Św Bernard z dn 20 08.2020 r Czwartek

Wspomnienie św. Bernarda, opata i doktora Kościoła

czwartek, 20 sierpnia 2020, 06:43:51KAI, brewiarz.pl, opr. idziemy.pl/mj 

Dzisiaj przypada liturgiczne wspomnienie św. Bernarda z Clairvaux, doktora Kościoła, jednego z najwybitniejszych filozofów i teologów średniowiecza. Jako doradca papieży i królów wywarł tak duży wpływ na czasy, w których żył, że określa się je często mianem „wieku bernardyńskiego". „Zgodnie z nauką św. Bernarda z Clairvaux powinniśmy pamiętać, że człowiek lepiej poznaje Boga przez modlitwę niż przez dyskusję" – mówił o Świętym Benedykt XVI.

św. Bernard z Clairvaux (Gutenburg ), fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

Św. Bernard z Clairvaux urodził się w 1090 r.w Fontaine k/Dijon w Burgundii, w rodzinie rycerskiej. Do cystersów wstąpił w 1113 r., gdy zakon ten nie był jeszcze tak popularny.

W 1118 roku w wieku 25 lat został wybrany na opata klasztoru cystersów i stał na jego czele przez 38 lat, aż do śmierci w 1153 roku. Kiedy umierał, w Europie było już 350 klasztorów cysterskich, z czego 164 powstało dzięki inicjatywie świętego.

Olbrzymi autorytet w świecie chrześcijańskim św. Bernard zyskał w czasie soboru na Lateranie w 1139 roku i synodu w Sens w 1141 roku. „Szarzy mnisi" przeżywali wtedy dynamiczny rozwój i byli uznawani za najpotężniejszy i najbardziej wpływowy zakon mniszy.

Św. Bernard zaangażował swój autorytet dla propagowania idei wypraw krzyżowych. Z polecenia Eugeniusza III ogłosił II krucjatę krzyżową. Napisał regułę templariuszy, zakonu powołanego w 1118 r. do ochrony pielgrzymów od napadów i stania na straży Grobu Chrystusa. Wyjednał także u papieża jej zatwierdzenie. Okazał się również orędownikiem walki z muzułmanami na Półwyspie Iberyjskim. Doprowadził do działań świata chrześcijańskiego przeciw albigensom.

Bernard bardzo żywo bronił czystości wiary.Wystąpił przeciwko tezom Abelarda, znanego dialektyka, bardzo awanturniczego i zbyt intelektualizującego prawdy wiary. Skłonił go do pojednania z Kościołem.

Święty z Clairvaux stał się dla ówczesnych wielkim autorytetem moralnym. Zajmował się teologią, uprawiał poezję, układał kazania. Pozostawił w spuściźnie dla potomnych 545 listów i przeszło trzysta kazań. Uważany jest za twórcę chrześcijańskiego mistycyzmu, czyli koncepcji głoszącej, że bezpośrednie obcowanie z Bogiem jest najlepszym, a nawet wręcz jedynym środkiem poznania prawdy. Pozostawił po sobie także kilka pism o charakterze filozoficznym, w których uzasadniał pogląd, iż dostępna człowiekowi wiedza (zmysłowa i rozumowa) nie posiada większej wartości. Z traktatów najważniejsze to: O łasce i wolnej woli, O stopniach pokory i pychy, Księga o miłowaniu Boga, Pięć ksiąg do papieża Eugeniusza III. Z jego kazań najpiękniejsze to komentarze do Pieśni nad pieśniami (1136) i O Najświętszej Maryi Pannie. Wśród listów zachował się także list do biskupa krakowskiego.

Św. Bernard wyróżniał się nabożeństwem do Męki Pańskiej. Na widok krzyża zalewał się obfitymi łzami. Bracia zakonni widzieli nieraz, jak czule rozmawiał z Chrystusem ukrzyżowanym. Dla wyrażenia swojej miłości do Najświętszej Maryi Panny nie tylko pięknie o Niej pisał, ale często Ją pozdrawiał w Jej świętych wizerunkach. Powtarzał wówczas radośnie Ave, Maria! Legenda głosi, że raz z figury miała mu odpowiedzieć Matka Boża na to pozdrowienie słowami: Salve, Bernardzie! Ikonografia często przedstawia go w tej właśnie sytuacji.

Bernardowi przypisywane jest autorstwo słynnej modlitwy do Matki Bożej - „Memorare":

Pomnij o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj". Amen.

Zmarł w Clairvaux 20 sierpnia 1153 r. Do chwały świętych wyniósł go papież Aleksander III w 1174 roku. Doktorem Kościoła ogłosił papież Pius VIII w 1830 roku. W osiemsetną rocznicę jego śmierci Pius XII w 1953 r. wydał ku czci św. Bernarda piękną encyklikę, zaczynającą się od słów Doktor miodopłynny.

Św. Bernard jest czczony jako patron cystersów, Burgundii, Ligurii, Genui, Gibraltaru, Pelplina, a także pszczelarzy; wzywany jako opiekun podczas klęsk żywiołowych, sztormów oraz w godzinie śmierci.

W ikonografii Święty przedstawiany jest w stroju cysterskim. Jego atrybutami są m.in.: księga, krzyż opacki, krucyfiks; Matka Boża z Dzieciątkiem, narzędzia Męki Pańskiej, pióro pisarskie, różaniec, trzy infuły u stóp, rój pszczeli....

****

Katecheza Benedykta XVI o św. Bernardzie z Clairvaux (21 października 2009)

Drodzy bracia i siostry,

dziś chciałbym mówić o świętym Bernardzie z Clairvaux, nazywanym „ostatnim z Ojców” Kościoła, ponieważ w XII wieku raz jeszcze odnowił i uobecnił wielką teologię Ojców. Nie znamy szczegółów jego dzieciństwa; wiemy jednak, że urodził się w 1090 roku w Fontaines we Francji, w dość zamożnej rodzinie wielodzietnej. Jako młodzieniec wyróżnił się w nauce tak zwanych sztuk wyzwolonych – zwłaszcza gramatyki, retoryki i dialektyki – w szkole kanoników kościoła w Saint-Vorles, w Châtillon-sur-Seine i dojrzewał w nim powoli zamiar podjęcia życia zakonnego. W wieku około dwudziestu lat wstąpił do Cîteaux – nowej fundacji monastycznej, lżejszej od starych i czcigodnych ówczesnych klasztorów, jednocześnie jednak bardziej wymagającej, gdy chodzi o praktykowanie rad ewangelicznych. Kilka lat później, w 1115, św. Stefan Harding, trzeci opat Cîteaux wysłał Bernarda do założenia klasztoru w Clairvaux. Tu młody opat, który miał zaledwie 25 lat, mógł wydoskonalić swoje pojęcie życia monastycznego i zaangażować się we wcielanie go w życie. Widząc dyscyplinę panującą w innych klasztorach, Bernard zdecydowanie podkreślał konieczność życia wstrzemięźliwego i umiarkowanego tak przy stole, jak i w stroju i w zabudowaniach klasztornych, zalecając utrzymanie i troskę o ubogich. Tymczasem wspólnota w Clairvaux rosła wciąż liczebnie i mnożyła swoje fundacje.

