27.05 40 rocznica święceń -CZYTANIA PONIEDZIAŁEK 27.05.2019 R

Codzienne zjednoczenie się kapłana z Chrystusem Sługą

Panie, Jezu Chryste, mój jedyny mistrzu, który Mnie wezwałeś już w łonie matki, pociągnąłeś za sobą, uczyniłeś swoim umiłowanym uczniem i doprowadziłeś do tej chwili trwania w świętym powołaniu.

Ty z miłości ku Ojcu, w Duchu Świętym, uniżyłeś się posłuszny Jego woli, wyzbyłeś się wszystkiego aż po śmierć krzyżową i zostałeś wywyższony w chwale Zmartwychwstania.

Przyjmij także dzisiaj mnie całego na służbę, abym wstępował coraz doskonalej w Twoje ślady. Z miłości ku Tobie, dla zbawienia Braci, moich bliskich i całego świata – przyjmuję mój krzyż: służby, trudu i cierpień dzisiejszych z wiarą i nadzieją, że przez to wszystko mogę okazać się Twoim sługą, i nawet w tym, co niepomyślne i nieudane, mogę być uczestnikiem Twojego zbawczego krzyża i Twojego zwycięstwa.

Zwyciężaj we mnie nad moim egoizmem, ambicją i samowolą. Prowadź mnie tylko Twoją drogą. Nie daj mi tracić czas i siły na to, co nie byłoby Twoją wolą, wedle której prowadzisz mnie do pełni zbawienia i życia, jak doprowadziłeś oddaną Ci całkowicie Służebnicę Pańską, Maryję, Twoją Matkę.

Nie daj mi unikać zadań będących próbą mojej słabości, ale daj podjąć je wraz z wiarą i nadzieją, że to Duch Święty mnie do nich namaścił i posłał.

Nie daj, abym uciekał od ludzi, którzy mnie potrzebują, ani zajmował sobą ludzi, których ja potrzebuję. Spraw, abym im służył z wielkodusznym poświęceniem jako samemu Tobie, który w nich do mnie przychodzisz i abym był dla nich, świadomie i mądrze, znakiem Twojej obecności i Twojej nieskończonej miłości pragnącej wyzwolenia.

Nie daj mi nade wszystko oderwać się od Ciebie, który w tym wszystkim na moje współdziałanie czekasz.

Zachowaj mnie mocą Twojego Ducha w miłości Twojej aż do końca, przez wierny udział w Twojej „nieustannej modlitwie” i Eucharystycznej Ofierze, ofierze całego siebie dla Ojca z Tobą w Duchu Świętym. Amen.

ks. Wojciech Danielski

Istota kapłaństwa

UMIŁOWANY KSIĘŻE STANISŁAWIE! CZCIGODNI ZEBRANI NA TEJ EUCHARYSTII!

Ludzkie opinie o kapłanach bywają przeróżne i bogate, tak jak i bogata jest ludzka wyobraźnia. Kiedyś ks. Mieczysław Maliński sugestywnie je określił tymi słowy:Jeżeli będzie miał przyzwoitą sutannę i wypucowane buty, powiedzą: popatrz, jaki elegancik. Jeżeli będzie nosił sutannę połataną i buty byle jakie: udaje biedaka. Jeżeli będzie zdrowo wyglądał: temu to dobrze, jeżeli będzie chudy i blady: podejrzane życie prowadzi. Jeżeli będzie w chorobie się leczył, powiedzą: “mówi o niebie, a boi się umrzeć”; jeżeli nie będzie się leczył: uczy, że trzeba szanować zdrowie, a sam tego nie robi. Jeżeli w kazaniach będzie poruszał tematy ogólne, powiedzą: nieżyciowy, jeżeli będzie wchodził w szczegóły, obrażają się na niego po kolei: rodzice, młodzież, nauczyciele, lekarze, zarzucając, że wtrąca się w ich sprawy. Jeżeli będzie jeździł dobrym samochodem: ten ma kasę!, jeśli samochodu nie ma: ciekawe, co on z tymi pieniędzmi robi. I coś w tym dziwnym podejściu jest.

Dziś – w 50--tą rocznicę święceń kapłańskich naszego Duszpasterza pragniemy postawić inne pytanie: Kim jest kapłan? Jaka jest istota powołania kapłańskiego?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, nie sposób nie przywołać postać niezwykłą, wielkiego kapłana i patrona proboszczów całego świata – św. Jana Marię Vianney’a. W chwili jego przybycia celem objęcia probostwa – Ars, było nieznaną wioską w diecezji Lyonu. Licząca wówczas zaledwie 230 osób parafia dozna głębokiej przemiany. Rychło też proboszcz z Ars staje się pasterzem licznych rzesz napływających ze wszystkich okolic. U schyłku jego życia śpieszyła tu cała Francja. Umarł w Ars 4 sierpnia 1859 r., po czterdziestu przeszło latach wyczerpującego posługiwania. Jan Maria Vianney – mimo licznych ograniczeń i trudności – był nie tylko troskliwym proboszczem, pokornym „więźniem konfesjonału”, ale również oddanym kaznodzieją. Szukając odpowiedzi na postawione na wstępie pytanie: Kim jest kapłan? Jaka jest istota powołania kapłańskiego? pragnę przywołać fragmenty jednego z jego kazań pod tytułem: „O kapłanach.”

„Św. Bernard mówi, że wszystko zawdzięczamy Maryi, ale można też powiedzieć, że wszystko mamy dzięki kapłanom; szczęście wieczne, wszystkie łaski i dary niebieskie. Gdyby nie było sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana wśród nas. Kto bowiem włożył Go do tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął wasze dusze do [społeczności] Kościoła, kiedyście się narodzili? Kapłan. Kto karmi je, by miały siłę do ziemskiego pielgrzymowania? Kapłan. Kto przygotuje je, aby mogły stanąć przed Bogiem, wykąpane we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan. Zawsze Kapłan. A kiedy dusza popadnie w grzech śmiertelny, kto ją wskrzesi do życia? Kto przywróci jej spokój sumienia? Tylko kapłan. Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan. Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Boską albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam Ciało i Krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczenia wam grzechów. Jedynie kapłan ma władzę powiedzieć wam: „Idź w pokoju, przebaczam ci”. Kapłaństwo jest naprawdę czymś bardzo wielkim. Kapłan zrozumie siebie dobrze dopiero w niebie. Gdybyśmy rozumieli na ziemi, czym jest kapłaństwo, umarlibyśmy nie z przejęcia, lecz z miłości”.

Zaiste, każde powołanie kapłańskie to wielki dar, moc i tajemnica Bożego wybrania. Kapłanów i adwokatów – prawników łączy niewątpliwie osoba św. Iwo Helory, który był nie tylko troskliwym proboszczem, ale również sprawiedliwym sędzią, uczynnym adwokatem oraz pokornym doradcą wszystkich potrzebujących.

Z okazji dzisiejszej uroczystości nie możemy zatem nie zapytać: Czy istnieje relacja pomiędzy powołaniem kapłańskim a powołaniem adwokackim?

Odpowiedzi na to pytanie, udzielił nam przed laty kapłan i filozof a jednocześnie przyjaciel Palestry – ks. dr Janusz Czarny, zmarły w dniu 8 (ósmego) marca br. Na Mszy św. w dniu 24 listopada 2001 r., w homilii dla delegatów na VII Krajowy Zjazd Adwokatury we Wrocławiu, w tej świątyni, kapłan ten – zwany arystokratą ducha – powiedział m.in:

„(…)Ten dramat zawarty pomiędzy biegunami biblijnej opozycji ciągle trwa i my sami bierzemy w nim udział, często bardzo boleśnie nas dotyka, tak boleśnie, że gdyby nie obrończa miłość Boga, to bylibyśmy zatraceni. Jak wygląda zatem na tym tle powołanie adwokata, obrońcy? Kontynuuje on dzieło Boga i Zbawcy, Obrońcy swojego ludu. I jest to najpełniejsze uzasadnienie wzniosłości tego powołania. Adwokat działa jakby na przedłużeniu Bożego działania, w wymiarach doczesności realizuje myśl Stwórcy.(…)”

„(…)Wśród ludzi także musi być ktoś, kto – jako delegat Boga – powie najgorszemu nawet zbrodniarzowi: „Człowieku, ja cię dalej kocham!” W tym sensie powołanie adwokackie znajduje się blisko kapłańskiego, różnica leży tylko w rodzaju forum – jedno dokonuje się in foro externo, drugie zaś in foro interno.(…)”

50 LECIE KAPŁAŃSTWA KS. STANISŁAWA

ISTOTA KAPŁAŃSTWA

CZYTANIA Z PONIEDZIAŁKU 27.05.BR.

Dz 16,11-15) 
Odbiwszy od lądu w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, a stąd do Filippi, głównego miasta tej części Macedonii, które jest rzymską kolonią. W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie, jak sądziliśmy, było miejsce modlitwy. I usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysłuchiwała się nam też pewna bojąca się Boga kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas, mówiąc: „Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim”. I wymogła to na nas.

(Ps 149,1-6a.9b) 
REFREN: Pan w ludzie swoim upodobał sobie

Śpiewajcie Panu pieśń nową;
głoście Jego chwałę w zgromadzeniu świętych.
Niech się Izrael cieszy swoim Stwórcą,
a synowie Syjonu radują się swym królem.

Niech imię Jego czczą tańcem,
niech grają Mu na bębnie i cytrze.
Bo Pan lud swój miłuje,
pokornych wieńczy zwycięstwem.

Niech się święci cieszą w chwale,
niech się weselą na łożach biesiadnych.
Chwała Boża niech będzie w ich ustach:
to jest chwałą wszystkich świętych Jego.

Aklamacja (J 15,26b.27a) 
Świadectwo o Mnie da Duch Prawdy i wy także świadczyć będziecie.

