Ks Kard Pell uwolniony (400 dni jako niewinny siedział w więzieniu z najgorszymi przestępcami w Ballarat )

Bogdan Czajkowski

Temat dnia

Ks. Kardynał George Pell uniewinniony przez australijski Sąd Najwyższy!

Przez  Prokapitalizm Prokap

9 kwietnia 2020

Nie potrafię nawet wyrazić w słowach radości, która mnie przepełniła, na wieść o  wyroku australijskiego SN – oczyszczającym z zarzutów Ks. Kard. Georga Pella – orzeczonym jednogłośnie! [Tu od razu pojawia się retoryczne – chyba? – pytanie, czy polski SN byłoby stać na coś podobnego..?]

Bowiem wciąż pamiętam mój szok i przygnębienie, których źródłem była informacja (niczym „grom z jasnego nieba!”), jakoby Ks. Kardynał był onegdaj pedofilem..? I to wzrastające oburzenie (oraz ból), gdy – poruszony tą informacją – zacząłem śledzić doniesienia medialne z Australii oraz ich polskie „przedruki”, układające się – w swoim ciągu – w postać sterowanego, lewackiego „polowania na czarownice”, którego ofiarą stał się kapłan, od samego początku zaprzeczający oszczerstwom! [A przecież Australia jest mi poniekąd bliska – choć bardzo daleka dystansem – skoro spędziłem w niej wiele lat; a co więcej – mieszkałem głównie w Sydney, więc Ks. Kardynał Pell był – w owym czasie – także moim biskupem.] Z upływem czasu ta nagonka stawała się coraz mniej wiarygodne, gdy wyszło na jaw, że całe oskarżenie oparte jest – wyłącznie – na „słowie” 2 ministrantów (z katedry Melbourne, gdzie w latach 90. Ks. G. Pell był metropolitą), przeciw „słowu” kardynała. „Słowu” dwóch ministrantów, a właściwie – jednego, bo drugi od dawna nie żyje, więc nie mógł zeznawać.

Sądy dwóch instancji skazały jednak kapłana – prawomocnie, w sierpniu ub. roku – na karę 6 lat więzienia; odrzucając wszelkie inne dowody, mogące świadczyć o niewinności oskarżonego! Co dodatkowo oburzające – po tym wyroku Ks. Kardynał został przeniesiony z więzienia w Melbourne i osadzony w Ballarat, więzieniu o zaostrzonym rygorze, przeznaczonym dla najgorszych zbrodniarzy! [Przy czym Ks. Kardynał spędził łącznie w więzieniach ponad 400 dni!]

Warto zacytować tu znamienne słowa Ks. Kardynała G. Pella, przytaczane w niektórych mediach, przy okazji wypuszczenia go na wolność: „Tym opium dla ludzi obecnie jest/bywa przekonanie, że nie zostaną osądzeni przez Boga, gdy umrą.” [Używając słowa: „opium”, Ks. Kardynał wyraźnie nawiązuje tu do marksistowskiej (i bolszewickiej) mantry: „wiara to opium dla mas!”]

Moja radość i wspomnienie, mają także wątek osobisty, ponieważ poznałem Ks. Kardynała osobiście; dzięki temu, że przez jakiś czas mieszkałem w klasztorze księży michalitów w Sydney, który kilka razy odwiedził wówczas. A co więcej – odbyłem z nim jedną długą rozmowę; z inicjatywy Ks. Kardynała, na którą zaprosił mnie do kurii. I do dziś zachowuję niezapomniane wrażenia z tego spotkania (choć upłynęło ponad 10 lat), naznaczone jego wiarą, kulturą i wiedzą (także o Polsce i naszym Kościele). I ta pamięć spowodowała, że nie byłem w stanie uwierzyć owym zarzutom (i oskarżeniu przed sądem), ani pogodzić się z nimi..!

P. S. Dodam tu jeszcze – jako ciekawostkę – że Kardynał Pell odwiedził Polskę jeszcze przed naszym spotkaniem (a później także i stąd czerpał też swoją wiedzę o nas) więc interesował się bardzo naszymi sprawami, wyrażając się o Polsce z największą życzliwością. Co więcej – choć być może był to tylko wyraz jego elegancji (uprzejmości)? – zapewnił mnie, że przypadkiem widział ową telewizyjną transmisję z uroczystości odznaczania w Pałacu Prezydenckim, podczas której odmówiłem przyjęcia orderu OP. Ponieważ niewiele zrozumiał z tej transmisji, więc dociekał – podczas naszego spotkania – okoliczności, które skłoniły mnie do tej decyzji.

 

  

Papież modlił się u św. Marty, byśmy w trudnościach odkryli jedność .

O łaskę przezwyciężenia w obecnym trudnym okresie istniejących podziałów modlił się Franciszek podczas porannej Eucharystii transmitowanej przez media watykańskie z kaplicy w Domu Świętej Marty. W homilii Ojciec Święty podkreślił, że nawrócenie oznacza powrót do postawy wierności względem Boga i wobec sobie nawzajem.

Wprowadzając w liturgię papież powiedział:Módlmy się, aby Pan dał nam łaskę jedności między nami. Niech trudności obecnego czasu pozwolą nam odkryć komunię między nami, jedność, która jest zawsze nadrzędna wobec wszelkich podziałów”.

W homilii Franciszek skomentował pierwsze czytanie, fragment zaczerpnięty z Księgi Dziejów Apostolskich (Dz 2, 36-41), w którym Piotr otwarcie oznajmia Żydom, że „tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem”. Słysząc te słowa wielu z nich się nawróciło.

„Nawrócić się to być na powrót wiernym. Wierność jest taką postawą człowieka, która nie jest zbyt powszechna w naszym życiu. Zawsze istnieją złudzenia przyciągające uwagę i często chcemy iść za tymi iluzjami. Wierność jest potrzebna w dobrych i złych czasach” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zacytował fragment z 2 Księgi Kronik: „Gdy się utwierdziło i umocniło panowanie Roboama, opuścił on Prawo Pańskie, a z nim cały Izrael” (2 Krn 12,1). Zauważył, że często, gdy czujemy się pewnie, zaczynamy realizować nasze plany i powoli oddalamy się od Pana, nie dochowujemy wierności. Wówczas nasza pewność, poczucie bezpieczeństwa staje się bożkiem, nie jest darem Boga. Podkreślił, że poczucie bezpieczeństwa nie jest czymś złym, jest łaską, ale winniśmy być pewni, że Pan Bóg jest z nami. Tymczasem dochowanie wierności nie jest czymś łatwym.

