Sw Faustyna

W najnowszym "Gościu": Modlitwa z procy  Gdy odmawiamy różaniec, Maryja staje obok nas i nam towarzyszy. Różaniec pojawia się w wielu objawieniach Maryjnych. Czym jest ta modlitwa, skoro Matka Zbawiciela tak często do niej nawołuje? Bez taryfy ulgowej [Marcin Jakimowicz]
Ks. Michała Sopoćkę znamy doskonale z „Dzienniczka”, ponieważ Faustyna opisywała szczegółowo rozterki, próby wiary i zalecenia swego spowiednika. Lektura prywatnych notatek ks. Sopoćki odsłania początki kultu Bożego Miłosierdzia widziane od kuchni – z perspektywy zwątpień, rozczarowań i sceptycyzmu. Poruszające są jego życiowe dewizy, np. „Pozwolić triumfować innym. Nie przestawać być dobrym, gdy inni dobroci nadużywają”. Gdy umierał w 1975 r. absolutnie nic nie zapowiadało, że dzieło Miłosierdzia w tak ekspresowym tempie rozleje się na cały świat.

bł. ks. Michał Sopoćko Moje wspomnienia o ś. p. Siostrze Faustynie

Są prawdy wiary świętej, które się niby zna i często o nich wspomina, ale się ich dobrze nie rozumie ani też nimi nie żyje. Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy myślałem o tej prawdzie w medytacjach, szczególnie na rekolekcjach, tyle razy mówiłem o niej w kazaniach i powtarzałem w modlitwach liturgicznych, ale nie wniknąłem w jej treść i w jej znaczenie dla życia duchowego; szczególnie nie rozumiałem, a na razie nawet nie mogłem się zgodzić, że miłosierdzie Boże jest najwyższym przymiotem Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela. Dopiero trzeba było prostej świątobliwej duszy, ściśle zjednoczonej z Bogiem, która – jak wierzę – z natchnienia Bożego powiedziała mi o tym i pobudziła do studiów, badań i rozmyślań na ten temat. Tą duszą była ś. p. Siostra Faustyna (Helena) Kowalska ze Zgromadzenia Córek Matki Boskiej Miłosierdzia, która powoli osiągnęła to, że dzisiaj uważam sprawę kultu Miłosierdzia Bożego i w szczególności ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy za jeden z głównych celów swojego życia.

Siostrę Faustynę poznałem w lecie (w lipcu czy sierpniu) 1933 roku jako penitentkę w Zgromadzeniu Sióstr Matki Boskiej Miłosierdzia w Wilnie (ul. Senatorska 25), w którym wówczas byłem zwyczajnym spowiednikiem. Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga grzechem ciężkim. Już na początku oświadczyła mi, że zna mnie od dawna z jakiegoś widzenia, że mam być jej kierownikiem sumienia i muszę urzeczywistnić jakieś plany Boże, które mają być przez nią podane. Zlekceważyłem to jej opowiadanie i poddałem ją pewnej próbie, która spowodowała, że za pozwoleniem Przełożonej Siostra Faustyna zaczęła szukać innego spowiednika. Po jakimś czasie powróciła do mnie i oświadczyła, że zniesie wszystko, ale ode mnie już nie odejdzie. Nie mogę tu powtarzać, a raczej ujawniać wszystkich szczegółów naszej rozmowy, która częściowo zawiera się w jej dzienniczku, pisanym przez nią z mego polecenia, albowiem zabroniłem jej po tym opowiadać o swoich przeżyciach na spowiedzi.

Sługa Boży Ks Kard Stefan Wyszyński nowym błogosławionym.

Kard. Nycz: złożyłem prośbę o wyznaczenie daty i miejsca beatyfikacji

Kard. Kazimierz Nycz bezpośrednio po publikacji w biuletynie watykańskim informacji o dekrecie ws. cudu za wstawiennictwem Prymasa Wyszyńskiego powiedział, że złożył prośbę do sekretariatu stanu Stolicy Apostolskiej o potwierdzenie terminu i miejsca beatyfikacji. "Prosiłem, aby miejscem uroczystości była Warszawa i pl. Piłsudskiego, gdzie 40 lat temu Prymas Wyszyński witał Jana Pawła II".

Metropolita warszawski powiedział również, że w swojej prośbie do sekretariatu stanu Stolicy Apostolskiej prosił o wyznaczenie daty beatyfikacji w terminie związanym z rocznicą śmierci Prymasa Wyszyńskiego – 28 maja lub jego pogrzebu w dniu 31 maja.