(J 15,26-16,4a) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem”.

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

OREMUS

Jezus, widząc, jak będzie się rozwijał Kościół po Jego odejściu, przygotowuje uczniów na czas dorosłości. Urealnia ich entuzjazm i wiarę, przepowiadając czas prześladowań, trud głoszenia i wykluczenie z synagogi. Jednocześnie ta wizja trudu w przyszłości opatrzona zostaje obietnicą Ducha Pocieszyciela. Samotni i słabi wobec świata, uczniowie zostaną napełnieni Mocą daną od Ojca.

Tomasz Zamorski OP

Arcybiskup Marek Jędraszewski o MATCE do mężczyzn na śląsku...

 

Abp Jędraszewski mówił tysiącom słuchających go mężczyzn, że dla Chrystusa Kościół jest Oblubienicą, natomiast dla nas - Matką.

Abp Jędraszewski w Piekarach: miłość do Matki-Kościoła i prawda o Jej dzieciach

O miłości i wdzięczności do Matki-Kościoła mówił w homilii w Piekarach Śl. abp Marek Jędraszewski. - O matce nigdy źle. Natomiast o jej dzieciach, gdy trzeba, trudną i bolesną prawdę należy odsłaniać - powiedział. Tysiące mężczyzn przerywało mu oklaskami.

REKLAMA

PRZEMYSŁAW KUCHARCZAK

DODANE 26.05.2019 12:07

Niejeden zastanawiał się, jak wierni przyjmą słowa homilii arcybiskupa w sytuacji, gdy cała Polska - ludzie wierzący i niewierzący - jest wstrząśnięta z powodu grzechów dokonanych przez niektórych księży. Tymczasem tysiące twardych Ślązaków - uczestników pielgrzymki mężczyzn i młodzieńców do Matki Boskiej Piekarskiej - przyjęło słowa metropolity z Krakowa bardzo dobrze.

- Zważywszy na pewne obiektywne fakty, wszyscy czujemy się zawstydzeni i upokorzeni z powodu postępowania tych osób duchownych, które sprzeniewierzyły się swemu kapłańskiemu lub zakonnemu powołaniu. Jednakże mówienie, że cały Kościół jest zły, jest po prostu nieprawdą - powiedział abp Jędraszewski. W tym momencie tysiące mężczyzn, którzy go słuchali, przerwało mu długimi oklaskami. Później te oklaski wybrzmiewały w czasie jego homilii jeszcze wielokrotnie.

Kłamliwe uogólnienia

Tymczasem abp Jędraszewski kontynuował, że mówienie, że cały Kościół jest zły, jest wielką krzywdą wyrządzaną ogromnej większości wspaniałych i gorliwych kapłanów. W tym miejscu znów przerwały mu oklaski świeckich, wierzących mężczyzn. - Ojciec Święty emeryt Benedykt XVI pisze nawet, że takie kłamliwe uogólnianie jest dziełem złego ducha - wskazał arcybiskup.

W czasie homilii cytował też myśli Benedykta XVI na temat zła, które pojawia się także wśród ludzi Kościoła.

Mówił, że obiektywnie i bezstronnie rzecz biorąc, w Kościele dzieje się bardzo wiele dobra. I zacytował Benedykta XVI: - Jest tak przede wszystkim dlatego, że „Kościół Boży także dzisiaj jest właśnie narzędziem, za pomocą którego Bóg nas zbawia. Bardzo ważne jest przeciwstawianie kłamstwom i półprawdom diabła pełnej prawdy: Tak, w Kościele jest grzech i zło. Ale także dzisiaj jest święty Kościół, który jest niezniszczalny” - stwierdził.

O matce nigdy źle

Abp Jędraszewski mówił tysiącom słuchających go mężczyzn, że dla Chrystusa Kościół jest Oblubienicą, natomiast dla nas – Matką.

- Jest Matką naszą, ponieważ w chwili chrztu świętego zrodził nas do życia wiecznego. To on dał nam łaskę wiary. To on uczy nas wzrastania w miłości do Boga i do bliźniego. To on umacnia w nas nadzieję znalezienia się ostatecznie i na wieczność całą w niebiańskim Jeruzalem. To wszystko sprawia, że o Kościele winniśmy myśleć ze czcią: właśnie tak, jak o Matce, mimo że jest on złożony także z ludzi grzesznych - powiedział.

Przypomniał dawną prawdę: „O matce nigdy źle”. - Natomiast o jej dzieciach, gdy trzeba, trudną i bolesną prawdę należy odsłaniać. Czynimy to tylko i wyłącznie po to, aby dzieci, które ją, świętą Matkę Kościół, tak boleśnie swą niewiernością dotknęły, mogły przejrzeć, nawrócić się, na ile się da wynagrodzić za wyrządzone krzywdy, odpokutować… Tutaj też, w Piekarach, postanówmy sobie, aby brać przykład z papieża Benedykta XVI i umieć cieszyć się i radować z każdego dobra, które dzieje się w Kościele. By umieć cieszyć się również z tej pielgrzymki i dziękować Matce Bożej za to, że nas tu dzisiaj do siebie zaprosiła, tu zgromadziła i za swoją przyczyną pozwoliła wielbić Boga - powiedział.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że tegoroczna pielgrzymka mężczyzn odbywa się 26 maja - w Dzień Matki. Mówił o miłości do Maryi, która jest naszą Matką, oraz do miłości do naszych ziemskich matek.

- Prawda o miłości do naszych matek odnosi się także do waszych żon, które są matkami waszych dzieci. Waszym świętym obowiązkiem jako ojców jest uczenie waszych dzieci tego, by umiały kochać, szanować i czcić swoje matki - powiedział. I dodał: - Drodzy mężczyźni i młodzieńcy! Pozwólcie, że zwrócę się do was z gorącym apelem: często rozważajcie słowo, które skierował do nas Pan Bóg w IV Przykazaniu, mówiąc: „Czcij matkę swoją!”. Właśnie tak, a nie inaczej: „czcij!”.

Arcybiskup Jędraszewski wskazał, że słowo „czcij!” z IV przykazania Dekalogu wpisana jest także... miłość do ojczyzny. - Ona również jest naszą matką - powiedział. Dodał, że miłość do niej bywa niełatwa, ale jest konieczna. W tym kontekście przypomniał powstania śląskie i fakt, że w tym roku mija 100. lat od pierwszego z nich.

Obecność metropolity krakowskiego w Piekarach to tradycja od czasów, gdy na stolicy arcybiskupiej w Krakowie zasiadał Karol Wojtyła

Franciszek o mentalności eugenicznej / Grozi światu mentalnośc pogańska/

Papież Franciszek Henryk Przondziono /Foto Gość

Rodzice dziecka, u którego w czasie ciąży zdiagnozowano chorobę, nie myślą o aborcji. To lęk przed cierpieniem i poczucie samotności zasiewa w nich wątpliwości. Dlatego trzeba im udzielić wszelkiej niezbędnej pomocy, aby pomimo niewątpliwych trudności mogli przyjąć swe dzieci.

Na potrzebę takiej postawy zwrócił uwagę Papież podczas audiencji dla uczestników watykańskiej konferencji pod hasłem: „Tak dla życia! Zatroszczyć się o cenny dar życia w rodzinie”.

W sposób jednoznaczny Ojciec Święty potępił również praktyki prowadzące do aborcji eugenicznej. „Życie ludzkie jest święte i nienaruszalne. Dlatego należy z całą stanowczością odradzać stosowania diagnozy prenatalnej w celach selekcyjnych, ponieważ jest to wyrazem okrutnej mentalności eugenicznej, która odbiera rodzinom możliwość przyjęcia i kochania swego najsłabszego dziecka ” – powiedział Franciszek.

Na samym wstępie Papież stanowczo odrzucił postawę dominującej dziś kultury odrzucenia, dla której niektóre dzieci ze względu na chorobę czy jakość swej egzystencji nie zasługują na życie i są skazane na śmierć. „Każde dziecko, które pojawia się w łonie matki jest darem, który zmienia historię rodziny. Takie dziecko trzeba przyjąć, kochać i otoczyć troską. Zawsze!” – podkreślił Franciszek.

"Kiedy kobieta odkryje, że spodziewa się dziecka, natychmiast rodzi się w niej poczucie głębokiej tajemnicy. Kobiety, które są matkami dobrze o tym wiedzą. Świadomość obecności, która w niej się rozwija, przenika całe jej istnienie, tak że staje się nie tyko kobietą, ale matką. Między nią i dzieckiem nawiązuje się od samego początku intensywny dialog, nauka określa to mianem cross-talk. Relacja prawdziwa i intensywna między dwoma istotami ludzkimi, który porozumiewają się między sobą od pierwszych chwil po poczęciu, aby pomóc we wzajemnej adaptacji w miarę jak dziecko rośnie i rozwija się".

Franciszek zauważył, że dzięki postępowi medycyny bardzo wcześnie można dziś wykrywać deformacje płodu i jego choroby. Dla rodziców jest to ciężkim ciosem, rodzi się lęk przed cierpieniem, poczucie bezsilności. Nikt, nawet lekarz, nie wie, jaką postać przybierze choroba. Jedno jest jednak pewne, zauważył Papież, że od pierwszych chwil dla medycyny to dziecko w łonie matki jest pacjentem, którego można leczyć, a nie tylko diagnozować. Medycyna prenatalna przynosi niespodziewane rezultaty i wszyscy powinni mieć do niej dostęp. „Dlatego ważne jest, aby lekarze jasno mieli przed oczami nie tylko cel – wyleczenie – ale także świętość ludzkiego życia, którego ochrona stanowi ostateczny cel pracy lekarza.

Franciszek zauważył, że bardzo ważna jest też odpowiednia postawa lekarza wobec rodziców chorego dziecka.

Jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci, o których wiemy, że przy obecnym stanie wiedzy naukowej, umrą przy porodzie albo krótko po nim. W takich sytuacjach opieka zdrowotna mogłaby się wydawać marnowaniem środków i przysparzaniem dodatkowych cierpień rodzicom. Jeśli przyjrzymy się temu uważnie, możemy dostrzec autentyczne znaczenie takich zabiegów, których celem jest pomoc w urzeczywistnieniu miłości danej rodziny. Otoczenie opieką takiego dziecka pomaga bowiem rodzicom w przeżywaniu żałoby i postrzeganiu jej nie tylko jako straty, ale jako etapu wspólnie przebytej drogi. To dziecko pozostanie w ich życiu na zawsze. I oni będę mogli je kochać. Tak często tych kilka godzin, kiedy matka może tulić swe dziecko, pozostawia ślad w jej sercu, którego ona nigdy nie zapomni. Ona czuje się – pozwólcie, że użyję tego słowa – spełniona. Czuje się matką".

Franciszek zaważył, że w dominującej dziś kulturze brakuje takiego podejścia. Lęk i wrogość wobec niepełnosprawności skłaniają do przerwania ciąży, traktując to jako swoistą prewencję. W tym kontekście Papież w bardzo mocnych słowach potępił wszelką formę aborcji, również eugeniczną. Zgładzenie ludzkiego życia nigdy nie jest rozwiązaniem problemu, podobnie jak nie jest nim korzystanie z usług płatnych morderców– podkreślił Papież. Opowiedział też przypadek, z jakim zetknął się w swej dawnej diecezji w Buenos Aires.

"Pewna 15-letnia dziewczyna z Zespołem Downa zaszła w ciążę i rodzicie udali się do sędziego po zezwolenie na aborcję. Sędzia, człowiek prawy i poważny, zbadał ten przypadek i powiedział: «chcę porozmawiać z tą dziewczyną». Ona przyszła, usiadła. On się zapytał: «co ci jest?» «Jestem chora». «A co to za choroba?» «Powiedzieli mi, że mam w środku pasożyta, które zżera mi żołądek, dlatego niezbędny jest zabieg». «Nie, ty nie masz robaków, które zżerają ci żołądek. Wiesz, co tam masz? Dziecko!» I ta dziewczyna z Zespołem Downa powiedziała: «Ależ to piękne!» I na tej podstawie sędzia nie zgodził się na aborcję. Matka chciała tego dziecka. Urodziła się dziewczynka. Minęły lata. Uczyła się, rozwinęła, została adwokatem. I odkąd poznała swą historię, co roku na swe urodziny dzwoniła do sędziego, by mu podziękować za to, że się urodziła. Z życia wzięte. Zmarł sędzia, a ta dziewczyna jest dziś prokuratorem. Czyż to nie piękne! Aborcja nigdy nie jest odpowiedzią, której szukają kobiety i rodziny".

jutro 25.05.2019 SOBOTA ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE

Dziewiętnastu diakonów przyjmie w sobotę święcenia kapłańskie. Kim są przyszli księża?

Sakramentu święceń udzieli im kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski • Transmisja uroczystości z Archikatedry Warszawskiej na stronie archwwa.pl • Przedstawiamy sylwetki przyszłych neoprezbiterów

święto DZIĘKCZYNIENIA 02.06.2019 R

XII Święto Dziękczynienia

CZERWIEC   2   NIEDZIELA

PARAFIA: WARSZAWA. OPATRZNOŚCI BOŻEJ W WILANOWIE

W tym roku odbywa się ono dokładnie w 40. rocznicę rozpoczęcia I pielgrzymki św. Jana Pawła II do Ojczyzny.

W niedzielę, 2 czerwca br., w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, przypada XII Święto Dziękczynienia. W tym dniu w sposób szczególny wyrazimy nasze dziękczynienie Bogu za tych dwóch wielkich Pasterzy Kościoła – św. Jana Pawła II i Czcigodnego Sługę Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski.

O godz. 8.00 z Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego wyruszy procesja dziękczynna, która wraz z relikwiami bł. Franciszki Siedliskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, przejdzie do Świątyni Opatrzności Bożej.

Trasa procesji będzie przebiegać ulicami:

godz. 8.00 – pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego – kościół św. Aleksandra

godz. 8.25 – kościół św. Aleksandra – Belweder

godz. 8.55 – Belweder – ul. J. Gagarina

godz. 9.10 – ul. J. Gagarina – ul. Sobieskiego

godz. 9.30 – ul. Sobieskiego – kościół św. Antoniego M. Zaccarii

godz. 11.00 – kościół św. Antoniego M. Zaccarii i przejście Aleją Rzeczypospolitej do Świątyni Opatrzności Bożej.

godz. 12.00-14.00 – Msza św. dziękczynna pod przewodnictwem kard. Stanisława Dziwisza. Wprowadzenie relikwii bł. Franciszki Siedliskiej do Świątyni Opatrzności Bożej.

godz. 14.00 – otwarcie Miasteczka dla Dzieci i gry rodzinnej, Panteonu Wielkich Polaków, Ruchomego Teatru XXI wieku dla dzieci

godz. 15.00 – wypuszczenie do nieba baloników „Dziękuję”; Koronka do Miłosierdzia Bożego

godz. 19.00 – Msza św. dziękczynna, po niej Wieczór Uwielbienia

godz. 21.37 – Zakończenie uroczystości i modlitwa, iluminacja Świątyni

DAR I TAJEMNICA JAN PAWEŁ II

Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich

Jan Paweł II

Wydawnictwo: WAM

Prezentowana książka została napisana w 50. rocznicę święceń kapłańskich Jana Pawła II. Autor odsłonił przed czytelnikami przeżycia dotyczące jego kapłaństwa. Opowiedział o dzieciństwie i szkole w Wadowicach, o studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim i w seminarium duchownym w Krakowie, o radościach życia kapłańskiego i wyzwaniach stojących przed współczesnymi kapłanami

Pomocnicy Matki Bożej

Kardynał Wyszyński zdecydował, że dla wypełniania Ślubów Jasnogórskich potrzeba ludzi oddanych i świadomych celu. Jak działa powstały przed 50 laty ruch Pomocników Maryi Matki Kościoła?

– Byłam świadkiem powstawania listu ustanawiającego ruch – mówi Anna Rastawicka z Instytutu Prymasowskiego. – Ksiądz prymas przebywał wtedy w Choszczówce. List pisał kilka dni, modlił się, chodził alejkami. Ileż tam było namysłu! Wiedziałyśmy [panie z Instytutu Prymasowskiego – przyp. red.], że powstaje list do podjęcia milenijnego aktu oddania i stanięcia przy Maryi.

Dlaczego trzy lata po Ślubach Jasnogórskich trzeba było powołać taki ruch w Kościele? – W przełomowym czasie tysiąclecia chrztu Polski prymas Wyszyński naszą wiarę i byt narodu ubezpieczył w dłoniach Matki, oddając wszystko, co Polskę stanowi, na całkowitą Jej własność, w niewolę Jej miłości. Nie wszyscy jednak rozumieli, jak mają to zadanie realizować – wyjaśnia Anna Rastawicka. – Dlatego zapragnął, by była choć mała cząstka narodu żyjąca w takim duchu. Pomocnicy Maryi Matki Kościoła stali się jakby zakładnikami Matki Bożej za wolność Kościoła w ojczyźnie i na świecie.

Wreszcie 26 sierpnia 1969 r. na Jasnej Górze kard. Stefan Wyszyński przedstawił program. – Byłam wtedy w bazylice, dokąd z powodu silnych opadów deszczu musiały zostać przeniesione uroczystości – opowiada Joanna Szymanda. – Prymas wołał: „Do kogo dotrze ten głos Prymasa Polski? Może do ciebie, dziecko Boże, może do ciebie, młodzieńcze, może do ciebie, kapłanie?”. Bardzo się tym przejęłam, że Matka Boża tak woła przez prymasa. Od pierwszej sekundy postanowiłam znaleźć się w tym ruchu, którego zawołaniem stały się słowa: „Maryjo zwyciężyłaś! Zwyciężaj!”.
 

Ks Franciszek Blachnicki Sługa Boży. Nagle ktoś zapalił światło

Przerwał lekturę. Zaczął chodzić od ściany do ściany i powtarzać podekscytowany: „Wierzę, wierzę, wierzę!”. Co zdarzyło się przed południem 17 czerwca 1942 r. w celi śmierci na katowickiej Nikolaistraße, że skazaniec opowiadał, iż właśnie wtedy się narodził?

W testamencie napisanym w czerwcu 1986 r. ks. Franciszek Blachnicki pisał: „W 44 rocznicę moich narodzin”. Hm… Przecież miał wówczas 65 lat, nie 44! „Całe 44 lata mego życia – notował – to jeden krzyk, wołanie tęsknoty za miłością, za oczyszczeniem. Wiele razy było to wołanie głośne wśród łez”.

Co zdarzyło się wtedy, przed 44 laty, że założyciel oazy nazywał tę chwilę swymi narodzinami?

Ludzie jak zwierzęta

Po klęsce kampanii wrześniowej dziewiętnastoletni Franciszek Blachnicki dostał się do niewoli. Udało mu się z niej zbiec i w Tarnowskich Górach rozpoczął działalność konspiracyjną jako komendant oddziału. Niedługo cieszył się jednak wolnością. 27 kwietnia 1940 r. gestapo schwytało go w Zawichoście i wywiozło do obozu w Auschwitz. Więzień z numerem obozowym 1201 spędził za drutami 14 miesięcy, z czego aż 9 w kompanii karnej. Tu przeżył potężny kryzys wartości.

