednak, że to obnażenie jest tylko obrazem kenozy wcielenia. Nie pojmowali, że ta miłość aż po własną nagość zakryje wszelkie nagości Adama i Ewy.

Epidemia obnaża ludzkość aż do głębi serc. Choroba zdziera maski i zabija drugie twarze. Odkrywa trupie czaszki w grobach pobielanych albo wyciąga na światło perły niezauważane w pyle codziennego życia. To dobra stacja. Jak trailer przed Sądem Ostatecznym. Co więcej, z szansą na to, że obnażenie może nie tylko odsłonić prawdę o nas. Może również poprowadzić do autentycznej przemiany.

Stacja XI – Jesteśmy przybici trzema gwoźdźmi CARITAS

Jezus został przybity do krzyża. Jeden gwóźdź w lewą dłoń. Drugi w prawą. Trzeci, by umocować stopy. Ból najbardziej ostry ze wszystkich co były i będą. To co było drogą krzyżową teraz staje się samym krzyżem. Gwoździe zapewnią, że już nikt aż po śmierć nie oddzieli go od krzyża.

Przy tej stacji pomyślny o tych, którzy są przybici chociaż jednym z trzech gwoździ epidemii. Pierwszy gwóźdź to ten, co zabił kogoś bliskiego, drugi to ten, który nie pozwala oddychać, bo zabrakło respiratora, trzeci to ten, który przygwoździł lekarzy i pielęgniarki w szpitalu z dala od własnych ukochanych dzieci. Pomyślmy. Pomódlmy. Pomóżmy. Podzielmy się wiarą, że nawet najboleśniejszy gwóźdź może być gwoździem zbawienia.

Stacja XII – Umieramy z miłości do innych CARITAS

Jezus umarł na krzyżu. Z miłości do każdego człowieka. Za grzechy wszystkich ludzi. Niewinny Baranek złożył się w ofierze za zabłąkane owce i za wilki w owczej skórze. Dawca życia oddał życie. Pan nieba dał się pokonać niewolnikom ziemi. Z miłości.

W czasach epidemii umieramy i będziemy umierać z miłości do innych. Tysiące oddadzą życie dosłownie, zwłaszcza lekarze i pielęgniarki. Niektórzy zrezygnują z leczenia dla innych. Wielu choć przeżyje, narażać będzie wszystko co ma, żeby pomóc tym, którzy tracą nadzieję na cokolwiek. Nie ma większej i piękniejszej miłości niż za innych. Jeśli umierać to tylko z miłości. Chcemy żyć jak bogowie? To pokażmy, że potrafimy umierać jak Bóg.

Stacja XIII – Nie zapominamy o gestach czułości- NEO SYLWEK

Ciało Jezusa zostaje zdjęte z krzyża i złożone w ramionach Jego Matki. Chociaż serce Maryi przeszył miecz boleści, nie brakuje jej czułości dla Syna. Chociaż bolejąca cała, cała ogarnięta jest czułością dla swego dziecka. Jak kiedyś w Betlejem tuli Go do siebie. Prawdziwa miłość nie żałuje czułości nawet takiej, która wydaje się być drugiemu niepotrzebna.

W czasach epidemii nie możemy się zbliżać. Nie możemy się dotykać. Nie możemy podawać sobie ręki. Nawet na znak pokoju. Ale nie możemy zrezygnować z czułości, bezpiecznych gestów, które przekazują miłość. Kiedy ludzkie ciała muszą być od siebie trochę dalej, nasze serca powinny być naprawdę bardzo blisko.

Stacja XIV – Nie zostawiamy zmarłych na ulicach- Ks prob

Jak dobrze, że Nikodem i Józef z Arymatei pomyśleli o pogrzebie. Nie czekali na Piotra, ani kogoś z rodziny. Jak dobrze, że ktoś nie stracił głowy, kiedy Jezus stracił życie. Przyszli, załatwili, zdjęli, pochowali, zatoczyli kamień. Tyle można było zrobić. I tyle zrobili.

Zrobimy wszystko, żeby nie zostawić umarłych na ulicach, nie pozwolimy rozkładać się ciałom w domach, wrzucać nieubranych do bezimiennych grobów i zasypywać ciał bez księdza, bez chociaż najbliższych. Nawet w czasach epidemii nie może zabraknąć Józefa z głową na karku z Arymatei i Nikodema, co już nie boi się przyjść do Jezusa nawet w ciągu dnia. Nie może zabraknąć chociaż Marii Magdaleny wiernej aż po grób.

Zakończenie

Panie Jezu, Chryste, droga krzyżowa kończy się czternastą stacją, ale to nie jest ostatnia stacja Ewangelii. Po męce i ukrzyżowaniu nadejdzie i dzień zmartwychwstania. Życie zwycięży śmierć, płacz zamieni się w radość, strach zostanie ugaszony pokojem. Prosimy Ciebie, Panie Wszechświata, który jak wielu znasz, co to ludzki ból i jak nikt wiesz dobrze, co to jest moc Wielkiej Nocy, prosimy Cię, bądź z nami na drodze krzyżowej epidemii do końca. Natchnij Duchem inteligencję szukających lekarstwa. Umacniaj ramiona dźwigające chorych. Pociesz tych, którzy żegnają najbliższych. Przygotuj serca wszystkich na wzajemne pojednanie i błogosław każdemu aż do zwycięstwa zdrowia nad chorobą, aż do zwycięstwa życia nad śmiercią. Amen

PRZESTAŃ SIĘ MARTWIC ....SP .KS PIOTR PAWLUKIEWICZ posłuchaj na jotubie

Nie płaczcie nade mną, ale dobrze wychowujcie swoje dzieci i módlcie się do Boga”. Msza pogrzebowa ks. Piotra Pawlukiewicza

"Ten, który gromadził wokół siebie tłumy, dziś na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro. Ma jednak tą wielką rzeszę ludzi, która łączy się z nami przez transmisję" - powiedział na rozpoczęcie Mszy św. w kościele Nawiedzenia NMP kard. Kazimierz Nycz. Transmisję w sieci śledziło przynajmniej 80 tysięcy osób, nie uwzględniając dużej oglądalności w Telewizji Trwam i TVP INFO

“Ten, który gromadził wokół siebie tłumy, dziś na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro. Ma jednak tą wielką rzeszę ludzi, która łączy się z nami przez transmisję” – powiedział na rozpoczęcie Mszy św. w kościele Nawiedzenia NMP kard. Kazimierz Nycz.