W owych latach, przed rokiem 1130, Bernard prowadził bogatą korespondencję z wieloma osobami, zarówno ważnymi, jak i skromnej kondycji społecznej. Do licznych Listów z tego okresu należy dodać równie liczne Kazania, a także Sentencje i Traktaty. Na ten okres przypada też wielka przyjaźń Bernarda z Wilhelmem – opatem Saint-Thierry i Wilhelmem z Champeaux, należącymi do najważniejszych postaci XII stulecia. Od roku 1130 zajmował się wieloma poważnymi sprawami Stolicy Apostolskiej i Kościoła, dlatego coraz częściej musiał opuszczać swój klasztor, a czasami i Francję. Założył też kilka klasztorów żeńskich i był uczestnikiem ożywionej wymiany korespondencji z Piotrem Czcigodnym, opatem Cluny, o którym mówiłem w ubiegłą środę.

PAPIEŻ DO POLAKÓW

Papież zachęca Polaków do hojności wobec najuboższych  (Vatican Media)

W pozdrowieniach po zakończeniu katechezy Papież zachęcił do hojnego poświęcania czasu na modlitwę i formację chrześcijańską, aby stawać się wiernymi uczniami Chrystusa i wzrastać w duchu braterskiej solidarności.

Krzysztof Ołdakowski – Watykan

Papież – pamiętajmy o potrzebujących

„Serdecznie pozdrawiam wszystkich Polaków. Drodzy bracia i siostry, jednoczę się duchowo z tymi wszystkimi, którzy podejmują różnorakie inicjatywy duchowe, naukowe i społeczne w celu ograniczenia skutków pandemii w społeczeństwach i wyjścia naprzeciw życiowym potrzebom chorych i ich rodzin – podkreślił Papież. – Proszę was, bądźcie hojni i nie zapominajcie o potrzebach najuboższych, samotnych, zwłaszcza starszych i chorych. Niech Pan was błogosławi i wspiera!“

Franciszek przypomniał, że jutro wspominamy w liturgii św. Bernarda z Clairvaux, doktora Kościoła i wielkiego czciciela Matki Bożej. “Niech jego przykład wzbudzi w każdym z nas pragnienie powierzenia się macierzyńskiej opiece Maryi, pocieszycielki strapionych” – powiedział Ojciec Święty.

Oto słowa Ojca Świętego:

Serdecznie pozdrawiam wszystkich Polaków. Drodzy bracia i siostry, jednoczę się duchowo z tymi wszystkimi, którzy podejmują różnorakie inicjatywy duchowe, naukowe i społeczne w celu ograniczenia skutków pandemii w społeczeństwach i wyjścia naprzeciw życiowym potrzebom chorych i ich rodzin. Proszę was, bądźcie hojni i nie zapominajcie o potrzebach najuboższych, samotnych, zwłaszcza starszych i chorych. Niech Pan was błogosławi i wspiera!

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Pandemia ujawniła trudną sytuację ubogich i wielką nierówność, panującą w świecie. A wirus, nie czyniąc jakichkolwiek wyjątków między ludźmi, napotkał na swej niszczycielskiej drodze wielkie nierówności i dyskryminację. I jeszcze je powiększył!

Reakcja na pandemię jest zatem dwojaka. Z jednej strony, niezbędne jest znalezienie lekarstwa na małego, ale strasznego wirusa, który rzuca cały świat na kolana. Z drugiej strony, musimy uleczyć wielkiego wirusa, czyli wirusa niesprawiedliwości społecznej, nierówności szans, marginalizacji i braku ochrony najsłabszych. W tej podwójnej reakcji leczenia istnieje wybór, którego według Ewangelii nie może zabraknąć: jest to opcja preferencyjna na rzecz ubogich (por. Adhortacja apostolska Evangelii gaudium [EG], 195). Nie jest to opcja polityczna, nie jest to opcja ideologiczna ani też jakiś partii politycznych: opcja preferencyjna na rzecz ubogich znajduje się w centrum Ewangelii. Pierwszy uczynił ją Jezus. Usłyszeliśmy w czytanym na początku audiencji fragmencie z 2 Listu do Koryntian (8, 1-2.9): On „będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić”. Stał się jednym z nas. I dlatego w centrum Ewangelii znajduje się ta opcja, w centrum przepowiadania Jezusa.

Sam Chrystus, będąc Bogiem, ogołocił samego siebie, stając się podobnym do ludzi; i nie obrał życia uprzywilejowanego, ale obrał stan sługi (por. Flp 2, 6-7), „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”. Urodził się w skromnej rodzinie i pracował jako rzemieślnik. Na początku swego nauczania ogłosił, że w królestwie Bożym ubodzy są błogosławieni (por. Mt 5, 3; Łk 6, 20; EG, 197). Przebywał pośród chorych, ubogich i wykluczonych, ukazując im miłosierną miłość Boga (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2444). Często był uznawany za człowieka nieczystego, ponieważ szedł do chorych, trędowatych, a zgodnie z mentalnością i prawem tamtych czasów, kontakt z nimi powodował zaciągnięcie nieczystości. A On podejmował ryzyko, aby być blisko ubogich.

Dlatego też uczniów Jezusa rozpoznaje się po ich bliskości wobec ubogich, maluczkich, chorych i uwięzionych, wykluczonych i zapomnianych, pozbawionych pożywienia i odzieży (por. Mt 25, 31-36; KKK, 2443). Możemy przeczytać ów słynny protokół według którego wszyscy będziemy sądzeni w 25 rozdziale Ewangelii św. Mateusza. Jest to kluczowe kryterium autentyczności chrześcijańskiej (por. Ga 2,10; EG 195). Niektórzy błędnie sądzą, że ta preferencyjna miłość wobec ubogich jest zadaniem dla nielicznych, ale w istocie jest to misja całego Kościoła jak powiedział św. Jan Paweł II (por. Enc. Sollicitudo rei socialis, 42). „Każdy chrześcijanin oraz każda wspólnota powołani są, by być Bożymi narzędziami wyzwolenia i promocji ubogich” (EG, 187).