„Obóz koncentracyjny: wielka konfrontacja tego gmachu, który sobie wybudowałem: mojego światopoglądu, moich ideałów z rzeczywistością” – notował. „Wówczas te ideały się załamały. Być dobrym, pomagać innym, spełniać dobre uczynki – piękne słowa, ale spróbuj podzielić się kawałkiem chleba z drugim więźniem, zrób to raz, drugi, trzeci… i koniec z twoim życiem. Przecież teraz chodzi o życie… Żeby zachować życie, trzeba być brutalnym, trzeba się przepychać do kotła z zupą, trzeba organizować sobie kawałek chleba. I jak tu być dobrym, jeżeli życie się kończy i nie ma nic więcej? Patrzyłem, jak umierali więźniowie. A umierali jak zwierzęta, żadnego majestatu śmierci, żadnego piękna. Czy zatem w człowieku może być coś więcej, czy człowiek ma duszę? Czym się człowiek różni od zwierzęcia? Kulturą? Tu jest już tylko naga walka o byt i wszyscy słabi tę walkę przegrywają. Umierają jak zwierzęta, pod płotem. Jak tu uwierzyć w człowieka?”.

We wrześniu 1941 r. Blachnickiego przewieziono do więzienia śledczego w Zabrzu, a następnie do Katowic. W przedostatnim dniu marca 1942 r. usłyszał wyrok za działalność konspiracyjną przeciw Trzeciej Rzeszy: kara śmierci przez ścięcie na gilotynie.

Wierzę!

„17 czerwca przeżył nawrócenie” – czytam w biografiach. Zdumiewa mnie to, z jaką łatwością w jednym krótkim, lakonicznym zdaniu próbuje się zmieścić, ścisnąć, skompresować to, co wydarzyło się w celi skazańców na oddziale B-Eins przy katowickiej Nikolai­straße. Słowa są bezradne wobec tej interwencji niebios.

Była środa. Rzesza świętowała imieniny Adolfa. Nic nie zapowiadało przełomu. Blachnicki dla zabicia czasu czytał w kącie celi książkę. Nawet, jak wspominał, niespecjalnie go interesowała. „Nagle jedno zdanie mnie poruszyło. Tam było napisane, że w człowieku oprócz duszy i ciała istnieje duch, coś pośredniego między ciałem i duszą. Ten duch może jak gdyby rozwinąć się albo w kierunku ciała i materii, wtedy człowiek żyje tak, jakby był samą materią, albo w kierunku duszy, wtedy człowiek staje się duchowy. W tym momencie wstałem z miejsca, zacząłem chodzić po celi i powtarzać sobie ciągle: Wierzę, wierzę, wierzę! Nie wiedziałem jeszcze, w co wierzę. Potem starałem się z czymś porównać to przeżycie. To było tak, jakby ktoś w ciemnej celi przekręcił kontakt. Nagle zalało ją światło, ale jeszcze nie widzę poszczególnych przedmiotów. Po prostu, Panie, Ty przyszedłeś, przywróciłeś mi wzrok!”.

W innym miejscu opisywał: „Przeżyłem wówczas największy dzień swojego życia. Tutaj, w tym więzieniu zostałem ułaskawiony dekretem Miłosierdzia Wszechmogącego Boga. Siedząc na krzesełku w kąciku swej celi i czytając książkę, przy jednym zdaniu przeżyłem coś takiego, jakby w mej duszy ktoś przekręcił kontakt elektryczny i zalało ją światło. Światło to od razu poznałem i nazwałem po imieniu, gdy powstałem i zacząłem chodzić po celi, powtarzając w duszy: Wierzę, wierzę! To światło od tej chwili nie przestało ani na moment świecić w mej duszy, nie przestało ani na chwilę kierować mną, zwracając me życie ku Bogu. Byłem jak ślepy, ale On przywrócił mi wzrok. Stało się to nagle, w jednej sekundzie”.

Uciekł spod gilotyny

14 sierpnia 1942 r., po niemal pięciu miesiącach, które spędził w celi śmierci, Blachnicki został ułaskawiony. Sam uważał to za cud. Karę śmierci zamieniono na dziesięcioletnie ciężkie więzienie, które miał odbyć tuż po zakończeniu wojny. Aż do 17 kwietnia 1945 r. tułał się po obozach i więzieniach (Racibórz, Rawicz, Börger­moor, Zwickau i Lengenfeld). Został wyzwolony przez wojska alianckie.

Często wracał do tego, czego doświadczył czerwcowego przedpołudnia 1942 r. – Od tej chwili – wyznawał po kilkudziesięciu latach – nigdy nie było dla mnie problemu wiary. To spojrzenie niczym nie zostało zmącone, przeciwnie – widziałem coraz pełniejszy, coraz wspanialszy obraz Bożego planu zbawienia.

W testamencie pisanym w rocznicę tego wydarzenia zanotował: „Rzeczywistość wiary – od tamtej chwili, bez przerwy przez 44 lata, określa całą dynamikę mego życia i jest we mnie źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu. Nigdy w tym okresie nie przeżywałem wątpliwości co do wiary i nigdy nie miałem innych celów i dążeń, zainteresowań, poza wynikającymi z wiary i skierowanymi ku Ojcu przez Syna w Duchu Świętym, w realizacji wielkiego planu zbawienia”.

Osoby, które znały osobiście sługę Bożego, opowiadając o najważniejszych cechach jego charakteru, zawsze wymieniają odwagę, wyróżniającą gesty i czyny proroka.

– Było w nim coś, co jest charakterystyczne dla osoby prorockiej: był wyczulony na Bożą obecność, a jeśli odkrywał jakiś jej przejaw, to żadne ludzkie względy się nie liczyły. Szedł jak burza. Nikt nie mógł go wówczas powstrzymać – opowiada Andrzej Sionek, ewangelizator, bliski współpracownik Blachnickiego (poznali się w 1967 r. na obozie wędrownym w Krościenku). – Wielokrotnie zastanawiałem się nad źródłem jego niezwykłej odwagi. Widziałem, że mają na nią wpływ dwa czynniki: cudowne ocalenie w katowickim więzieniu i chrzest w Duchu Świętym – dodaje.

Po dziewiętnastu latach Blachnicki mógł mieć wrażenie, że przeżywa déjà vu. Ponownie zatrzasnęły się za nim solidne drzwi katowickiego więzienia. Tym razem nie wpakowali go tam faszyści, ale socjalistyczna władza.

Gdy ks. Franciszek w 1957 r. zorganizował Krucjatę Wstrzemięźliwości – społeczną inicjatywę przeciwalkoholową, nadepnął komunistom na odcisk. Nie miał w sobie lęku. Jego najbliżsi współpracownicy zapamiętali odważną deklarację: „Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną zdechłe ryby”.

Katowice od roku ponownie były Katowicami. 7 marca 1953 r. władze PRL zdecydowały o zmianie nazwy miasta na Stalinogród (uczciły w ten sposób zmarłego dwa dni wcześniej generalissimusa). Na szczęście nazwa obowiązywała jedynie do 21 października 1956 r.

− Abstynencja była jednym z puzzli szeroko rozumianej teologii wolności − opowiada ks. Wojciech Ignasiak, duszpasterz związany od lat z Ruchem Światło–Życie. − Ponieważ komunistom bardzo zależało na tym, by ludzie przestawali myśleć, alkohol lał się strumieniami. Byle tylko ludzie zapili lęk i nie zadawali kłopotliwych pytań. Gdy władza widziała jakieś ogniska zapalne, przyjeżdżała z krupniokami i gorzałą, by wyciszyć zbuntowane towarzystwo. To działało. Kiedy władze zauważyły, że już po trzech latach od zainaugurowania krucjaty ponad sto tysięcy dorosłych Polaków podjęło abstynencję, podziałało to jak czerwona płachta na byka. Komuniści zrozumieli, że to nie przelewki. I zareagowali natychmiast, niezwykle brutalnie. 29 sierpnia 1960 r. kordony milicji otoczyły barak przy katowickiej ul. Jordana 39. W miesiącu trzeźwości zlikwidowano centralę Krucjaty Wstrzemięźliwości.

Ksiądz Franciszek zareagował „Memoriałem w sprawie likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości”, który rozesłał do centralnych władz państwowych i kościelnych oraz mediów. 15 marca 1961 r. władze aresztowały go za działalność trzeźwościową. Zarzut? „Wydawanie nielegalnych druków i rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła w Polsce”.

Odtąd nie było w nim lęku

Ponownie trafił do katowickiego aresztu przy ul. Mikołowskiej. Znał go doskonale. Przecież tu przed 19 laty oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci. Tu narodził się na nowo! Tym razem w celi spędził ponad cztery miesiące.

„W dzisiejszym świecie nie ostoi się katolicyzm połowiczny, a nawet tzw. głębszy, intelektualny, ale paktujący ze światem w stylu »Tygodnika Powszechnego« – notował w celi w dniu Zesłania Ducha Świętego 1961 r. „To wszystko utonie w morzu nowoczesnego pogaństwa. Ostoi się tylko katolicyzm pełny, autentyczny, ewangeliczny, nadprzyrodzony. Trzeba zdecydować się być świętym!”. Jego słowa okazały się prorocze. Co najmniej półtora miliona Polaków na oazach doświadczało na własnej skórze tego, czym jest wspomniany w celi przy Mikołowskiej „pełny, autentyczny, ewangeliczny, nadprzyrodzony katolicyzm”. Zgadzam się w zupełności z ks. dr. Peterem Hockenem, który już w latach siedemdziesiątych XX wieku twierdził, że Ruch Światło–Życie był największym przebudzeniem duchowym powojennej Europy.

– Konsekwencją chwili, gdy życie księdza Franciszka zostało cudownie ocalone w celi śmierci, była świadomość, że odtąd nic już nie należy do niego – podsumowuje Andrzej Sionek. – Blachnicki dostał nową szansę, życie zostało mu darowane i to było źródłem jego ogromnej odwagi. Miał też świadomość, że jeśli już raz Bóg ocalił go od śmierci, to nikt nie będzie w stanie odebrać mu życia, jeśli nie będzie to wolą nieba. Odtąd nie było w nim lęku.•

 

Ks Prof OKO o Filmie Siekier CZYTAJ CAŁOŚĆ ! !