Kard. Nycz przebywa w Rzymie w związku ze zwołanym przez papieża Franciszka na sobotę 5 października br. konsystorzem dla kreacji nowych kardynałów

PAPIEŻ -ODWAGI MATKO KOŚCIELE

Franciszek: Odwagi, Matko Kościele!

Odwagi, Matko Kościele: odzyskaj swoją płodność w radości misji! - wezwał papież Franciszek w homilii, jaką wygłosił podczas Nieszporów w bazylice św. Piotra w Watykanie. Rozpoczęły one Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny, który potrwa przez cały październik, a ogłoszony został przez Ojca Świętego.

Przed Nieszporami odbyło się czuwanie misyjne, rozpoczęte procesjonalnym wejściem misjonarzy z flagami krajów misyjnych przy śpiewie afrykańskiego chóru. Przed Konfesją św. Piotra ustawiono obrazy i relikwie patronów misji – św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Franciszka Ksawerego oraz portret służebnicy Bożej Pauliny Jaricot, założycielki Dzieła Rozkrzewiania Wiary (które dało początek Papieskim Dziełom Misyjnym). Obecni byli m.in. przełożeni generalni i przełożone generalne misyjnych instytutów zakonnych.

Po czytaniu biblijnym (z Dziejów Apostolskich – o nawróceniu dworzanina etiopskiego przez Filipa) uczestnicy czuwania wysłuchali świadectw o pracy misjonarzy. Wygłosili je po włosku przedstawiciele trzech kontynentów: Azji (katechistka z Mongolii), Afryki (ksiądz z Republiki Środkowoafrykańskiej) i Oceanii (siostra zakonna – misjonarka z Papui-Nowej Gwinei, obecnie pracująca w Bangladeszu). Na zakończenie siostra zakonna z Wietnamu odmówiła w swoim ojczystym języku modlitwę do Matki Bożej z sanktuarium w La Vang.

W homilii Franciszek podkreślił, że „Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny pragnie być wstrząsem, aby nas pobudzić do czynienia dobra”. – Nie mamy być notariuszami wiary i dozorcami łaski, ale misjonarzami – stwierdził papież, dodając, że „Bóg nie będzie nas pytał, czy zazdrośnie strzegliśmy życia i wiary, ale czy narażaliśmy się, ryzykując, a może tracąc twarz”.

Odpowiadając na pytanie, jak zostać misjonarzami, wskazał, że można nimi być „świadcząc swoim życiem, że znamy Jezusa”. Jakże bowiem „my, którzy odkryliśmy, że jesteśmy dziećmi Ojca niebieskiego”, moglibyśmy „przemilczeć radość bycia miłowanymi, pewność, że zawsze jesteśmy cenni w oczach Boga?”.

Przeciwieństwem misji jest zaniedbanie. – Popełniamy grzech zaniedbania, to znaczy przeciw misji, kiedy zamiast szerzyć radość, zamykamy się w smutnym użalaniu się nad sobą myśląc, że nikt nas nie kocha i nie rozumie. Grzeszymy przeciwko misji, kiedy poddajemy się rezygnacji: „Nie mogę tego uczynić, nie potrafię”. (…) Grzeszymy przeciwko misji, gdy narzekając stale mówimy, że wszystko jest coraz gorsze, zarówno w świecie, jak i w Kościele. Grzeszymy przeciwko misji, gdy jesteśmy niewolnikami lęków, które nas blokują i dajemy się sparaliżować przez „zawsze tak było”. I grzeszymy przeciwko misji, gdy żyjemy życiem jako ciężarem, a nie darem; kiedy w centrum jesteśmy my z naszymi znużeniami, a nie bracia i siostry, którzy oczekują, aby zostać pokochani – przekonywał Ojciec Święty.

Dodał, że „Bóg miłuje Kościół wychodzący ku światu”, a „jeśli nie wychodzi, to nie jest on Kościołem”. – Kościół wychodzący, misyjny to Kościół, który nie traci czasu na opłakiwanie tego, co nie idzie jak trzeba, wiernych, których już nie ma, wartości dawnych czasów, których już nie ma. Kościół, który nie szuka oaz objętych ochroną, żeby się nie martwić. Pragnie być jedynie solą ziemi i zaczynem dla świata. Wie, że to jest Jego siłą, tą samą, co u Jezusa: nie znaczenie społeczne czy instytucjonalne, lecz pokorna i bezinteresowna miłość – podkreślił Franciszek.