Homilię wygłosił ks. Bogusław Kowalski, kolega kursowy z lat seminaryjnych, proboszcz parafii katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana w Warszawie.

Słowo kard. Kazimierza Nycza na rozpoczęcie Mszy św. pogrzebowej

W kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny stajemy przy ołtarzu Eucharystii i przy trumnie śp. ks. Piotra Pawlukiewicza. Tu pracował prawie 30 lat, tutaj mieszkał, tutaj duszpasterzował. Przyciągał w swoim życiu kapłańskim do Pana Jezusa i Kościoła setki tysięcy wiernych, młodzieży, dzieci. Miał ten wielki dar słowa. Jest swoistym, niepojętym paradoksem, że ten który gromadził wokół ołtarza tłumy, dzisiaj na swoim pogrzebie ma nas zaledwie kilkoro modlących się razem z wami wszystkimi, którzy modlicie się dzięki transmisji telewizyjnej tej dzisiejsze, żałobnej uroczystości.

Wobec tych niepojętnych spraw mówimy fiat – niech się stanie, tak jak mówiła Matka Najświętsza w tajemnicy Zwiastowania, którą dzisiaj w liturgii Kościoła wspominamy. Od tego fiat Maryi rozpoczęło się Wcielenie. Bóg stał się człowiekiem. Możemy przypuszczać, że to fiat Maryi nie było dla niej łatwe. Wiele pytań, wiele rzeczy niewyjaśnionych, trudnych do pojęcia a jednak powiedziała Panu Bogu: tak. Także w życiu świętej pamięci ks. Piotra były takie momenty kiedy jego fiat, jego tak, nie było łatwe i proste, ale je zawsze wypowiadał.

Tak było zwłaszcza 10 lat temu kiedy rozpoczęła się jego trudna choroba. Towarzyszyła mu przez ostatnie 10 lat jego życia i jego kapłaństwa. Także nasze fiat dzisiaj nie jest proste. Jesteśmy zasmuceni odejściem, wczesnym odejściem tak wspaniałego kapłana. Pragnę jako biskup w swoim imieniu oraz w imieniu Archidiecezji, która mu tak wiele zawdzięcza wypowiedzieć razem z Maryją jej  fiat ale jeszcze bardziej wypowiedzieć razem z Maryją jej Magnificat dziękczynne za wielkie dzieła Boże i za to wszystko, co się wydarzyło w życiu świętej pamięci ks. Piotra, naszego kochanego Brata.

Przede wszystkim za jego piękny udział w kapłaństwie Pana Jezusa, do którego został włączony 35 lat temu, w ’85 roku przez święcenia. Za jego, wspomniany już, dar słowa, którym przyciągał ludzi do Chrystusa i do Kościoła. Za jego ambonę: tysiące ambon w Polsce, “ambonę” radiową Radia Józef, “ambonę” telewizyjną, ambonę Mszy św. “radiowej” w I Programie Polskiego Radia. Za jego słowo, które kierował do młodzieży, do dorosłych. Wszystkich tym słowem ubogacał i prowadził do Jezusa. Chciałem podziękować za jego bycie przełożonym w seminarium naszym, za jego pracę w kurii.

Chciałem podziękować za 25 lat wykładów w Papieskim Wydziale Teologicznym. Nie tylko sam pięknie i mądrze mówił, ale innych także tego mówienia starał się uczyć jako profesor. Za jego wszystkie dzieła i zaangażowania, które były w drodze jego życia, w różnych miejscach, w różnych powołaniach i posłaniach, których doznawał od kard. Józefa Glempa a potem w ostatnich 13 latach także w czasie mojego kierowania go do różnych rzeczy, o które go po prostu prosiliśmy. Za jego pogodę ducha, jego piękne, przeżywane radośnie życie, ale także za jego lekcję przyjmowania choroby i cierpienia, którym nas ubogacał. Powiem tylko jedno. Zawsze za wzruszeniem patrzyłem jak na kolejne święta przyjeżdżał do Domu Arcybiskupów Warszawskich po to, by się razem zabrać do katedry. Także w tych latach, kiedy było mu niezwykle trudno. Drogi, kochany Piotrze! Za to wszystko pragnę ci najserdeczniej podziękować. A równocześnie prosić Pana Boga, najlepszego Ojca, któremu wierzyłeś i ufałeś, aby Cię przyjął do swojego Domu.

Homilia ks. Bogusława Kowalskiego

Czcigodny Księże Kardynale Kazimierzu, Księże Proboszczu, drogi bracie Ryszardzie, czcigodna siostro Mario, wszyscy bracia i siostry, którzy łączycie się z nami za pośrednictwem mediów.

15 lat temu, w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, ks. Piotr zadzwonił do mnie i poprosił o zastępstwo. Mówił do mnie “Boguś, leżę chory, biorę antybiotyki, mam wysoką gorączkę, a pojutrze mam mieć konferencję na Jasnej Górze do maturzystów. Zastąp mnie, proszę.” Głębszy oddech. Zastąpić Piotra. Myślę, że wszyscy księża rozumieli moje obawy. Jedyna rzecz, która mi przyszła wtedy do głowy, to po prostu stanąć przed maturzystami na Jasnej Górze i po prostu uderzyć w pokorę. I tak zrobiłem. Kiedy ponad tysiąc osób się zgromadziło w kaplicy św. Józefa, powiedziałem “Wiem. Wiem, że poza tym, że zawierzacie swoją maturę Matce Bożej, to jeśli chodzi o konferencję wszyscy przyszliście dla Pawlukiewicza. Ale ksiądz Piotr leży chory, ja mam go zastąpić”. Tak jakby kibice na stadion, bo miał grać Messi czy Ronaldo, a w zasadzie pojawił się tylko pierwszoligowy, przeciętny piłkarz. I prosiłem ich wtedy o wyrozumiałość i dzisiaj proszę o to samo.