Sekielski nakręci kolejny film. Ks. Oko: To forma rasizmu i dyskryminacji. Działania w stylu Goebbelsa...
Opublikowano dnia 20.05.2019 19:29

Ks. prof. Dariusz Oko w rozmowie z portalem wPolityce.pl ocenił medialne ataki na Kościół po emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.


wikipedia.org/ Albigowa / CC BY-SA 4.0

–W każdym środowisku można znaleźć ośmiu bandytów i powiedzieć, że prawie wszyscy przedstawiciele tego środowiska są tacy

– mówi ks. Oko, podkreślając, że nie można popełniać błędu generalizacji.

– To błąd zapewne świadomy, który wynika z nienawiści do Kościoła. (…) Sekielski zapowiada już następny filmu także na ten sam temat, znowu o księżach pedofilach. A dlaczego nie zajmie się innymi grupami? Na przykład politykami albo gejami? Wiele inspiracji mógłby mu na przykład dostarczyć film Sylwestra Latkowskiego „Pedofile” opowiadający o pedofilskim targu w centrum Warszawy. Widać podwójną miarę. Jeżeli panu Sekielskiemu zależałoby na dobru dzieci, powinien zrobić film o wszystkich pedofilach funkcjonujących we wszystkich środowiskach – przynajmniej w kolejnych odcinkach. Szczególnie trzeba by też uwzględnić jego własne środowisko

– dodaje ks. Oko, który podkreśla, że dla Sekielskiego od dobra dzieci ważniejsze są interesy innych grup.

– W takiej sytuacji mamy do czynienia z jakąś formą rasizmu i dyskryminacji. To tak, jakby pokazać przedstawicieli wybranej mniejszości etnicznej i tłumaczyć, że prawie wszyscy członkowie tej społeczności są mordercami lub bandytami. Nie można stosować takich mechanizmów. To są działania w stylu Goebbelsa i Urbana

– zakończył ks. Oko.

Źródło: wpolityce.pl

CAŁY WYWIAD Z KS PROF OKO

 

NASZ WYWIAD. Ks. Oko: Takie ataki zapoczątkował Goebbels

opublikowano: 20 maja 2019, 18:15

Ks. prof. Dariusz Oko / autor: screen YT

Podziel się

Poleć

Niestety, musimy mieć świadomość, że podobnie, jak mafia ma wielkie wpływy na Sycylii, tak homomafia ma wielkie wpływy w Kościele, jej członkowie zajmują w nim wiele kluczowych stanowisk. Bez tego założenia nie da się zrozumieć tego, co działo się i dzieje w Kościele. To trzeba wiedzieć, żeby, choć częściowo te działania ograniczać, bronić się przed nimi - jak na Sycylii

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl ks. prof. Dariusz Oko, odnoszą się do problemu pedofilii i homoseksualizmu w Kościele oraz filmu braci Sekielskich.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: NASZ WYWIAD. Ks. prof. Bortkiewicz: Po filmie Sekielskiego potrzebny jest rachunek sumienia i ujawnienie osób tuszujących karygodne zachowania

Antyklerykalna obsesja w „Wyborczej”: „Policja na tropie filmu Sekielskich”. A jaka jest prawda? Policja: „Działamy tylko w trosce o bezpieczeństwo”

O. Rydzyk apeluje o walkę z przyczynami pedofilii: „To coś obrzydliwego. Zauważmy jednak, że najpierw ktoś współczesny świat od lat seksualizuje”

wPolityce.pl: Co Kościół powinien zrobić po filmie Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”?

Ks. prof. Dariusz Oko: Trzeba rozróżnić dwie sprawy, przede wszystkim samą zbrodnię pedofilii, która miała miejsce w Kościele oraz użytek, jaki z tego filmu chcą zrobić najgorsi wrogowie Kościoła. Trzeba robić wszystko, żeby do pedofilii, która jest jedną z najgorszych zbrodni, nie dochodziło. Należy pomagać ofiarom. Natomiast wrogowie Kościoła wykorzystują ten film dla bezpardonowego ataku na Kościół. Podkreślają, że powinien on zostać unicestwiony, bo nie ma racji bytu, gdyż jest siedliskiem pedofilii i wielu innych zbrodni. Insynuuje się, że prawie wszyscy księża są bandytami jak pedofile. To propaganda wrogów Kościoła. Takie ataki na Kościół zapoczątkował Goebbels. Podobnie można by przedstawić ośmiu nauczycieli dopuszczających się pedofilii i powiedzieć, że dlatego trzeba zamknąć wszystkie szkoły. Można też pokazać ośmiu lekarzy pedofilii i przekonywać, że trzeba zamknąć wszystkie szpitale. Można również pójść do polskich więzień, sfilmować ośmiu najgorszych bandytów i potem stwierdzić, że prawie wszyscy Polacy są tacy. W związku z tym można następnie przekonywać, że Polska nie powinna istnieć, a wszystkie pieniądze i nieruchomości najlepiej przekazać promotorom ustawy 447, natomiast resztą Polski niech podzielą się Rosja i Niemcy w ostatecznych rozbiorach. Można jednak też pokazać reżysera obciążonego ciężką pedofilią jak Roman Polański (a także szereg jego kolegów w Hollywood). Albo przypominać to, co ostatnio o Andrzeju Wajdzie opowiedziała pani Paulina Młynarska zarzucając mu seksualne wykorzystanie jej na planie filmowym gdy miała 14 lat. Mówi się też o pedofilskich czynach innego znanego reżysera, czyli już mielibyśmy przykłady z samej „elity”. I takiej podstawie można analogicznie zrobić film mówiący, że prawie wszyscy reżyserzy są podobni. Taką metodą można zniesławić każdą grupę zawodową. W każdym środowisku można znaleźć ośmiu bandytów i powiedzieć, że prawie wszyscy przedstawiciele tego środowiska są tacy.

Błąd generalizacji i uogólnienia?

Tak, błąd, ale błąd zapewne świadomy, który wynika z nienawiści do Kościoła. Trzeba to podkreślać. Widać, w jakim kierunku to zmierza. Pan Sekielski zapowiada już następny filmu także na ten sam temat, znowu o księżach pedofilach. A dlaczego nie zajmie się innymi grupami? Na przykład politykami albo gejami? Wiele inspiracji mógłby mu na przykład dostarczyć film Sylwestra Latkowskiego „Pedofile” opowiadający o pedofilskim targu w centrum Warszawy. Widać podwójną miarę. Jeżeli panu Sekielskiemu zależałoby na dobru dzieci, powinien zrobić film o wszystkich pedofilach funkcjonujących we wszystkich środowiskach – przynajmniej w kolejnych odcinkach. Szczególnie trzeba by też uwzględnić jego własne środowisko.

Dlaczego tego nie robi?

Bo widocznie od dobra dzieci ważniejsze są interesy innych grup. W takiej sytuacji mamy do czynienia z jakąś formą rasizmu i dyskryminacji. To tak, jakby pokazać przedstawicieli wybranej mniejszości etnicznej i tłumaczyć, że prawie wszyscy członkowie tej społeczności są mordercami lub bandytami. Nie można stosować takich mechanizmów. To są działania w stylu Goebbelsa i Urbana.

Pisze ksiądz o pedofilii i o lobby homoseksualnym od dawna.

Kiedy w 2005 r. opublikowałem artykuł o homoideologii, zacząłem otrzymywać od katolików masę informacji na temat tego, co dzieje się w tej kwestii w Kościele. Wskazywano, jak duży jest w nim problem z homoseksualizmem. W 2012 r. napisałem zatem pionierski artykuł o lawendowej mafii w Kościele, który został przetłumaczony na wiele języków i stał się bardzo znany w świecie. Po tym sukcesie moja wiedza na ten temat zaczęła wzrastać jeszcze lawinowo. Od siedmiu lat płyną do mnie informacje nie tylko z Polski i Watykanu, ale i z całego świata. Do informatorów należą też chrześcijanie będący pracownikami tajnych służb, którzy są bardzo zaniepokojeni tym, czego ze swoich źródeł dowiadują się o takich duchownych. Razem z nimi, razem z innymi duchownymi i świeckimi tworzymy sieć ludzi starających się ratować Kościół, który jest jak najlepsza matka, ale niestety chora na homo-raka. Tym bardziej trzeba ją ratować.

Czy inne osoby wypowiadają się podobnie?

Po tym artykule poparło mnie wielu świeckich, naukowców, księży, biskupów i kardynałów, otrzymałem za niego błogosławieństwo od samego papieża Benedykta XVI, który również mówi o tym problemie, o „homoseksualnych klikach” w Kościele. Papież Franciszek opisuje to jako „homoseksualne lobby”. Obaj papieże podkreślają, że absolutnie nie można wyświęcać mężczyzn o takich skłonnościach na księży. O tym lobby mówił w Polsce między innymi ks. kardynał Franciszek Macharski, arcybiskup Henryk Hoser, biskup Mirosław Milewski, ks. prof. Andrzej Kobyliński, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prof. Ryszard Legutko i prof. Antoni Dudek. Bardziej szczegółowo tę mafię opisuje Frédéric Martel w książce „Sodoma”, czy arcybiskup Carlo Maria Vigano w swoich listach. Wiele wniosków autorów tych tekstów jest przesadzonych, nie do przyjęcia, jednak niestety, większość faktów tam opisanych miało i ma miejsce, znane są nam także z innych źródeł, a nikt im poważnie, wiarygodnie nie zaprzeczył. Niestety, musimy mieć świadomość, że podobnie, jak mafia ma wielkie wpływy na Sycylii, tak homomafia ma wielkie wpływy w Kościele, jej członkowie zajmują w nim wiele kluczowych stanowisk. Bez tego założenia nie da się zrozumieć tego, co działo się i dzieje w Kościele. To trzeba wiedzieć, żeby, choć częściowo te działania ograniczać, bronić się przed nimi - jak na Sycylii.

