Warszawa: Uroczysta Msza za papieża Franciszka / Świątynia Opatrzności Bożej.

W stołecznej Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie rozpoczęła się 13 marca Msza święta za Franciszka w szóstą rocznicę jego wyboru na Stolicę Piotrową. W liturgii pod przewodnictwem sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina uczestniczą episkopat Polski oraz m.in. prezydent RP Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.

Eucharystia jest częścią 382. Zebrania Planarnego Konferencji Episkopatu Polski. Obok biskupów i arcybiskupów bierze w niej udział także nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. Przeczytaj też: "Dziś mija 6 rocznica wyboru papieża Franciszka"

Wraz z prezydentem RP Andrzejem Dudą i premierem Mateuszem Morawieckim do Świątyni Opatrzności Bożej przybyli też marszałkowie: Sejmu - Marek Kuchciński i Senatu - Stanisław Karczewski, parlamentarzyści, ministrowie polskiego rządu i Kancelarii Prezydenta RP.

W słowie powitalnym metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz wskazał intencję sprawowanej Mszy świętej: 6. rocznicę wyboru papieża Franciszka na Stolicę Piotrową oraz setne rocznice - przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską i Konferencji Episkopatu Polski.

Naśladujmy Chrystusa, Dobrego Pasterza

Homilia św. Asteriusza, biskupa Amazji (Homilia 13) Jeżeli pragniecie naśladować Boga, na którego podobieństwo zostaliście stworzeni, idźcie za Jego przykładem. Wy, którzy jesteście chrześcijanami i samym imieniem wyznajecie otwarcie dobroć (humanitatem) Chrystusa, naśladujcie Jego miłość.

Rozważcie bogactwo Jego łaskawości. On, który miał przyjść do ludzi jako człowiek, najpierw posłał Jana, herolda pokuty i przewodnika, a jeszcze przed Janem wszystkich proroków, którzy nawoływali ludzi do opamiętania i do powrotu na właściwą drogę, aby mogli osiągnąć godne owoce nawrócenia.

Wkrótce i sam Chrystus przychodząc wołał osobiście własnymi ustami: "Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". A jak przyjął tych, którzy słuchali Jego głosu? Oto udzielił im chętnie odpuszczenia grzechów i uwolnił ich szybko, w jednej chwili, od tego, co ich dręczyło. Słowo uświęciło ludzi, Duch Boży ich umocnił, stary człowiek został pogrzebany w wodzie chrztu, a narodził się nowy, kwitnący łaską.

I co z tego wynikło? Oto ten, który był nieprzyjacielem, stał się przyjacielem, obcy stał się synem, bezbożny stał się świętym i bogobojnym.

Naśladujmy ten rodzaj troski duszpasterskiej, którym posługiwał się Pan. Kontemplujmy Ewangelie. Tam, jakby w zwierciadle, możemy oglądać przykłady rzetelności i dobroci, których winniśmy się uczyć.

Oto w przypowieściach i alegoriach widzę człowieka, pasterza stu owiec. Gdy jedna z nich odejdzie od stada i błądząc tuła się po nieznanym terenie, on nie pozostaje z tymi, które zachowując porządek pasą się spokojnie, lecz wyrusza na poszukiwanie zaginionej, przemierzając doliny i wąwozy, pokonując strome góry i bezludne pustkowia, i tak długo i usilnie szuka, aż znajdzie zabłąkaną.

Odnalezionej zaś nie bije ani nie przynagla gwałtownie, by dołączyła do reszty owiec, lecz bierze ją na swoje ramiona i obchodzi się z nią łagodnie, zanosi do stada, ciesząc się bardziej z tej jednej odzyskanej niż z całej mnogości pozostałych. Rozważmy teraz rzeczywistość osłoniętą mrokiem przypowieści. Owca bynajmniej nie oznacza owcy ani pasterz pasterza, lecz zupełnie co innego.

W tych przykładach kryją się rzeczy święte. Napominają nas one, abyśmy nie uważali ludzi za straconych i bez nadziei ani żebyśmy nie zaniedbywali tych, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, i byśmy nie byli leniwi w niesieniu im pomocy. Wszystkich bowiem, którzy błądzą i oddalają się od słusznego sposobu postępowania, winniśmy kierować na właściwą drogę i cieszyć się z ich powrotu, dołączając ich do grona wiernych, żyjących uczciwie i bogobojnie.

Droga Krzyżowa w intencji trzeźwości naszego narodu./mlodzież/ piatek 15 marca

DROGA KRZYŻOWA /młodzież/

MODLITWA WSTĘPNA: Trwają pod Twym krzyżem, Jezu, wszyscy uczestnicy dzisiejszej Drogi Krzyżowej, a w sposób szczególny ci, którzy swój czas i siły pragną ofiarować ludziom potrzebującym pomocy. Przynosimy Ci, Panie, serca, gotowe kochać ludzi chorych, samotnych, zniewolonych. Przynosimy ręce, chętne do pomocy, i oddajemy samych siebie. Pragniemy razem z Tobą przemierzać współczesne drogi i dźwigać krzyże współbraci. Rozpoczynamy nasze pielgrzymowanie aż na Golgotę, by lepiej zrozumieć sens Twego cierpienia i majestat zmartwychwstania.

Stacja I. PAN JEZUS SKAZANY NA ŚMIERĆ
Dziękujemy Ci, Panie, za dar życia i łaskę zbawienia, otrzymane od Ciebie. Dziękujemy Ci za dar uzdolnienia do pomagania innym. Wierzymy, że nas wybrałeś, byśmy szli i owoc przynosili. Pragniemy służyć Tobie w naszych potrzebujących braciach. Prosimy, wybaw ich od śmierci grzechów i zgubnych nałogów, a nas napełnij ufnością i pokorą, byśmy nie zwątpili w sens swojej służby.

Stacja II. PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA
Ty wiesz, Panie, że szyderstwo jest przykre i bolesne. Sam tego doświadczyłeś. Ale przecież mówiłeś, że będą nas prześladować i będą nam złorzeczyć. Jesteśmy gotowi przyjąć każde słowo krytyki i każdy śmiech nad naszą postawą, jeśli tylko będzie ona zgodna z Twoją wolą. Pragniemy pomagać i nieść nadzieję nawet tam, gdzie nie ma nadziei. Pomóż nam, Jezu, wytrwać w dobrych postanowieniach.

Stacja III. PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM
Upadłeś, gdyż straciłeś ludzkie siły w obliczu szalejącej nienawiści. Upadamy i my pod ciężarem kłamstw, obmowy i pomówień. Upadamy, lecz powstajemy, tak jak i Ty powstałeś. Pomóż nam, Jezu, nie ulegać zwątpieniu. Hartuj nasze ciała i dusze, byśmy nieustannie spieszyli na ratunek człowiekowi. Skieruj nasze kroki najpierw ku dzieciom i młodzieży, wchodzącym w dorosłe życie z paczką papierosów i butelką piwa. Pozwól, byśmy umieli pokazać im nowy sposób życia i odwieść od utraty sensu życia, a nawet powolnej śmierci.

Stacja IV. PAN JEZUS SPOTYKA MATKĘ BOLESNĄ
Matczyna miłość nie zna granic. Potrafi wiele zrozumieć i wiele wybaczyć. Ale cierpi też bezgranicznie widząc upadek własnego dziecka. Naucz nas, Jezu, przy tej IV stacji pocieszyć wszystkie matki, opłakujące fizyczną i duchową śmierć swoich dzieci. Wskaż nam drogę do córek i synów, którzy zapomnieli matczyną miłość, ojcowski dom i rodzinny zagon. Spraw, by nasza pomoc, wsparta Bożym błogosławieństwem, przywiodła ich do domu i przywróciła na łono Kościoła.