Parę lat temu w mojej katedrze, na Pradze, był koncert. Obsługa techniczna przygotowywała koncert i jeden pan z obsługi technicznej, wnosząc kolumny, mikrofony powiedział do mnie: “Proszę księdza, byłem parę lat w Holandii. Widziałem, że tam w kościołach są obrotowe prezbiteria. Jak jest Msza święta czy nabożeństwo, to jest ołtarz, ambona. A jak w piątki czy w sobotę robią wieczorami koncerty, to tak jak w teatrze – guzik, prezbiterium się obraca o 180 stopni i są kolumny, mikrofony i są koncerty. Gdyby budować takie prezbiteria w polskich kościołach, toby się młodzież przyciągnęło do Kościoła. Uśmiechnąłem się i powiedziałem “Drogi panie, to nie o to chodzi, żeby fajerwerkami wtłoczyć w mury kościoła. To nie jest przyciągnięcie do Kościoła. Najmilisi, chrześcijaństwo to nie są fajerwerki. Kościół to nie fajerwerki, bo Pan Bóg nie jest fajerwerkiem.

Kiedy Pan Jezus jako Syn Boży nauczał, mówił: “Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. “Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, ma życie wieczne”.

“Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamienie”. “I ja cię nie potępiam”.

“– Wierzysz, że mogę to uczynić? – Tak, wierzę, Panie”. I uzdrawiał.

“Ile macie chlebów? Każcie ludziom usiąść”. I nasycał tłumy.

“Ona nie umarła, tylko śpi. Talitha Kum! Mówię ci, wstań”.

Ale i wołał Pan Jezus ostro: “Plemię żmijowe!”. Do Piotra: “Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym, co boskie, ale o tym, co ludzkie”. I zawstydzony apostoł pochylił głowę.

Mówił Pan Jezus “Ja jestem dobrym pasterzem i znam swoje owce, a moje Mnie znają. Dobry pasterz oddaje życie za swoje owce.

“– Ile razy, Panie, mam przebaczać? – Nie mówię ci, Piotrze, siedem, ale aż siedemdziestąt siedem razy”. “Syn człowieczy będzie wydany”

I pytał “– Piotrze, czy miłujesz mnie bardziej, aniżeli ci?”.

“Kto mnie poznał, poznał i mojego Ojca”

A Bóg Ojciec mówi “Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Nie będziesz brał imienia Pana Boga nadaremno. Pamiętaj, abyś dzień święty świecił. Czcij ojca i matkę swoją. Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.”

Piłat pytał: “– Czy ty jesteś królem? – Tak. Ja się na to narodziłem. Bo nie chcę śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie”.

Dlaczego ksiądz Piotr był tak kochany? Był odblaskiem głosu Jezusa, tak jak każdy kapłan być powinien. Ale był szczególnym odblaskiem. Czy podawał ludziom tylko cukierki? Czy rozwadniał ewangelię, żeby się przypodobać? Czy zachęcał do drogi na skróty? Czy dawał łatwe recepty? Czy dlatego, że był fajny, że dowcipkował? To były dodatki – poczucie humoru, uśmiech, jego błyskotliwość. To były tylko dodatki, ale kochaliśmy go za to, że był odblaskiem głosu Jezusa Chrystusa. Kiedy było trzeba, to tak jak Jezus mówił “to niech pierwszy rzuci w nią kamieniem, kto jest bez grzechu”. I mówił Jezus przez niego. Wystarczy poczytać różne wpisy, komentarze tych, którzy go słuchali.

W pierwszej parafii, gdzie go namówiłem na rekolekcje, w Żyrardowie, kiedy prowadził rekolekcje, jedna z moich parafianek ówczesnych, w średnim wieku kobieta, przyszła do mnie po rekolekcjach i mówi “Proszę księdza, dlaczego ksiądz Piotr, który tak pięknie mówi, dlaczego uwziął się na mnie? On mówi tylko do mnie. Dlaczego on tylko… Przecież on mnie nie zna! Trafia w samo sedno, ja aż się kulę, a najchętniej bym zasłoniła twarz ze wstydu. Skąd on zna moje zachowania, odruchy, słabości?” Mówiłem jej: “On mówi do wszystkich, tylko celnie trafia. Ale mówił, trafiając w samo sedno, nie po to, żebyśmy się kuli, ale żebyśmy się właśnie wyprostowali dzięki łasce Bożej i Bożemu miłosierdziu.

Kiedy śledziliśmy jego życie, mogło się wydawać, że u niego trzeba nieustanny triumfalny wjazd z Jezusem do Jerozolimy taka nieustanna Niedziela Palmowa. Owacje podziękowania wdzięczność oklaski. ileż tego było. Czuł się czasem naprawdę zawstydzony.

A Jezus po Ostatniej Wieczerzy, w ogrodzie oliwnym, zlany krwawym potem wołał: “Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Ale nie moja, ale Twoja wola niech się dzieje”.

Piotr swój ogród oliwny miał później, jakby na końcu drogi krzyżowej. Mówił do mnie: “Boguś rozumiem, że muszę cierpieć, ale jedna choroba Parkinsona by Panu Bogu nie wystarczyła? Dlaczego jeszcze ta boleśniejsza, na kręgosłup? Dlaczego dwie choroby?”. A jak wiemy, umarł na trzecią… “Boguś, dlaczego? Ja już nie wyrabiam z bólu”.

Ruszył 35 lat temu z Panem Jezusem na Golgotę. Dużo mówił o krzyżu, ale wołał na początku kapłaństwa, w wielkim poście, tuż przed Wielkim Tygodniem “Nie daj Boże, żebyś Wielki Piątek przybijał Jezusa kieliszkami do krzyża.” Ale po ludzku, jak się jest na kapłańskiej życiowej fali, młody silny, energiczny, inteligentny, porywający tłumy. Ale jednak to poważnie traktuje – swoje życie, swoje powołanie. Nigdy od krzyża nie ucieknie i Piotr również nie uciekł od Krzyża.

