O bierzmowaniu....

 

Ks. Wojciech WęgrzyniakROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

Instrukcja obsługi bierzmowania

Ks. Wojciech Węgrzyniak o współczesnych prorokach, instrukcji obsługi sakramentu bierzmowania i tym, dlaczego Duch Święty czasami się przed nami ukrywa. Rozmawia Wojciech Teister.

REKLAMA

DODANE 19.05.2018 23:08

Wojciech Teister: Duch Święty to najbardziej tajemnicza Osoba boska w Piśmie Świętym. Dlaczego tak się ukrywa?

Ks. Wojciech Węgrzyniak: Taką ma naturę. W Biblii określany jest jako ruah w hebrajskim czy pneuma w greckim, co znaczy „tchnienie, wiatr”. A wiatr jest bardzo tajemniczy, zarówno jego pochodzenie jak i możliwości działania – widać tylko skutki. Natomiast jeśli przypatrzymy się działaniu Ducha Świętego w Biblii, to tego jest naprawdę dużo. Chociażby w Księdze Sędziów. Taki Samson, gdy ogarnął go Duch Pańskim, to był w stanie pokonać jedną oślą szczęką tysiąc Filistynów. Jeszcze bardziej spektakularnym jest obraz z Księgi Ezechiela, kiedy to dzięki działaniu Ducha umarli wracają do życia. Duch jest pokazany jako Ten, który dokonuje czegoś, czego człowiek nie jest w stanie zrobić. Duch Święty działa przez nas, ale Jego działanie dokonuje rzeczy dla nas nieosiągalnych. Zachariasz powie: „Nie moc, nie siła, lecz Duch dokończy dzieła” (Za 4,6). Najdobitniej zobaczyć działanie Ducha w Dziejach Apostolskich. Dlaczego uczniowie trzy lata chodzili z Jezusem, a jednak uciekli spod krzyża? Dlaczego Piotr się zaparł? Dlaczego zamknęli się z obawy przed prześladowaniem i to jeszcze tydzień po tym, jak widzieli Jezusa zmartwychwstałego? Bo nie mieli Ducha Świętego. Dopiero po Zesłaniu ten sam Piotr, który bał się przyznać do Jezusa przy jednej kobiecie, powiedział takie kazanie do tłumów, że nawróciło się cztery tysiące mężczyzn. I razem z apostołami nabrali takiej mocy, że byli w stanie nie tylko cierpieć, ale i oddać życie za Jezusa. Bo Duch Święty to jest Osoba boska w człowieku, która uzdalnia go do robienia rzeczy po ludzku niemożliwych. I takiego Ducha od razu się chce mieć.

OK, widzimy działanie Ducha Świętego, który mówił przez proroków. Wyznajemy nawet tę prawdę w Credo. Ale czy to jest zamknięty okres w historii zbawienia? Czy dziś nadal to mówienie przez proroków ma miejsce? Mamy dziś całą dyskusję o pentekostalizacji Kościoła. Czy Duch Święty dziś już do nas nie przemawia, nie udziela daru prorokowania? Czy może charyzmat proroctwa to jest ten sam dar, który był dany prorokom czy apostołom?

Trzeba by wyjść od pytania, czym właściwie jest dar prorokowania. Prorok to jest w Starym Testamencie ktoś, kto mówi w imieniu Boga, taki rzecznik. Pan Bóg miał kapłanów, których podstawową rolą było składanie ofiar, na dworze królewskim byli prorocy urzędowi, którzy mieli interpretować to, czego Pan Bóg od ludzi oczekuje. Ale to były funkcje zasadniczo urzędowe. Czasami natomiast Pan Bóg niezależnie od tego powoływał proroka, takiego, który miał objawienia czy wizje. I ludzie wiedzieli, że ten człowiek jest posłany do nich przez Boga. I ten dar działa także i dziś. Są tacy, którzy otrzymują szczególne uzdolnienia artystyczne, inni sportowe, a są i tacy, przez których Pan Bóg szczególnie do nas mówi. I ten sam Duch, który mówił przez proroków, mówi też przez ludzi Kościoła. Problem polega na tym, że z prorokowaniem jest tak jak z wiatrem. Są wiatry słabe, średnie, a i jest halny. I trudno powiedzieć, że moja babcia nie miała Ducha proroctwa, kiedy mówiła: „Bez Boga ani do proga”. Który duch w niej to mówi? No pewno, że Duch Boży. Oczywiście ona nie miała nadzwyczajnego objawienia w stylu Agabosa, który „przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód. Nastał on za Klaudiusza.” (Dz 11,28). Są sytuacje, kiedy ktoś mówi pewne treści ewidentnie z Ducha Bożego. Czasem mniej ewidentnie. To nie zawsze jest czarno-białe, ale Pan Bóg mniej lub bardziej działa przez ludzi również dzisiaj. Oczywiście później jest rozeznanie, na ile taka osoba wymyśla, na ile nie wymyśla, na ile to jest zgodne z nauką Kościoła, na ile owocne, a na ile szkodzi. Ale Bóg mówi do ludzi przez ludzi i skoro zawsze udzielał Ducha Świętego, to czemu miałby tego nie robić dzisiaj?

Wróćmy do tego, jak Duch Święty objawia się na kartach Pisma Świętego. Wiemy, gdzie był w czasie zwiastowania, wiemy, co robił w dniu Pięćdziesiątnicy. A gdzie jest Duch Święty na Golgocie, w momencie ukrzyżowania Pana Jezusa?