Wskazał, że miesiąc misyjny rozpoczynamy w towarzystwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, „która uczyniła z modlitwy paliwo działania misyjnego w świecie”; św. Franciszka Ksawerego, jednego z wielkich misjonarzy w dziejach; i służebnicy Bożej Pauliny Jaricot, „która wspierała misje swoją codzienną pracą: dzięki ofiarom, które odliczyła od pensji, była u początku Papieskich Dzieł Misyjnych”. – A czy my czynimy z każdego dnia dar, by przezwyciężyć rozdarcie między Ewangelią a życiem? Proszę was, nie żyjmy wiarą „zamkniętą w zakrystii” – zachęcał papież.

Zauważył, że „nikt nie jest wykluczony z misji Kościoła”. – Tak, w tym miesiącu Pan powołuje również ciebie. Wzywa ciebie, ojcze i matko rodziny; ciebie, młody człowieku, który marzysz o wielkich rzeczach; ciebie, który pracujesz w fabryce, w sklepie, w banku, w restauracji; ciebie, który nie masz pracy; ciebie, który leżysz w szpitalnym łóżku… Pan chce od ciebie, abyś stał się darem tam, gdzie jesteś, takim, jaki jesteś, wraz z otaczającymi ciebie ludźmi; byś nie znosił życia, ale je dawał; nie użalał się nad sobą, ale pozwolił się wyżłobić łzami cierpiących. Odwagi, Pan tak wiele od ciebie oczekuje. Oczekuje również, że ktoś będzie miał odwagę wyruszyć, udać się tam, gdzie brakuje nadziei i godności, ad gentes, gdzie zbyt wielu ludzi wciąż żyje bez radości Ewangelii. Idź, Pan nie zostawi ciebie samego; świadcząc, odkryjesz, że Duch Święty przyszedł przed tobą, aby przygotować ci drogę. Odwagi, bracia i siostry; odwagi, Matko Kościele: odzyskaj swoją płodność w radości misji! – zakończył swą homilię Ojciec Święty.

Przed końcowym błogosławieństwem Franciszek wręczył krzyże misyjne dziesięcioosobowej grupie misjonarzy: księżom, osobom konsekrowanym i świeckim

"GODZINA WARTA ŻYCIA" w parafii I PIĄTEK MIESIĄCA NSPJ -NOCNA ADORACJA Z PIĄTKU NA SOBOTĘ (4-5.10.2019 r) na początku misji

Zegar Straży Honorowej NSPJ. Najświętsze Serce Jezusa otaczają puste rubryki. To miejsce na nazwiska członków Straży, wybierających jedną z godzin, aby czuwać z Jezusem. Każda godzina ma swoich patronów – są wypisani na otoku. Projekt narysowała w 1863 r. francuska wizytka s. Maria Bernaud pod wpływem nadprzyrodzonej wizji.ARCYBRACTWO STRAŻY HONOROWEJ NSPJ

Godzina warta życia

60 minut spędzone każdego dnia przy Sercu Jezusa, bez odrywania się od zwykłych zajęć. Pocieszasz Zbawiciela, a sam doznajesz pomocy.

FRANCISZEK KUCHARCZAK

Gość Niedzielny 

Cała tarcza zegara obstawiona. W każdej chwili ktoś jest przy Jezusie. Jeśli kogoś takiego wtedy spotkasz, prawdopodobnie tego nie zauważysz, choć może cię zdziwi, że ta osoba tak cierpliwie z tobą rozmawia. Może uderzy cię jej uprzejmość, może zaskoczy to, że nie narzeka tam, gdzie wszyscy narzekają, może ujmie cię jej pełen pogody wzrok.

Obecność co dnia

Godzina Obecności – dobrze jest spędzić taką przy Sercu Jezusa. Każdego dnia robią to członkowie Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa. Odpowiadają w ten sposób na skargę Zbawiciela: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?”. Wybierają godzinę w ciągu doby i w tym czasie ofiarują Sercu Jezusa wszystko, co robią. Będą to robić codziennie, aż do ostatniego dnia swojego życia. – Może dzięki temu ten świat jeszcze istnieje – mówi s. Maria Bernadeta Wysocka, wizytka, dyrektor arcybractwa w Polsce. – To niesamowite, ale członkowie Straży Honorowej bardzo często umierają w tej godzinie, którą sobie obrali na obecność przy Sercu Jezusa – zauważa.