„Cała historia Izraela, a następnie cała historia Kościoła, jest pełna niewierności. Pełna egoizmu, pełna własnych pewników, które sprawiają, że lud Boży oddala się od Pana, traci tę łaskę wierności. Także wśród nas ludzi, wierność nie jest częstą cnotą. Jedno nie jest wierne drugiemu... Dlatego słyszymy: «Nawróćcie się, powróćcie do wierności Panu»” – zaznaczył Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał, że w Ewangelii ikoną wierności jest Maria Magdalena, apostołka apostołów, która nigdy nie zapomniała tego, co uczynił dla niej Pan Jezus.

„Prośmy Pana dzisiaj o łaskę wierności, dziękowania gdy daje nam On pewność, ale byśmy nigdy nie myśleli, że są one «moimi» zabezpieczeniami i abyśmy zawsze patrzyli poza swoje pewniki; o łaskę wierności nawet w obliczu grobów, w obliczu upadków wielu złudzeń. O wierność, która trwa zawsze, ale której nie łatwo jest dochować. Niech On, Pan, będzie tym, który jej strzeże” – powiedział papież kończąc swą homilię.

Po Komunii św. miała miejsce adoracja Najświętszego Sakramentu i błogosławieństwo eucharystyczne, a Franciszek zachęcił wiernych uczestniczących w celebracji za pośrednictwem mediów do Komunii św. 

WWW.GOSC.PL → WIADOMOŚCI → WIADOMOŚCI Z KOŚCIOŁA → PAPIEŻ PRZYPOMINA SŁOWA JEZUSA DO ŚW. FAUSTYNY: NIE ZAZNA LUDZKOŚĆ SPOKOJU, DOPOKĄD...

Papież przypomina słowa Jezusa do św. Faustyny: Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd...

PAP/EPA/VATICAN MEDIA 

„Z ufnością módlmy się do Jezusa Miłosiernego za Kościół i za całą ludzkość, szczególnie za tych, którzy cierpią w tym trudnym czasie” – zachęcił Ojciec Święty wiernych języka polskiego podczas dzisiejszej audiencji ogólnej transmitowanej przez media watykańskie z biblioteki Pałacu Apostolskiego.

Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Serdecznie pozdrawiam Polaków. W niedzielę będziemy obchodzili święto Bożego Miłosierdzia. Św. Jan Paweł II ustanowił je, odpowiadając na prośbę Pana Jezusa przekazaną św. Faustynie: „Pragnę, aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego” (Dz 699). Z ufnością módlmy się do Jezusa Miłosiernego za Kościół i za całą ludzkość, szczególnie za tych, którzy cierpią w tym trudnym czasie. Niech Chrystus Zmartwychwstały ożywi w nas nadzieję i ducha wiary. Z serca wam błogosławię.

Papieską katechezę streścił po polsku ks. prał. Sławomir Nasiorowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

Drodzy bracia i siostry, w dzisiejszej katechezie rozważamy siódme błogosławieństwo Pana Jezusa z Kazania na Górze, odnoszące się do tych, którzy „wprowadzają pokój”. Trzeba odróżnić dwa pojęcia pokoju. Pierwsze, określane w Biblii hebrajskim słowem „szalom”, oznacza rozkwit, dobrobyt, dostatnie życie. Drugie, rozumiane w sensie potocznym, oznacza ciszę, spokój, harmonię. Pan Jezus powiedział do uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14,27). Jak należy rozumieć to Jego pozdrowienie? Świat usiłuje wprowadzić pokój poprzez wojny, traktaty pokojowe, globalizację interesów gospodarczych. W rezultacie „pokój” jednych odpowiada „wojnie” innych. To nie jest pokój Chrystusowy! Jego pokój, jak powie św. Paweł, to „uczynić obie części [ludzkości] jednością” (por. Ef 2,14), odrzucić wrogość i pojednać się. To pokój, który Chrystus wprowadza przez krew swojego krzyża. W tym kontekście błogosławieni „wprowadzający pokój”, o których mówi siódme błogosławieństwo, są dziećmi Bożymi. Szukają one pokoju i zgody za wszelką cenę. Mają świadomość, że nie ma pojednania bez ofiarowania czegoś ze swego życia, że zawsze należy dążyć do pokoju. Prawdziwy szalom, Chrystusowy pokój, oparty na prawdzie i sprawiedliwości, wyrasta z Jego Krzyża i rodzi nowego człowieka, nową ludzkość, która podejmuje ewangeliczną drogę życia. Niech to będzie także naszym zadaniem i dążeniem. Jeszcze raz wszystkim życzę dobrych Świąt Paschalnych, w pokoju Chrystusa!

1

Sw Jan Paweł II i Ks Kard Stefan Wyszyński

Św. Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński – posłańcami paschalnej nadziei

Kardynał Stefan Wyszyński i papież Jan Paweł II - pomnik.ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

W tym roku w sposób szczególny wspominamy dwóch niezwykłych posłańców Dobrej Nowiny, którzy z mocą równą Piotrowej wzywali swój naród do odwagi w wyznawaniu wiary – napisał rektor KUL ks. prof. dr hab. Antoni Dębiński w słowie na uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 2020 roku. Przywołał w nim św. Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego jako „posłańców  paschalnej nadziei i orędowników miłości do Ojczyznyˮ.

W tym roku przypada setna rocznica urodzin św. Jana Pawła II i beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. W związku z tym tegoroczne słowo Rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II  na Wielkanoc poświęcone jest tym postaciom. „Obydwaj byli „mocarzami wiary”, danymi Ojczyźnie na czas trudnych przełomów i ważnych przemian. Obydwaj rozumieli swoje posłannictwo jako służbę Kościołowi i służbę narodowi równocześnie. Nauczali odważnie i bezustannie, że każdy człowiek ma godność dziecka Bożego, że jest członkiem wspólnoty Kościoła, ale zarazem jest dzieckiem swego narodu, który trwa i rozwija się w oparciu o własną kulturę, język, tradycję, historię i religięˮ – czytamy w słowie.