Stacja V. SZYMON Z CYRENY POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ
Szymon nie mógł odmówić Tobie pomocy, bo przecież Ty także nikomu nie odmawiasz. Wciąż wysłuchujesz ludzkie prośby i ciągle przywracasz do życia. Dziękujemy Ci, Panie, za wzór miłosiernej miłości i przykład Szymona. Dziękujemy za tych, których postawiłeś na naszej drodze: za chorych, zniewolonych, samotnych i bezrobotnych; za wszystkich, którzy oprócz Ciebie nie mają nikogo. Pragniemy, Boże, jeśli taka jest Twoja wola, być dla nich kołem ratunkowym, iskrą nadziei i światłem w tunelu. Przyjmij, Panie, naszą gotowość i uczyń nas narzędziem w swym ręku.

Stacja VI. ŚWIĘTA WERONIKA OCIERA TWARZ PANA JEZUSA
Zachwycać się Bogiem jaśniejącym na Górze Tabor jest łatwo. Znacznie trudniej jest przyznać się do Skazańca ociekającego potem i krwią i wędrującego na Golgotę. A jednak św. Weronika miała taką odwagę. Otarła Ci twarz, a Ty zostawiłeś na niej swój obraz. Pomóż i nam ocierać umorusane twarze dzieci opuszczonych przez rodziców, zmęczone i zapłakane oczy staruszków zapomnianych przez dzieci, zbolałe ciała chorych, przykutych do łóżek. Spraw, byśmy odkrywając w ich twarzach Twoje Boskie oblicze, dostrzegali Ciebie także w sobie i wokół siebie.

Stacja VII. PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA
Twój drugi błogosławiony upadek, Panie, daje nam dzisiaj szansę spojrzenia na rodziny rozbite, rozpite i zdemoralizowane. Każe nam dotknąć opętanych nienawiścią, zamroczonych alkoholem i zniewolonych rozpustą. Prosimy Cię, Panie, za nimi i prosimy za siebie. Zegnij nasze kolana do żarliwej modlitwy o wolność ciała i ducha. Otwórz serca na łaskę, płynącą z Krzyża, i naucz walczyć ze złem tego świata.

Stacja VIII. PAN JEZUS SPOTYKA PŁACZĄCE NIEWIASTY
Współczesny świat ma wiele powodów do płaczu. Wystarczy wspomnieć choćby chore rodziny, zagubioną młodzież, bezrobocie, katastrofy i wojny. Wszystkie one rodzą ból, rozpacz i ludzką niemoc. Ale VIII stacja mówi o innym rodzaju łez: o łzach skruchy i oczyszczenia, łzach, które koją serce człowieka i wlewają w nie pokój. Takich łez nie musimy się wstydzić. Możemy je złożyć pod Krzyżem Pana i prosić, by zechciał je przyjąć i przemienić w radość. Prośmy zatem Zbawiciela, by przyjął nasze ludzkie łzy pokory i wyprowadził z nich prawdziwe dobro.

Stacja IX. PAN JEZUS UPADA PO RAZ TRZECI
Błogosławiony niech będzie, Jezu, twój trzeci upadek i trzecie powstanie. One dają nam pewność, że będziesz zwycięski, że nie ulegniesz ludzkiej słabości, lecz do końca wypełnisz wolę Ojca i otworzysz nam niebo. Daj siłę także naszym ludzkim nogom. Niech kroczą Twoimi drogami. Daj moc słabym ludzkim dłoniom, by podnosiły upadających. Otwórz nasze wargi, by wiecznie głosiły Twą chwałę.

Stacja X. PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY
Obnażenie ubliża godności człowieka, ale nie odbiera chwały Synowi Bożemu. On zawsze pozostaje Królem. Hańbą współczesnego świata jest obnażenie zabijające człowieczeństwo. Prośmy za tymi, którzy wystawiają swe ciało na pokaz, i za tymi, którzy czynią z tego dobrą zabawę. Otoczmy modlitwą wszystkich odartych z serc i sumień, tonących w kłamstwie, zaprzaństwie i bezbożnictwie. Wołajmy razem do Boga: Przebacz nam, Boże, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.

Stacja XI. PAN JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY
Przebacz, Jezu, swoim oprawcom, ale przebacz i nam, którzy popełniliśmy wiele grzechów zaniedbania, zbyt mało kochaliśmy, zbyt mało współczuliśmy. Nie dostrzegaliśmy braci w potrzebie. Nie widzieliśmy obszarów biedy. Wybacz nam, Panie i przywróć nam siły. Chcemy na nowo widzieć i słyszeć, rozumieć i służyć. Chcemy zgłębić prawdę zawartą w piosence: To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech, To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech, To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech. Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie.

Stacja XII. PAN JEZUS NA KRZYŻU UMIERA
Rozważając przy tej stacji śmierć Pana Jezusa, oddajmy Bogu samych siebie. Wszyscy od Niego wyszliśmy i do Niego zdążamy. Nie przywiązujmy się nadto do naszych ziemskich wartości. Nie lękajmy się stracić dla Bożego imienia ziemskiej posady, stanowiska, majątku. Ten, który przyjmie naszego ducha, da nam stokrotnie więcej. Czy wierzysz w to, bracie i siostro? Czy masz odwagę stracić doczesne życie, by zyskać wieczne? Posłuchaj. On dzisiaj mówi jeszcze raz: Odwagi! Ja jestem!

Stacja XIII. PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA
Kontemplując misterium zdjęcia z Krzyża i złożenia ciała Chrystusa na kolanach Matki, rozważajmy tajemnicę godnej śmierci człowieka. Niech myśl o przejściu do nowego życia nie napawa nas lękiem i trwogą. Nauczmy się patrzeć w spokojną twarz Jezusa i pełne miłości oczy Matki z nadzieją, że moment spotkania z Ojcem będzie rozkoszą serca dla miłujących Go dzieci. Prośmy Boga o oczyszczenie i pojednanie przed śmiercią.

Stacja XIV. PAN JEZUS DO GROBU ZŁOŻONY
Grób Chrystusa nie jest grobem ciemności. To znak zwycięstwa nad mocami zła i symbol zmartwychwstania. Z niego płynie chrześcijańska nadzieja na zmartwychwstanie wszystkich ludzi, także tych, którzy w swoim życiu doświadczyli wielu bolesnych upadków, rozczarowań, zranień. Ten, który jest Drogą, Prawdą i Życiem nie pozwoli nikomu pozostać niemym świadkiem zbawienia. Każdego zaprasza do wiecznej chwały w jedności z Ojcem, Synem i Duchem. Prośmy zatem Zwycięzcę śmierci o uwolnienie od wiecznych kar i win, o oczyszczenie serc i światło Ducha Świętego, które pozwoli dotrzeć do raju.

ZAKOŃCZENIE: Panie, dziękujemy Ci, że mogliśmy iść z Tobą Twoją drogą Krzyża. I za to, że Krucjata, do której nas powołałeś, jest stawaniem z Maryją pod Twoim Krzyżem. Dziękujemy, że pod Krzyżem jest miejsce dla każdego z nas i że tutaj właśnie możemy stawać się wolni i przyprowadzać innych do źródła, z którego płynie nauka miłości życiodajnej.
Spraw, Panie, abyśmy byli wszędzie świadkami Twego zmartwychwstania. Amen.

Brama sakramentów

Brama sakramentów

Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga” (św. Grzegorz z Nazjanzu).