I po ludzku – zaczęło się od pierwszej stacji, kiedy pojawił się wyrok choroby. Ciśnie się na usta “niesłuszny”. No bo dlaczego? Tysiąc pytań do Pana Boga “dlaczego?”. Ale przyjął ten krzyż i poszedł z tym krzyżem

Wiemy, jaka jest trzecia i siódma i dziewiąta stacja. Dlatego odczytam początek jego testamentu

“Bogu wszechmogącemu wyrażam wdzięczność za dar życia, dar wiary, dar kapłąńskiego powołania. Ufam w ogrom Bożego miłosierdzia, które niejednokrotnie ratowało mnie od tragedii, gdy w swej pysze i duchowej ślepocie igrałem ze złem, Proszę wszystkich o wybaczenie tego, co im zawiniłem, tego, czym ich zgorszyłem, tego, czym zadałem im ból. Wybaczcie mi moją pychę, zarozumiałość. Proszę, polecajcie mą duszę Bożemu miłosierdziu.”

Przy czwartej stacji w swoim życiu nieustannie spotykał Matkę Bożą, a ona wszystkie te sprawy zachowywała i rozważała w sercu swoim. Dobrze wiemy, że bez tego, co czyniła Maryja, a którą starał się naśladować w tym, nie byłby tym, kim jest i był. Wiemy że bez modlitwy, bez oddania maryjnego niewiele można wskórać. Ile razy jak Cyrenejczyk pomagał nieść krzyż innym, ale potem, ilu było Cyrenejczyków w jego życiu, żeby mu ulżyć? Sam by nie dał rady. Ocierał łzy ludziom przez cały kapłańskie życie, a potem sam wyciągał ręce, by inni przychodzili mu z ulgą.

W swojej chorobie, o której nie chciał mówić “nie płaczcie nade mną, ale dobrze wychowujcie swoje dzieci, dawajcie im Boga i módlcie się za te dzieci”, a sam długo ukrywają swoją chorobę nie chciał o tym mówić

Kiedy patrzyłem, jak już sobie nie daje rady, wtedy dołączyłem do grupy tych, którzy chcieli mu pomóc, zachęcając “Piotrze, może do domu dla księży seniorów, tam będziesz miał opiekę”. Byłem pierwszy, który się to odważyłem mu powiedzieć. Spojrzał na mnie. “Kowal i ty mi to mówisz? Ty, który wiesz, co to znaczy mieć dobry dom. A wiesz że w domu się inaczej choruje”. Wtedy nie żałowałem tego, że mu to powiedziałem. Dzisiaj jest mi wstyd.

Z biegiem lat, zdany na dobre serce ludzi, pokornie prosił o pomoc. A kiedy już naprawdę nie miał siły, mówię “Piotrek, odpuść, już nie jedź na kolejne rekolekcje”. Do jednej grupy ludzi miał słabość. Powiedział “Choćbym padał, choćby mnie na wózku mieli dowieźć, to do księży na rekolekcje pojadę. Do księży muszę pojechać”. Do tych “Rycerzy Chrystusa” jak ich nazywał.

A potem jeszcze przybił swoje grzechy do krzyża spowiedzią z całego życia. W swoim mieszkaniu w innym księdzem i najbliższymi odprawił w mieszkaniu ostatnią mszę świętą. Przyjął odpust zupełny. I jak nie wierzyć w tę prawdę, że Pan Bóg zabiera człowieka z tego świata w najlepszym jego stanie duszy? “I skłoniwszy głowę oddał ducha”.

Dlaczego teraz? Odchodzi przy prawie pustym kościele. Gdy św. Jan Paweł II umierał, znakiem jedności były miliony na ulicach. Dzisiaj znakiem jedności i odpowiedzialności jest prawie pusty kościół i puste ulice. Jaka jest logika Boża? Wszyscy klęczymy i przemadlamy jak Maryja.

Kiedy w ostatnią niedzielę czytaliśmy ewangelię o uzdrowieniu niewidomego, faryzeusze pytali “Dlaczego jest niewidomy, czy on zgrzeszył, czy jego rodzice?”. A Pan Jezus odpowiedział: “Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale żeby się objawiły sprawy Boże.” Właśnie. “Aby się objawiły sprawy Boże”. Nie wiemy jakie. Ale one się objawiają.

Ksiądz nigdy nie powinien zasłaniać Pana Boga, ale prawdą jest to, że w dobrym księdzu łatwiej ukochać Pana Boga, przez dobrego księdza łatwiej w Boga uwierzyć. Ksiądz nigdy nie idzie do nieba sam. Idzie z tymi, których Bóg stawiał na jego drodze. Ufamy, że sporą rzeszą jest i będzie otoczony ksiądz Piotr w drodze do nieba.

Najmilsi, z zakończenia testamentu duchowego:

“Niech Bóg będzie uwielbiony za niepojętą dobroć, jaką przez całe życie mi okazywał. Niech zlituje się nade mną za moje wielkie przewinienia, którymi Go zasmucałem. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz.”

– Niech Bóg będzie uwielbiony za księdza Piotra! – wołamy dzisiaj i wołać będziemy.

W jednej z ostatnich refleksji swoich, kiedy gasłeś już w oczach, odniołeś się do wojskowego porządku i mówiłeś, że nadchodzi czas, kiedy dowódca mówi “Koniec walki. Zdać broń, zdjąć mundur, oddać książeczkę wojskową i odmaszerować”. Odniosłeś to do służby kapłańskiej. Tak, Pan Bóg dzisiaj ci mówi: “Piotrze poduszki Pismo Święte na półkę, zdejmij stułę, odsuń mikrofon i odmaszerować. Odmaszerować po wieczną nagrodę”. Amen

 

Ostatnie pożegnanie ks. Piotra Pawlukiewicza

opublikowano: 25 marca 2020, 11:42 
aktualizacja: 25 marca 2020, 12:21

Ostatnie pożegnanie ks. Piotra Pawlukiewicza / autor: YouTube/Archidiecezja Warszawska

Podziel się

Ks. prałat Piotr Pawlukiewicz, ceniony duszpasterz, kaznodzieja i rekolekcjonista, kapłan archidiecezji warszawskiej zostanie pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. O godz. 11 odprawiona została Msza św. pogrzebowa w kościele Nawiedzenia NMP w Warszawie, której przewodniczy kard. Kazimierz Nycz.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie żyje ks. Piotr Pawlukiewicz. Był słynnym duszpasterzem i rekolekcjonistą. „Jego homilie przyciągały do kościołów tłumy”