Trójca Święta jest nierozdzielna i tak jest również w tym momencie. W tym co robi Syn, działa też Duch Święty. To, że Syn jest w stanie umierać za grzechy świata, dzieje się tylko dlatego, że jest nierozerwalnie związany z Ojcem. To, że Jezus na Krzyżu mówi „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”, ma swoje źródło w tym, że ma w sobie Ducha Bożego. Po ludzku sądząc nie da się kochać ludzi, którzy ci robią taką krzywdę. Te słowa, które Jezus wypowiada na krzyżu, to są absolutnie słowa wypowiedziane w jedności z Duchem Świętym. I nawet ten opis śmierci, gdy padają słowa, że Jezus oddał Ducha, świadczą o tym, że Duch Święty był z Nim również na krzyżu. Natomiast faktem jest, że z punktu widzenia narracyjnego czasami poszczególne Osoby Trójcy są bardziej lub mniej widoczne. Niekiedy mocniej widzimy działanie Boga Ojca – jak w Starym Testamencie. Niekiedy Jezusa – przede wszystkim w Ewangeliach. A są i fragmenty, w których szczególnie objawia się obecność Ducha Świętego – to zwłaszcza Dzieje Apostolskie. Tak, jakby historia świata składała się z trzech etapów. Albo tak, jak w domu. Czasem widać bardziej działanie ojca, czasem mamę, a niekiedy najmocniej słychać dzieci i każde w nich ma w tym domu swoje miejsce i rolę, razem tworzą jedną rodzinę.

Duch Święty nieustannie robi w Kościele swoje, choć nie zawsze wprost podpisuje swoje czyny. Ale przyjdzie taki czas, że je podpisze, że zobaczymy jasno i wyraźnie, co było Jego dziełem. I Duch Święty działa stopniowo, powodując dojrzewanie Kościoła w miłości i do miłości. Bardzo często jest zresztą nazywany Duchem miłości. Tylko ktoś dojrzały może kochać taką miłością, aby rodziła nowe życie. Stąd też nazywamy sakrament bierzmowania, tak mocno związany z Duchem Świętym, sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej. Bo kto jest dojrzały, ten może innych rodzić do życia, a rodząc innych, dojrzewać sam jeszcze bardziej.

Ale jak to właściwie jest z tymi sakramentami: otrzymujemy Ducha Świętego w sakramencie chrztu, a później jest bierzmowanie. Czyli, że co: poprawiny, bo za pierwszym razem nie chwyciło?

[uśmiech]. Ale przecież w Piśmie Świętym jest bardzo podobna sytuacja. W Ewangelii wg św. Jana czytamy, że kiedy Jezus zmartwychwstały ukazał się apostołom, to tchnął na nich i powiedział „Weźmijcie Ducha Świętego”. Czyli już mieli Ducha. A oni z jakiegoś powodu zamykają się w Wieczerniku, jakby zapominając o tym, co się wydarzyło. Po 50 dniach zstępuje na nich znowu Duch Święty i to w najbardziej namacalny sposób. Miną dwa rozdziały i znowu mamy tzw. małe zesłanie Ducha Świętego (Dz 4). Apostołowie modlą się i zstąpił na nich Duch Święty, jak dwa rozdziały wcześniej. Więc jak to, panowie: to nie było raz na zawsze? Z bierzmowaniem jest trochę jak z miłością i ślubem. Czy nie ma miłości przed ślubem? Jest, a przynajmniej powinna. Czy jest potem? Jest. Czy się coś zmienia ze ślubem? No powinno. Czy zawsze po ślubie jest lepiej? No nie zawsze. Bo sakrament daje łaskę, ale co my z nią zrobimy, oj to się już rozstrzyga w naszych wyborach. Można by też powiedzieć, że bierzmowanie to sakrament możliwości, powiedzmy obrazowo takie podarowanie żaglówki. Reszta zależy od człowieka, bo ruach czy pneuma prędzej czy później będzie wiał. Sakrament bierzmowania jest zewnętrznym znakiem łaski, która będzie człowiekowi towarzyszyła całe życie i będzie przynosiła owoce, jeśli będzie z nią współpracował.

Bo bierzmowane powinno być początkiem rozkwitu w Kościele, a często bywa tym uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności biskupa…

Dużo zależy od rozumienia. Jeżeli rozumiem, że Duch Święty jest wiatrem, a ja mam żaglówkę, to Kościół dał mi jacht i wypuścił mnie z zatoki na otwarte morze. Tam są najlepsze wiatry i tam mogę rozwinąć żagle. Wcześniej przez te lata przygotowań uczyli nas jak ustawiać grot i maszt, jak się zająć sterem, żeby płynąć na wietrze, a nie utopić się z innymi. Jeśli rozwinę żagle, to popłynę. Co się często dzieje z młodymi ludźmi? Kościół ich wypuszcza na morze, ale niektórzy mówią, że taki rejs jest bez sensu, bo przecież przy obsłudze żagla się człowiek urobi. I wracają do przystani, siedzą w domu i nigdzie nie chcą wypłynąć. Ktoś inny nie z lenistwa, ale z lęku boi się rejsu, bo nie wie, gdzie go ten ruah-wiatr poniesie. „A jeszcze mi Duch Święty każe zostać misjonarzem i co?” Czasami jest też tak, że człowiek wypłynie w swój pierwszy rejs, a tam wiatru nie ma, więc wraca do zatoki. Bo się zniechęcił. Bo zapomniał, że wiatr wieje jak chce. I czasami trzeba cierpliwie poczekać. Nawet jak ktoś nie pływał, to wie. Tutaj potrzebne jest dbanie o relację z Duchem Świętym. Dwustronna aktywność. A my czasami podchodzimy do tematu bierzmowania w sposób magiczny, myśląc, że jak otrzymam sakrament, to od razu się zaczną jakieś cuda dziać wokół mnie. Pan Bóg zawsze działa relacyjnie. Bo miłość domaga się z natury wzajemności. Kto nie kocha kochającego, zamęczy się w miłości. Inna sprawa jak bierzmowanie zaciera się w naszej pamięci. Wczoraj zapytałem w naszej wspólnocie, jak pamiętają swoje bierzmowanie. Bardzo słabo. Ślub pamiętamy, Pierwszą Komunię pamiętamy, a bierzmowania nie. I to jest też wyzwanie dla Kościoła, w jaki sposób ustawić sprawę z bierzmowaniem, abyśmy nie tylko nie zniechęcali się przez to, że nie widzimy od razu efektów tego sakramentu, ale żebyśmy chociaż samo bierzmowanie dobrze pamiętali!