Czy taka wiedza o Kościele nie załamuje?.

Faktycznie, ja należę do ludzi wiedzących najwięcej złych rzeczy o Kościele, zapewne jeszcze o wiele więcej, niż pana Sekielski. Ale wiem też o wiele więcej od niego o dobrych, wspaniałych rzeczach związanych z Kościołem. Kościół ma różne choroby, wielkich grzeszników, ale ma też wielu największych świętych. Jest w nim przede wszystkim Chrystus, Maryja, sakramenty, łaska, czyli sam Bóg, który udziela się ludziom. Są w nim setki tysięcy sióstr i księży żyjących przyzwoicie, a nawet święcie, gotowi nawet na trudne misje i śmierć w obronie wiary. Są miliony wspaniałych małżeństw i rodzin, jest cały ocean dobra. To od każdego z nas zależy, jaką drogę wybierze. Czy pójdzie śladem księży bandytów czy drogą św. Maksymiliana Maria Kolbe, św. Jana Pawła II, bł. ks. Jerzego Popiełuszko czy ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przed tygodniem miałem wykłady na Podolu, gdzie bolszewiccy ateiści zagłodzili miliony ludzi na najżyźniejszych ziemiach Europy. Zamordowali także tysiące Polaków i setki księży, bo ich najbardziej nienawidzili. Dziś obserwujemy podobną nienawiść w Polsce. Wystarczy posłuchać wystąpienia pana Leszka Jażdżewskiego. To jest bolszewicka nienawiść, która swego czasu doprowadziła do masowego mordowania inaczej myślących. W tej sytuacji nie można się jednak poddawać. Trzeba podkreślać, że Kościół to najlepsze i najświętsze, co mamy. Natomiast komuniści i narodowi socjaliści wspólnie zamordowali około trzech tysięcy polskich księży. W Hiszpanii komuniści zamordowali prawie 7 tysięcy duchownych, w Rosji ponad 90 tysięcy. W sumie ateiści tylko w tych trzech krajach zgładzili ponad 100 tysięcy duchownych.

Czyli tak naprawdę chodzi o wyrugowanie wpływów etyki katolickiej z przestrzeni publicznej?

Współcześni ateiści z analogiczną nienawiścią atakują Kościół, jak antysemici atakowali Żydów. Pamiętajmy, że taka nienawiść doprowadziła do zbrodni choćby na Podolu, w Archipelagu Gułag, w obozach koncentracyjnych w Auschwitz, Treblince i Dachau. Ateiści nie mogą teraz eksterminować duchownych i chrześcijan fizycznie, zatem stosują inną metodę. Starają się przynajmniej „uśmiercać ich medialnie” przy pomocy poniżania, uogólniania, szyderstwa i bluźnierstwa, tak, aby zniknęli ze sfery publicznej, społecznej, kulturowej, medialnej, politycznej. Żeby nie mieli na nią żadnego wpływu nawet, jeśli będą jeszcze egzystować gdzieś na marginesie społeczeństwa. To nowy totalitaryzm, znakomicie pisze o tym choćby francuska filozofka Chantal Delsol. Chodzi o zniszczenie jakichkolwiek wpływów chrześcijaństwa. Ateiści chcą mieć totalną władzę w mediach i wypchnąć stamtąd inaczej myślących. Tak robili komuniści i narodowi socjaliści. Nie tolerowali żadnych odrębności, to oni musieli mieć wszystko, pełnię wpływów i władzy.

Znaczące też jest, co w filmie zostaje pominięte, przemilczane, pomimo wiedzy jego twórców.

Tak, trzeba chociażby podkreślić, że większość przedstawionych przestępców to współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, którzy zapewne właśnie dlatego poddali się bezpiece, dlatego zostali przez nią złamani, że byli pedofilami. Zostali przyłapani na obrzydliwych czynach i tym ich szantażowano. Później wchodzili w kolejne kręgi piekła. Najpierw dopuścili się zbrodni pedofilii, a potem dopuszczali się zbrodni judaszowo-kainowych, wydawali swoich braci w kapłaństwie. Można powiedzieć, że zapewne są bardziej „ich” niż „nasi”, są jak Judasz, który stanął bardziej po stronie oprawców, niż po stronie Chrystusa. Podobnie zrobili kapłani, którzy współpracowali z SB. To SB przede wszystkim z nich powinno się tłumaczyć. Bo dopuszczała ich dalsze zbrodnie pedofilskie, chroniła ich, byle zachować swoich agentów, zatem dla swojego interesu godziła się na duchową zagładę dzieci.

Czy tylko to zostaje przemilczane?

Nie, jest też kwestia homoseksualizmu przestępców. Panu Sekielskiemu to zapewne niechcący się udało, ale sam potwierdził, że ogromna większość przypadków pedofilii w Kościele dokonywana jest przez homoseksualistów. Kiedy starał się ze wszystkich sił pokazać najgorszych pedofilów, którzy pojawili się w Kościele na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, to widocznie nie mógł inaczej, niż pokazać siedmiu pedofilii homoseksualnych i tylko jednego, który molestował dziewczynki. Czyli około 88 procent jego bohaterów to geje w sutannach. I to potwierdza ogólne statystyki. Najbardziej wiarygodne badania w Kościele, szczególnie te w Stanach Zjednoczonych i Niemczech pokazuję, że 80 do 90 proc. przypadków pedofilii wśród duchownych jest natury homoseksualnej. Natomiast w tej liczbie w większości przypadków (do 80 proc.) to efebofilia, czyli typowe dla gejów zboczenie polegające na pociągu do dorastających chłopców.

Jak wytłumaczyć tak olbrzymią nad-reprezentację gejów wśród pedofilów w sutannach?

Ona jest najpierw typowa dla całości społeczeństwa. Szacuje się, że w społeczeństwie jest 1 proc. zdeklarowanych homoseksualistów, ale jednak wśród pedofilów, w zależności od grupy zawodowej, stanowią oni od 20 do 40 procent. Pedofile homoseksualni są też jeszcze bardziej bezwzględni, niż hetero, mają nawet do kilkudziesięciu ofiar, gdy tamci kilkanaście. Dyrektor chóru poznańskiego, Wojciech Krolopp, molestował lub zgwałcił około 400 chłopców i robił to także wtedy, gdy wiedział już, że jest chory na AIDS. Dla chwili przyjemności nie wahał się zarażać chłopców tę śmiertelną chorobą. Dlatego z pedofilii powinni się tłumaczyć także organizacje homoseksualne. Pan Robert Biedroń, który tak bardzo atakuje Kościół, czyni to niesłychanie obłudnie. Przecież on przede wszystkim powinien się wytłumaczyć, dlaczego wśród pedofilów jest tak wiele gejów (także w sutannach) i co on zrobił, robi i będzie robił, aby było ich jak najmniej? Aktywiści gejowscy powinni odpowiadać na te same pytania, co Kościół.

Czy film też o tym mimowolnie nie mówi?

Ta różnica między pedofilią homoseksualną a heteroseksualną jest też widoczna w filmie pana Sekielskiego. Przedstawiony tam ksiądz, który dopuszczał się aktów pedofilii heteroseksualnej, żałuje za to, przeprasza. Natomiast kapłan, który przyznaje się do pedofilskich czynów homoseksualnych, zarazem dalej je akceptuje i pochwala, dalej mówi, że wszystko jest w porządku, dalej racjonalizuje i wypiera swoją winę, swoje grzechy śmiertelne zagrażające zbawieniu. A czyni to, pomimo, że już stoi nad grobem, o krok od Sądu Ostatecznego i faktycznie niedługo po tych wypowiedziach umiera. Jakże bardzo trzeba się obawiać o jego los wieczny. Być może ten ksiądz umarł w grzechu śmiertelnym. Dopuścił się strasznych zbrodni, za które nie żałował. Ale to wewnętrzne zakłamanie jest typowe dla homoseksualistów. Tak bardzo okłamują siebie samych i innych, że trudno im wyhamować nawet, gdy stoją już w obliczu śmierci. Znam takich kapłanów z własnego doświadczenia. Przed czterema laty zostałem strasznie publicznie zaatakowany przez ks. Krzysztofa Charamsę z Watykanu. Odsądzał mnie od czci i wiary, znajdował wiele powodów, dla których powinienem zostać usunięty z uczelni i z kapłaństwa, za wszelką cenę chciał mnie wyrzucić z Kościoła. Potem okazało się, że on sam żyje w niesamowitej rozpuście homoseksualnej, w ciągłych grzechach śmiertelnych prawdopodobnie jeszcze od czasów seminaryjnych. Zatem świętokradczo sprawował sakramenty święte, świętokradczo odprawiał Mszę św., świętokradczo spowiadał i mówił kazania. Mnie natomiast znienawidził za to, że szczególnie jasno wypowiadam prawdę o grzechach homoseksualizmu. Zamiast się nawrócić wolał mnie unicestwić, to tak, jakby zamiast się leczyć z raka chcieć raczej zabić lekarza. Dwa przykłady, jak strasznej degeneracji może ulec sumienie księdza czynnego homoseksualisty. Tak może się stać, taki może być mechanizm upadku także księdza. My codziennie mamy do czynienia z rzeczami najświętszymi, jeśli je podepczemy, to cóż może nam jeszcze pomóc?

Ale z czego wynika jeszcze większa nad-prezentacja gejów pośród pedofilii w sutannach? W społeczeńst20-40 procent, pośród duchownych 80-90 procent?