CZYTAJ TAKŻE: Msza św. pogrzebowa ks. Pawlukiewicza tylko z udziałem najbliższych. Transmisja na stronie Archidiecezji Warszawskiej

Pogrzeb ks. Pawlukiewicza tylko z udziałem najbliższych. Wszystko przez epidemię

Archidiecezja Warszawska@archwwa

Dzisiaj pożegnamy ks. #Pawlukiewicz.a. Transmisja mszy świętej pogrzebowej pod przewodnictwem kard. #Nycz.a rozpocznie się o godz. 11:00. Zapraszamy do wspólnej modlitwy.
TRANSMISJA https://bit.ly/2Jg17sx 

8:25 AM - Mar 25, 2020

Twitter Ads info and privacy

20 people are talking about this

W komunikacie Archidiecezji Warszawskiejpodkreślono, że ze względu na wprowadzone obostrzenia administracyjne środowa Msza św. pogrzebowa o godz. 11. w kościele Nawiedzenia NMP odprawiona została tylko z udziałem najbliższych.

Rzecznik archidiecezji ks. Przemysław Śliwiński zwrócił uwagę na „Boży paradoks”

Transmisję w internecie obejrzało przynajmniej 25 tys osób (szacujemy, że w sumie około 100 tys. osób). Takich tłumów nie pomieściłby żaden kościół w Polsce

— napisał duchowny.

ks. Przemysław Śliwiński@PSliwinski

Boży paradoks... Transmisję @archwwa i @Stacja7pl w internecie obejrzało przynajmniej 25 tys osób (szacujemy, że w sumie około 100 tys. osób). Takich tłumów nie pomieściłby żaden kościół w Polsce.

12:13 PM - Mar 25, 2020

Twitter Ads info and privacy

23 people are talking about this

„Zdjąć stułę, odstawić mikrofon i odmaszerować po wieczną nagrodę”

Mszy pogrzebowej przewodniczył kard. Kazimierz Nycz wraz z abp. Józefem Górzyńskim, metropolitą warmińskim, kolegą seminaryjnym ks. Pawlukiewicza z tego samego rocznika święceń kapłańskich.

Przyciągał w swoim życiu do Boga setki tysięcy wiernych. Jest niepojętym paradoksem, że ten który gromadził wokół ołtarza tłumy, ma nas na swoim pogrzebie zaledwie kilkoro

— mówił metropolita warszawski.

Archidiecezja Warszawska@archwwa

Przyciągał w swoim życiu do Boga setki tysięcy wiernych. Jest niepojętym paradoksem, że ten który gromadził wokół ołtarza tłumy ma nas na swoim pogrzebie zaledwie kilkoro - mówi kard. #Nycz. Rozpoczęła się msza pogrzebowa ks. #Pawlukiewicz.a.
TRANSMISJA https://bit.ly/3amQqjK

11:07 AM - Mar 25, 2020

Twitter Ads info and privacy

Kiedyś ks. Piotr Pawlukiewicz zadzwonił do mnie poprosić o zastępstwo w wygłoszeniu konferencji. Wziąłem głęboki oddech. Bo jak zastąpić ks. Piotra?

— pytał wygłaszający homilię ks. Bogusław Kowalski, przyjaciel śp. ks. Piotra Pawlukiewicza.

Uśmiech, poczucie humoru, to były tylko dodatki, ale kochaliśmy go za to, że był odblaskiem głosu Jezusa Chrystusa

— podkreślał.

Ruszył 35 lat temu z Panem Jezusem na Golgotę. Ten kto poważnie traktuje swoje powołanie nigdy od Krzyża nie ucieknie

— dodał.

W swoim mieszkaniu odprawił ostatnią Mszę św. i przyjął odpust zupełny. Jak nie wierzyć, że Pan Bóg zabiera nas w najlepszym momencie?

— pytał kaznodzieja.

Bóg mówi ci teraz, Piotrze: zdjąć stułę, odstawić mikrofon i odmaszerować po wieczną nagrodę

— zakończył kazanie ks. Kowalski.

Archidiecezja Warszawska@archwwa

Bóg mówi ci teraz, Piotrze: zdjąć stułę, odstawić mikrofon i odmaszerować po wieczną nagrodę - zakończył kazanie ks. Kowalski. Zapraszamy do modlitwy w intencji ks. #Pawlukiewicz.a
TRANSMISJA https://bit.ly/3amQqjK 

11:39 AM - Mar 25, ö

Ks. Pawlukiewicz zostanie pochowany na Cmentarzu Powązkowskim, w grobowcu kapłanów Archidiecezji Warszawskiej.

Archidiecezja przekazała, że „metropolita warszawski zaprosił wszystkich chcących pożegnać ks. Pawlukiewicza na Mszę św. do kościoła akademickiego św. Anny w pierwszą niedzielę po ustaniu epidemii, na godz. 15”.

Archidiecezja Warszawska@archwwa

Kard. #Nycz zaprasza na mszę św. w intencji ks. #Pawlukiewicz.a do kościoła akademickiego św. Anny w #Warszawa w pierwszą niedzielę po ustaniu epidemii.
TRANSMISJA https://bit.ly/3amQqjK 

12:04 PM - Mar 25, 2020

See Archidiecezja Warszawska's other Tweets

Koledzy z seminarium pożegnali ks. Piotra: „Aleś nam zrobił zjazd kursowy”

Mszę świętą żałobną w intencji śp. ks. Piotra Pawlukiewicza odprawiono również we wtorek 24 marca o godz. 20. w kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie. Przewodniczył jej bp Rafał Markowski oraz księża z tego samego rocznika seminaryjnego, co ks. Pawlukiewicz.

“Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” – bp Rafał Markowski powiedział, że te słowa św. Pawła idealnie pasują do ks. Piotra.

Pomyśleliśmy, że odszedł trochę przed czasem, ale przed czyim czasem?

— pytał podczas homilii ks. Tadeusz Aleksandrowicz, proboszcz wilanowskiej parafii Świątyni Opatrzności Bożej.