Rektor KUL podkreślił, że na społeczności akademickiej KUL spoczywa zobowiązanie, aby przypominać nauczanie św. Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Pisząc o beatyfikowanym wkrótce Prymasie Tysiąclecia, zwrócił uwagę na to, jak ważnym rozdziałem w jego nauczaniu i działalności był patriotyzm – miłość do własnego narodu i Ojczyzny. Przywołując słowa kard. Wyszyńskiego, napisał, że „swoje przywiązanie do ojczystego kraju wyrażał konsekwentnie, także wówczas gdy było to niepopularne czy krytykowane, odrzucając polityczne kalkulacjeˮ, a „dążąc do wzmocnienia więzi narodu jako wspólnoty, przypominał o jego chrześcijańskich korzeniach i roli Kościołaˮ. Rektor KUL zwrócił też uwagę na to, że Prymas Tysiąclecia przywiązywał ogromną wagę do wychowania i edukacji w duchu patriotycznym i poczuciu szacunku dla dziejów własnego narodu oraz zabiegał o pokojowe rozwiązywanie konfliktów.

Pisząc o św. Janie Pawle II i kard. Stefanie Wyszyńskim jako świadkach nadziei, ks. Dębiński zachęcił do tego, by w czasie epidemii, bardziej niż kiedykolwiek obudzić w sobie „radość z mocy zmartwychwstałego Panaˮ. „W tym wyjątkowym czasie oczekujemy jak nigdy wcześniej upragnionej łaski Bożego Miłosierdzia, pragniemy przejść z Chrystusem ze śmierci do życia, doznać choćby wyciszonej, przeżywanej w trudnych okolicznościach, ale nie mniej prawdziwej i głębokiej radości Zmartwychwstaniaˮ – napisał Rektor KUL. Podkreślił też potrzebę „męstwa i odpowiedzialności, ofiarnego i wrażliwego bycia dla innych, wzajemnej życzliwości i solidarnościˮ.

Publikujemy pełny tekst Słowa Rektora KUL:  

Słowo Rektora
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II
na uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 2020 roku 

Posłańcy paschalnej nadziei
i orędownicy miłości do Ojczyzny

 W tym roku Święta Wielkanocne przeżywamy w czasie szczególnym, w czasie naznaczonym epidemią. Nasze myśli i serca przepełnia obawa o zdrowie i życie nas samych i naszych bliskich. Niekiedy towarzyszy nam poczucie bezsilności. Dojmująco odczuwamy nietrwałość oraz kruchość naszego losu. Wielu cierpi i umiera w samotności. Boleśnie przeżywając zagrożenie chorobą, odizolowanie, oddzielenie od bliskich, szukamy pociechy i pokrzepienia. W tym wyjątkowym czasie oczekujemy więc jak nigdy wcześniej upragnionej łaski Bożego Miłosierdzia, pragniemy przejść z Chrystusem ze śmierci do życia, doznać choćby wyciszonej, przeżywanej w trudnych okolicznościach, ale nie mniej prawdziwej i głębokiej radości Zmartwychwstania.

         Siostry i Bracia w Chrystusie Panu, zechciejmy dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek obudzić w sobie radość z mocy zmartwychwstałego Pana i wołajmy z całym Kościołem: „Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie. / Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie. / Bo zmartwychwstał samowładnie, jak przepowiedział dokładnie. / Alleluja. Alleluja. Niechaj zabrzmi: Alleluja!” (Otrzyjcie już łzy płaczący

13.04 DZIEŃ ZBRODNI KATYNSKIEJ

W dokumencie czytamy: W hołdzie Ofiarom Zbrodni Katyńskiej oraz dla uczczenia pamięci wszystkich wymordowanych przez NKWD na mocy decyzji naczelnych władz Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 r., Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia dzień 13 kwietnia Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej[2].

Dzień ten nie jest dniem wolnym od pracy.

VII Katyński Marsz Cieni w Warszawie, zorganizowany z okazji obchodów Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej (2014)

Dzień Pamięci obchodzony jest w rocznicę opublikowania przez Niemców w 1943informacji o odkryciu w ZSRR masowych grobów oficerów Wojska Polskiego. Związek Radziecki przyznał się oficjalnie do popełnienia zbrodni dopiero po pięćdziesięciu latach od dokonania mordu tj. 13 kwietnia 1990 roku, kiedy to Michaił Gorbaczowprzekazał prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu listy przewozowe NKWD z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie oraz spis jeńców obozu w Starobielsku[3]. Od tego dnia, Dzień Pamięci obchodzono przez kilkanaście lat, jako Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia.

W 2005 w Warszawie odbyła się demonstracja przed ambasadą rosyjską(członków Komitetu Katyńskiego i Rodzin Katyńskich). Odbyła się także msza polowa, złożono wieńce pod Pomnikiem Poległych i Pomordowanych na Wschodzie, a także wręczono odznaczenia dla Rosjan zasłużonych w odkrywaniu prawdy. Uroczystości odbywały się także w innych miastach.

W 2008 roku Polska Fundacja Katyńskaustanowiła Medal Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.

Obchody w 2010 roku, z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zapisały się czarną kartą w historii Polski. 10 kwietnia samolot rządowy z prezydentem Polski na pokładzie, lecący na uroczyste obchody w Katyniu, rozbił się pod Smoleńskiem. Wszyscy zginęli na miejscu, uroczystość została odwołana.

Od 2008 roku Grupa Historyczna Zgrupowanie „Radosław” organizuje w Warszawie, z okazji Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, tzw. Katyński Marsz Cieni[4].

Pliki do pobrania

więcej

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana

Pan Jezus zaprosił mnie, abym pozwolił mu przemienić ten krzyż, na którym wieszało się łotrów, tą przeklętą moją historię w CHWALEBNY KRZYŻ.

Autor/źródło: ochrona.episkopat.pl

Jestem osobą wykorzystaną seksualnie przez księdza. Ktoś do kogo miałem zaufanie i w najbardziej bezpiecznym dla mnie miejscu, którym był Kościół… Moje życie stało się przeklęte, jak to drzewo krzyża, na którym przecież wieszało się łotrów – tych najgorszych, tak się czułem NAJGORSZY. I niestety, nic nie zapowiadało, żeby się to miało zmienić, znikąd nie było pomocy… (...) W tej rozpaczy, Pan posłał do mnie swojego Anioła, który zaprowadził mnie na Katechezy. Słuchałem...raz, drugi, trzeci i doświadczyłem pocieszenia, jakiego nikt, ani nic, nie mogło mi dać. Spowiedź, Eucharystia, Słowo Boże, na nowo budowane zaufanie do księży...to wszystko napełniało mnie na nowo SENSEM ŻYCIA. Bracia we wspólnocie dawali wsparcie i nikt nie odrzucał, a przynajmniej nic nie mówił.

Pan Jezus zaprosił mnie, abym pozwolił mu przemienić ten krzyż, na którym wieszało się łotrów, tą przeklętą moją historię w CHWALEBNY KRZYŻ. (...) 