Wiara, nadzieja i miłość muszą nas pobudzać ku tej preferencyjnej miłości wobec najbardziej potrzebujących [1], która wykracza poza jakże konieczną pomoc (por. EG, 198). Polega na wspólnym podążaniu, pozwoleniu, by się przez nich ewangelizować, dobrze znających Chrystusa cierpiącego, abyśmy się dali „zarazić” ich doświadczeniem zbawienia, ich mądrością i kreatywnością (por. tamże). Dzielenie się z ubogimi oznacza ubogacanie się nawzajem. A jeśli istnieją chore struktury społeczne, które nie pozwalają im marzyć o przyszłości, musimy wspólnie pracować, aby je uzdrowić, zmienić (por. tamże, 195). Do tego właśnie prowadzi miłość Chrystusa, który do końca nas umiłował (por. J 13, 1) i która dociera aż do granic, do kresów, do granic egzystencjalnych. Wniesienie peryferii do centrum oznacza skoncentrowanie naszego życia na Chrystusie, który dla nas, „stał się ubogim”, aby nas „ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9)[2] . jak słyszeliśmy.

Wszyscy jesteśmy zaniepokojeni społecznymi konsekwencjami pandemii. Wielu chce powrócić do normalności i wznowić działalność gospodarczą. Oczywiście, ale ta „normalność” nie powinna obejmować niesprawiedliwości społecznej i degradacji środowiska naturalnego. Pandemia jest kryzysem, a z kryzysu nie wychodzimy tacy sami: albo wychodzimy lepsi, albo w gorszym stanie. Powinniśmy wyjść z tego lepsi, aby poprawić sytuację w zakresie niesprawiedliwości społecznej i degradacji środowiska naturalnego. Dziś mamy szansę zbudować coś innego. Możemy na przykład rozwijać gospodarkę opartą na integralnym rozwoju ubogich, a nie na opiekuńczości. Nie chcę tymi słowami potępiać opiekuńczości; praca socjalna jest ważna. Pomyślmy o wolontariacie, który jest jedną z najpiękniejszych struktur, jakie posiada Kościół włoski. Rzeczywiście w ten sposób prowadzona jest opiekuńczość, ale musimy iść dalej, aby rozwiązać problemy, które pobudzają nas do niesienia opieki społecznej. Gospodarkę, która nie ucieka się do środków zaradczych, które faktycznie zatruwają społeczeństwo, takich jak dochody oderwane od tworzenia godnych miejsc pracy (zob. EG, 204). Ten rodzaj zysku jest oderwany od gospodarki realnej, która powinna przynosić korzyści zwykłym ludziom (por. Enc. Laudato si’ [LS], 109), a ponadto także czasami jest obojętny na szkody wyrządzone wspólnemu domowi. Opcja preferencyjna na rzecz ubogich, ten wymóg etyczno-społeczny, który wynika z miłości Boga (por. LS, 158), daje nam impuls, by pomyśleć i zaplanować gospodarkę, w której osoby, a zwłaszcza najubożsi, byliby w centrum. Zachęca nas również do zaprojektowania lekarstwa na wirus, dając pierwszeństwo tym, którzy najbardziej go potrzebują. Smutne byłoby, jeśli w dostępie do szczepionki na Covid -19 pierwszeństwo mieli najbogatsi! Smutne byłoby, jeśli taka szczepionka stałaby się własnością takiego czy innego państwa, gdyby nie była powszechna, dla wszystkich. I jakim byłoby skandalem, gdyby cała obserwowana przez nas pomoc gospodarcza – w większości pochodząca ze środków publicznych – koncentrowała się na zrekompensowaniu szkód tym gałęziom przemysłu, które nie przyczyniają się do integracji wykluczonych, do promocji najmniejszych, do dobra wspólnego czy troski o rzeczywistość stworzoną (tamże). Są to kryteria, by zdecydować jaki będzie przemysł, – wsparcie tych gałęzi, które przyczyniają się do integracji wykluczonych, do promocji najmniejszych, do dobra wspólnego czy troski o rzeczywistość stworzoną – cztery kryteria.

  1. Jeśli wirus ponownie miałby się nasilić w świecie niesprawiedliwym wobec ubogich i najsłabszych, to musimy zmienić ten świat. Za przykładem Jezusa, lekarza integralnej miłości Bożej, czyli uzdrowienia fizycznego, społecznego i duchowego (por. J 5, 6-9), jak to było w uzdrowieniach dokonywanych przez Jezusa, musimy działać już teraz, aby uzdrowić epidemie spowodowane przez małe, niewidoczne wirusy i uzdrowić te, spowodowane przez wielkie i widzialne niesprawiedliwości społeczne. Proponuję, aby uczynić to wychodząc z miłości Boga, stawiając peryferie w centrum, a najmniejszych na pierwszym miejscu. Nie zapominajmy o tym protokole – 25 rozdział Ewangelii św. Mateusza, na podstawie którego będziemy sądzeni! Wprowadzajmy go w życie w tym wychodzeniu z epidemii. I na podstawie tej konkretnej miłości, jak mówi w tym miejscu Ewangelia, zakotwiczonej w nadziei i ugruntowanej w wierze, możliwy będzie zdrowszy świat. W przeciwnym razie wyjdziemy z kryzysu w gorszym stanie, niż w niego wchodziliśmy. Niech Pan nam pomoże, da nam siły, byśmy wyszli z niego lepsi, odpowiadając na potrzeby współczesnego świata. Dziękuję!

ŚW JACEK ODROWĄŻ

WWW.GOSC.PL → TYGODNIK GOŚĆ NIEDZIELNY → TEMAT GOŚCIA → BECZKA PROCHU

Beczka prochu

JUAN BAUTISTA MAÍNO, ŚWIĘTY JACEK, 1620-24, CONVENTO DE SAN PEDRO MÁRTIR, TOLEDO, HISZPANIA

 

Szedł jak burza. Ogień, który niósł w sobie, zapalał ziemię po ziemi. Jaki jest sekret ewangelizacyjnego sukcesu Jacka Odrowąża? Czy opowieści o cudach, których dokonał, nie są pobożnymi bajeczkami? Odpowiada o. Tomasz Gałuszka OP, historyk średniowiecza.