Przede wszystkim z nad-prezentacji gejów pośród duchownych. W różnych diecezjach, zakonach może ich być nawet dziesięć procent i więcej, a im wyżej, tym może być gorzej. Niestety, niektórzy mężczyźni swoje skłonności homoseksualne próbują ukryć pod sutanną lub habitem pomimo wyraźnych zakazów Kościoła. Czynią to na zgubę swoją i innych, bo właśnie w czysto męskich wspólnotach ich skłonności dopiero mogą wybuchnąć. Potem mamy takie przypadki w Kościele, jak kardynał Theodore McCarrick, który molestował i gwałcił małych chłopców, ale również kleryków oraz współżył z dorosłymi duchownymi. A to był najbardziej wpływowy kardynał Stanów Zjednoczonych! Podobnie żył Keith O’Brien, jedyny kardynał Szkocji oraz Hans Hermann Groër, najważniejszy kardynał Austrii. Analogicznie postępował arcybiskup Józef Wesołowski, nuncjusz apostolski, czyli osoba, która ma największy wpływ na to, kto zostanie biskupem. Innym tragicznym przykładem jest biskup Gustavo Zanchetta z Argentyny, który wykorzystywał seksualnie kleryków własnego seminarium. Jako bliski znajomy papieża Franciszka mógł tym łatwiej szantażować ich i wypierać się swojej winy. Kolejnym przypadkiem jest inny znajomy papieża Franciszka, Juan Barros z Chile, który pomimo protestów księży, polityków i świeckich był przez niego utrzymywany na stanowisku biskupa Osorno (gdyż jako jego znajomy mógł zapewne tym łatwiej go okłamywać). Jednak dowody winy jego i innych biskupów, ich głębokie uwikłanie w pedofilię homoseksualną lub jej tuszowanie sprawiły w końcu, że cały Episkopat Chile został zmuszony do podania się do dymisji. Jak widać, tacy duchowni nie mają skrupułów nawet w okłamywaniu papieża. Tacy homoseksualni prałaci oczywiście na ogół starają się też chronić duchownych przestępców, którzy nieraz są też ich towarzyszami lub nawet wspólnikami w sodomskich grzechach. Co gorsza, oni takich duchownych właśnie wspierają i promują na wyższe stanowiska, „podobni” mianują „podobnych”, a potem ci „podobni” dalszych „podobnych”… Przecież możliwie cała władza powinna zostać w kręgu „rodziny” (homoseksualnej). I nagle okazuje się, że takich ludzi mamy w Kościele cały legion. Nieraz bowiem zasadniczym, faktycznym warunkiem mianowanie na wyższe stanowisko staje się skłonność homoseksualna kandydata albo przynajmniej „homopoddanie”, czy gwarancja, że kandydat w niczym takim środowiskom nie zaszkodzi - jakkolwiek nie jest to jeszcze zapisane w Prawie Kanonicznym. Inne przymioty kandydata mają faktycznie mniejsze znaczenie – jakkolwiek teoretycznie są one tam zapisane. W ten sposób powstają owe „homoseksualne kliki”, o których tak wiele mówi Benedykt XVI, które jak nowotwór niszczą Kościół. W ten sposób na najwyższe stanowiska w Kościele mogą dochodzić ludzie o przerażająco niskim poziomie intelektualnym, moralnym i duchowym, którzy nie dbają ani o dzieci, ani o Kościół, tylko o siebie i swoją grupę.

Czy nie można zatrzymać takich awansów?

Jeżeli gdzieś właściwie cała władza jest w rękach lawendowej mafii, to praktycznie jest to niemożliwe, oni i tak zawsze mianują swoich. Wszelkie negatywne informacje o członkach miejscowych homolobby w biurach Nuncjatur i Watykanu zawsze „dziwnie” zaginą. Wtedy jedyną drogą pozostaje publiczny protest lub media czy sąd. Jednak konsekwencje zaniechań, grzechów i skandali wywołanych przez pedofilii i innych członków lawendowej mafii ponosi cały Kościół, ponoszą świeccy, którym utrudniają one drogę zbawienia. Ponoszą normalni, przyzwoici, ciężko pracujący księża. I wszyscy mamy tego dosyć. Za cynizm i grzechy małej, ale wpływowej grupy płaci cały Kościół.

Czy są narzędzia, które pozwalają zablokować drogę homoseksualistom do kapłaństwa?

Kiedy tylko Benedykt XVI został papieżem, zaraz wprowadził zakaz wyświęcania homoseksualistów na księży, bo dobrze wiedział, co się dzieje w Kościele, skąd wzięła się plaga pedofilii. Potem ten zakaz rozszerzono o zakaz przyjmowania homoseksualistów do seminariów. Papież Franciszek kilka razy potwierdzał te decyzje. Podczas przyjmowania do seminariów są przeprowadzane testy psychologiczne. Jednak ich wyniki nie są pewne. Często homoseksualiści, którzy idą do seminariów, są instruowani przez swoich kolegów, przez duchownych homoseksualistów, których są partnerami, jak w nich oszukiwać. Najgorsze jest to, że czasami seminariami czy diecezjami zarządzają duchowni homoseksualiści, którzy preferują i wyświęcają podobnych im mężczyzn, a zwalczają normalnych. Niektórzy prowincjałowie jezuitów czy rektorzy diecezjalni w USA zachęcają nawet homoseksualistów do wstępowania do seminariów – wbrew oczywistym zakazom papieży! Normalny chłopak często nie ma co szukać w takich seminariach. Musi uciekać, bo będzie tam molestowany czy nawet gwałcony. Z seminariów jest robiona wtedy Sodoma i Gomora, które do swojego grzechu usiłują wciągnąć także każdego nowoprzybyłego – żeby był „swój”.

Czy można postawić tezę, że lobby homoseksualne w Kościele kryje pedofilię?

Oczywiście. Na filmie Sekielskiego też pokazano, że pedofile byli chronieni w Kościele przez mafię homoseksualną. Była nawet informacja, że ksiądz, który molestował, doprowadził do śmierci ministranta. Ksiądz nie poniósł odpowiedzialności, ale był przenoszony z miejsca na miejsce. Odpowiedzialność za tę śmierć ponosi ten ksiądz, ale i ten, kto go chronił, kto go przenosił. Tak działają te mechanizmy. Przecież pedofil homoseksualista na ogół dobrze wie, że jego przełożony jest także homoseksualistą. Jeżeli kard. McCarrick, który sam gwałcił chłopców, otrzymał skargę, że jego podwładny jest pedofilem, czy poszedł z tym do Watykanu czy na policję? Nie, raczej takiego typu hierarcha robił wszystko, żeby go chronić, bo mógł być też przez niego szantażowany. Jeżeli abp Józef Wesołowski otrzymał raport, że na podległym mu terenie działał pedofil taki, jak on sam, to przekazał go do Watykanu? Raczej na pewno dokument trafił do niszczarki. Sprawie ucięto głowę. Nie prowadzono jej dalej. Pisanie do takich nuncjuszy to jakby wrzucanie kamieni w wodę.

A mimo to Tomasz Sekielski w ogóle nie mówi o związkach pedofilii z homoseksualizmem. To absurdalne, że chce rozwiązywać problem nie mówiąc ani słowa o jego zasadniczym źródle. Widać, że chce bronić dzieci, ale nie aż tak, żeby narazić się lobby homoseksualnemu. To podobnie, jakbyśmy starali się rozwiązać problem gwałtów mówiąc słusznie, jakie to straszne czyny, ale przemilczalibyśmy zarazem, że 99 proc. gwałtów dokonują mężczyźni – żeby im nie było przykro, żeby ich „nie stygmatyzować”. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu – właśnie dla dobra dzieci, dla wskazania miejsc największego ryzyka. Tego już nie da się dłużej ukrywać. Jeszcze raz podkreślam, że około 80 proc. aktów pedofilii w Kościele jest natury homoseksualnej, a ich sprawców kryła i kryje mafia homoseksualna. I to jest właśnie kolejny, przepotężny argument przeciw homoseksualizmowi. Jak niedobra musi być ta skłonność, skoro ci, którzy jej ulegają, dopuszczają się rzeczy najgorszych. Z Kościoła, który ma być miejscem zbawienia, czynią miejsce piekielne. Seminaria i plebanie, nowicjaty i klasztory, szkoły i kurie niemal nałogowo zamieniają w miejsca sodomskie. Rujnują to, co mamy najcenniejszego, najważniejszego, z drogi do Nieba czynią drogę zatracenia.

Dlaczego księża odpowiedzialni za czyny pedofilskie byli chronieni?

Powody były różne. Kilkadziesiąt lat temu wiedza o pedofilii nie była tak rozwinięta, jak dzisiaj. Nie wiedzieliśmy, że z tego zwyrodnienia bardzo ciężko wyleczyć sprawcę. Nawet przyzwoici biskupi mogli myśleć, że to jakieś chwilowe szaleństwo, które się nie powtórzy. Było też naturalne ukrywanie brudów. Nikt nie chce swoich największych niepowodzeń opowiadać na zewnątrz. Dzieci nie chcą się chwalić w szkole, że rodzice się pokłócili czy pobili. To naturalna reakcja. Kolejna i najważniejsza przyczyna jest jednak taka, że lobby homoseksualne ma tak wielkie wpływy w Kościele.

Ale podobne wpływy ma lobby pedofilskie w świecie. Tak wielkie, że pedofilię nazywa się nawet „cichy holokaustem naszych czasów”. Afery w Belgii, na Litwie czy w Wielkiej Brytanii pokazały jak bardzo pedofile są umocowani w establishmencie politycznym i jak ogromną mają władzę. To jest cały przemysł zbrodni na dzieciach, a pokazuje to choćby ogrom pornografii pedofilnej oraz turystyki pedofilnej, która dotyka szczególnie takie biedne kraje, jak Dominikana, Filipiny i Tajlandia. Zachowajmy wierność proporcjom, księża są tu tylko kroplą w oceanie. Na ogólna liczbę pedofilii siedzących w więzieniach tylko kilku z nich to księża. W Polsce jeden ksiądz pedofil przypada może na około tysiąc innych, a w Stanach Zjednoczonych na około trzy tysiące. Więc jeżeli rzeczywiście chodzi nam o dzieci, a powinno o nie nade wszystko nam chodzić, trzeba zająć się wszystkimi po równo. Każda grupa zasługuje na film, jaki nakręcił o Kościele Tomasz Sekielski. Może on teraz wreszcie nakręci film o pedofilii pośród gejów albo pośród reżyserów? Ma przecież najlepsze dane ku temu, najlepiej zna właśnie do środowisko - Polańskiego, Wajdę i innych.