Wiem, że wiele osób Skrzywdzonych przez księży odeszło z Kościoła i w sposób cywilny dochodzą swoich praw, nie winię Ich za to, i zapraszam Was do tego nie wińcie ich za to, Oni potrzebujemy realnej pomocy. Uwierzcie mi, że udręki, ciemności, zwątpienia mają taką skalę, że gdy nie ma Boga w takiej ranie, łatwo jest znienawidzić księdza, Kościół, ale również wierzących w Boga.

Jestem dziś tu, dzięki Panu mojemu Jezusowi Chrystusowi, który wiele rany pozwalał mi się przytulać do Niego i wchodzić w tę Drogę Krzyżową, w której najwięcej doznawałem pocieszenia. Wielokrotnie szedł ze mną lub niósł mnie w tej Drodze Krzyżowej i to On mnie uratował...

Dziś mogę powiedzieć:

Chwalebny Krzyż Zmartwychwstałego Pana
Jego rosa mnie ożywia
Jego powiew mnie użyźnia
w Jego cieniu postawiłem mój namiot.

W trwodze Tyś obroną
w potknięciu podporą
w zwycięstwie Koroną
w walce Tyś nagrodą.

Drzewo Życia Wiecznego
podpora wszechświata kościec ziemi
Twój wierzchołek sięga Nieba
a w Twoich ramionach otwartych jaśnieje Miłość Boga.

 

/Fragment świadectwa wygłoszonego podczas wydarzenia modlitewnego "Polska pod Krzyżem", 14 września 2019

Pliki do pobrania

Święty na czas izolacji i (bez)nadziei

Niebawem błogosławiony kard. Wyszyński mógłby być patronem osób, które czują, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia.

Ojciec zawsze miał pod górkę – podsumowała telefoniczne rozmowy na temat możliwości utrzymania bądź przełożenia terminu beatyfikacji jedna z osób bliskich prymasowi. Chodziłam z tą myślą – „Ojciec miał zawsze pod górkę” — przez kilka dni, gdy nagle, w innej wirtualnej rozmowie, przyszło olśnienie: przecież Bóg daje konkretnych świętych na konkretny czas. „To Bóg wybiera czas i pokolenie, dla którego osoba wynoszona do chwały ołtarzy ma być konkretnym znakiem” – potwierdzenie znalazłam w słowach abp. Grzegorza Rysia, wygłoszonych z okazji 20. rocznicy kanonizacji królowej Jadwigi. Skoro tak, to co nam mówi prymas Wyszyński na czas pandemii, czas izolacji? Znacznie więcej, niż mogłabym pomyśleć jeszcze miesiąc temu!

Kiedy jesienią ubiegłego roku przeprowadzałam wywiad z ks. prof. Zdzisławem Kijasem, relatorem procesu beatyfikacyjnego Stefana Wyszyńskiego (do książki o prymasie, z premierą przesuniętą na maj), nie sądziłam, że będzie on aż tak aktualny. Wtedy byłam nawet zadziwiona odpowiedzią na pytanie, czyim patronem mógłby być nowy błogosławiony. Usłyszałam bowiem, że mógłby być „patronem osób, które czują, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia”. Wyszyński? Ojciec narodu, interreks, pater patriae? – nie dowierzałam. Nie zdziwiłabym się, gdyby miał być patronem Polski, polskiego Kościoła itd. Ale zwycięski Prymas Tysiąclecia patronem osób czujących, że są w beznadziejnej sytuacji? Dziś już nie tylko przyznaję rację księdzu relatorowi, ale i wiem, że ta beatyfikacja jest wielkim znakiem na teraz. Niezależnie od tego, kiedy się odbędzie, co tym bardziej wpisuje się w nasz czas.

Tak, prymas Wyszyński doskonale wiedział, co znaczy znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. Bez swojej winy, bez swojego w niej udziału. Tak jak my dzisiaj. Kiedy w 1949 roku obejmował urząd prymasowski, zdawało się, że system komunistyczny walczący – dosłownie – z wiarą i Kościołem będzie trwać wiecznie. Ale zupełnie wyjątkową sytuacją było uwięzienie. Bezprawna izolacja. Nie wiedział, kiedy się skończy i jak się skończy, bo może zostanie podstępnie zamordowany. I w tej izolacji niezłomny prymas również miewał gorsze okresy – jak my obecnie. Może nawet załamania, skoro płakał. Ale przeszedł ten czas zwycięsko. Dlaczego? Jakie z jego życia i tego doświadczenia płyną dla nas wskazówki? Co najmniej trzy.

Pierwsza: Bogu trzeba nie tylko wierzyć, lecz zawierzyć. „On wierzył nie tylko w to, że Bóg istnieje, ale też w to, że Bóg działa w jego życiu i w dziejach świata” – to cytat z wywiadu z ks. Kijasem. Prymas wiedział, że Bóg jest Ojcem – dobrym Ojcem. Że w czasie ciemności nie opuścił go. „Wiem, że Bóg nie odsunął się ode mnie, jest mi bliższy dziś niż kiedykolwiek; czuję to aż nadto wyraźnie” – zapisał w dzienniku, a wielu dziś tego przecież doświadcza. Jak i tego, że jeśli „człowiek pamięta o tym, że obraca się w porządku nadprzyrodzonym, opuszczają go lęki”. On przestał się lękać, gdy 8 grudnia 1953 roku złożył „Akt osobistego oddania się w niewolę Maryi”.

Wskazówka druga. Czas izolacji był dla prymasa okresem obrachunku ze sobą, przemyśleniem dotychczasowej linii działania („czy to, co się stało, było nieuniknione, czy nie jest zawinione”), a także przeżywania goryczy opuszczenia przez tych, od których mógł oczekiwać wsparcia i lojalności. Ale umiał z tego wszystkiego wyprowadzić dobro. Dokonał przeorientowania linii działania wobec władz państwowych, stworzył program duszpasterski duchowej ofensywy, a gorycz opuszczenia potraktował jako ofiarę złożoną Bogu oczyszczającą serce.