Tomasz Gałuszka OP: – Mam mówić jako historyk czy hagiograf serwujący cukierkowe, pobożne dyrdymały?

Marcin Jakimowicz: – Jako historyk.

Rozumiem, że hagiografia potrzebuje prostego komunikatu i listy cudów i wskrzeszeń, ale nie można zapomnieć o tym, że Jacek był dzieckiem swojej epoki, i wyrwać go z historycznego kontekstu…

Na bruku leżał martwy człowiek. „To bratanek samego kardynała” – szeptano. Przy zmarłym stanął szczupły zakonnik. „Wyciągnął ręce w górę i swą modlitwą wyrwał brata ze śmierci”. Taką scenę miał ujrzeć w 1221 roku Jacek Odrowąż. To było jego pierwsze spotkanie ze św. Dominikiem?

Wedle opisów w Środę Popielcową 1221 roku Dominik rozłożył ręce (jak Eliasz) nad Napoleonem, bratankiem kardynała, i wskrzesił tego młodzieńca. Czy Jacek pod wpływem tego cudu wstąpił do dominikanów? Możliwe. Ale niewykluczone, że był u braci wcześniej. Prawdopodobnie od jakiegoś czasu kształcił się za granicą. Scena wskrzeszenia jest symboliczna, ale nie wierzę, by dopiero wówczas Jacek poznał Dominika. Musiał słyszeć o nim wcześniej! Musiało go do niego ciągnąć, bo podobnie jak spora grupa księży początku XIII wieku był entuzjastą. Nagle na horyzoncie pojawiły się w Kościele dwie charyzmatyczne postaci – Włoch i Hiszpan, Franciszek z Asyżu i Dominik z Caleruegi – i zaczęły się kręcić wokół samego papieża.

Nie byle jakiego…

Innocenty III był gwiazdą na średniowiecznym niebie. Nam nawet trudno wyobrazić sobie takiego papieża. Papież Franciszek robi wszystko, by być jak najbliżej ludzi i zejść z piedestału, Innocenty III robił wszystko, by zachować dystans. Podkreślał swą wyjątkowość. Mawiał: „Jestem niżej niż Bóg, ale wyżej niż człowiek”. Uważał się za jakiś byt „pomiędzy”, uniósł się niezwykle wysoko po to, by ujrzeć Kościół z góry. I okazało się to, paradoksalnie, również spojrzeniem proroczym. Sytuacja w Kościele była taka: opada wreszcie pył wielkiej reformy, którą wprowadzili papieże XI wieku, gdy główną rolę w świecie duchowym pełni duchowieństwo, któremu wmówiono, że dźwiga na barkach los całego Kościoła. W XIII wieku mamy uformowane pokolenie kapłanów, którzy są niezwykle otwarci na to, co „mówi Duch Święty do Kościoła”. Mają rozpięte żagle i czekają na podmuch, który szarpnie łodzią i wyrzuci ją na głębinę. I nagle na horyzoncie pojawia się Dominik, wykształcony ksiądz, kanonik pracujący przy katedrze, który choć jest predestynowany do tego, by być biskupem, ku zaskoczeniu wszystkich rozpoczyna kompletnie inne życie. Proponuje drogę ubóstwa i zaczyna ewangelizować „nadgorliwców”, czyli heretyckich albigensów i katarów. Nie możemy się dziwić, że jego postawa trafia do serc elit: żyjących dostatnio księży, kanoników, którzy pragnęli żyć biblijnymi ideałami i tęsknili za porywem Ducha. Grunt był przygotowany. Dominik był iskrą, którą znalazła się przy beczce prochu. Zobaczmy, kto wstępował na początku do zakonu. Kanonicy posługujący przy katedrach, żyjąca w dostatkach elita, księża, którzy czekali, aż ktoś ich porwie…

Gdy Franciszek z Asyżu zwołał braci na Kapitułę Namiotów, w szałasach zamieszkało ich około 5 tysięcy. Zdumiewające! W samym Asyżu mieszkało nieco ponad 2 tysiące osób. Człowiek XXI wieku pokręci sceptycznie głową: to niemożliwe.

Trudno nam wyobrazić sobie epokę, w której ludzie oddychają Bogiem, ludzie, dla których rzeczywistość nadprzyrodzona jest ciekawsza niż ta stworzona. Nie na darmo mówi się, że wiek XII był wiekiem Ducha Świętego. Mawia się, że nie było wówczas ateistów. Byli heretycy, czyli ludzie, którzy nie mieli „przechyłu” w stronię niewiary, ale byli nadgorliwi. Taka była duchowa atmosfera. Mamy teraz falę upałów, więc powiem tak: ściółka była wysuszona, wystarczyła iskra. Franciszek i Dominik porwali tłumy gorliwców, a wśród nich – uwaga… księży. A jeśli księża ruszyli się z miejsca, pozostawiali bezpieczne porty, to musiało to być coś naprawdę niezwykłego. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC}

Jacek trzymał się blisko swego krewnego bp. Iwo Odrowąża, człowieka światłego, dziecka soboru. W 1215 roku odbył się Sobór Laterański IV, jeden z najbardziej rewolucyjnych soborów Kościoła. Vaticanum II to nic przy zmianach, jakie wprowadzono wówczas. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Sobór objął cały Kościół, dostrzegł i dowartościował świeckich, wprowadził sakrament pokuty, pojawiło się ścisłe połączenie proboszcza z parafianami, podniesiona została konieczność ewangelizacji. Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jakie zmiany wprowadzono na Lateranie. Dominik i Franciszek wypłynęli na fali soboru, zwłaszcza kanonu 10., który nakładał na biskupów obowiązek wyznaczenia kaznodziejów. A przecież Kościół nie miał dostatecznej liczby kapłanów, by wypełnić ten zapis. To pokazuje, w jaki sposób Duch prowadzi Kościół. Sobór coś proroczo proklamuje, „przygotowuje teren”, ustala przepis, choć nikt, za Chiny, nie wie, jak go zrealizować. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Soborowi trzeba zaufać, bo odczytuje znaki czasu, pełni funkcję proroczą, widzi więcej i dalej, niż nam się wydaje. W każdej diecezji mają być kaznodzieje, a jeśli biskup się o to nie postara, może być nawet usunięty z urzędu.