Co zrobić, żeby złapać ten wiatr w żagle?

Robić to, co ode mnie zależy i być cierpliwym a jednocześnie trzeba Ducha Świętego w wzywać, modlić się do Niego i o Niego. Bo Duch Święty jest przepięknie nazwany w Biblii Parakletem, a to oznacza przede wszystkim „wezwany”.

No, wiele różnych tłumaczeń tego określenia krąży…

Tak, Paraklet jest trudnym słowem, ale na pewno nie jest trudniejszym niż pendrive i naprawdę da się je zrozumieć. I jednym z jego ważniejszych znaczeń jest właśnie to, które ukazuje Ducha Świętego jako Kogoś, kogo mamy wzywać. Ja Go mam wzywać, jeśli chcę, żeby działał w moim życiu. Czasami ludzie mówią, że w ich życiu Duch Święty nie działa. A wzywałeś Go? Co powiedział tata do Karola Wojtyły, widząc jego niezdyscyplinowanie? „Nie jesteś dobrym ministrantem. Nie modlisz się do Ducha Świętego”. I wtedy nauczył syna modlitwy, która później towarzyszyła przyszłemu papieżowi całe życie. A Jan Paweł II nauczył tej modlitwy studentów w Warszawie w 1979 r. Trzeba by zadać sobie pytanie, ilu bierzmowanych modli się do Ducha Świętego. My myślimy, że Duch Święty zadziała automatycznie. Nie. Bóg jest relacyjny. W tym sensie jest nie tylko wiatrem. Jest ludzko-boskim wiatrem. Jeśli chcemy, żeby był obecny w nas, to musimy zrobić Mu miejsce w swoim życiu.

Jasne. Ale jak to zrobić w praktyce? Co to znaczy żyć Duchem Świętym na co dzień?

Raz – na pewno trzeba się modlić. Nie ma relacji bez wspólnego spędzania czasu. To jest podstawa. Dwa – może trzeba trochę poczytać, poznać. W liceum byłem na ogólnopolskiej olimpiadzie z geografii. A wczoraj jak rozwiązałem sobie test maturalny z geografii, to siara z tego wyszła okropna i masakra. Bo od dawna nic w tym temacie nie czytam i o to nie dbam. Jeśli ktoś nas interesuje, to go poznajemy. Kibicujesz Lewandowskiemu, to śledzisz newsy na jego temat, interesuje cię koleżanka, to próbujesz się czegoś o niej dowiedzieć. To samo z Duchem Świętym. Trzeba się Nim zainteresować, dowiedzieć czegoś więcej. I jeszcze trzecia sprawa: nie zapominać o tym, o czym mówi Nowy Testament – że Ducha Świętego poznaje się po owocach. I to się najbardziej sprawdza w codzienności. Prosty przykład: czytam komentarze pod moim wpisem na blogu. I ktoś mi tam nabluzgał. Co się dzieje? Kiedy mam ochotę przywalenia mu w odpowiedzi, zastanawiam się, czy ten pomysł jest z natchnienia Ducha Świętego czy innego ducha. Proszę zauważyć, że nazwa trzeciej Osoby boskiej to nie jest sam Duch, tylko Duch Święty. Bo jest Duch Święty, ale są też inne duchy, duchy nieświęte.

Pamiętam do dziś pewną sytuację z czasów, gdy byłem wikarym na Ruczaju. Wracałem od znajomych i zobaczyłem, że na przystanku bije się dwóch chłopaków. Coś mnie wtedy natchnęło i przeszedłem zdecydowanym krokiem przez ulicę, w stronę tej dwójki i zapytałem tego, który był bardziej agresywny: „Czy ty byłeś do bierzmowania?”. On, zaskoczony pytaniem, odpowiedział „Tak, a co?”. Wtedy chwyciłem go za kurtkę, zacząłem uderzać o przystanek i powtarzać z krzykiem to samo pytanie: „Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Ty byłeś do bierzmowania, a bijesz swojego brata?”. Nie miałem wtedy w sobie żadnej nienawiści, żadnej chęci zrobienia krzywdy, ale jakąś taką przemożną potrzebę uzewnętrznienia przeżywanego bólu. Może dopiero wtedy chłopak pojął, że bierzmowanie to jest jednak poważna sprawa. Wtedy też zrozumiałem bardziej reakcję Jezusa wyrzucającego kupców ze świątyni. W tej scenie przecież jest niesamowite, że On nie zrobił tym kupcom żadnej realnej krzywdy, tylko dał im do myślenia, bo to była poważna sprawa. Barany powypędzał i pieniądze porozrzucał, ale gołębi nie wypuścił. Dlaczego? Bo inne zwierzęta można łatwo znaleźć a pieniądze pozbierać z ziemi. Gołębie mogłyby nie wrócić.