Wolelibyśmy byś jak zwykle, na naszym zjeździe rocznikowym, rozśmieszał nas

— dodał.

Powiedziałeś kiedyś „to nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy”

— zacytował ks. Aleksandrowicz.

Dlatego też Bogu dzięki, że w jakiejś mierze zakończył się ten trudny etap twojego życia, zwłaszcza ten ostatni. I że do końca nie zatraciłeś tego pięknego daru postrzegania życia i wspaniałego polotu

— podkreślił homileta.

Proboszcz Świątyni Opatrzności Bożej wspomniał też jedną z anegdot ks. Pawlukiewicza, który pytał uczestników spotkania w Lublinie, czym jest niezręczna sytuacja.

To kiedy stoisz w kolejce do nieba za Matką Teresą i słyszysz jak anioł do niej mówi: Mogłaś się bardziej postarać!

— przytoczył. Ks. Aleksandrowicz stwierdził, że teraz inni kapłani będą się tak czuć stojąc w kolejce do nieba za ks. Pawlukiewiczem.

Słowa pożegnania wygłosił również ks. Henryk Zieliński.

Byłeś najmłodszy z nas, a jako pierwszy rozpoznałeś swoje powołanie. W wielu sprawach byłeś pierwszy, pierwszy mówiłeś kazania na pogrzebach naszych kolegów

— mówił redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”.

Nigdy nie myślałem, że twój pogrzeb odbędzie się przy prawie pustej świątyni. Myślałem, że zbiorą się tu tłumy pielgrzymów z całej Polski

— przyznał duchowny, dodając, że nawet w tych okolicznościach widać, że ks. Pawlukiewicz wszystko czynił na chwałę Bożą.

Upadnij na kolana przez naszym Panem, pamiętaj o nas, my będziemy o tobie pamiętać

— powiedział ks. Henryk Zieliński.

Premier Morawiecki przypomniał słowa ks. Piotra Pawlukiewicza: „Przeciwieństwem miłości jest obojętność”

„Przeciwieństwem miłości jest obojętność” - mówił ks. Piotr Pawlukiewicz. Dziś jest Jego ostatnie pożegnanie - chciałbym uczestniczyć osobiście, jak wielu z Was, ale z uwagi na zdrowie i bezpieczeństwo pomódlmy się w naszych domach, czas na wizytę na Powązkach jeszcze przyjdzie

— napisał na Twitterze premier Mateusz Morawiecki.

Mateusz Morawiecki✔@MorawieckiM

"Przeciwieństwem miłości jest obojętność" - mówił ks. Piotr Pawlukiewicz. Dziś jest Jego ostatnie pożegnanie - chciałbym uczestniczyć osobiście, jak wielu z Was, ale z uwagi na zdrowie i bezpieczeństwo pomódlmy się w naszych domach, czas na wizytę na Powązkach jeszcze przyjdzie.

9:40 AM - Mar 25, 2020

O zmarłym kapłanie archidiecezji warszawskiej szef rządu pisał także w sobotę podkreślając, że jego homilie „zawsze trafiały prosto w serce”. Ks. prałat Piotr Pawlukiewicz - ceniony duszpasterz, kaznodzieja i rekolekcjonista - zmarł w nocy z piątku na sobotę w wieku 60 lat.

Mateusz Morawiecki✔@MorawieckiM

„To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy”-powiedział niegdyś ks. Piotr Pawlukiewicz. Z wielką przykrością przyjąłem informację o Jego śmierci. Niezwykle Go ceniłem, a homilie zawsze trafiały prosto w serce. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie...

3,506

4:33 PM - Mar 21, 2020

Twitter Ads info and privacy

680 people are talking about this

Śp. ks. Piotr Pawlukiewicz - „do kościołów przyciągał tłumy”

Ks. Piotr Pawlukiewicz był doktorem teologii pastoralnej, prałatem, kanonikiem gremialnym Kapituły Metropolitalnej Warszawskiej, autorem książek i audiobooków o tematyce religijnej. 2 czerwca 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii św. Wincentego a Paulo w Otwocku. W latach 1996-1998 był redaktorem naczelnym Radia Józef w Warszawie. Głosił homilie w kościele Świętego Krzyża w Warszawie.

Współpracował z Radiem Plus Warszawa, gdzie prowadził m.in. audycję „Katechizm Poręczny”, poświęconą odpowiedziom na pytania słuchaczy o praktyczne aspekty wiary. Głosił także kazania dla studentów w kościele akademickim św. Anny. Prowadził także wykłady z homiletyki.

W latach 1991-1999 był zaangażowany w prace II Polskiego Synodu Plenarnego. W przeszłości był też kapelanem kaplicy w Sejmie RP i duszpasterzem parlamentarzystów.

Jego kazania cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród młodzieży. Nagrania z jego konferencji są jednymi z najchętniej oglądanych inicjatyw kościelnych na YouTube. Był związany z  kościołem akademickim św. Anny, a w ostatnich latach z kościołem Nawiedzenia NMP na Nowym Mieście w Warszawie

sam na sam z Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie

SAM NA SAM Z PRZYJACIELEM CZYLI ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

Czy wyobrażasz sobie przyjaźń bez spotkania z przyjacielem? Miłość, bez spotkania z ukochaną osobą?

Jezus Chrystus zostawił nam Siebie samego- w każdym kościele, kaplicy- w małym pudełku- tabernakulum. To słowo oznacza namiot. Namiot spotkania-z tradycji biblijnej było to miejsce spotkania Boga ze swoim ludem.

W kościele poznamy go po zapalonej stale małej lampce. Przechodząc przed Jezusem w tabernakulum należy przyklęknąć: przechodzimy obok samego Boga.

Wnętrze tabernakulum: Najświętszy Sakrament w kustodium.W puszce przechowuje się też Komunię św.na wypadek nagłej konieczności udzielenia chorym poza mszą św.