KS. ADAM PAWLASZCZYK GN 2/2019

Każde drzwi mają swoją tajemnicę. Jedne otwierają się automatycznie, inne wymagają ogromnego wysiłku. Są takie, które zamykają graciarnie, i takie, które chronią skarbce. Są ważne i mniej ważne. Takie od komórki i takie od królewskiej komnaty. Trzask bramy raju zamkniętej za Adamem i Ewą do dzisiaj odbija się po ziemi echem cierpienia i śmierci. Ta brama otwarta znowu przez Maryję, która sama nazwana została przez świętego Efrema „bramą niebios”, wciąż budzi nadzieję. Bo każde drzwi i każda brama gdzieś prowadzą. Pan Jezus powiedział, żeby Jego uczniowie wybierali wąskie, niewygodne drzwi, bo te szerokie i komfortowe najczęściej prowadzą donikąd. Kiedy indziej nauczał, że On sam jest Bramą owiec. A po tym wszystkim zostawił ludziom jeszcze jedną bramę, przez którą wchodzą oni do Kościoła. Ta brama nazywa się chrzest.

Papież Benedykt XVI, kiedy ogłaszał w październiku 2011 rok wiary, zrobił to listem apostolskim „Porta fidei” – ten tytuł można tłumaczyć jako „podwoje (ale też brama) wiary”. Stwierdził, że brama ta zawsze jest dla nas otwarta. „Próg ten można przekroczyć, kiedy głoszone jest słowo Boże, a serce pozwala się kształtować łaską, która przemienia. Przekroczenie tych podwoi oznacza wyruszenie w drogę, która trwa całe życie. Zaczyna się ona chrztem (por. Rz 6,4), dzięki któremu możemy przyzywać Boga, zwracając się do Niego jako do Ojca”… I to jest sedno. W trakcie liturgii Mszy Świętej połączonej z udzielaniem chrztu, gdy rozpoczynają się obrzędy Komunii Świętej, padają słowa wprowadzenia do modlitwy „Ojcze nasz”. Nowo ochrzczone dzieci będą Boga nazywać swoim Ojcem. Właściwie nie można lepiej skomentować tego, co dzieje się, gdy człowiek przyjmuje chrzest. Od tego momentu ma prawo mówić „Ojcze” do samego Pana Boga.

Zanurzeni w wodzie

Chrzest jest bramą życia, ale i bramą sakramentów. Oznacza to, że aby jakikolwiek sakrament mógł zostać przyjęty ważnie, należy najpierw ważnie przyjąć chrzest. Istnieje stara historia o prymicjancie i babci, powtarzana – chyba bardziej jako anegdota – na wykładach przez liturgistów i prawników chcących podkreślić właśnie te warunki wymagane do ważności sakramentów. Otóż było to przy uroczystym obiedzie w trakcie prymicji wyświęconego dzień wcześniej kapłana. Radość wymieszana ze wzruszeniem wpłynęła na zaproszonych gości, którzy jeden po drugim zaczęli snuć wspomnienia z życia prymicjanta. W pewnym momencie babcia, staruszka, kiwając głową z zadowoleniem i wspominając, jak to słabym i lichym był noworodkiem – urodzonym w warunkach domowych – zakończyła swoją wypowiedź słowami: „Oj tak, synku, oj tak… Jak dobrze, że ja cię wtedy tym mlekiem, co na przypiecku stało, ochrzciłam…”. Prymicjant i proboszcz zamarli, reszta nie do końca zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, więc pokiwała głowami z podziwem nad szybkością babcinej reakcji. A sednem problemu było oczywiście mleko (choć niektórzy absolwenci przypominają, że w innej wersji był to rosół stojący na przypiecku). Gdyby prawdą było, że (nawet w tych nadzwyczajnych okolicznościach) chłopak został ochrzczony jakimkolwiek innym płynem niż woda, chrzest byłby nieważny, a co za tym idzie – wszystkie następne sakramenty również, w tym przyjęte dzień wcześniej święcenia kapłańskie. Żeby ważnie ochrzcić, potrzeba wody (tylko i wyłącznie wody). Jest ona konieczna, bo – jak mówi katechizm – „zanurzenie w wodzie jest symbolem pogrzebania w śmierci Chrystusa, z której powstaje się przez zmartwychwstanie z Nim jako nowe stworzenie”, a sam sakrament chrztu jest „obmyciem odradzającym i odnawiającym w Duchu Świętym”. „Chrzcić” znaczy „zanurzyć”. Kodeks prawa kanonicznego stawia tę sprawę bardzo kategorycznie, gdy stwierdza: „Chrzest, brama sakramentów, konieczny do zbawienia przez rzeczywiste lub zamierzone przyjęcie, który uwalnia ludzi od grzechów, odradza ich jako dzieci Boże i przez upodobnienie do Chrystusa niezniszczalnym charakterem włącza ich do Kościoła, jest ważnie udzielany jedynie przez obmycie w prawdziwej wodzie z zastosowaniem koniecznej formy słownej” (kan. 849).

Chrzest jest sakramentem wiary – tak określa go katechizm. Prawdopodobnie dlatego tak trudno nam o tym pamiętać, że fakt bycia ochrzczonym jest dla nas oczywisty. I niekoniecznie łączy się z wiarą. Naszą wiarą. Po prostu zrobili to nasi rodzice, którzy nas, zawiniętych w pieluchy, zanieśli do kościoła. Kiedyś, gdy dokonywało się to na skutek własnej decyzji i poprzedzone było długim okresem przygotowania, fakt związku osobistej wiary z przyjęciem chrztu był o wiele bardziej oczywisty. Ta kolejność wydaje się zrozumiała: najpierw wiara, a następnie sakrament. I kolejność ta zostaje zachowana również dzisiaj. Małe dzieci wolno nam chrzcić tylko wówczas, kiedy żyją one wśród ludzi wierzących i jest nadzieja, że będą wychowywane w atmosferze tej wiary, w której chrzest jest udzielany. Czy we współczesnych rodzinach katolickich noworodek ma szansę znaleźć wiarę, gdy przychodzi na świat?

Kiedy ksiądz „robi problemy

„Ksiądz robi problemy”. Nie ma chyba na świecie księdza, który by tego nie usłyszał. Być może w pojedynczych przypadkach słusznie, śmiem jednak twierdzić, że rzadko. To jest standardowe wyrażenie osoby niezadowolonej z „obsługi” w kancelarii parafialnej, która wchodząc tam, miała swoje wizje i oczekiwania. Dotyczy to nie tylko sakramentu chrztu, ale praktycznie całości tematyki, którą duszpasterz i wierny omawiają. Z jednej strony: wizja wiernego, który przychodzi, by dopełnić formalności (fatalnie brzmi, wiem!), z drugiej – wizja duszpasterza (najczęściej jednak normy wynikające z Kodeksu prawa kanonicznego, których przestrzegać należy). Słowo „formalność” wydaje się tu kluczowe. Nigdy, ale to nigdy we wspólnocie Kościoła takie postawienie sprawy, zwłaszcza w przypadku kwestii życia sakramentalnego, nie wyszło na dobre ani wiernemu, ani duszpasterzowi, ani wspólnocie. Podstawowym błędem jest okopanie się na swoich własnych pozycjach i brak otwartości na dialog. –Spotykasz się z ludzką nieufnością w kancelarii? – pytam znajomego. Ksiądz Mirosław Godziek, proboszcz bazyliki w Mikołowie, odpowiada: – Oczywiście. Zdarza się, że ludzie czasami się blokują, mają jakieś uprzedzenia. Zapraszam ich wtedy do kancelarii a oni bardzo często przychodzą wraz z dzieckiem. Porządkuję więc te sprawy, mówię, że cieszę się, że przyszli razem. To ono – dziecko – nas tutaj gromadzi, więc bardzo proszę, żeby przyjęli, że wszystko, cokolwiek teraz będziemy tutaj ustalali, będzie realizowane właśnie dla niego.