Co to znaczy, że Duch Święty jest życiem Kościoła?

Bo robi różnicę między wegetacją a życiem. Wróćmy do tej żaglówki. Gdyby wiatr wcale nie wiał, to też można się na wodzie kołysać, ale co to za rejs? Duch Święty sprawia, że Kościół żyje nie tylko ludzkim życiem, nie jest wyłącznie ludzką instytucją, ale jest także dziełem Boga. To tak, jak życie z miłością i bez. Czy człowiek bez miłości żyje? Żyje, ale każdy, kto chociaż raz kochał, to widzi, że jakościowa różnica jest kolosalna. Jeśli Duch Święty jest Duchem miłości między Ojcem i Synem, to przecież miłość jest tym, co daje życie. Nam właśnie dlatego powinno zależeć na Duchu, bo bez Niego, choćbyśmy byli w Kościele, to będzie to tylko bezpłodna wegetacja. Ile było osób w Kościele przed zstąpieniem Ducha Świętego? Ile osób było zamkniętych w Wieczerniku? 120 osób? Kiedy Duch Święty zstępuje, zaczyna się nowe życie i po jednym kazaniu św. Piotra przystępuje do chrztu 4 tysiące mężczyzn. Bo jak człowiek dopuszcza do siebie Ducha miłości Ojca i Syna, jak człowiek zaczyna kochać, to ma moc życia do rodzenia życia. I to odróżnia mocno siłę Ducha Świętego od innej siły, że On jest mocą miłości. Coś co zwróciło moją uwagę w czasie ŚDM w Krakowie – na Mszy z papieżem było 2 mln ludzi i doświadczyliśmy niesamowitej siły. Ale to była siła budująca, zupełnie inna niż na przykład destrukcyjna siła wojsk. Duch Święty objawia się w mocy miłości. I w taki sposób ożywia Kościół.                                           

A co z trudnymi momentami życia Kościoła, kiedy na pierwszy rzut oka trudno doszukać się działania Ducha Świętego? Złośliwi mówią, że w niektórych okresach Duch Święty wziął sobie wolne.

Był nawet dowcip o pewnej diecezji, jak to Trójca Święta wybiera się na wakacje. Bóg Ojciec postanowił wpaść do Ur Chaldejskiego, by odwiedzić rodzinne strony Abrahama. Jezus do Nazaretu, a Duch Święty do takiej a takiej diecezji. „A dlaczego akurat tam chcesz zawiać”? pytają zdziwieni Ojciec i Syn. „Bo tam mnie jeszcze nie było”. Żarty, żartami, ale z pewnością możemy powiedzieć, że Duch Święty wolnego od Kościoła sobie nigdy nie wziął. Prawda jest jednak również taka, że Duch Święty jest Duchem wolności. Więc bywało i bywa tak, że jako ludzie Kościoła nie zawsze się na Niego otwieramy. Bo jednak każdy z nas jest obdarowany wolnością i w tej wolności podejmuje swoje decyzje. O ile jednak jednostkowe decyzje bywały i bywają złe, nawet w życiu św. Piotra, a co dopiero innych uczniów, to Jezus obiecuje nam, że Duch Święty nieustannie doprowadza Kościół do całej prawdy. Czasem z ludzkiej ułomności robimy niezłe meandry na otwartym oceanie czasów, ale to tchnienie Ducha ostatecznie pcha Kościół do niebieskiego Jeruzalem. Trzeba jednak ogromnej pokory ze strony ludzi Kościoła, by nieustannie wsłuchiwać się w głos Ducha. Bo jesteśmy trochę jak Naród Wybrany, który krąży po pustyni zmierzając w stronę Ziemi Obiecanej. Można by dojść tam za miesiąc, ale jak nie będziemy posłuszni Duchowi, to pójdziemy 40 lat, a może nawet więcej.

Dziękuję za rozmowę

Święto Matki Kościoła z dn 10.06.2019 r

Rdz 3,9-15.20) 
Gdy Adam zjadł owoc z drzewa zakazanego, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?” Mężczyzna odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa, i zjadłem”. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?” Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł, i zjadłam”. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, będziesz przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych, na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej; ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Mężczyzna dał swojej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących.

(Ps 87,1-3.5-6) 
REFREN: Kościół nie zginie, Bóg jest w jego wnętrzu

Gród Jego wznosi się na świętych górach:
umiłował Pan bramy Syjonu
bardziej niż wszystkie namioty Jakuba.
Wspaniałe rzeczy głoszą o tobie, miasto Boże.

O Syjonie powiedzą: „Każdy człowiek narodził się na nim,
a Najwyższy sam go umacnia”.
Pan zapisuje w księdze ludów:
„Oni się tam narodzili”.

(Dz 1,12-14) 
Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi.

Aklamacja (Łk 1,28) 
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.