Wskazówka trzecia. To bardzo praktyczna rada dla tych, którzy narzekają na izolację, szczególnie w samotności. Prymas miał na to sposób: modlitwa i praca (ora et labora). I samodyscyplina. „Któż z nas jest panem przeszłości albo przyszłości – tak układam czas, by wypełnić go całkowicie lekturą, która – poza modlitwą – jest nadal jedynym moim zajęciem” – pisał w liście do ojca. Prymas w więzieniu wstawał codziennie o piątej rano! Tak jak na wolności, chociaż w izolacji nie musiał tego robić. Miał ściśle określony harmonogram dnia i skrupulatnie go realizował, koncentrując się na tym, co robił. Na czytaniu i pisaniu spędzał, oprócz niedzieli, sześć godzin dziennie. Pisał, chociaż nie wiedział, czy ktokolwiek będzie mógł z tego skorzystać.

Izolacja była dla prymasa czasem wielkiej próby wiary, nadziei i miłości.

Czy nie jest nam w tym bliski?

We wrześniu 1956 roku, w trzecią rocznicę aresztowania i na ponad miesiąc przed uwolnieniem, kiedy nic jeszcze na to nie wskazywało, prymas w dzienniku zapisał, że nigdy nie wyrzekłby się tego czasu. Dziękował Bogu za czas izolacji! Dlaczego? Wśród wielu powodów najważniejszy był ten: dobro dla jego duszy.

Nie, prymas nie „ma pod górkę”. On idzie z nami

p.FRANCISZEK Wielki Czwartek 2020 r

Warunkiem wejścia do królestwa Bożego jest przyjmowanie Eucharystii i służba - mówił papież Franciszek podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej. Odprawił ją przy ołtarzu katedry w bazylice św. Piotra w Watykanie. Z racji koronawirusa nie było w tym roku obrzędu umycia stóp, ani końcowej procesji z Najświętszym Sakramentem do kaplicy, zwanej Ciemnicą, gdzie zwyczajowo jest on przechowywany do liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

W krótkiej homilii papież wskazał na trzy elementy dzisiejszej liturgii: Eucharystię, służbę i namaszczenie. Przeżywamy pragnienie Pana, który chce być z nami w Eucharystii, pozostaje z nami i w nas, a my stajemy się tabernakulum Pana. Mówi nam wręcz, że jeśli nie będziemy spożywali Jego ciała i pili z Jego kielicha, nie wejdziemy do królestwa niebieskiego. Warunkiem wejścia do królestwa Bożego jest też służba. Choć to trudne do zrozumienia, musimy pozwolić, aby Pan nam służył, aby nas obmył.

- Chcę być dzisiaj blisko wszystkich kapłanów – wyznał Franciszek i wyraził nadzieję, że wielkoczwartkowa Msza Krzyżma [w czasie której księża odnawiają swe przyrzeczenia kapłańskie – KAI] zostanie odprawiona przed Zesłaniem Ducha Świętego. Dodając, że kapłani - zarówno ci dopiero co wyświęceni, jak też biskupi i papież - zostali namaszczeni przez Pana, by sprawować Eucharystię i by służyć.

Papież przypomniał, że w tych dniach we Włoszech zmarło ponad 60 kapłanów, służących chorym wraz z lekarzami. Nazwał ich świętymi z sąsiedztwa, którzy oddali swe życie.

Myślą objął tych kapłanów, którzy są daleko. Poinformował, że dziś otrzymał list od franciszkanina, kapelana więziennego, opisującego jak osadzeni przeżywają Wielki Tydzień. Wspomniał o kapłanach, którzy udają się daleko, aby nieść Ewangelię, m.in. o misjonarzu, który najpierw poszedł na cmentarz, by modlić się przy grobach swoich poprzedników, często zmarłych z powodu epidemii, na które nie mieli przeciwciał. Mówił o wiejskich proboszczach, którzy są tak blisko ludzi, że znają imiona wszystkich parafian, a nawet ich psów.

- Dziś niosę w sercu dzielnych kapłanów, także tych, którzy padają ofiarą oszczerstw – podkreślił Franciszek, dodając, że niektórzy duchowni nie mogą wyjść na ulicę w koloratce, bo są znieważani z powodu innych księży, którzy dopuścili się zła. - Wszyscy jesteśmy grzesznikami: kapłani, biskupi, papież - i musimy prosić o przebaczenie – kontynuował Ojciec Święty. Wspomniał także o kapłanach przeżywających kryzysy i duchowe ciemności.

- Dzisiaj wy wszyscy, bracia kapłani, jesteście ze mną przy ołtarzu. Ale nie bądźcie uparci, jak Piotr, pozwólcie Panu, by umył wam stopy – prosił papież. Wezwał ich również, by przebaczali hojnym sercem, bo jest to miara, którą sami będą mierzeni. - Nie lękajcie się przebaczać! Gdy nadejdą wątpliwości, patrzcie na Chrystusa, który przebaczał wszystkim. A jeżeli nie możecie dać w tej chwili sakramentalnego przebaczenia, dawajcie pocieszenie – zakończył Franciszek, dziękując Bogu za dar kapłaństwa i za kapłanów.

Przy ołtarzu ustawiony był łaskami słynący krzyż z rzymskiego kościoła św. Marcelego oraz ikona Matki Bożej Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego).

MATKA

Matka

29 maja 1981 r., nazajutrz po śmierci Prymasa Tysiąclecia, przeniesiono trumnę do kościoła Wniebowzięcia NMP i św. Józefa Oblubieńca, gdzie społeczeństwo mogło oddać mu hołd.

Zbigniew Matuszewski /caf/pap

W pierwszym dniu Wielkiego Postu usłyszeliśmy słowa proroka Joela. Pan Bóg mówił do nas wówczas: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!”.

1. Nawrócenie serca

Już wtedy tak właśnie określiliśmy cel Wielkiego Postu: „rozdarcie”, nawrócenie serca. Nie przyszło nam wówczas do głowy, że to będzie Wielki Post inny niż wszystkie dotychczasowe. Że serca rozdarte będą bardziej niż szaty same z siebie. Że zasłonięty wielkopostny krzyż oglądać będzie można jedynie na monitorze. Że Komunia Święta duchowo przyjmowana, dla niektórych nowa, będzie głównym sposobem duchowego jednoczenia się z Bogiem. Że otwarte serdecznym światłem kraciaste wrota konfesjonałów mogą się zamknąć, a łatwość uzyskania w naszych, polskich warunkach sakramentalnego rozgrzeszenia przestanie być tak oczywista. Koronawirus pomieszał nam szyki. Nastraszył przed przyszłością. Nauczył pokory. Jest tak z pewnością dlatego, że człowiekowi XXI wieku, obeznanemu z życiem wirtuozowi nonszalancji, przypomniał zasadnicze „memento mori”. Pamiętaj, że umrzesz. To również cytat z liturgii otwierającej Wielki Post. Jeszcze nigdy głowy posypane popiołem nie były tak rozpalone gorączką uciekania przed śmiercią. To był wyjątkowy Wielki Post. A serca, które z konieczności udały się na odosobnienie od świata, zdobyły wyjątkową umiejętność: dystans do tego, co wydawało się niezatapialne. Pokorę wobec tego, co niewygodne. To prawda – w Wielkim Poście 2020 roku chyba po raz pierwszy mogliśmy czytać Ewangelię bezpośrednio z twarzy innych ludzi. Wszystkim tym ludziom należy się wdzięczność. I każdemu z Was, drodzy Czytelnicy!