I to jest dobry punkt wyjścia. Jeśli bowiem mówimy o chrzcie jako o najlepszym podarunku, który rodzice mogą sprawić swojemu dziecku, w pakiecie z chrześcijańskim wychowaniem, nie ma chyba wątpliwości, że chodzi o miłość. Prawdziwą, szczerą, oddaną. A ta zawsze chce podarować to, co najlepsze. – Zdarza się, że do kancelarii parafialnej przychodzą młodzi, mama i tata – kontynuuje ksiądz Mirosław Godziek. – Następuje rozmowa. Nadzwyczaj ważna rozmowa i gdybym miał cokolwiek radzić współbraciom w kapłaństwie, innym duszpasterzom, to właśnie to, żeby ten moment wykorzystali. Nie oddawali go innym, ale wykorzystali jako okazję do przekazu najważniejszych dla naszej wiary treści, których być może nigdy później przekazać nie będą mogli. To może być rozmowa bardzo osobista, taka, której sami rodzice wcześniej być może nie mieli okazji z duszpasterzem nigdy odbyć. To wtedy mogą paść pytania o ich życie wiarą, o ich życie sakramentami, o to, czy żyją w małżeństwie, a jeśli nie, to jak można im pomóc, by odkryli wartość sakramentalnego małżeństwa. Mówię im, że to dziecko jest przecież owocem ich miłości, a miłość sakramentalna jest między innymi zapewnieniem temu dziecku bezpieczeństwa, które wypływa z sakramentu rodziców. Nie jest to bynajmniej rozmowa warunkująca otrzymanie przez dziecko chrztu świętego. Takie spojrzenie powoduje, że oni otwierają się bardziej, zaczynają zadawać sobie pytania odnośnie do ich wzajemnej miłości, do sakramentu małżeństwa… Bo przecież chcą dla tego swojego dziecka jak najlepiej. To pytanie o miłość zawsze jest najważniejsze. I myślę, że dla wielu rodziców, którzy swoje dziecko przynoszą do chrztu, może być punktem zwrotnym, czymś niezwykle ważnym. To jest w ogóle chyba jakiś znak naszych czasów. Tak, jak to sugeruje papież – mówienie o miłości jest lekarstwem na schorzenia współczesnego człowieka, na jego zasłony, na chowanie się za zaciśniętymi w pięści dłońmi.

Chrzestni, czyli… a kogo ja mam znaleźć?

„Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego”. To „jeśli to możliwe” jest oczywiście bardzo ważne, tak samo jak stwierdzenie kolejnego kanonu, że „wybrać należy jednego tylko chrzestnego lub chrzestną albo dwoje chrzestnych”. Wobec coraz częściej pojawiających się propozycji, by dziecko miało dwóch ojców lub dwie matki chrzestne, koniecznie należy zauważyć, że „dwoje” (łacińskie „unus et una” w oryginale) to zawsze kobieta i mężczyzna. Chrzestny to ktoś, kto ma „pomagać”. Rodzicom w przedstawieniu dziecka do chrztu, a ochrzczonemu, by prowadził życie chrześcijańskie. Stąd też jego decyzja musi być dojrzała, bo niesie za sobą ogromną odpowiedzialność. Powinien mieć ukończone 16 lat, być bierzmowanym katolikiem, który przyjął już sakrament Eucharystii, i prowadzić życie zgodne z wiarą. To sformułowanie zawsze prowokuje dyskusję, zwłaszcza w kontekście pytania o to, czy osoba żyjąca w związku niesakramentalnym może „prowadzić życie zgodne z wiarą”. – To nie są proste pytania i nigdy nie będą proste odpowiedzi – mówi ks. Roman Chromy, członek Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski. Trzeba rozmowy, rozeznania i przede wszystkim spojrzenia na całość życia takiej osoby, której losy nie z jej winy mogły potoczyć się tak, a nie inaczej. Jej sytuacja z różnych przyczyn, jak na przykład te, o których Franciszek pisze w „Amoris laetitia”, może być nieodwracalna.

Czy obecnie, gdy rozpadają się tak liczne małżeństwa, a wielu ludzi podchodzi do spraw wiary z dużą rezerwą, ale pomimo tego chce ochrzcić dziecko, pojawia się kłopot, gdy pada pytanie o chrzestnego? – Problem z chrzestnymi jest coraz częstszy – mówi ks. Mirosław – zwłaszcza w przypadku osób, o których mówi Franciszek, że są jakby na peryferiach życia Kościoła. Sugeruję wówczas rodzicom, by chrzestnym była osoba, która da dziecku dar życia duchowego, również poprzez ofiarowanie Komunii Świętej, i by była to osoba wierząca, a takich osób w życiu parafialnym nie brakuje. Zasadę mam jedną – to ja jako proboszcz chrzczę właśnie takie dzieci. Proszę innych parafian, by na takim chrzcie byli obecni. A pod koniec wszystkich obrzędów mówię: tam wisi obraz Matki Miłosierdzia. Idźcie tam z dzieckiem. Powierzcie je Matce Miłosierdzia. Bo my nie znamy przyszłości tego dziecka, ja jej nie znam, wy jej nie znacie. A my jako ludzie we wszystkim nie domagamy, więc niech Maryja weźmie je pod swoją opiekę! I idą. Klękają, modlą się, ofiarują dziecko Maryi…

Imię, czyli dlaczego nie powinieneś nazwać dziecka Belzebubem

„Rodzice, chrzestni i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu”. To sformułowanie zaczerpnięte wprost z kodeksu obowiązującego w Kościele prawa. Pozornie dziwne, bo co to znaczy „imię obce duchowi chrześcijańskiemu”? Tak, imię może sprawiać problemy. I nie chodzi o te ludowe opowiastki i anegdoty o ojcu, który po narodzinach syna był tak szczęśliwy, że przez tydzień nie wrócił do domu, a kiedy po tygodniu na chwiejnych nogach pofatygował się do urzędu, to wybrał mu imię ukochanego modelu samochodu. Chodzi o coś więcej – czasem nawet o formę prowokacji, a ta nigdy nikomu nie wychodzi na dobre. Głośna była sprawa dziecka, które miało być ochrzczone jako Belzebub. Głośna i spektakularna. Takich jest niewiele, niemniej jednak po każdym odcinku kolejnego amerykańsko-meksykańskiego serialu sprawy się komplikują. Imię to również temat kontrowersyjny, bo mocno kojarzony z rzekomą niechęcią księdza, potocznie określaną słowami „ksiądz robi problemy”… Niesłusznie, bo imię nadane zaraz po urodzeniu towarzyszyć ma człowiekowi przez całe jego życie, nie może być więc przypadkowe i jest również wyrazem miłości. Miłości wobec dziecka, nie wobec siebie samego i własnego gustu. W dobie wszechobecnych seriali może stać się przyczyną trudności w życiu obdarowanego imieniem bohatera kreskówki albo miłosnej historii. Odnosi się też do konkretnej osoby noszącej to imię, czyli patrona, który towarzyszy następnie wierzącemu w całym jego życiu. Jest to zapewne temat na zupełnie odrębny tekst i z pewnością wielu czytelników wyraziłoby chętnie swoje poglądy. Bo chodzi o coś niezwykle istotnego. Nie tylko o estetykę. Chodzi o odpowiedzialność.