(J 2,1-11) 
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli, przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

EWANGELIARZ OP

OREMUS

Jakakolwiek interwencja Maryi, czy to fizyczne uzdrowienie, czy uleczenie relacji rodzinnych; jest zawsze znakiem, który odsyła nas do Boga, abyśmy poczuli się Jego dziećmi, przestali się Go obawiać i zaczęli żyć w przyjaźni z Nim. Opieka Maryi nad Kościołem zmierza zawsze do pomnożenia jego świętości; tak aby jego dzieci wypełniały wszystko, co im mówi Chrystus.

Ks. Jarosław Januszewski,

Jak świat sportowy i nie tylko reaguje na prawdziwe Słowa Pisma Świętego ?

Światowy Sportowiec ukarany za cytat z Pisma Świętego

Sportowiec ukarany za cytat z Pisma Świętego

08 czerwca 2019 | 04:58 | o. pj, kg (KAI) | Sydney 

Utrata wielomilionowego kontraktu i równie wysoka grzywna – to kara, jaka spotkała sławnego nie tylko w swoim kraju australijskiego rugbystę Israela Folau za przytoczenie na Instagramie słów Pisma Świętego. Kara ta wywołała ogólnokrajową dyskusję.

Sportowiec zamieścił tam następujący wpis: „Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10), dodając od siebie: „Piekło czeka. Nawróćcie się. Tylko Jezus może zbawić”. Za te słowa Folau stracił 4-letni kontrakt z Rugby Australia (ogólnokrajowy związek sportowy) i 4 mln dolarów australijskich.

Władze związku postanowiły go w ten sposób ukarać za, jak stwierdzono, „złamanie naszych norm postępowania”. Tymczasem decyzja ta – jak się potem okazało – mająca na celu usatysfakcjonowanie czołowego sponsora-homoseksualisty, wywołała ogólnokrajową debatę.

Jej zasadność podważył m.in. Ramesh Thakur, profesor Narodowego Uniwersytetu Australii, pochodzący zresztą z rodziny hinduistycznej. Zwrócił on uwagę, że „Folau jedynie przekazywał to, co stanowi istotę teologii chrześcijańskiej, opierającej się na świętym Pawle: kto popełni grzech, musi za niego żałować, w przeciwnym bowiem wypadku czekają go wieczne konsekwencje”. (Sportowiec) „nie wzywał do nałożenia jakichkolwiek kar na grzesznika w kategoriach tego świata ani nie wyrzekał się grania w jednym zespole razem z nienawróconymi grzesznikami” – podkreślił naukowiec.

OPINIA

Czy duszpasterstwo pomaga przeżywać pragnienie Boga?

Przeciwko ukaraniu czołowego rugbysty, który nie popełnił dotychczas żadnych przestępstw, wypowiedziała się też większość Australijczyków. W elektronicznym głosowaniu, przeprowadzonym przez dziennik „The Australian” 89 proc. spośród 21700 ankietowanych uważa, że zawodnika ukarano niesłusznie i nie powinno się go pozbawiać kontraktu. Sam zainteresowany odwołał się już do sądu.

Israel Folau urodził się w 1989 w rodzinie Polinezyjczyków na przedmieściach Sydney. W swojej karierze rugbysty trzykrotnie (w latach 2014, 2015 i 2017) otrzymał Medal Johna Ealesa, przyznawany dla najwybitniejszego sportowca w tej dyscyplinie sportu.

Reprezentacja Australii w rugby, zwana potocznie „Wallabies” (Kangurki), należy do czołówki światowej tego sportu. Między innymi uczestniczyła dotychczas we wszystkich 8 edycjach Pucharu Świata w Rugby (Rugby World Cups), dwukrotnie wygrywając te rozgrywki: w latach 1991 i 1999

Duszą państwa jest rodzina.....

Arcybiskup Marek Jędraszewski podczas konferencji "Rodzina w Społeczeństwie i Państwie, aspekty filozoficzne, kulturowe, społeczne i prawne"PAP/GRZEGORZ MOMOT

Abp Jędraszewski: Duszą państwa jest małżeństwo i rodzina, przepisy nie mogą tego zabijać

- Duszą państwa jest autentyczne małżeństwo i rodzina. Przepisy biurokratyczne nie mogą tego ducha zabijać! - mówił arcybiskup Marek Jędraszewski podczas konferencji „Rodzina w społeczeństwie i państwie – aspekty filozoficzne, kulturowe, społeczne i prawne”, która odbyła się w Zakopanem. Wydarzenie zorganizował Klub im. Władysława Zamoyskiego i Związek Podhalan.

KAI DODANE 07.06.2019 19:01

W wykładzie zatytułowanym „Rodzina w nauczaniu św. Jana Pawła II”, metropolita krakowski przypomniał słynny hołd górali, jaki mieszkańcy Podhala złożyli 22 lat temu Ojcu Świętemu i zbliżającą się 40. rocznicę jego pobytu w Nowym Targu podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny.

Przytoczył wygłoszone wówczas stwierdzenie papieża, że rodzina jest podstawową komórką życia społecznego. Jan Paweł II mówił też wówczas, że od tego, jaka jest rodzina, zależy naród, bo od tego zależy człowiek.

Abp Jędraszewski zacytował apel w obronie życia, wygłoszony przez papieża-Polaka przed 40 laty w Nowym Targu i zachętę, aby polska rodzina dawała życie i była wierna świętemu prawu życia. "Jeśli się naruszy prawo człowieka do życia w tym momencie, w którym poczyna się on jako człowiek pod sercem matki, godzi się pośrednio w cały ład moralny, który służy zabezpieczeniu nienaruszalnych dóbr człowieka" – cytował papieża metropolita krakowski.