2. Rekolekcje wielkopostne

Praktykę odbywania rekolekcji znamy wszyscy. Czy to indywidualne, czy zbiorowe, czy parafialne, czy inne… To tak oczywiste, że bardziej być nie może. W każdej parafii, we wszystkich wspólnotach wierzący w czasie Wielkiego Postu zwołują się na rekolekcje. W tym roku... nie zwołano ich tak jak dotychczas. Nie mogliśmy się gromadzić. Któż z nas przypuszczał, że idea gościowych rekolekcji „do czytania” będzie dla niektórych jedyną szansą, by w ogóle wziąć udział w rekolekcjach? Nikt. Jak zauważyliśmy na początku, rekolekcje są po to, żeby się pozbierać. Ale jak zbierać siebie w czasach epidemii? Gabriel Garcia Marquez w powieści „Miłość w czasach zarazy” napisał: „Mieć kogoś, kto by mnie rozumiał – oto moja jedyna potrzeba życiowa”. Te słowa bardzo dosadnie oddają większość naszych ludzkich potrzeb i pragnień. Niekoniecznie dlatego, iżbyśmy sami siebie mieli nie rozumieć. Raczej dlatego, że dzielić z kimś życie można jedynie wówczas, gdy każdy z dzielących czuje się zrozumiany. W rekolekcjach nie chodzi o to, żeby zrozumieć Boga. Raczej o to, żeby zrozumieć siebie tak, jak rozumie nas On. Jeżeli choć trochę nasz drogi Czytelnik postąpił naprzód na tej drodze poznawania siebie, to możemy uznać dzieło za wypełnione, przynajmniej w części.

3. Rekolekcjonista – Stefan kardynał Wyszyński

„Pasja Prymasa” to był nasz wybór na Wielki Post w roku upływającym pod znakiem wielkiej postaci Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego. Niebawem ma zostać ogłoszony błogosławionym. Był wielkim mężem stanu i wielkim mistykiem – dla naszego cyklu wielkopostnego oba te czynniki, równie istotne, miały być też równoważne. Teza była następująca: bliski Chrystusowi w oddaniu Matce Bożej, oddany był człowiekowi, jak każdy święty, i dobru wspólnemu, jak każdy mąż stanu. W ostatnim odcinku staniemy razem pod krzyżem umierającego Chrystusa. Wraz z przywoływanym tu często Romanem Brandstaetterem wejdziemy raczej w wewnętrzny skarbiec Jego umierania. Śmierci, która dała światu życie. Ale i staniemy przy łożu umierającego kard. Stefana Wyszyńskiego. Te rekolekcje, „zbieranie się” w sobie, miały być z nim jako rekolekcjonistą. Czy mogłoby zatem zabraknąć w nich tego największego życiowego sprawdzianu, którym jest dla człowieka jego umieranie?

4 kwietnia 1955 r., a zatem 65 lat wstecz od chwili, w której bierzesz, drogi Czytelniku, do ręki ten numer „Gościa Niedzielnego”, kard. Wyszyński zapisał swoją refleksję o namaszczeniu Jezusa przez Marię w Betanii opisanym w Ewangelii według św. Jana. Było to namaszczenie niejako na śmierć. Prymas napisał między innymi: „Wonność spłynęła nie tyle z alabastrowej urny, ile z duszy. Dom betański – to obraz Kościoła. A wonność – to chwała Pańska, która wypełnia cały Dom Boży, cały Kościół. Woń serc wdzięcznych, oddanych Bogu, jest największą radością Boga”. Piszemy o śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego w tygodniu, w którym męka i śmierć Jezusa Chrystusa stają w centrum naszego zainteresowania – w centrum życia Kościoła. Niech zatem nasze serca pachną w tym ostatnim tygodniu Wielkiego Postu. Na większą chwałę Boga. I w ten sposób niech zakończy się ten Wielki Post. Zmartwychwstaniem do życia zupełnie nowego... •

 

 

 

więcej

DROGA KRZYŻOWA EPIDEMII przed niedzielą palmową.JEDNA OSOBA z naszej grupy prowadzi dwie stacje.

Droga krzyżowa epidemii

ks. Wojciech Węgrzyniak

dodane 2020-03-27 

Panie, Jezu Chryste, my, ludzie, dzieci Boga, wierzący i niewierzący, przechodziliśmy w historii wiele krzyżowych dróg, wojen, głodu, zaraz i kataklizmów. Na jedną z nich skazaliśmy Ciebie. Twoja droga krzyżowa, okazała się najbardziej zbawczą drogą świata.  Przejdź z nami drogą krzyżową epidemii i mocą Ducha, który potrafi odnowić oblicze ziemi, uczyń ją drogą ku Wielkiej Nocy.

Stacja I – Zostaliśmy skazani na epidemię -Odnowa w Duchu Świętym

Jezus zostaje skazany na śmierć. Tak zdecydował Sanhedryn. Tak krzyczeli ludzie. Tak podpisał Piłat. Gdyby się nie narodził, nie zostałby skazany. Gdyby to nie było wolą Ojca, nikt nie zrobiłby Mu krzywdy. Tajemnica krzyża, to tajemnica wolności mojej, wolności innych, tajemnica natury świata i Boga.

Zostaliśmy skazani na epidemię. Czy to była decyzja, czy pomyłka człowieka, czy tajemnica natury starszej od wszystkich ludzi, czy konsekwencje życia w globalnej wiosce, czy nawet misterium niesprzeczne z Bożą Opatrznością, nie wiemy. Wiemy, że zostaliśmy skazani. I dziś to nie czas, by szukać przyczyny. Dziś to czas, by już przy pierwszej stacji wzrok zobaczył na horyzoncie iskierkę zmartwychwstania.