Odkrywanie Boga

Zakończenie będzie być może trochę kaznodziejskie, ale istotne. Nie pamiętam, gdzie i jak zetknąłem się z historią pewnego krucyfiksu i dwóch przyjaciółek, które spotkały się na targu staroci. Jedna wychodziła już z sali, a druga zamierzała dopiero rozejrzeć się, co jest do kupienia. Wychodząca stwierdziła: „Nawet tam nie wchodź, nie ma po co, same śmieci”. Wchodząca postanowiła jednak sprawdzić sama, co jest do kupienia, i po kwadransie wyszła, niosąc stary krzyż, zniszczony, zabrudzony. Zakupiła go za grosze, odrestaurowała, odnowiła, wyczyściła. Ostatecznie okazało się, że to bardzo piękny krucyfiks. Powiesiła go na ścianie. Któregoś dnia mały chłopiec, zapewne wnuczek, bardzo przygnębiony, powiedział jej, że jest mu smutno, bo w salonie zobaczył coś, na czym był bardzo cierpiący człowiek. Historia to nieco naiwna. Pewnie nieprawdziwa. Ale z pewnością bardzo dobrze oddaje pewną rzeczywistość, mianowicie stosunek ludzi, człowieka, do wyznawanej wiary, do Jezusa Chrystusa. Dlaczego? Bo jedna z tych kobiet widziała na wyprzedaży same śmieci. Nic wartościowego. Druga dostrzegła piękno przedmiotu cennego i kunsztownego, jakim był krucyfiks. Chłopiec zaś dostrzegł nie piękno srebra, kunszt sztuki, misterne zdobienia, lecz raczej istotę – wizerunek Chrystusa. Chrystusa cierpiącego. Podsumowanie nasuwa się samo. Są na tym świecie trzy typy ludzi. Pierwszy: ci, którzy kompletnie nie widzą w fakcie bycia ochrzczonym nic atrakcyjnego. Drugi: ci, dla których chrzest jest czymś bardzo zewnętrznym. Tradycją, motywem scalającym grupę ludzi, może rzeczywistością piękną, historią sztuki, przeżyciem… I trzeci: ci, którzy naprawdę odkrywają wiarę, która została im podarowana przez rodziców i przez wspólnotę Kościoła. Odkrywają Jezusa Chrystusa. Nawiązują z Nim personalną więź. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu poszczęściło się w życiu tak bardzo, że mieli szansę tej personalnej więzi uczyć się od rodziców albo chrzestnych. Zawsze jednak jest czas na to, by zadać sobie pytanie, co właściwie oznacza dla mnie fakt bycia ochrzczonym

100 lecie KEP

Konferencja Episkopatu Polski ma 100 lat

Pierwsze nieoficjalne zebranie biskupów polskich odbyło się w dniach 10-18 marca 1917 roku, a oficjalne - w grudniu 1918 r. Jednak tradycja współpracy biskupów trwała od początku dziejów Kościoła w Polsce - poinformowało w komunikacie przesłanym PAP biuro prasowe Episkopatu.

Jak wskazali autorzy komunikatu, trudno jednoznacznie określić dokładną datę oficjalnego rozpoczęcia funkcjonowania Konferencji Episkopatu Polski jako instytucji. Niemniej jednak można stwierdzić, że u początków jej konstytuowania się legły trzy pierwsze ogólnopolskie zebrania plenarne biskupów po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

"Tradycja wzajemnej współpracy polskich biskupów trwała od początku dziejów Kościoła w Polsce. W drugiej połowie XVIII w. biskupi obrządku łacińskiego, unickiego i ormiańskiego z terenu ówczesnej Rzeczypospolitej zaczęli odbywać wspólne posiedzenia, by wymieniać się doświadczeniami i opiniami oraz po to, by koordynować prace duszpasterskie" - czytamy w komunikacie.

Początki zebrań plenarnych Konferencji Episkopatu Polski są związane z zebraniami biskupów metropolii warszawskiej, które odbywały się w latach 1824-1825, 1861 i 1906-1925. Z okazji obchodów 100. rocznicy utworzenia metropolii warszawskiej, na zaproszenie abp. Aleksandra Kakowskiego, Prymasa Królestwa Polskiego w Warszawie, w dniach 10-18 marca 1917 r. miało miejsce pierwsze nieoficjalne zebranie biskupów polskich z trzech zaborów.

Z kolei pierwsze oficjalne zebranie plenarne biskupów w niepodległej Polsce zostało zwołane przez metropolitę warszawskiego abp. Aleksandra Kakowskiego w dniach 10-12 grudnia 1918 r. Przewodniczył mu wizytator apostolski ks. prał. Achille Ratti. Ze względów na trudności komunikacyjne nie przybył na nie prymas Polski, metropolita gnieźnieński i poznański abp Edmund Dalbor. Obrady skupiły się na bieżących sprawach dotyczących Kościoła w Polsce po odzyskaniu niepodległości.

Kolejne zebranie plenarne, które odbyło się w dniach 12-14 marca 1919 r. w Warszawie, zostało zwołane również przez abp. Kakowskiego, a przewodniczył mu - jak poprzednio - wizytator apostolski ks. prał. Ratti. To w trakcie tego zebrania biskupi zajęli się kwestią regulaminu zebrań plenarnych i postanowili, że kolejne zebranie zwoła prymas Polski do grobu św. Wojciecha do Gniezna.

To właśnie na spotkaniu w Gnieźnie, które miało miejsce od 26 do 30 sierpnia 1919 roku, uchwalono "Regulamin Zjazdu Biskupów Polskich", czyli regulamin zebrań plenarnych. Z kolei utworzenie Sekretariatu Episkopatu Polski pod nazwą "Biuro Episkopatu" uchwalono na zebraniu plenarnym w Warszawie w dniach 26-28 września 1922 r.

W czasie obrad Polskiego Synodu Plenarnego z 1936 r. biskupi postanowili, że należy opracować przepisy regulujące kwestię zebrań plenarnych. Podjęli decyzję, że biskupi wszystkich obrządków będą zbierać się na coroczne zwyczajne zebrania plenarne, a w razie pilnej potrzeby będą mogły odbywać się zebrania plenarne nadzwyczajne. 26 września 1938 r. został przyjęty nowy regulamin zebrań plenarnych polskich biskupów.

W latach 1919-1939 odbyło się 38 posiedzeń plenarnych polskich biskupów dotyczących m.in. organizacji struktur Kościoła, spraw duszpasterskich, społecznych, kulturalnych oraz relacji między Kościołem a państwem. W Polsce po 1918 r. oficjalna nazwa spotkań biskupów brzmiała "Zjazd Biskupów Polski". Natomiast od 1930 r. zaczęto stosować określenie "Konferencja Plenarna Episkopatu Polski".

Do czasu wejścia w życie postanowień Soboru Watykańskiego II Konferencja Episkopatu Polski nie była podmiotem prawa Kościoła Powszechnego. Oficjalne, ale nieformalne funkcjonowanie Konferencji Episkopatu Polski trwało do 15 marca 1969 r., kiedy Święta Kongregacja do spraw Biskupów dekretem erygowała Konferencję Episkopatu Polski i zaaprobowała jej pierwszy statut.

W statucie z 13 lutego 1969 r. jest zapis, który odnosi się do historii episkopatu Polski, który stwierdza, że "Konferencja Biskupów w Polsce już od 50 lat pełni swą posługę".

Wśród najbardziej charakterystycznych dla KEP postaci w ostatnim stuleciu znaleźli się m.in.: prymasi Polski kard. August Hlond i kard. Stefan Wyszyński, a także kard. Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II i święty Kościoła katolickiego. Ważną postacią był także kard. Józef Glemp, który przez 23 lata był Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski.

 

" SPOJRZENIE W ŚWIETLE ŁASKI " czytaj w całości/ Ks Blacbnickim przypomnienie ...../z roku 2017 /

Ks. Andrzej zwrócił uwagę, że całe życie ks. Blachnickiego "było rzeczywiście oddawaniem swojego życia"AGATA ŚLUSARCZYK /FOTO GOŚĆ

Od ks. Blachnickiego uczmy się umierania

- Ks. Blachnicki umierał od samego początku, kiedy otrzymał życie. Umierał coraz bardziej, coraz pełniej - mówił ks. Andrzej  moderator diecezjalny Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie.