Abp Jędraszewski zwrócił uwagę, że cytowane słowa Jana Pawła zawierają podstawowe prawdy tradycyjnej nauki Kościoła, które Jan Paweł II rozwijał podczas swojego pontyfikatu: łączenie małżeństwa i rodziny z dziełem stwórczym Boga, definicję małżeństwa jako sakramentalnego i nierozerwalnego związku kobiety z mężczyzną, socjologiczną tezę o rodzinie jako podstawowej komórce społecznej i fakt, że rodzina, zbudowana na Bożym fundamencie, daje życie. Przypomniał słowa Ojca Świętego Franciszka, który podczas kanonizacji Jana Pawła II, nazwał go Papieżem Rodziny.

– Jeśli spojrzymy już na jego wczesną działalność, to dostrzeżemy jego szczególne zainteresowanie poświęcone zagadnieniom rodziny i małżeństwa. Z tych refleksji powstały takie filozoficzno-etyczne dzieła jak: „Miłość i odpowiedzialność” i „Przed sklepem jubilera”.

Metropolita odwołał się do listu Karola Wojtyły, napisanego pod koniec Soboru Watykańskiego II w 1965 roku do przyjaciół, Danusi i Julka, w którym ówczesny krakowski arcybiskup dał wyraz przywiązania do rodzin i pokazał, że nie są one dla niego abstrakcyjnymi tworami, tylko znaną mu rzeczywistością, którą kochał i darzył szacunkiem.

– Chciał przejść do historii przede wszystkim jako Papież Rodziny, bo wiedział, że tu zaczyna i kończy się wszystko, gdy chodzi o człowieka i całą ludzkość - zauważył abp Jędraszewski.

Metropolita krakowski przypomniał, że 2 lutego 1994 roku ukazał się list do rodzin „Gratissimam Sane”, opublikowany z okazji ogólnoświatowego Roku Rodziny. Papież włączył w te obchody głos Kościoła, pisząc orędzie skierowane do małżonków i zachęcając ich, by odkrywali swoje powołanie, godność, a także odpowiedzialności i zadania we współczesnym świecie. Abp Jędraszewski zwrócił uwagę na aktualność papieskiego przesłania, które po 25 latach nie traci swojej wymowy.

Metropolita krakowski zaznaczył, że Kościół towarzyszy małżonkom w ich drodze, pokazując właściwy kierunek i wskazując na Chrystusową miłość. Dodał, że papież dostrzegał zagrożenia współczesnego świata, prowadzące do kryzysu małżeństwa i rodziny - wskazywał konieczność powrotu do samych fundamentów i oparcia relacji na Bogu.

Abp Jędraszewski stwierdził także, że prawodawstwo powinno umożliwić i rozwijać życie małżeńskie i rodzinne. "W tym mieści się problem służby zdrowia i troska o dostęp wszystkich ludzi do pracy, a także te problemy, które musi państwo rozwiązywać, by chronić rodzinę i małżeństwo. Co więcej, rozwiązując pewne problemy społeczne, trzeba umieścić dobro rodziny i małżeństwa w centrum tego prawodawstwa" - wskazał prelegent

Polska zawsze wierna ....

4 czerwca 40 lat temu: Czestochowa (3)

wtorek, 4 czerwca 2019, 09:00:56wybór: Radek Molenda/Idziemy.pl

"Gaude Mater Polonia" - pod tym hasłem przebiegła pierwsza, wg wielu z nas najważniejsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Zmieniła wiele. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy? Dokładnie 40 lat temu mówił do nas w Częstochowie.

Fot. kard z filmu "Pielgrzym" Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego


2 czerwca, 3 czerwca, 4 czerwca

Trzeci i dwa następne dni swojej pielgrzymki do ojczyzny Jan Paweł II spędził w Częstochowie. 4 czerwca swoje spotkania z wiernymi rozpoczął Ojciec Świety od Mszy św. odprawionej pod Szczytem Jasnej Góry. :

Przyzwyczaili się Polacy wszystkie, niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne, rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, jak narodziny dziecka, jak matura czyli egzamin dojrzałości, jak tyle innych... wiązać z tym miejscem, z tym sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce -Tej, która tutaj nie tylko ma swój Obraz, swój Wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świecie - ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna. Jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła - uczy Sobór. Jest obecna dla każdego i dla wszystkich, którzy do Niej pielgrzymują...

...tak jak Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I liczę na modlitwę u stóp Jasnogórskiego Wizerunku. Powołanie syna polskiego narodu na Stolicę Piotrową zawiera w sobie oczywistą więź z tym świętym miejscem. Z tym sanktuarium wielkiej nadziei - że mogę powtórzyć tylko: Totus Tuus...

Eucharystię zakończył Akt Oddania Matce Bożej.

W sposób szczególny pragnę potwierdzić i ponowić milenijny Akt jasnogórski z dnia 3 maja 1966, w którym oddając się Tobie, Bogurodzico, w macierzyńską niewolę miłości, biskupi polscy pragnęli przez to służyć wielkiej sprawie wolności Kościoła nie tylko we własnej Ojczyźnie, ale i w całym świecie.

Pragnę w dniu dzisiejszym, przybywając na Jasną Górę jako pierwszy papież-pielgrzym, odnowić całe to dziedzictwo zawierzenia, oddania i nadziei, które tu tak wielkodusznie zostało nagromadzone przez moich braci w biskupstwie i rodaków. I dlatego zawierzam Ci, o Matko Kościoła, wszystkie sprawy tego Kościoła, całą jego misję i całą jego służbę w perspektywie kończącego się drugiego tysiąclecia dziejów chrześcijaństwa na ziemi.