Nie wierzę, że nie budziło to oporu materii…

Kanon został zaproponowany przez grupę z południowej Francji, przez ekipę Dominika, pracującą od lat w systemie kaznodziejskim. Jak musieli zareagować biskupi, którzy nie mieli żadnych kaznodziejów? Mieli prawo święcie się oburzać: „Ale sobie to Francuzi wykombinowali”. I nagle rok później „przypadkowo” (Duch Święty ma naprawdę znakomite pomysły) powstaje Zakon Kaznodziejski. W pracach soboru uczestniczył Iwo Odrowąż. Jacek musiał spotykać dostojników, którzy wracali z Lateranu. Czuł wrzenie, które dokonywało się w Kościele.

Dlaczego Dominik formował braci tak krótko? Wiadomo, jak dziś wygląda wieloletnia dominikańska formacja. A za czasów założyciela? Musiał mieć zaufanie, skoro wysyłał uczniów szybko w świat…

Pierwsze próby organizowania formacji nastąpiły po drugiej kapitule w Bolonii w 1221 roku. Pojawił się półroczny okres „nowicjatu”.

Brzmi nieprawdopodobnie w czasach, gdy wydłuża się seminaryjną formację.

A dlaczego się ją wydłuża? Bo ludzie przychodzą ze świata, który jest kompletnie areligijny, neopogański i muszą przejść kwarantannę. W czasach Dominika do zakonu trafiali ludzie uformowani, którzy nie wyobrażali sobie życia poza stanem łaski uświęcającej, którzy najpierw uczyli się na pamięć Psałterza, a dopiero później poznawali łacińską gramatykę.

Pierwsi dominikanie musieli nauczyć się nowej formy życia. Dotąd byli zamknięci w klasztorach i nieprowadzący pracy duszpasterskiej mnisi oraz zajmujący się duszpasterstwem księża. Nie było czegoś takiego jak „mnicho-księża”. I nagle pojawili się kapłani, którzy… żyli jak mnisi. Rewolucja.

Rodzina Tomasza z Akwinu zamknęła go nawet w wieży. „Chcesz wstąpić do dominikanów? To poroniony pomysł! Powinieneś robić karierę, a nie wstępować do tych obdartusów!”.

Ten przykład znakomicie pokazuje, z czym zmagali się wówczas wierni. „Chcesz zostać opatem, biskupem, mnichem? Droga wolna. Ale jakimś podejrzanym »mnicho-księdzem«?”. Pomysł Dominika, by być mnichem w świecie, budził opór.

Regułę zatwierdził Honoriusz III (który był teologiem, a nie, jak większość papieży XIII wieku, prawnikiem). Papież pastoralista podpisał dokument, choć pobożne otoczenie pukało się w czoło: „»Mnicho-księża«? Ojcze Święty, co ty wyprawiasz? Prawo nie jest dostosowane do takiej formy”.

Dominik musiał mieć ogromne zaufanie do braci. Wysłać kogoś, kogo zna się kilka miesięcy, z misją zakładania zakonów? Trudno to sobie wyobrazić…

Ufał, to prawda. Ale był człowiekiem mocno stąpającym po ziemi, który wcześniej uczestniczył w misjach dyplomatycznych. Jasne, był mistykiem, wizjonerem dokonującym wskrzeszeń, ale zadbał też o to, by wysyłać braci (w tym Jacka) z odpowiednimi „papierami”. Oni nie szli z pieśnią na ustach, uśmiechem na twarzy i kwiatami we włosach. (śmiech) Zachowało się kilkadziesiąt takich dokumentów. Dominik stworzył siedem formularzy. „Bulla rekomendacyjna” podkreślała: za wszystkim, co robimy, stoi papież (na konopnym sznureczku dyndała papieska ołowiana pieczęć), co w czasach herezji było bezcenną wskazówką dla tych, którzy patrzyli na dominikanów z podejrzliwością.

Wyobraźmy sobie, że na dworze biskupa pojawia się „mnicho-ksiądz”. Od razu całej kurii włączają się czerwone światła. W „paszporcie” był opis, kim są ci, którzy przedstawiają papiery i zapewnienie papieża o błogosławieństwie, którego udzieli tym, którzy ich przyjmą. Zanim dominikanie wzięli do ręki gitary i zaczęli organizować radosne duszpasterstwo akademickie, pokazywali bullę. Biskup czytał. Jeśli to jeszcze nie pomagało, bracia pytali: „Czcigodny biskupie, posiadasz w biblioteczce akta soborowe? Tak? Znasz kanon 10? Wiesz, że diecezja musi posiadać kaznodziejów? Nie masz takich w diecezji? Oj, cóż za pech… Mamy rozwiązanie tej trudnej sytuacji: tak się składa, że jesteśmy kaznodziejami i, co tu dużo gadać, spadliśmy ci z nieba!”.

Argument nie do odparcia.

To wyjaśnia fenomen zakładania przez Jacka klasztorów i rozprzestrzeniania się zakonu. Duch Święty działał nie tylko przez znaki i cuda, i urok osobisty pierwszych braci, ale też przez pieczęcie, podpisy, dokumenty. Przez prawo. Bóg nie musi dokonywać spektakularnych znaków rozstąpienia się morza. Działa też przez decyzje soborów.

Jacek ruszył nad Wisłę z Bolonii. Taką trasę można przejść w 3,5 tygodnia, ale on po drodze nie próżnował: zakładał klasztory. Jak bardzo musiał być przezroczysty, skoro gromadzili się wokół niego bracia?

Ruszył z „paszportem” wydanym w lutym 1221 roku. Mamy fotokopię tej bulli, bo oryginał zaginął w czasie II wojny. Rozpoczyna się od słów: „Jeżeli ktoś przyjmuje proroka, nagrodę proroka otrzyma”. Mocne! Papież przedstawia dominikanów jako tych, którzy pełnią funkcję proroczą.

Jacek nie ruszył sam?

Nie mógł! Zabraniało tego nasze prawo, które zakazywało samotnego kaznodziejstwa. Bracia ruszali w dwóch, trzech. Gdy badamy akta kryminalne naszej prowincji, widać, że gdy dominikanie dokonywali zamachów na przeorów, zawsze robili to wspólnie, tworząc zorganizowane grupy przestępcze. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Jacek szedł z ekipą (Długosz pisze, że z ośmioosobową, ale było ich chyba mniej). I choć powinna go zżerać tęsknota za ojczyzną, zatrzymał się na kilka miesięcy w Karyntii, by w opustoszałym austriackim klasztorze założyć wspólnotę.