AGATA ŚLUSARCZYK

DODANE z dn. 28.02.2017 r

W kościele św. Jakuba Apostoła została odprawiona Msza św. w intencji beatyfikacji sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, w 30. rocznicę jego śmierci, która przypadła dokładnie 27 lutego.

Na początku Mszy św. ks. Henryk Bartuszek, proboszcz parafii św. Jakuba Apostoła przypomniał, jak wiele zawdzięczamy życiu i posłudze ks. Blachnickiego. - Czerpiemy z tego bogactwa, z jego wiary, miłości i służby. Chcemy za to Bogu dziękować i modlić się, by założyciel Ruchu Światło-Życie mógł cieszyć się radością wyniesienia na ołtarze - powiedział proboszcz i zawierzył całe dzieło wstawiennictwu jego założyciela.

W homilii ks. Andrzej  zwrócił uwagę, że choć obchodzimy 30. rocznicę śmierci ks. Franciszka, w oazie śmierć nie kojarzy się ze smutkiem, ale wręcz przeciwnie - z radością. - Spróbujmy sobie to uświadomić i na nowo odkryć dlaczego śmierć kojarzy się z radością, bo tego uczył ks. Blachnicki - powiedział.

Kaznodzieja wypunktował, że śmierć w rozumieniu założyciela oazy to "wielka, szczytowa godzina naszego życia, kiedy możemy z życia uczynić dar”. -  Ciągle mówimy o oddaniu życia, o ofiarowaniu siebie, ale na razie tylko próbujemy uczynić to nieudolnie. Dopiero w chwili śmierci naprawdę będziemy mogli oddać życie. Jeżeli uczynimy to w wierze i miłości, to godzina śmierci będzie szczytem, a nie dnem naszego życia, bo wtedy spełni się tajemnica miłości - przytaczał za ks. Blachnickim moderator Domowego Kościoła.

Dodał, że całe nasze życie musi być przygotowaniem do wypowiedzenia "tak" w godzinie śmierci.

Kaznodzieja zwrócił uwagę, że całe życie ks. Blachnickiego "było rzeczywiście oddawaniem swojego życia”. - Całe swoje życie złożył Bogu - jak pisze w swoim testamencie -  wszystko co robił, robił, by ukazać tajemnicę Kościoła. Kościoła, który jest żywą wspólnotą, która miłuje Boga. Kościoła, który jest źródłem życia - powiedział.

Dodał, że 30. rocznica śmierci ks. Blachnickiego i wspomnienie jego życia jest okazją, by uczyć się umierania.

Moderator, referując nauczanie ks. Blachnickiego, zwrócił uwagę, że całe chrześcijańskie życie sprowadza się do trzech nawróceń: wiary, nadziei i miłości. - Najpierw trzeba uwierzyć Bogu. Dalszy etap nawrócenia to nawrócenie nadziei i ufności. I ten trzeci etap to nawrócenie miłości - złożenie siebie w ofierze - mówił.  

- Są takie zapiski, które są świadectwem jego umierania. On umierał od samego początku, kiedy otrzymał życie, umierał coraz bardziej, coraz pełniej - dodał.

Nawiązując do Ewangelii o bogatym młodzieńcu zwrócił uwagę, że "tylko człowiek, który nie chce umrzeć dla tego wszystkiego, co posiada, jest smutny". - I dlatego właśnie śmierć jest tym, co prowadzi do prawdziwej radości - wyjaśnił.

Na zakończenie homilii przypomniał, że w tej Mszy św. modlimy się o to, by ks. Blachnicki był wzorem do naśladowania dla całego Kościoła - "jako człowiek, który umarł po to, aby żyć".

- Stąd też nasza modlitwa o rychłą beatyfikację. My jako duchowe córki i synowie także modlimy się, byśmy potrafili tak jak, on oddać swoje życie. W tym jest sens życia, by je oddać. Na tym polega miłość, aby oddać swoje życie - zakończył. W Mszy św. uczestniczyli członkowie Ruchu Światło- Życie. Eucharystię koncelebrowali księża związani z ruchem oazowym m.in. moderator diecezjalny ks. Marcin Loretz / przeczytaj książkie ks F.Blachnickie SPOJRZENIE W ŚWIETLE ŁASKI  - jak znaleźć  ? w naszej Galerii -dotknij " Warto zobaczyć" Administrator strony./Parafiajazgarzew.pl

 

Jak walczyć z pokusami ? p. Franciszek

Papież o środkach zaradczych na pokusy

Chciwość posiadania, ludzka sława i instrumentalne posługiwanie się Bogiem - te pokusy wskazują trzy drogi, które świat proponuje zawsze, obiecując wielkie sukcesy. Papież Franciszek mówił o tym w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański nawiązując do Ewangelii pierwszej niedzieli Wielkiego Postu opisującej doświadczenie kuszenia Jezusa na pustyni. Przedstawił też środki zaradcze na pokusy.

Ojciec Święty przypomniał, że Jezus zdecydowanie odrzucił wszystkie pokusy: najpierw szatan namawiał Go, by zamienił kamień w chleb; następnie pokazał mu z góry królestwa ziemi i obiecał, że stanie się Mesjaszem potężnym i chwalebnym; w końcu zaprowadził go na szczyt świątyni w Jerozolimie i zachęcał, by rzucił się w dół, żeby w spektakularny sposób objawił swoją boską moc. Papież podkreślił, że Jezus nie dialogował z diabłem, który uciekał się nawet do cytowania Pisma Świętego. Jezus odpowiadał mu jedynie mocą Słowa Bożego. „Z diabłem się nie wchodzi w dialog. Odpowiada mu się tylko Słowem Bożym” – podkreślił Papież.

Franciszek wskazał, że droga chciwości posiadania zawsze jest podstępną logiką diabła. Wychodzi od naturalnej i uzasadnionej potrzeby posilenia się, życia, samorealizacji, bycia szczęśliwymi, aby nas nakłonić do myślenia, że to wszystko jest możliwe bez Boga, w nawet wbrew Niemu. Z kolei na drodze ludzkiej sławy można zatracić wszelką godność osobistą, dajemy się skorumpować przez bożków pieniądza, sukcesu i władzy, aby osiągnąć swą samorealizację. Instrumentalne posługiwanie się Bogiem dla własnej korzyści jest pokusą, by „przyciągnąć Boga na swoją stronę”, prosząc Go o łaski, które w istocie służą zaspokojeniu naszej pychy.

Papież o środkach zaradczych na pokusy

"Są to drogi, które się nam proponuje łudząc nas, że w ten sposób można osiągnąć sukces i szczęście. Ale w istocie są one całkowicie obce sposobowi działania Boga, a wręcz oddzielają nas od Niego, ponieważ są dziełem szatana – mówił Ojciec Święty. – Jezus, osobiście stawiając czoła tym próbom trzykrotnie przezwycięża pokusę, aby w pełni przystać na plan Ojca. I wskazuje nam środki zaradcze: życie wewnętrzne, wiarę w Boga, pewność Jego miłości. Pewność, że Bóg nas kocha, że jest Ojcem. Ta pewność pozwoli nam pokonać wszelkie pokusy. Wykorzystajmy zatem Wielki Post, jako szczególny czas, aby się oczyścić i doświadczyć pocieszającej obecności Boga w naszym życiu." /licznik z dn 11.03.2019 r godz 5.03 1 452 736/

"PRZEBACZ IM BO NIE WIEDZĄ CO CZYNIĄ"

Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią

Rozmowa z ojcem Radosławem Rafałem, misjonarzem Świętej Rodziny.

1. Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią

Piotr Sacha: Pierwsze słowa z krzyża dotyczą przebaczenia. Chyba nieprzypadkowo.

Ojciec Radosław Rafał MSF: Przebaczenie to podstawa w budowaniu relacji. Zwłaszcza relacji z Bogiem. Brak przebaczenia zamyka nas na Bożą łaskę, na miłość. Dlatego Jezus na początku otwiera nas na to, co za moment się wydarzy.

Prosi dobrego Ojca, aby przebaczył winowajcom. W tym samym zdaniu jeszcze ich usprawiedliwia.

Nas usprawiedliwia. Każdego grzesznika. Kiedy podchodzimy do krzyża, uczestniczymy w trzech wymiarach czasu. Jezus oddał życie za ludzi żyjących przed Nim, za Jemu współczesnych, w tym świadków Jego męki, oraz za tych, którzy przyjdą po nich.

Rozważając słowa z krzyża, rozważamy ogrom miłości Boga do nas. Rodzi się w sercu żal: „Wybacz, bo naprawdę nie wiedziałem, co robię”. Z tego żalu bierze się siła, by więcej nie ranić Ukrzyżowanego.

Jezus usprawiedliwia nas i... współczuje nam, że wyrządziliśmy Mu krzywdę.

Współczuje grzesznikowi? Jak to rozumieć?

Podam przykład relacji w małżeństwie. Kiedy kobieta zostaje zdradzona przez swojego męża, powinien pojawić się w jej sercu pewien rodzaj współczucia, że on nie zobaczył w niej dobra i tego piękna, które zatrzymałoby go przed zdradą. Problem w tym, że ludzie zwykle źle o sobie myślą. Zdradzona żona czuje się pogardzona, zbita, nie widzi w sobie wartości. Poczucie wartości zostało w niej złamane przez zdradę. Trudno zdobyć się na początku na ten krok współczucia. Jezus wskazuje, że w procesie przebaczenia spojrzenie na winowajcę powinno być takie: „Gdybyś wiedział, kogo ranisz... Gdybyś wiedział, jaki skarb przed tobą stoi... To byś tego nie zrobił”. To tajemnica słów: „Nie wiedzą, co czynią”.

Jaka powinna być moja odpowiedź na słowa usprawiedliwienia?

Przyjęcie przebaczenia. I życie nim. Moje nowe życie, życie pełnią, jest odpowiedzią na to, co Chrystus uczynił dla mnie.

Wszystkie słowa z krzyża są takim wzorcem relacji z Bogiem i człowiekiem?

Tak. Na mocy chrztu świętego mamy w sobie charakter Jezusa. Musimy go jeszcze uaktywnić. Krzyż uczy, w jaki sposób przeżyć te momenty, które wydają się nie do zniesienia. Znamy słowa ewangelisty Jana: „Do końca ich umiłował”. To tę miłość powinniśmy naśladować. Pan Jezus daje wzór, jak dojść do granicy miłości. I jeszcze – jak na finiszu ją przekroczyć.

Bez przebaczenia nie dotrę do finiszu.

Nawet nie wystartujesz! Wyjdziesz z bloków startowych... a potem odwrócisz się i powiesz: „Biegnę w przeciwną stronę”. To jest w stronę zgorzknienia. W Liście do Hebrajczyków przeczytamy o „korzeniu gorzkim, który rośnie w górę”. Masz do wyboru dwie drogi. Pierwsza jest drogą nieprzebaczenia, przynoszącą rozżalenie, zgorzknienie, gniew i smutek. Druga droga to życie w Bożej łasce. I finisz z Jezusem

P. Franciszek

Papież Franciszek do księży rzymskich: “Nie zniechęcajcie się! Bóg oczyszcza Kościół – swą Oblubienicę”

Czuję się w obowiązku podzielić z wami ból i winę nie do zniesienia, wywołujące na całym ciele Kościoła skandale, których pełne są gazety całego świata – wyznał ze smutkiem Franciszkiem podczas tradycyjnego spotkania z księżmi diecezji rzymskiej na początku Wielkiego Postu. Zarazem jednak wezwał ich, aby się nie zniechęcali, gdyż „Pan oczyszcza swą Oblubienicę” i „wybawia nas od zakłamania”. Spotkanie odbyło się 7 marca w bazylice św. Jana na Lateranie, będącej katedrą papieża jako biskupa Rzymu.

Wielkopostne spotkania papieża z kapłanami jego diecezji zapoczątkował przed laty św. Jan Paweł II, a później kontynuowali je jego następcy: Benedykt XVI i obecnie Franciszek. Każdorazowo odbywają się one za zamkniętymi drzwiami. Tegoroczne miało charakter szczerej rozmowy, a Ojciec Święty, któremu towarzyszył jego wikariusz dla diecezji rzymskiej kard. Angelo De Donatis, tym razem nie odpowiadał na pytania księży, jak to robił w latach poprzednich, ale wygłosił półgodzinne przemówienie z kartki, przeplatane licznymi wstawkami „z głowy”.

Wcześniej papież wyspowiadał osobiście wielu kapłanów „swojej” diecezji i był to, jak wyznał, gest dodania odwagi ich stanowi ducha po ostatnich skandalach na tle wykorzystywania seksualnego nieletnich. Szczególnie wiele takich wydarzeń było teraz, na przełomie lutego i marca, z przypadkami kardynałów George’a Pella w Australii i Phiilippe’a Barbarina we Francji na czele.

„Jest oczywiste, że prawdziwego znaczenia tego, co się dzieje, należy szukać w duchu zła, w nieprzyjacielu, który dąży do stania się panem świata” – powiedział Franciszek, cytowany przez włoski portal Vatican Insider, który powołuje się na wypowiedzi księży po spotkaniu. Zaraz jednak wezwał swych słuchaczy, aby nie zniechęcali się, gdyż „Pan oczyszcza swą Oblubienicę, nawracając nas wszystkich ku Sobie, sprawia, że doświadczamy tych prób, abyśmy zrozumieli, że bez Niego jesteśmy prochem, ratuje nas od zakłamania, od duchowości powierzchowności”. „Pan zsyła swego Ducha, aby przywrócić piękno swej Oblubienicy, przyłapanej na cudzołóstwie” – dodał papież.

Zwrócił uwagę, że „grzech nas oszpeca i przeżywamy z bólem upokarzające doświadczenie, gdy my sami lub jeden z naszych braci kapłanów czy biskupów wpada w bezdenną otchłań zła, zepsucia lub, co jeszcze gorsze, zbrodni niszczącej życie innych”. Ale – dodał – istnieje zaufanie do przyszłości, zwłaszcza teraz, na początku Wielkiego Postu, który „jest czasem łaski, gdyż znów stawiamy Bogu w centrum”. Zdaniem mówcy „jesteśmy ludem nędzarzy, którzy stali się bogaczami dzięki ubóstwu Boga”, ale „bez Niego nic nie możemy i to On jest pośrodku”.

Ojciec Święty zachęcił, aby zwracać się do Boga „twarzą w twarz”, albowiem zna On „naszą wstydliwą nagość”. W tym kontekście Franciszek przyznał, że był silnie poruszony na widok oryginalnej kopii ikony Matki Bożej „Hodegetrii” z Bari, gdy odwiedził to miasto w lipcu 2018. Na tym obrazie Jezus „nie był ubrany we wschodnie koszulki, jak to się dzieje z ikonami (…), ale Maryja trzymała tam nagie Dzieciątko i tak mi się to spodobało, że zapragnąłem mieć [tę kopię]. Biskup Bari podarował mi ją i teraz wisi nad moimi drzwiami” – wspominał papież. Dodał, że lubi na nią patrzeć rano, gdy wstaje z łóżka, mówi do Maryi, aby strzegła jego nagości: „Matko, Ty znasz moje nagości”.