Stacja II – Bierzemy krzyż na swoje ramiona - Odnowa w Duchu Świętym

Jezus wziął krzyż. Nie kłócił się, ani spierał. Nie uciekł jak w Nazarecie, gdy Go chcieli strącić w przepaść. Nie schował się jak w Jeruzalem, gdy zamierzano Go ukamienować. Nie sprowadzał dziesięciu tysięcy aniołów, żeby wytłumaczyć, że żaden człowiek nie może robić krzywdę Synowi Boga. To pokorna miłość Boga bierze niesprawiedliwy i nie swój krzyż na swoje ramiona.

Bierzemy i my krzyż epidemii na swoje ramiona. Nie popełniamy samobójstw. Nie zamykamy szpitali na chorych. Nie buntujemy się przeciw restrykcjom i nie tracimy ducha, że chorują również niewinni. Organizujemy zbiórki i wszelaką pomoc. Bo wiemy, że jeśli krzyża nie weźmiemy w swoje ręce, krzyż może uderzyć nas śmiertelnie w głowę.

Stacja III – Upadamy z powodu nonszalancji KD

Jezus upadł pod krzyżem na początku drogi. Czy krzyż był za ciężki? Czy On osłabiony przez biczowanie i koronę z cierni? A może uderzył nogą o kamień? Upadł a to boli. Zwłaszcza, że to dopiero początek. Czy w takim razie będzie miał siły powstać i iść dalej?

Pierwszym upadkiem w czasach epidemii jest nonszalancja. Łamanie przepisów sanepidu, lekceważenie zagrożenia, zabawa z tego, co śmiertelnie poważne. Dlaczego pozwalamy na ten pierwszy upadek? Może jesteśmy osłabieni przez znieczulicę? Może nie umiemy się nie potknąć, bo kamień na drodze jakiś całkiem nowy? Ważne, żeby powstać. By raz na zawsze powiedzieć koniec upadkom lekceważenia krzyża.

Stacja IV – Spotykamy tych, których kochamy-KD

Maryja nie musiała być z Jezusem na Górze Przemienienia, ale nie mogło zabraknąć Matki na drodze krzyżowej jej Syna. Nie wiemy czy pospieszyła z Nazaretu jak kiedyś do Elżbiety, czy była już od paru dni w Świętym Mieście, jak wtedy gdy z Józefem szukali zagubionego Dwunastolatka. Wtedy znalazła Go w świątyni. Teraz świątynią stała się Via Crucis.

Na drodze krzyżowej epidemii musimy spotykać najbliższych. To czas, kiedy rodzina staje się najważniejsza. Ale tak jak zabrakło Józefa przy tej stacji, może niektórym być ciężko z powodu nieobecności taty czy mamy, męża czy żony, chłopaka czy dziewczyny, przyjaciół i znajomych. Obyśmy cierpiąc z powodu tych, którzy nie mogą być blisko, stali się bliskimi dla tych, dla których ciągle możemy.

Stacja V – Lekarze i pielęgniarki z Cyreny pomagają najwięcej- CHÓRZYSCI

„Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósłkrzyż Jego” (Mt 27,32).  Nie dało się inaczej. Sam Jezus by nie poradził. Był przecież człowiekiem. Nie dało się po dobroci, bo to wcale nie było takie łatwe. I nie tylko dla Szymona.

Na drodze epidemii nie damy rady bez lekarzy i pielęgniarek z Cyreny. Ani święcenia, ani pieniądze, ani władza nie pomoże tam, gdzie mogą pomóc tylko służby medyczne. Jesteśmy tylko ludźmi. Chociaż nie wszyscy są zmuszani, wielu z nich wolałoby inaczej. Skoro jednak oni z chorymi najwięcej odczują ciężar tego krzyża, obyśmy zapamiętali słowo „wdzięczność”. I oby Bóg zapewnił im błogosławieństwo.

Stacja VI – Weroniki wolontariatu spieszą do potrzebujących -CHÓRZYŚCI

Weronika nie musiała nic. Mogła zostać w domu. Albo i nawet poprzestać na oglądaniu. Może nic ciekawego, ale tak jakoś bezpieczniej. Ten gest serca jednak zostawił ślad na wieki. Ślad oblicza Jezusa. Ślad miłości, która zawsze robi wszystko, co możliwe.

Dziś tysiące Weronik powychodziło ze strefy komfortu. Robią zakupy dla starszych. Pomagają tym na kwarantannie. Szyją maseczki. Organizują zbiórki. Ta bezinteresowna miłość sprawia, że twarz ludzkości staje się coraz bardziej boska. I oby ślad tej twarzy pozostał już z nami na zawsze.

Stacja VII – Upadamy z powodu egoizmu -AK

Jezus upada po raz drugi. Upada pomimo spotkania z Matką, pomocy Szymona, miłości Weroniki. Taki upadek może bardzo boleć. Bo jeśli przy tej pomocy nie daję już rady, to skąd wezmę siłę, żeby iść tą drogą do końca?

Drugim upadkiem w czasach epidemii jest egoizm. Pomimo zaangażowania wielu, bezinteresowności tysięcy, zmęczenia tych, którzy na pierwszym froncie, zawsze znajdą się tacy, którzy myślą tylko o sobie. Egoizm wykupywania zapasów ponad miarę. Podbijanie horrendalne cen, bo okazja rzadka. Zachęcanie do niekoniecznych zbiórek na fali społecznego współczucia. Diabelska przewrotność człowieka, który chce zarobić na krzyżu. Powstańmy z tego upadku, bo on strasznie nieludzki.

Stacja VIII – Czytamy płaczące komentarze i posty -AK

„A szło za Jezusem mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim.  Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23,27-28). Płacz kobiet jerozolimskich nie był dobry, choć wyglądał dobrze. Nie ma jednak nic bardziej mylącego niż płacz. Wydaje się być językiem wrażliwości i serca. A może być zasłoną ucieczki od tego, co najważniejsze.

W czasach epidemii nie brakuje lamentów. Nie brakuje krzyków fałszywych proroków, biadolenia nad innymi, co powinni robić, płaczu nad przywódcami świeckimi i religijnymi. Nie brakuje siania paniki kombajnami Internetu. Jezus mówi wyraźnie „płaczcie raczej nad sobą”. Skup się na tym, co możesz zrobić, dla siebie i dla swoich bliskich.

Stacja IX – Upadamy z braku nadziei PANOWIE Ż.RÓŻ.

Jezus upada po raz trzeci bardzo blisko końca. Golgotę już widać i jest nadzieja, że to wszystko nareszcie się wypełni. A jednak zabrakło sił. A jeśli zabrakło na to, by iść, czy będzie ich wystarczająco na to, żeby powstać? Mało rzeczy tak przeraża jak rozpacz, że mimo wszelkich wysiłków i tak nie osiągniemy celu.