Wyobraźmy sobie sytuację. Nieznajomy facet wkracza do miasteczka, a na odchodne pozostawia klasztor, w którym modlą się świeżo upieczeni dominikanie. Co pociągało w nim ludzi?

Miał papieskie papiery, które przedstawiały go jako… proroka. Wyobraź sobie, że dziś papież daje Janowi Kowalskiemu taki paszport… Jacek ma „papiery na proroka”. Żywot spisany przez lektora Stanisława przedstawia go jako cudotwórcę i człowieka mającego znakomitą relację z Maryją. Pamiętajmy, że Jacek miał później w Krakowie objawienie Maryi. Matka Boża zapowiedziała mu (w miejscu, gdzie dziś jest nasza zakrystia): „O cokolwiek będziesz prosił mojego Syna, to otrzymasz”. Niedawno w czasie badań archeologicznych odnaleziono najstarszą naszą pieczęć, z lat 60. XIII wieku. Na tłoku pieczętnym (rodzaju stempla) widnieje Maryja. Jest patronką polskiej prowincji. Jacek był z Nią w ogromnej zażyłości. Był też cudotwórcą.

I mówi to Ojciec jako historyk?

Oczywiście! To nie są opowieści z mchu i paproci. Cud wymaga weryfikacji – doskonale o tym wiedzieli ci, którzy spisywali „Żywot św. Jacka”. Jan Zarych czy lektor Bogusław prowadzili tzw. biuro cudów. Cud musiał być udokumentowany. Brało się świadków, i to nie byle jakich, nie koleżanki z sąsiedztwa: pobożną panią Stasię, Krysię i Jolę. Nie! Cud musiał poświadczyć ktoś z elity: rycerz, radny, wójt. Znamy listę świadków, którzy potwierdzali, że cuda dokonane przez św. Jacka są godne wiary. Nie jesteśmy w stanie tego podważyć.

Ilu braci Jacek pozostawił w austriackim klasztorze?

Dwóch, trzech... Dokumenty mówią, że przeorem został Herman. Wówczas przeor nie był menedżerem klasztoru, ale człowiekiem odpowiedzialnym za zbawienie braci. Podobnie zresztą jak proboszcz, który za zbawienie parafian odpowiadał przed Bogiem krwią, a nie troszczył się jedynie o to, by w kościółku było miło i ciepło.

Do grodu Kraka Jacek dotarł na Wszystkich Świętych 1222 roku…

…i został ciepło przywitany przez Iwona Odrowąża. Nie tylko ze względów rodzinnych. Nad Wisłę przyszedł przedstawiciel zakonu, który był na topie i przyciągał elity w Italii i Francji. Wykształcony Iwo, który zjechał kawał świata i miał w domu doskonałą bibliotekę (niemal 50 książek), doskonale o tym wiedział. Do Krakowa zapukał wielki świat. Iwo wiedział, że bracia z zagranicy będą ciekawi, jak żyją dominikanie w kraju, gdzie białe niedźwiedzie chodzą po ulicach, i przyjadą w odwiedziny. Czuł, że Kraków otwiera się na nowy powiew Ducha.

Jacek miał misję zwalczania heretyków?

Na terenie diecezji zastał bidę z nędzą. Żadnych heretyków. W diecezji wrocławskiej mieli w latach 60. nadgorliwców: biczowników, ale u nas trybunały inkwizycyjne nie miały targetu…

Jacek założył 32 klasztory. Dlaczego nie osiadł w Krakowie na laurach, tylko ruszył na Wschód?

Bo po pierwsze był dominikaninem, a my nie powinniśmy siedzieć w miejscu, a po drugie, to moja prywatna hipoteza, miał około czterdziestki i przeżywał kryzys wieku średniego. Czas, w którym faceci zmieniają kobiety, robią tatuaże i kupują sobie motory, a kapłani powinni wrócić do pierwotnej miłości i pójść za porywem Ducha. Ojciec Joachim Badeni mówił: „Jeśli chcecie wiedzieć, jaki ma być zakon, nie pytajcie starych, tylko spójrzcie na nowicjuszy…

...zanim z kleryków zrobi się kler”. Ilu braci zostawił umierający Odro­wąż?

Prowadzimy badania zbierające dokumenty o braciach polskiej prowincji z czasów średniowiecza. W bazie danych mamy 2910 braci, w tym w XIII wieku 140, a do 1257 roku, gdy umierał Jacek, około 60. Mogło być ich o wiele więcej.

Dokonane przez Jacka cuda zdumiewają. Na przykład spacer po falach…

Nie wiemy, czy to jedynie mit, topos, symboliczna opowieść ukazująca wiarę Odrowąża... Wiara czyni cuda, wierzymy w to. Jeśli mamy współczesnego Jackowi św. Rajmunda z Penyafort, który pływał z Majorki do Barcelony na swej kapie (jest patronem windsurfingu!), to dlaczego Jacek nie mógł w zawierzeniu pójść o krok dalej? Rzucił kapę przerażonym braciom i ruszył na fale.

Jaki testament zostawił?

„Bądźcie pokorni, kochajcie się wzajemnie i zachowujcie dobrowolne ubóstwo”. Lutowa kapituła postanowiła, że dewiza Jacka „Pokora – miłość – ubóstwo” będzie programem jubileuszu rocznicy naszego przybycia do Polski w 1221 roku.

Pamiętajmy, że u nas nigdy nie było kultu jednostki. Dominik nie fascynował sobą, ale przyciągał braci do Jezusa. „W centrum Jezus – bracia w tle” – taki model funkcjonował. Wiesz, ilu mamy kanonizowanych braci w prowincji? Dwóch: Jacka i o. Czartoryskiego, który zginął w powstaniu warszawskim. Dominik i Jacek kierunkowali braci na Jezusa. Nie mogli zostawić lepszego testamentu

NIEPOKALANÓW BLACHNICKIEGO

WWW.GOSC.PL → TYGODNIK GOŚĆ NIEDZIELNY → CZARNO NA BIAŁYM → NIEPOKALANÓW BLACHNICKIEGO

Niepokalanów Blachnickiego

Najbardziej śmiałe wizje duszpasterskie ostatnich stu lat w Polsce zrodziły się z całkowitego oddania Matce Bożej.