Zdaniem Franciszka jest to wielka sprawa: prosić Pana, aby „strzegł mojej nagości”, bo On zna je wszystkie. „Bóg zna naszą wstydliwą nagość, a jednak nie męczy Go posługiwanie się nami, aby ofiarować ludziom pojednanie” – tłumaczył biskup Rzymu. Przypomniał, że „jesteśmy najubożsi, grzesznikami, a mimo to Bóg prosi nas, abyśmy wstawiali się za naszymi braćmi i abyśmy udzielali swymi rękami, bynajmniej nie niewinnymi, zbawienie, które odradza”.

Papież prosił także księży o dalszy „dojrzały dialog z Panem” i o troszczenie się o swój lud, unikając przy tym personalizmów takich jak „tendencja do mówienia: moi ludzie są moim ludem”. Tak, to jest twój lud, ale „pomocniczo”, jeśli można tak powiedzieć – przestrzegł Ojciec Święty. Przypomniał, że nie jest to „nasz” lud, ale należy on do Boga. Wskazał przy tym, że gdy ludzie oddalają się od Kościoła, trzeba iść do Boga i rozmawiać z Nim jak Mojżesz, który mówił: „Przebacz im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mię natychmiast z Twej księgi, którą napisałeś”. „Jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy kapłana i trzeba nadal pokazywać oblicze swemu ludowi” – podkreślił Franciszek.

Wspomniał też, że jeśli kapłan skarży się na swój lud biskupowi, mówiąc, że ludzie nic nie rozumieją, to pewnie czegoś brakuje jemu samemu. Zapewne brakuje mu modlitwy, i to nie tylko tej brewiarzowej, ale też bezpośredniej rozmowy z Bogiem, podczas której ma on walczyć z Bogiem o swój lud. „To jest modlitwa, nie przepisy. Jesteś tam przed Bogiem” – powiedział papież.

Na zakończenie ukazał swym słuchaczom ważną drogę na najbliższych 7 lat – do roku jubileuszowego 2025, któremu towarzyszyć ma refleksja wokół fragmentu Księgi Wyjścia, wybranego jako „paradygmat, aby przejść od sytuacji nie-ludu do ludu”. Zgodnie z wieloletnim zwyczajem, żegnając się z kapłanami rzymskimi, Ojciec Święty podarował im książkę, zachęcając ich do włączenia się do inicjatywy Caritas diecezjalnej, zatytułowanej „Jako na niebie, tak i na ulicy”. Ta tygodniowa akcja, która ma trwać od 31 marca do 6 kwietnia, jest poświęcona dziełom miłosierdziu wobec biednych i bez stałego miejsca zamieszkania.

Papież: trzeba kochać Kościół i wtedy, gdy ma na obliczu zmarszczki grzechu

W orędziu na Światowy Dzień Modlitw o Powołania Franciszek wezwał młodzież do tego, aby nie ulegała strachowi i nie pozwoliła uwikłać życia w "sieć bezsensu". 56. Światowy Dzień Modlitw o Powołania będzie obchodzony 12 maja.W orędziu ogłoszonym w sobotę w Watykanie papież przypomniał dwa niedawne wydarzenia w życiu Kościoła: październikowy synod biskupów na temat młodzieży oraz Światowe Dni Młodzieży w Panamie. Następnie stwierdził, że pozwoliły one wsłuchać się w głos młodych ludzi, w ich pytania i nadzieje. "Każdy z nas mierzy się z pragnieniami niesionymi w sercu, angażuje się w działania, które, jak ufa, okażą się owocne, wyrusza na morze wielu możliwości, poszukując właściwego kursu, który mógłby spełnić jego pragnienie szczęścia" - napisał. Dodał, że "czasami można nacieszyć się dobrym połowem ryb, innym razem trzeba jednak uzbroić się w odwagę, by zapanować nad łodzią miotaną falami lub zmierzyć się z frustracją, gdy okaże się, że sieci są puste". Papież wyjaśnił, że powołanie "nie jest ingerencją Boga w wolność"; "nie jest to +więzienie+ ani nałożony na nas ciężar". "Wręcz przeciwnie, jest to inicjatywa pełna miłości, poprzez którą Bóg wychodzi nam na spotkanie i zaprasza do wejścia we wspaniały projekt, którego uczestnikami pragnie nas uczynić, ukazując nam perspektywę szerszego morza i niezwykle obfitego połowu" - wskazał Franciszek. "Pragnieniem Boga jest bowiem to, by nasze życie nie stało się więźniem tego, co oczywiste, by z powodu opieszałości nie było wciągnięte w codzienne nawyki i nie pozostawało bierne w obliczu tych decyzji, które mogłyby mu nadać znaczenie" - zaznaczył. Papież wytłumaczył młodym ludziom: "Pan nie chce, abyśmy się poddawali, żyjąc chwilą i myśląc, że w gruncie rzeczy nie ma nic takiego, dla czego warto byłoby się angażować z pasją, gasząc wewnętrzny niepokój poszukiwania nowych dróg dla naszej żeglugi". Jak zauważył, jest to zachęta do tego, by odkryć, że każdy jest powołany do czegoś wspaniałego i że "życie nie powinno być uwikłane w sieci bezsensu i tego, co znieczula serce". "Powołanie jest zaproszeniem, aby nie zatrzymywać się na brzegu z sieciami w ręku, ale by iść za Jezusem drogą, którą dla nas przygotował, dla naszego szczęścia i dla dobra otaczających nas ludzi" - dodał. Zwrócił uwagę, że powołanie wymaga, by "zostawić to wszystko, co chciałoby nas przywiązać do naszej małej łódki, uniemożliwiając nam dokonanie definitywnego wyboru". Pisząc o powołaniu do życia chrześcijańskiego, papież przypomniał, że rozwija się ono w "wielkiej rodzinie Kościoła". "Musimy go kochać nawet wówczas, gdy widzimy na jego obliczu zmarszczki kruchości i grzechu oraz musimy wnieść swój wkład, aby czynić go coraz piękniejszym i jaśniejącym" - podkreślił. Franciszek wyjaśnił, że życie chrześcijańskie znajduje swój wyraz w takich decyzjach, jak zawarcie małżeństwa kościelnego, tworzenie rodziny, zaangażowanie w dziedzinie miłosierdzia i solidarności, podejmowanie obowiązków politycznych i społecznych. "Chodzi o powołania, które czynią nas osobami niosącymi obietnicę dobra, miłości i sprawiedliwości nie tylko dla nas samych, ale także dla sytuacji społecznych i kulturowych, w których żyjemy, potrzebujących odważnych chrześcijan i autentycznych świadków królestwa Bożego" - wyjaśnił papież. Odnosząc się do powołania do życia konsekrowanego i do kapłaństwa, Franciszek zwrócił uwagę, jak trudna jest decyzja, by pójść tą drogą, zwłaszcza tam, gdzie - jak zauważył - "zdaje się, iż nie ma już miejsca dla Boga i dla Ewangelii". Wezwał młodych ludzi: "Nie bądźcie głusi na wezwanie Pana. Jeśli powołuje On was na tę drogę, nie ciągnijcie wioseł w łodzi i zaufajcie Mu. Nie dajcie się zarazić strachem, który paraliżuje nas w obliczu wysokich szczytów". Na zakończenie Franciszek wyraził przekonanie, że potrzebne jest odnowione, pełne zaangażowania duszpasterstwo młodzieży i powołań.