Trzeci upadek w czasach epidemii to upadek nadziei. Jesteśmy przywalani statystykami coraz większej liczby chorych. Leżymy pod ciężarem zarażonych lekarzy i pielęgniarek. Przydusza nas widmo selekcji zarażonych na lepszych i gorszych. Przygniata świadomość, że ciągle czegoś brak, że za mało, że za późno. Dołuje do tego troska o chleb i przybija niewidzialna efektywność trzymania się wszelkich zasad. Możemy się przewrócić. Możemy na chwilę się rozłożyć, ale nie pozwólmy nigdy umrzeć nadziei. Póki my żyjemy.

Stacja X – Odkrywamy prawdę o sobie PANowie z Z. RÓŻ. p. Paweł

Jezus został obnażony z szat na pośmiewisko i hańbę. Na poniżenie i wyśmianie. Na pokazanie, że ten, który miał się za Mesjasza jest tylko nagim królem. Nie wiedzieli jednak, że to obnażenie jest tylko obrazem kenozy wcielenia. Nie pojmowali, że ta miłość aż po własną nagość zakryje wszelkie nagości Adama i Ewy.

Epidemia obnaża ludzkość aż do głębi serc. Choroba zdziera maski i zabija drugie twarze. Odkrywa trupie czaszki w grobach pobielanych albo wyciąga na światło perły niezauważane w pyle codziennego życia. To dobra stacja. Jak trailer przed Sądem Ostatecznym. Co więcej, z szansą na to, że obnażenie może nie tylko odsłonić prawdę o nas. Może również poprowadzić do autentycznej przemiany.

Stacja XI – Jesteśmy przybici trzema gwoźdźmi CARITAS

Jezus został przybity do krzyża. Jeden gwóźdź w lewą dłoń. Drugi w prawą. Trzeci, by umocować stopy. Ból najbardziej ostry ze wszystkich co były i będą. To co było drogą krzyżową teraz staje się samym krzyżem. Gwoździe zapewnią, że już nikt aż po śmierć nie oddzieli go od krzyża.

Przy tej stacji pomyślny o tych, którzy są przybici chociaż jednym z trzech gwoździ epidemii. Pierwszy gwóźdź to ten, co zabił kogoś bliskiego, drugi to ten, który nie pozwala oddychać, bo zabrakło respiratora, trzeci to ten, który przygwoździł lekarzy i pielęgniarki w szpitalu z dala od własnych ukochanych dzieci. Pomyślmy. Pomódlmy. Pomóżmy. Podzielmy się wiarą, że nawet najboleśniejszy gwóźdź może być gwoździem zbawienia.

Stacja XII – Umieramy z miłości do innych CARITAS

Jezus umarł na krzyżu. Z miłości do każdego człowieka. Za grzechy wszystkich ludzi. Niewinny Baranek złożył się w ofierze za zabłąkane owce i za wilki w owczej skórze. Dawca życia oddał życie. Pan nieba dał się pokonać niewolnikom ziemi. Z miłości.

W czasach epidemii umieramy i będziemy umierać z miłości do innych. Tysiące oddadzą życie dosłownie, zwłaszcza lekarze i pielęgniarki. Niektórzy zrezygnują z leczenia dla innych. Wielu choć przeżyje, narażać będzie wszystko co ma, żeby pomóc tym, którzy tracą nadzieję na cokolwiek. Nie ma większej i piękniejszej miłości niż za innych. Jeśli umierać to tylko z miłości. Chcemy żyć jak bogowie? To pokażmy, że potrafimy umierać jak Bóg.

Stacja XIII – Nie zapominamy o gestach czułości- NEO SYLWEK

Ciało Jezusa zostaje zdjęte z krzyża i złożone w ramionach Jego Matki. Chociaż serce Maryi przeszył miecz boleści, nie brakuje jej czułości dla Syna. Chociaż bolejąca cała, cała ogarnięta jest czułością dla swego dziecka. Jak kiedyś w Betlejem tuli Go do siebie. Prawdziwa miłość nie żałuje czułości nawet takiej, która wydaje się być drugiemu niepotrzebna.

W czasach epidemii nie możemy się zbliżać. Nie możemy się dotykać. Nie możemy podawać sobie ręki. Nawet na znak pokoju. Ale nie możemy zrezygnować z czułości, bezpiecznych gestów, które przekazują miłość. Kiedy ludzkie ciała muszą być od siebie trochę dalej, nasze serca powinny być naprawdę bardzo blisko.

Stacja XIV – Nie zostawiamy zmarłych na ulicach- Ks prob

Jak dobrze, że Nikodem i Józef z Arymatei pomyśleli o pogrzebie. Nie czekali na Piotra, ani kogoś z rodziny. Jak dobrze, że ktoś nie stracił głowy, kiedy Jezus stracił życie. Przyszli, załatwili, zdjęli, pochowali, zatoczyli kamień. Tyle można było zrobić. I tyle zrobili.

Zrobimy wszystko, żeby nie zostawić umarłych na ulicach, nie pozwolimy rozkładać się ciałom w domach, wrzucać nieubranych do bezimiennych grobów i zasypywać ciał bez księdza, bez chociaż najbliższych. Nawet w czasach epidemii nie może zabraknąć Józefa z głową na karku z Arymatei i Nikodema, co już nie boi się przyjść do Jezusa nawet w ciągu dnia. Nie może zabraknąć chociaż Marii Magdaleny wiernej aż po grób.

Zakończenie

Panie Jezu, Chryste, droga krzyżowa kończy się czternastą stacją, ale to nie jest ostatnia stacja Ewangelii. Po męce i ukrzyżowaniu nadejdzie i dzień zmartwychwstania. Życie zwycięży śmierć, płacz zamieni się w radość, strach zostanie ugaszony pokojem. Prosimy Ciebie, Panie Wszechświata, który jak wielu znasz, co to ludzki ból i jak nikt wiesz dobrze, co to jest moc Wielkiej Nocy, prosimy Cię, bądź z nami na drodze krzyżowej epidemii do końca. Natchnij Duchem inteligencję szukających lekarstwa. Umacniaj ramiona dźwigające chorych. Pociesz tych, którzy żegnają najbliższych. Przygotuj serca wszystkich na wzajemne pojednanie i błogosław każdemu aż do zwycięstwa zdrowia nad chorobą, aż do zwycięstwa życia nad śmiercią. Amen