W 1956 roku ks. Franciszek Blachnicki zanotował w dzienniku duchowym następujące słowa: „Mam już lat 34. I nie jestem zadowolony ze swego życia, nie mam wewnętrznego pokoju. Nie mam we mnie właściwie życia – wegetuję marnie. Nie mam w sobie świadomości jakiejś idei przewodniej, życiowej – życie moje nie jest realizacją jakiejś wielkiej idei, realizacją planu Bożego, woli Bożej”. Tak pisał człowiek, który właściwie bez przerwy był zaangażowany w działalność duszpasterską i organizacyjną. Jednak ciągle odnosił wrażenie, że to nie jest to, czego oczekuje od niego Bóg. Poprosił biskupa o urlop naukowy, ale nie pojechał studiować na KUL-u, tylko w Niepokalanowie. Tam odkrył nabożeństwo do Maryi Niepokalanej. Na Jasnej Górze dokonał aktu oddania życia i duszpasterskich wizji Matce Bożej. Pragnął, by odnowa duszpasterska rozpoczęła się od formowania kapłanów. Marzył o stworzeniu „Unii kapłanów niewolników Marii”, których formacja polegałaby przede wszystkim na pogłębieniu życia wewnętrznego. W zapiskach ks. Blachnickiego znajdziemy następujące wyznanie: „Jestem Niepokalanej niezmiernie wdzięczny za wielką łaskę, jaką tu, w Niepokalanowie, otrzymałem. Uważam, że największą łaską, jaką w życiu otrzymałem, jest chrzest święty, powołanie do dziecięctwa Bożego. Druga łaska to poznanie Niepokalanej i oddanie się Jej”.

Odnoszę wrażenie, że ten aspekt duchowości sługi Bożego jest pomijany. Ksiądz Blachnicki był wizjonerem, prekursorem i wiernym synem Soboru Watykańskiego II, twórcą nowatorskich rekolekcji i wielkiego ruchu ewangelizacyjnego. Jednak zapominamy o źródle tych inspiracji, a jest nim po prostu oddanie Matce Bożej. Być może i dzisiaj, zastanawiając się nad wizjami duszpasterskimi dla Kościoła, warto wrócić do Niepokalanowa. Najbardziej śmiałe wizje duszpasterskie ostatnich stu lat w Polsce zrodziły się z całkowitego oddania Matce Bożej. Święty Maksymilian Maria Kolbe, sługa Boży Stefan Wyszyński, święty Jan Paweł II i sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki – szlak został wyznaczony, od nas zależy, czy zechcemy na niego wejść

MAŁY PRZEWODNIK o św ROCHU już W PAR SW ROCHA W jAZGARZEWIE

Aktualnościbądź na bieżąco

Klub Owieczki Magdykonkursy i zabawy

Dla Rodzicówpraktyczne porady

Dla Księży i Katechetówna ciekawe lekcje

Archiwumprzejrzyj, poczytaj

Prenumeratanaszego pisma

O nas / kontaktnapisz do nas

Dlaczego warto prenumerować Mały Przewodnik Katolicki?

Tylko bezpieczne treści

Przygotowanie dzieci do świadomego uczestnictwa we Mszy Świętej

Wprowadzenie w okresy liturgiczne

Katecheza biblijna

Nauka czytania ze zrozumieniem

Pomoc dla dzieci w rozumieniu swoich emocji

Komiks z owieczką Magdą

Łamigłówki i ciekawostki

Zamawiając prenumeratę Małego Przewodnika Katolickiego zyskujesz:

Darmową przesyłkę

Dodatki w cenie prenumeraty

Książkę gratis

Zamów prenumeratę roczną

Zamów prenumeratę półroczną

Kontakt w sprawie prenumeraty:

Małgorzata Kryszkowska
tel. 61 659 37 57  (w godzinach od 8:00 do 16:00)
sprzedaz@swietywojciech.pl
 

Temat numeru   Gdy św. Roch czuwa nie grozi nam zguba!

Jest taki święty, który szczególnie zajmuje się osobami chorymi na zakaźne choroby. Ten święty uczy nas wielu ważnych rzeczy. Szczególnie teraz przypominamy sobie o nim, ponieważ potrzebujemy jego pomocy. Tym świętym jest św. Roch, który żył w XIII wieku i już od tamtego czasu niemal „specjalizuje się” w chorobach zakaźnych. Czyli dokładnie wie, w jaki sposób rozprawić się z każdą chorobą zakaźną, której czasami obawiają się nie tylko chorzy, ale i nawet lekarze. Dlatego gdy środki medyczne zawodzą, ludzie proszą o pomoc św. Rocha.

Kiedy porozmawiacie z waszymi rodzicami lub dziadkami, usłyszycie na pewno takie zdanie, że jeśli ktoś coś trudnego przeżył, to w tej sprawie na pewno zrozumie innych, którzy przeżywają to samo.
I tak było ze św. Rochem. Ale zacznijmy od początku.
Święty Roch był z pochodzenia Francuzem. Miał zamożnych rodziców, dlatego można powiedzieć, że i on był bogaty. Jednak kiedy miał 20 lat, jego rodzice zmarli. Długo zastanawiał się, co zrobić z majątkiem, który mu zostawili. Ostatecznie postanowił sprzedać majątek i wyruszyć w pielgrzymce do Rzymu, miasta apostołów świętych Piotra i Pawła. Jak postanowił, tak zrobił.
A że dawniej podróż wyglądała zupełnie inaczej niż dziś, to św. Roch nie wsiadł do auta, pociągu ani samolotu, ale wyruszył tam jak przystało na prawdziwego pielgrzyma: na własnych nogach...

Ta historia dopiero sie rozpoczęła. Koniecznie przeczytajcie ją całą. Znajdziecie ją w wakacyjnym numerze "Małego Przewodnika". Tam też dowiecie się m.in.: dlaczego pies jest natychmiast kojarzony ze św. Rochem i z jakiego powodu 16 sierpnia zwierzęta prowadzi się pod kościoły, którym patronuje św. Roch.

List redaktor naczelnej

Kiedy św. Roch spojrzy z nieba choroby zakaźne uciekają jak trzeba!

........

Co za szczęście!

Na pewno macie wiele pomysłów, jak je spędzić i co zrobić, by były wyjątkowe i niezapomniane. Owieczka Magda też dużo myślała, co zrobić, byście byli podczas tych wakacji szczęśliwi, a przede wszystkim bezpieczni i zdrowi. I wymyśliła! Poprosiła o pomoc św. Rocha, którego bardzo się boją wszystkie wirusy, bakterie, a tym samym choroby zakaźne.