Godzina Obecności nie wymaga oderwania od zwykłych zajęć. – To uświęcenie dnia osoby, która podejmuje to zobowiązanie. Czynności w czasie tej godziny mogą się zmieniać. Nie jest to tylko modlitwa. Może to być praca, spotkanie, rozmowa, odpoczynek. To wszystko robimy w intencji wynagrodzenia i w taki sposób, żeby się 

Pliki do pobrania

Św Teresa od Dzieciątka Jezus ŻYCIORYS. Modlitwa św Teresy

Z autobiografii św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy (Manuscritsautobiographiques, Lisieux 1957, 227-229)

W sercu Kościoła ja będę miłością

Kiedy wielkie moje pragnienia zaczęły się stawać dla mnie męczeństwem, otwarłam listy świętego Pawła, aby znaleźć jakąś odpowiedź. Przypadkowo wzrok mój padł na dwunasty i trzynasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian. Przeczytałam najpierw, że nie wszyscy mogą być apostołami, nie wszyscy prorokami, nie wszyscy nauczycielami, oraz że Kościół składa się z różnych członków i że oko nie może być równocześnie ręką. Odpowiedź była wprawdzie jasna, nie taka jednak, aby ukoić moje tęsknoty i wlać we mnie pokój.

Nie zniechęcając się czytałam dalej i natrafiłam na zdanie, które podniosło mnie na duchu: "Starajcie się o większe dary. Ja zaś wskażę wam drogę jeszcze doskonalszą". Apostoł wyjaśnia, że największe nawet dary niczym są bez miłości i że miłość jest najlepszą drogą bezpiecznie prowadzącą do Boga. Wtedy wreszcie znalazłam pokój.        dc BREWIARZ 01.09.2019 r

Modlitwa św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Wzniosły, a dostojny Stróżu mojej duszy, Ty, który jaśniejesz na pięknym niebie .Jak delikatny, czysty płomień,
Pobliski tronu Wszechwiecznego,
Ty schodzisz dla mnie na tę ziemię
I rozświecasz mnie swoim blaskiem.
Piękny Aniele, Ty stałeś się moim bratem, Moim przyjacielem,
Moim pocieszycielem.
Ty znasz moją wielką słabość,
Prowadź mnie więc za rękę.
Widzę Cię pełnego czułości
Jak usuwasz kamienie z mojej drogi.
Nawołuj mnie zawsze do patrzenia tylko w niebo.
Wiem, że im bardziej jestem mała i pokorna, Tym promienniejsze jest Twoje oblicze.
O Ty, którego przemknięcie przez pokój
Jest szybsze od błyskawicy –
Przelatuj często ode mnie
Do tych, którzy mi są drodzy!
Skrzydłem swoim osusz ich łzy,
Śpiewaj im, jak Jezus jest dobry,
Śpiewaj, że cierpienie ma przyjaciół.
I całkiem po cichutku szepnij moje imię. Ja pragnę w moim krótkim życiu
Ratować moich braci grzeszników.
O piękny posłańcze Kraju ojczystego,
Daj mi swój święty płomień!
Nie ma niczego, co mogłoby być darem ofiarnym, Tylko ubóstwo – zanieś je Bogu w Trójcy Jedynemu

ŻYCIORYS

Święta Teresa urodziła się 2 stycznia 1873 r w Alencon (Francja) jako ostatnia z dziewięciorga dzieci Zelii Guerin i Ludwika Martin. Jej ojciec był zegarmistrzem, matka zaś koronkarką. Rodzice byli ludźmi pobożnymi i doświadczonymi przez cierpienie – wcześniej stracili już czwórkę dzieci. Okazało się, że i Teresie grozi śmierć, gdyż matka nie mogła jej karmić. Po kilku miesiącach prawie zagłodzonym dzieckiem zajęła się wiejska kobieta, u której mała Tereska spędziła pierwszy rok swojego życia. Po powrocie do domu krótko cieszyła się bliskością mamy. Zelia zachorowała na raka i zmarła 28 sierpnia 1877 r. W listopadzie cała rodzina przeprowadziła się do Lisieux do domu wuja Izydora.

Gdy Tereska skończyła 8 lat, rozpoczęła naukę w szkole klasztornej sióstr benedytek. 13 maja 1883 r. została uzdrowiona z ciężkiej choroby za pośrednictwem Matki Boskiej Zwycięskiej.