O Matko Kościoła! Spraw, ażeby Kościół ten cieszył się wolnością i pokojem w spełnianiu swojej zbawczej misji! Niech staje się w tym celu dojrzały nową dojrzałością wiary i wewnętrznej jedności. [...] Uświęcaj rodziny. Czuwaj nad duszą młodzieży i sercem dzieci. Pomóż w przezwyciężeniu wielkich zagrożeń moralnych, które w różnych narodach godzą w podstawowe środowiska życia i miłości.

Jednym z nieformalnych spotkań, które nie przewidziano, by je rejestrować, było papieskie spotkanie z wyższymi przełożonymi męskich zakonów i zgromadzeń zakonnych. Z swoim slowie Ojciec Święty poruszył m.in. temat kryzysu tożsamości u osób zakonnych.

Trzeba dobrze analizować przyczyny tego kryzysu. Jeżeli w Polsce to się nie stało, to [...] dlatego, że w Polsce to się stać nie mogło. My, inaczej prowadzeni ręką Opatrzności Bożej, musieliśmy i nadal musimy widzieć rzeczywistość Kościoła w kontekście Vaticanum II. Dał nam Pan Bóg bardzo trudne doświadczenia. Ale poprzez te doświadczenia, poniekąd dzięki nim, my inaczej odczytujemy znaki czasu. Inaczej - i chyba bardziej trafnie.
...zakony w Polsce są, i są tym, czym są, ponieważ posiadają pełną świadomość swojej tożsamości; czują się potrzebne społecznie, są prawidłowo wmontowane w całokształt życia i posłannictwa Kościoła w Polsce.

Do wiernych diecezji częstochowskiej Jan Paweł II przemówił przed katedralnym kościołem św. Zygmunta.

...przybywając na Jasną Górę, przybywam niejako przez całą prehistorię, przez całą przeszłość, a zarazem przez serce Kościoła częstochowskiego w jego współczesności. I stąd wielka moja radość, że mogłem naprzód postawić stopę przy katedrze częstochowskiej.

Chciałem pozdrowić was przede wszystkim wedle tego podstawowego kryterium powołania chrześcijańskiego, którym jest rodzina. Rodzina jest fundamentem życia ludzkiego w każdym wymiarze.
Chcę pozdrowić, pobłogosławić każdego i wszystkich. Każdy dom, każdy ludzki dom, każdy ludzki warsztat pracy. Niech będzie ta błogosławiona równowaga pomiędzy każdym ludzkim warsztatem pracy i każdym ludzkim domem. Warsztat pracy jest dla domu, bo dom jest dla człowieka. Dom jest dla człowieka i praca jest dla człowieka. Trzeba, żeby przez pracę człowiek miał swój dom i żeby przez pracę człowiek mógł rosnąć w swoim ludzkim domu.

Wychodząc ze swego jasnogórskiego sanktuarium, ażeby nawiedzać po kolei wszystkie polskie parafie w poszczególnych diecezjach,Maryja okazała się nam wszystkim w sposób szczególny Matką. Matka bowiem nie tylko oczekuje na swoje dzieci we własnym domu, ale idzie za nimi wszędzie, gdzie one zakładają swoje domy. Wszędzie tam, gdzie żyją, gdzie pracują, gdzie tworzą swoje rodziny, gdzie bywają przykute do łoża boleści - a nawet tam, gdzie schodzą na manowce, gdzie zapominają o Bogu, gdzie sumienia mają obciążone grzechem...
Nadzieję Ona sama przynosi w swoim Wizerunku. Czyż nie stała się wielkim przełomem w dziejach ludzkości chwila Zwiastowania w Nazaret? Czyż nie wniosła nadziei Maryja w dom Zachariasza, gdy przybyła, aby odwiedzić Elżbietę, swoją krewną? Czyż papież Paweł VI nie nazwał Bogarodzicy w naszych trudnych czasach „Początkiem Świata Lepszego”? [...]
ja, niegodny jego następca, Jan Paweł II, papież - syn narodu polskiego, wszystkim, którzy przyjmują Maryję, z całego serca błogosławię.

Jan Paweł II krótko przemówił do wiernych także przed rezydencją biskupa częstochowskiego, gdzie w czasie pielgrzymki gościł. I była to okazja do poznania inteligentnego, ciepłego humoru Ojca Świetego.

Chciałbym jeszcze powiedzieć dobre słowo pod adresem tych wszystkich panów, którzy pilnują porządku, którzy mają tyle kłopotów z papieżem. Mam na myśli panów z Milicji Obywatelskiej. Ja wiem, co to za trud. [...] w Polsce bardzo elegancko mnie przyjmowali ..., bardzo wytwornie i dyskretnie spełniali tę swoją trudną funkcję. Nie jest ona łatwa, bo papież chciałby każdego przygarnąć, dosięgnąć, rękę mu podać, krzyżyk zrobić na czole. Czasem wyrwie matce dziecko i to się mu czasem udaje.
W tym robieniu porządku przewróciła się jedna kobieta. Mam nadzieję, że nic się jej nie stało, że tylko się przewróciła. Ale jak ją ktoś zobaczy, niech powie, że papież o tym wspominał i że mu było przykro.
Naprawdę szczerze wszystkim pilnującym porządku czy to ze strony kościelnej - bo widzę, że jest także kościelna służba porządkowa - czy też ze strony państwowej, bardzo jestem wdzięczny. Jeszcze jest jedna kategoria ludzi, której bardzo chcę podziękować - to jest służba zdrowia.