Mówi się, że kiedy św. Roch spojrzy z nieba, choroby zakaźne uciekają jak trzeba. I coś w tym naprawdę jest. Zresztą, przeczytajcie temat numeru i wszystko się wyjaśni.


Powiem Wam w sekrecie, że św. Roch bardzo się ucieszył z propozycji Owieczki Magdy. I obiecał, że  szczególnie będzie czuwał nad Wami, naszymi Czytelnikami i nad Waszymi rodzinami. I jak przystało na prawdziwego pielgrzyma, postanowił wyruszyć z Wami na wakacyjne szlaki. Uwaga, będzie szedł z Wami krok w krok. Może od czasu do czasu, jako jego znak rozpoznawczy spotkacie na swojej drodze psa… To charakterystyczny znak obecności św. Rocha. Dlaczego? Dowiecie się tego z tematu numeru!

W wakacyjnym prezencie dołączamy książkę, która pomoże Wam zadbać o zdrowie. Oczywiście przy pomocy św. Rocha.
Jest też kolejny plakat z serii Zwierzęta biblijne. Tym razem przypływa do was wieloryb.

Cudownych i bezpiecznych wakacji życzy Wam redakcja „Małego Przewodnika Katolickiego” .

ŚW ROCH https://www.malyprzewodnik.pl/

https://www.malyprzewodnik.pl/

List redaktor naczelnej    Kiedy św. Roch spojrzy z nieba choroby zakaźne uciekają jak trzeba!

.......

Na pewno macie wiele pomysłów, jak je spędzić i co zrobić, by były wyjątkowe i niezapomniane. Owieczka Magda też dużo myślała, co zrobić, byście byli podczas tych wakacji szczęśliwi, a przede wszystkim bezpieczni i zdrowi. I wymyśliła! Poprosiła o pomoc św. Rocha, którego bardzo się boją wszystkie wirusy, bakterie, a tym samym choroby zakaźne.
Mówi się, że kiedy św. Roch spojrzy z nieba, choroby zakaźne uciekają jak trzeba. I coś w tym naprawdę jest. Zresztą, przeczytajcie temat numeru i wszystko się wyjaśni.
Powiem Wam w sekrecie, że św. Roch bardzo się ucieszył z propozycji Owieczki Magdy. I obiecał, że  szczególnie będzie czuwał nad Wami, naszymi Czytelnikami i nad Waszymi rodzinami. I jak przystało na prawdziwego pielgrzyma, postanowił wyruszyć z Wami na wakacyjne szlaki. Uwaga, będzie szedł z Wami krok w krok. Może od czasu do czasu, jako jego znak rozpoznawczy spotkacie na swojej drodze psa… To charakterystyczny znak obecności św. Rocha. Dlaczego? Dowiecie się tego z tematu numeru!

W wakacyjnym prezencie dołączamy książkę, która pomoże Wam zadbać o zdrowie. Oczywiście przy pomocy św. Rocha.
Jest też kolejny plakat z serii Zwierzęta biblijne. Tym razem przypływa do was wieloryb.

Cudownych i bezpiecznych wakacji życzy Wam redakcja „Małego Przewodnika Katolickiego” .

więcej

Jasna Góra Zwycięstwa .CUD NAD WISŁĄ

KOŚCIÓŁ

Jasna Góra: dziękczynienie we Wniebowzięcie za Cud nad Wisłą i św. Jana Pawła II

 2020-08-11 10:58

 it / Częstochowa (KAI)

 Bożena Sztajner/Niedziela

W duchu wielkiego dziękczynienia za „Cud nad Wisłą” w stulecie zwycięskiej bitwy oraz za św. Jana Pawła II w setną rocznicę jego urodzin upływać będzie tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia na Jasnej Górze. Przeor klasztoru przypomniał, że losy bitwy polsko-bolszewickiej bardzo mocno wpisane są w pielgrzymią modlitwę w sanktuarium.

O. Samuel Pacholski zaznacza, że sto lat temu na Jasnej Górze trwała przede wszystkim wielka modlitwa pielgrzymów, biskupów, dowódców, żołnierzy a wreszcie samego naczelnika państwa. Stąd też kierowane były specjalne odezwy do narodu i zachęta do walki w obronie wiary i Ojczyzny, stad płynęło przekonanie i przypomnienie, że na Jasnej Górze „każdy kamień głosi cuda - Maryjnej - nad Narodem naszym opieki”.

Jasnogórski przeor zauważa, że już 27 lipca 1920 r. przed obrazem Matki Bożej, po uroczystej Mszy św. ofiarowano zagrożoną najazdem bolszewickim Polskę Sercu Jezusowemu a następnego dnia oddano Rzeczpospolitą pieczy Królowej Korony Polskiej.

Biskupi właśnie z Jasnej Góry skierowali pasterską odezwę do wiernych. Odrębne pisma rozesłali ojcowie paulini, którzy wspominając osobę o. Augustyna Kordeckiego, wzywali do obrony Ojczyzny i zachęcali do wielkiego zawierzenia Jasnogórskiej Królowej

Paryż poświęcony Sercu Jezusa iMaryi

15 sierpnia Paryż zostanie poświęcony Sercu Jezusa i Maryi

sierpnia 2020,  

W uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia, arcybiskup Paryża Michel Aupetit poświęci stolicę Francji Najświętszemu Sercu Jezusa oraz Najświętszej Maryi Panny.

Bazylika Sacre-Coeur w Paryżu, fot. Francisco Gonzalez, licencja CC BY 2.0, wikimedia, commons

Ceremonię w bazylice Sacre-Coeur poprzedzi wieczorna modlitwa 14 sierpnia na placu przed katedrą

- poinformował francuski dziennik „La Croix”.

Cała uroczystość zwieńczy przybycie do Paryża procesji maryjnej. Od początku czerwca kilkudziesięciu francuskich chrześcijan pielgrzymuje przez 104 dni przez kraj. Pielgrzymi z figurą Matki Bożej idą uformowani w kształcie litery M. Głównymi punktami ich pielgrzymki są miejsca objawień maryjnych na terenie Francji w XIX wieku, m.in. Lourdes, La Salette i Pontmain.

Fot. wnętrze bazyliki Sacre-Coeur w Paryżu, fot. Didier B (Sam67fr), licencja CC BY 2.5, wikimedia, commons, link