 

W wieku 14 lat, w noc Bożego Narodzenia 1886 r. otrzymała łaskę wzmocnienia w znoszeniu cierpień. Latem odkryła w sobie powołanie misyjne. Poruszona do głębi obrazem ukrzyżowanego Jezusa, odczuła pragnienie ratowania grzesznych dusz. Zanosiła żarliwe modlitwy w intencji nawrócenia mordercy, niejakiego Pranziniego. Skazaniec w ostatniej chwili przed ścięciem pocałował krucyfiks. 29 maja 1887 r. Teresa poprosiła tatę o pozwolenie na wstąpienie do Karmelu. Swoją prośbę przedstawiła także Leonowi XIII w czasie pielgrzymki odbytej w listopadzie. Mimo piętrzących się trudności Teresie udało się w końcu zrealizować pragnienie – 9 kwietnia 1888 r. wstąpiła do Karmelu w Lisieux. Rok później – 10 stycznia rozpoczęła nowicjat. W ceremonii obłóczyn uczestniczył jej tata, który był już poważnie chory na uwiąd starczy. Pobyt ojca w szpitalu psychiatrycznym był upokarzający dla całej rodziny. Ta ciężka próba oczyściła Teresę i jeszcze bardziej przybliżyła do Jezusa. 8 września 1890 r. złożyła swoje śluby zakonne. Rok później odkryła „małą drogę dziecięctwa duchowego”. Pragnęła by jej życie stało się aktem doskonałej miłości, a cierpienie możliwością jej pogłębienia i wykazania. W lutym 1893 r. została mistrzynią nowicjatu. Rok później 29 lipca umarł jej tata.

Pod koniec 1894 r. matka Agnieszka poprosiła ją, by spisała wspomnienia z dzieciństwa. W następnym roku Teresa ofiarowała się miłości miłosiernej Boga oraz została duchową siostrą kleryka, który przygotowywał się do misji. Napisała też pierwszy rękopis „A”, który wraz z jej kolejnymi rękopisami „B” i „C” stanowią autobiografię świętej, opublikowane po jej śmierci. Nocą w Wielki Piątek 1896r. pojawił się pierwszy krwotok z płuc. Niedługo później przeżyła noc wiary. Zmierzając ku śmierci zawierzyła się Jezusowi, przeżywając z Nim swoją drogę cierpienia. 30 września 1897 r. umarła w ekstazie miłości. W 1997 r. ogłoszono ją Doktorem Kościoła.

Nasza ŚWIĄTYNIA...ŚWIADECTWO.

sad rzeczy , jeszcze jeden blog               17 czerwca 2012                               Kościół w Jazgarzewie

Nieopodal Piaseczna pod Warszawą, nad Jeziorką, wznosi się malowniczo kościół w Jazgarzewie.

Niejednokrotnie przejeżdżając tamtędy obiecywałem sobie przyjrzeć się bliżej temu zgrabnemu budynkowi.

Aż wreszcie, jak to bywa, nastał i ów dzień. 
Istniał tu wcześniej kościół XVIII-wieczny, ale podobnie jak podwarszawskie świątynie w Brochowie i Lipiu, pogniótł go walec przetaczającego się frontu I Wojny Światowej. Coś mi się zdaje, że ówczesna artyleria lubiła wstrzeliwać się biorąc na cel kościelne wieże. W każdym razie, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, pierwotny kościół jazgarzewski nie został zrekonstruowany. Zbudowano nowy - w 1929 roku.

Któż zaś był projektantem? Znany nam dobrze Konstanty Sylwin Jakimowicz. Przytomny ów budowniczy zajmował stanowisko architekta Archidiecezji Warszawskiej. A więc był tym dla budownictwa sakralnego okolic Warszawy tym, kim Romuald Miller dla budownictwa kolejowego. Choć i w tej ostatniej dziedzinie miał Jakimowicz wybitne osiągnięcia - o nich w przyszłości.

Kościół utrzymany jest (inaczej niż późniejsze projekty sakralne Jakimowicza) w harmonijnej stylistyce architektury rodzimej, to znaczy: czerpiącej formy i natchnienie z krajowego budownictwa stuleci od XVI do XIX, ze szczególnym uwzględnieniem lokalnej transformacji renesansu przez manieryzm do baroku. Czyli początków XVII wieku.

 

Poza formami i detalami budowli szczególnie piękne wydaje się fantastyczne pokrycie dachu w systemie mnich-mniszka  (a więc godnym budowli sakralnej). No i samo położenie, jak się rzekło - malownicze. Szkoda, że pozostała substancja architektoniczna wsi - jak to zwykle - pozostawia wiele do życzenia.
 

Ciekawostka na dobranoc: w pobliżu znajduje się osada, której nazwa - pochodna od Jazgarzewa - czyli Jazgarzewszczyzna, jest ponoć najdłuższą nazwą geograficzną w Polsce. Szkoda, że nie zakwaterowano tam jakiejś zagranicznej drużyny piłkarskiej......

Pliki do pobrania