W czasie mszy świętej zwykły chleb, obecnie w formie okrągłego opłatka, zamienia się w Ciało Jezusa Chrystusa. I to Ciało jest przechowywane w owym tabernakulum. Jest to Najświętszy Sakrament– Tajemnica obecności Boga z ludźmi. Tam Pan Jezus mieszka i czeka na spotkanie z każdym z nas. Warto poświęcić Mu trochę czasu. Powróci pokój i ład, wszystkie bóle ucichną. Po prostu posiedź z Nim.

monstrancja

W wielu kościołach i wspólnotach z tabernakulum wyjmuje się Najświętszy Sakrament i stawia uroczyście na ołtarzu, żebyśmy mogli patrzeć na siebie nie przez drzwiczki, ale twarzą w Twarz. Oddajemy najwyższą cześć Najświętszemu Sakramentowi i pilnujemy, żeby nikt Go nie sprofanował. Stąd tabernakula są solidnie skonstruowane. Tylko kapłan lub osoba upoważniona przez biskupa ma prawo dotykać, przenosić Najśw. Sakrament. Od wieków wierni starali się po ludzku okazać wdzięczność i szacunek Jezusowi Chrystusowi w Najświętszym Sakramencie. W tabernakulum przechowywany jest w naczyniu zwanym kustodium, a podczas uroczystych nabożeństw dokonuje się tzw.wystawienia- ksiądz przekłada go do monstrancji, zazwyczaj bogato zdobionej. W czasie adoracji zapala się świece lub lampki wokół monstrancji.

Adoracja to uwielbienie, oddawanie czci. Mamy za co dziękować i o co prosić. Z tysięcy godzin naszego życia warto wygospodarować kilka chwil na przebywanie z Bogiem, który jest naszym Ojcem i Przyjacielem. Sam na sam. Po jakimś czasie nie będziesz mógł się takiego spotkania doczekać. W czasie wielu nabożeństw wystawia się Najświętszy Sakrament na ołtarz i modli wspólnie w Jego obecności. Np. w czasie nabożeństw majowych- ku czci Matki Bożej/patrz litanie/.  Jednak nic nie zastąpi  spotkania z Jezusem na osobistej modlitwie. Coraz więcej ludzi na takie spotkania przychodzi.

Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament-teraz i zawsze i na wieki wieków -Amen

Tymi słowami najczęściej zaczynamy lub kończymy spotkanie z Panem w adoracji

Eucharystia

Adoremus - Panie, chcemy Cię adorować /dla dzieci i...../

PANIE JEZU, CHCEMY CIĘ ADOROWAĆ
adoracja

W kaplicy adoracji przed ołtarzem z Najświętszym Sakramentem stoi klęcznik, a na nim leży otwarte Pismo Święte. Bezpośrednio przed wejściem do kaplicy adoracji prowadzący przypomina dzieciom, że będą się modlić słowami, śpiewem, trwaniem w ciszy i znakiem. Jeszcze raz przypomina symbolikę znaku oraz w którym momencie i w jaki sposób (pięknie bo jest wyrazem naszej miłości)  znak należy wykonać.

Pieśń np.: Rozkołysane dzwony (2 zwrotki)

Chwila ciszy

P: Panie Jezu, przyszliśmy do Ciebie, bo chcemy z Tobą być, powiedzieć Ci, jak bardzo cieszymy się, że nas kochasz i zapraszasz. Chcemy Ci też powiedzieć dzisiaj, że postanowiliśmy przychodzić do Ciebie w każdym tygodniu, abyś Ty sam uczył nas modlitwy uwielbienia, modlitwy adoracji.

Chwila ciszy

P: Przed przyjściem do Ciebie, Panie Jezu, zastanawialiśmy się co to znaczy adorować Ciebie. Uświadamialiśmy sobie, że jesteś tu, w tej białej Hostii i w swoim Słowie, które dla nas pozostawiłeś w Piśmie Świętym, naprawdę obecny.

Pieśń np.: Rozkołysane dzwony (kolejne 2 zwrotki)

D1: Panie Jezu, Ty pierwszy nas zapraszasz. Pierwszy wychodzisz nam na spotkanie. I bardzo się cieszysz z każdego dziecka, które przychodzi do Ciebie. Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

Wszyscy: Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

D2: Dziękujemy Ci za Twoje zaproszenie, za to, że ciągle powtarzasz dorosłym: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. Nie zabraniajcie im (Łk 18,16). Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

Wszyscy: Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

D3: Dziękujemy Ci Panie Jezu za wszystkie dzieci i wszystkich dorosłych, którzy adorują Cię we wszystkich kościołach na świecie. Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

Wszyscy: Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

D4: Dziękujemy Ci za rodziców, nauczycieli, i wszystkich, którzy pomagają nam stawać się dobrymi, mądrymi ludźmi, którzy pomagają nam, abyśmy mogli spotykać się z Tobą. Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

Wszyscy: Dziękujemy Ci, Panie Jezu.

Pieśń np.: Wielbić Pana chcę…

Chwila ciszy

D5: Panie Jezu, Ty tutaj, w białej Hostii, jesteś obecny z Ojcem niebieskim i Duchem Świętym, z całym Bożym majestatem. To trochę tak, jakbyś z miłości do nas sprowadził niebo na ziemię.

Chwila ciszy

Chcemy przebywać w tym niebie, Panie Jezu. Chcemy Cię adorować tak, jak to robią w niebie aniołowie. Chcemy przychodzić do Ciebie, abyś nie był sam w zimnym tabernakulum, w pustym kościele.

Chwila ciszy

D6: Chcemy być coraz bliżej Twojego, Panie Jezu, Najświętszego Serca. Chcemy uczyć się patrzeć na Ciebie z taką miłością, z jaką Ty patrzysz na nas. Chcemy rozmawiać z Tobą, usłyszeć co Ty chcesz nam powiedzieć.

Śpiew np.: Wielbić Pana chcę…

D7: Chcemy uczyć się być z Tobą, rozmawiać z Tobą o wszystkim – o domu i szkole, o radościach i tym co trudne, o naszych dziecięcych sukcesach i porażkach. Ty je znasz, ale cieszysz się, gdy je Tobie przynosimy.

P: Przyjmij Panie Jezu nasze pragnienia. Niech pocałunek, który złożymy na księdze Pisma Świętego będzie dzisiaj ucałowaniem Twoich stóp, a serduszko z naszym imieniem i zapisaną na nim osobistą, znaną tylko Tobie, modlitwą, które włożymy do księgi Pisma Świętego, będzie złożeniem siebie, swojego serca, w Twoim Najświętszym Sercu.