Wszystkim błogosławieństwo! Niech mamy i taty zrobią krzyżyk na czole swoich dzieci od papieża.

Ważnym przemówieniem było wreszcie to wieczorne, przed Apelem Jasnogórskim, u stóp jasnogórskiego sanktuarium, poświecone ludziom chorym i tym, którzy im śłużą.

Pozwólcie, że w sposób szczególny to moje dzisiejsze rozważanie poświęcę wielkiej, ludzkiej społeczności chorych - chorych i cierpiących w całej naszej Ojczyźnie.   którzy zawsze naprawdę są mi bliscy i drodzy. Zawsze i wszędzie. [...]Pragnę zapewnić chorych na całym świecie, ale dzisiaj przede wszystkim was, chorych w Polsce, że w mojej modlitwie czuję szczególną z wami bliskość i więź. [...] W szczególny sposób odnawiam to zjednoczenie w duchu, które łączy mnie z każdym człowiekiem cierpiącym, z każdym chorym przykutym do łóżka szpitalnego, czy do wózka inwalidzkiego, z każdym człowiekiem, który w jakikolwiek sposób nawiedzony jest krzyżem.

... wszędzie gdziekolwiek jesteście, proszę was: czyńcie zbawienny pożytek z krzyża, który stał się szczególnym udziałem każdego z was. Proszę dla was o łaskę światła, o łaskę mocy ducha w cierpieniu, abyście nie upadli w sercu, abyście sami widzieli sens cierpienia, a także drugich swą modlitwą i swą ofiarą dźwigali. Nie zapominajcie też o mnie, nie zapominajcie o całym Kościele, o całej sprawie Ewangelii i pokoju. [...] Bóg wam zapłać, drodzy bracia i siostry, Bóg wam zapłać!
I jeszcze pozwólcie, że do tego „Bóg zapłać” dołączę drugie „Bóg zapłać”. To drugie jest dla wszystkich, którzy się o was troszczą, którzy wam okazują serce. [...] Niech będą błogosławione ręce, niech będą błogosławione umysły i serca wszystkich, którzy służą chorym. Niech to posługiwanie chorym i cierpiącym będzie głośnym wezwaniem całej naszej Ojczyzny, całego Kościoła w Polsce, wołaniem o obecności Chrystusa.Chrystus jest wśród nas przez tych, którzy cierpią.
To całe duszpasterstwo chorych, ten cały wielki dział duszpasterstwa charytatywnego w Polsce pragnę tu dzisiaj przywołać w godzinie Apelu Jasnogórskiego, ażeby wszystkim tym ludziom, dobrym sercom, podziękować od Serca Matki i od Serca Jej Syna.

O Zbawcza HOSTIO HYMNY Z XV wieku.

O zbawcza Hostio

JUSTYNA NOWICKA

publikacja 19.02.2011 12:17

Dzięki Eucharystii Chrystus-Zbawiciel jest wciąż obecny i prowadzi nas do wiecznej chwały, do uczestnictwa w pełni zbawienia.

O Zbawcza Hostio godna czci,

Co lud do niebios wiedziesz bram:

Znój srogi nęka wiernych Ci,

Więc siłę, pomoc ześlij nam.

Jednemu w Trójcy Władcy ziem,

Niech będzie chwała w każdy czas.

Niech On wieczystym życiem swym.

W Ojczyźnie rajskiej darzy nas. Amen.

Pieśń jest fragmentem hymnu eucharystycznego "Słowo Najwyższe", którego autorem jest św. Tomasz z Akwinu. Obecnie śpiewana jest najczęściej przy wystawianiu Najświętszego Sakramentu.

Pomimo prostoty języka i formy tekst niesie ze sobą głębokie treści teologiczne.

Autor ma świadomość zbawczego działania Eucharystii. Dzięki Eucharystii Chrystus-Zbawiciel jest wciąż obecny i prowadzi nas do wiecznej chwały, do uczestnictwa w pełni zbawienia. Bo chociaż Chrystus już zbawił świat, to wciąż trwa trudna walka o zbawienie każdego człowieka. I tylko Chrystus może dać pomóc w tej walce.

Kolejną ważną prawdą teologiczną jest obecność Boga Jedynego w Trzech Osobach. Bóg Trójjedyny jest Panem ziemi i jednocześnie jest też Panem naszej rajskiej Ojczyzny skoro ma władzę obdarzyć nas życiem wiecznym w Niebie.

O pomocy na drodze do pełni zbawienia, jaką niesie ze sobą Eucharystia, św. Tomasz z Akwinu: W sakramencie tym można widzieć zarówno źródło jego skuteczności, mianowicie: zawartego w nim samego Chrystusa Pana wraz z Jego Męką uzmysłowioną w Eucharystii, jak i to, przez co ten sakrament wywiera swój skuteczny wpływ, a więc: korzystanie z Eucharystii oraz postacie sakramentalne. Oba powyższe względy decydują o skutecznym działaniu tego sakramentu, prowadzącym do życia wiecznego. (...) Podobnie już tu korzystamy z duchowego wzmocnienia przez pokarm oraz z jedności oznaczonej przez postacie chleba i wina. Mamy to, co prawda, w sposób niedoskonały, lecz w życiu chwały osiągniemy w pełni (Św. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna. Eucharystia).