Chwila ciszy

Pieśni: Ofiaruję Tobie, Panie mój… (wiele razy, „przerywane” ciszą)

W czasie śpiewu dzieci wykonują znak. Rozpoczyna prowadzący. Ilość pieśni i chwil ciszy zależy od czasu trwania adoracji. Powinna umożliwić wszystkim dzieciom wykonanie znaku

 

  

Zmarł Ks Piotr Pawlukiewicz- posłuchaj Jego kazania na jotubie o ŻYCIU

Nie żyje ks. Piotr Pawlukiewicz

Dzis w nocy zmarł ks. Piotr Pawlukiewicz, kapłan Archidiecezji Warszawskiej, ceniony duszpasterz, kaznodzieja i rekolekcjonista. Miał 60 lat, w ostatnich latach chorował

Doktor teologii pastoralnej, prałat, kanonik gremialny Kapituły Metropolitalnej Warszawskiej, autor książek i audiobooków o tematyce religijnej. – Jego homilie przyciągały do kościołów tłumy – przypomina ks. Przemysław Śliwiński, .

Pogrzeb odbędzie się  25 marca o 11.00 w kościele Nawiedzenia NMP w Warszawie na Nowym Mieście, zmarły kapłan pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. Planujemy transmisję online z Mszy pogrzebowej – zapowiedział ks. Śliwiński.

Ks. Piotr Pawlukiewicz 2 czerwca 1985 przyjął święcenia kapłańskie. Przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii pw. św. Wincentego a Paulo w Otwocku. W latach 1996-1998 był redaktorem naczelnym Radia Józef w Warszawie. Głosił homilie w kościele Świętego Krzyża w Warszawie podczas transmitowanej przez radio mszy o godz. 9 rano.

Współpracował z Radio Plus Warszawa, gdzie prowadził m.in. audycję Katechizm Poręczny poświęconą odpowiedziom na pytania słuchaczy o praktyczne aspekty wiary. Głosił także kazania dla studentów w kościele akademickim św. Anny. Prowadził wykłady z homiletyki dla alumnów Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie.

W latach 1991-1999 był zaangażowany w prace II Polskiego Synodu Plenarnego.  W przeszłości był też kapelanem kaplicy w Sejmie RP i duszpasterzem parlamentarzystów

Zmarł ks. Piotr Pawlukiewicz - znany duszpasterz i rekolekcjonista, kapłan z archidiecezji warszawskiej. Jego książki i audiobooki o tematyce religijnej cieszyły się dużą popularnością. Ks. Piotr Pawlukiewicz miał 60 lat. O jego śmierci poinformował rzecznik prasowy archidiecezji - ks. Przemysław Śliwiński. Kapłana pożegnał m.in. premier Mateusz Morawiecki.

Ks. Piotr Pawlukiewicz słynął z kazań, które przyciągały na msze święte tłumy wiernych. Był doktorem teologii pastoralnej, prałatem i kanonikiem gremialnym Kapituły Metropolitalnej Warszawskiej.

Jak poinformował rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej, pogrzeb ks. Piotra Pawlukewicza odbędzie się w środę, 25 marca o godz. 11.00 w kościele Nawiedzenia NMP w Warszawie na Nowym Mieście. Katolicki duchowny pochowany zostanie na cmentarzu Powązkowskim. Planowana jest transmisja online z mszy pogrzebowej.

Kim był ks. Piotr Pawlukiewicz?

Duchowny przyjął święcenia kapłańskie 2 czerwca 1985 roku. Przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii św. Wincentego a Paulo w Otwocku. W latach 1996-1998 był redaktorem naczelnym Radia Józef w Warszawie. Głosił słynne kazania w kościele Świętego Krzyża w Warszawie podczas transmitowanej przez radio mszy świętej o godz. 9.00.

Ks. Piotr Pawlukiewicz był także współpracownikiem Radia Plus Warszawa, gdzie prowadził m.in. audycję "Katechizm Poręczny", poświęconą odpowiedziom na pytania słuchaczy o praktyczne aspekty wiary. Dużą popularnością cieszyły się jego kazania dla studentów w kościele akademickim św. Anny. Wykładał również w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie.

W latach 1991-1999 ks. Piotr Pawlukiewicz brał udział w pracach II Polskiego Synodu Plenarnego. Dawniej był też kapelanem kaplicy w Sejmie RP i duszpasterzem parlamentarzystów

Zmarł ks. prof. Czesław Bartnik

Sobota, 21 marca 2020 (23:12)

W wieku 91 lat zmarł ks. prof. Czesław Bartnik, wybitny teolog i filozof, wieloletni publicysta „Naszego Dziennika”.

Ksiądz prof. Czesław Bartnik wychował wiele pokoleń teologów, które znalazły w nim swego mistrza. Autor ponad 3 tys. publikacji, w tym ponad 100 książek. Na łamach „Naszego Dziennika” przestrzegał m.in. przed zagrożeniami płynącymi z ideologii liberalnej. Diagnozował sytuację polityczną w Polsce, Europie i na świecie.

Ks. prof. Czesław Bartnik urodził się 9 sierpnia 1929 r w Źrebcach k. Szczebrzeszyna. Święcenia kapłańskie przyjął w Lublinie 21 czerwca 1953 r. Po święceniach podjął studia doktoranckie na KUL. Wkrótce po doktoracie podjął pracę naukowo-dydaktyczną na Wydziale Teologii KUL. W 1963 r. został adiunktem w Katedrze Chrystologii Apologetycznej oraz podjął pisanie rozprawy habilitacyjnej, którą ukończył w 1965 r., pełniąc obowiązki prefekta Wyższego Seminarium Duchownego (1959-1966), a później wicerektora (1966-1973).

Jako już samodzielny pracownik naukowy, w latach 1967-1968 odbył zagraniczne podróże naukowe do Rzymu, Paryża i Louvain. Przez cztery kadencje był wybierany na członka Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych (1990-2002), zasiadał jako członek w Komisji Nauki Wiary przy Konferencji Episkopatu Polski (od 1996 r.).