NOWA wypowieďź ks prof OKO....

NASZ WYWIAD. Ks. Prof Oko o kampanii LGBT i „Tyg. Powszechnego”: To dobrze znane metody największych wrogów Kościoła. Zdrada jest nam znana od czasów Judasza

opublikowano: 9 września 2016, 18:46 
aktualizacja: 12 września 2016, 12:28

Fot. YouTube/wPolityce.pl

Podziel się

Poleć

Trzeba pamiętać, że ci ludzie często są finansowani przez wrogów Kościoła. To są pisma niszowe, których nikt nie chce czytać. Żeby się utrzymać muszą brać pieniądze od różnych fundacji, także od fundacji Sorosa, od wrogów Kościoła. Dla nich słowa Sorosa są ważniejsze od słów Chrystusa. Trzeba przypomnieć, że zbawia Chrystus, zbawiają sakramenty, a nie dolary Sorosa

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. prof. Dariusz Oko, komentując najnowszą wspólną akcję środowisk homoseksualnych i części środowisk „katolickich”

CZYTAJ WIĘCEJ: Tęczowy znak pokoju. Środowiska LGBTwspierane przez „Tygodnik Powszechny” zorganizowały kampanię finansowaną z pieniędzy Sorosa

wPolityce.pl: Głównym znakiem najnowszej kampanii środowiskLGBT oraz „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi” jest znak pokoju. Jednak główny wydźwięk tej kampanii sprowadza się do tego, że to Kościół ma przepraszać.

Ks. prof. Dariusz Oko: Szczególnie szokujące jest to, że redaktorzy, którzy mienią się być katolickimi, zdecydowanie występują przeciwko nauczaniu Kościoła. To jest wyraźnie powiedziane. Tu nie chodzi tylko o formę. W filmie promującym kampanię wyraźnie odrzucają nauczanie Kościoła. Ustawiają się przeciwko Kościołowi, czyli niejako siebie stawiają ponad Kościół, tym samym ponad Chrystusa, ponad Boga. Można powiedzieć, że program homoideologii jest dla nich ważniejszy od nauczania Chrystusa. To jest szokujące. Szczególnie w społeczeństwie polskim. Dla mnie to nie jest nic nowego, bo ideologią gender, homoideologią zajmuję się od 11 lat. Ponad 10 lat spędziłem za granicą w 50 różnych krajach. To są dobrze znane metody największych wrogów Kościoła. Mamy tu do czynienia z akcją, mającą na celu oswojenie ludzi z grzechem, zmianę mentalności społecznej, przy pomocy manipulacji i kłamstw.

Twierdzą, że papież Franciszek namawia katolików, by przeprosili homoseksualistów.

Papież Franciszek jest pierwszym homofobem - według kategorii homoideologów. W ostatniej adhortacji apostolskiej, po ostatnim synodzie, wyraźnie stwierdza, że nie ma nawet dalekiego podobieństwa pomiędzy związkami homoseksualnymi a małżeństwem. To jest wypowiedź czysto homofobiczna według tych redaktorów. Wyraźnie też stwierdza w adhortacji, że do dobrego wychowania dzieci potrzeba matki i ojca. To jest też czysta homofobia. Według ich kategorii, papież Franciszek jest homofobem. Doskonale o tym wiedzą, a zarazem próbują manipulować, że papież ich popiera. Franciszek twardo stoi na stanowisku nauczania Kościoła, które jest sprzeczne z homoideologią. Dobrze o tym wiemy. Homoideolodzy wszędzie, gdzie mogą, prześladują chrześcijan, niszczą Kościół. Na ich paradach jest mnóstwo nienawiści wobec Kościoła, bluźnierstw. Przechodzenie teraz na ich stronę i atakowanie Kościoła jest szokujące. Taka manipulacja dla ludzi w Polsce jest szokiem. Ale to jest możliwe. Przecież te same środowiska promowały przed rokiem ks. dr. prałata Krzysztofa Charamsę. Widać, że jest on dla nich idolem do dzisiaj. A to był kapłan wysoko postawiony w Watykanie, który sam się przyznał, że przez długie lata żył w związku z mężczyzną. Sam przyznał się, że żył w świętokradztwie, bo sprawował przy tym sakramenty i kłamał. Widzimy więc, że kapłan może przez lata żyć w świętokradztwie, a potem zamiast się nawrócić, żądać od Kościoła i od Boga, żeby zmienił nauczanie. To jest głębokie zepsucie. Podobnie ks. Michał Czajkowski, kapelan „Więzi” przez lata donosił na ks. Popiełuszkę, czyli współpracował z mordercami ks. Popiełuszki. Inny idol tych środowisk – pisarz Jerzy Zawieyski - jak wiemy był homoseksualistą, który mógł mieć tysiąc i więcej partnerów homoseksualnych, także księży. Wiemy, że sami księża mogą popaść w homoherezję, mogą żyć w strasznym grzechu, w świętokradztwie. Mogą być w tym grzechu niesamowicie zakłamani i zamiast się nawrócić, ubliżać innym, przejść na stronę wroga, tak jak ks. Charamsa. Zdrada jest możliwa. Judasz na 12 apostołów to jest 8,3 proc. Na 30 tysięcy księży w Polsce to jest już 2,5 tys. księży. Jeżeli oficerowie w armii Pana mogą tak robić, to tym bardziej inni. Zdrada w Kościele od czasów Judasza jest możliwa.

W tym przypadku okazuje się, że jest wręcz finansowana przez fundację George’a Sorosa, który podsyca antychrześcijańskie działania. Nie przeszkadza to redaktorom „Tygodnika Powszechnego”, „Więzi” i „Znaku”.

Wystąpienie tych redaktorów jest działaniem na zdradę Kościoła, przeciwko Kościołowi. To jest współpraca ze śmiertelnymi wrogami Kościoła. Mamy do czynienia ze zdradą Kościoła. Trzeba to przyjąć. To jest taki wieczny Judasz. Ale Kościół sobie z tym poradzi, tak jak poradził sobie z Judaszem. Ostateczne zwycięstwo należy do prawdy, do dobra. Ks. Popiełuszko jest już beatyfikowany, a ten, który donosił, ks. Czajkowski okrył się wieczną hańbą. Judasze w Kościele zawsze będą, ale trzeba iść za pozostałymi apostołami. Trzeba słuchać papieża, biskupów, którzy jednoznacznie odrzucają ideologię gender, homoideologię. Trzeba pamiętać, że ci ludzie często są finansowani przez wrogów Kościoła. To są pisma niszowe, których nikt nie chce czytać. Żeby się utrzymać muszą brać pieniądze od różnych fundacji, także od fundacji Sorosa, od wrogów Kościoła. Dla nich słowa Sorosa są ważniejsze od słów Chrystusa. Trzeba przypomnieć, że zbawia Chrystus, zbawiają sakramenty, a nie dolary Sorosa. Katolicy słabsi duchowo lub intelektualnie wobec mocnych prądów współczesności część z nich zawsze ulegała, była porywana przez prąd. Tak jak mieliśmy chrześcijan, którzy popierali marksizm, komunizm, Księży Patriotów, którzy przechodzili na stronę zdrajców. Tacy zdrajcy zawsze byli, są i będą. Trzeba na to spokojnie patrzeć, ale nie można dać im się ogłupić. Ta akcja służy ogłupieniu społeczeństwa. Ma sprawiać wrażenie, że Kościół niby akceptuje homoseksualizm. Oczywiście mamy szanować wszystkich, ale nie możemy akceptować ich kłamstwa, ich zła, ich grzechu. Trzeba trwać przy prawdzie. Modlić się za tych ludzi. Bo ci, którzy tak kłamią i manipulują, jak ci redaktorzy, są w bardzo złym stanie moralnym. Przeszli już na stronę wroga.

 

Ave Verum Corpus natum "

Słynna modlitwa - starsza niż sądzono

Ave, ave verum corpus 
natum de Maria Virgine 
vere passum, immolatum
in cruce pro homine.

Cujus latus perforatum
unda fluxit et sanguine.
Esto nobis praegustatum,
in mortis examine,
in mortis examine.

Popularna już w średniowieczu modlitwa „Ave Verum”, do której muzykę napisał Wolfgang Amadeusz Mozart jest starsza, niż sądzono. Dotychczas uważano, że ta modlitwa pochodzi z XIV wieku. Jednak fragment tekstu, znaleziony w bibliotece Martinus w Moguncji wskazuje, że tekst „Ave Verum” był znany i popularny już w XII wieku, poinformowała tamtejsza diecezja

XIII-wieczny odręcznie napisany tekst był częścią modlitewnika kobiety. Na podwójnej kartce widniał tekst łaciński i niemiecki „Ave verum”, ale modlitewnik został rozcięty w XVI wieku i tym tłumaczy się brak kilku ostatnich wierszy na pergaminie niemieckim. W XV i XVI wieku była stosowana jako cicha modlitwa podczas przygotowania do Komunii św. Modlitwa została nazwana od jej pierwszych slów: „Ave verum Corpus natum”.

Najbardziej znana muzyczna wersja „Ave Verum” jest autorstwa Wolfganga Amadeusza Mozarta i jest śpiewana po dziś dzień.

tlumaczenie Ave Verum Corpus natum

"Witaj, prawdziwe Ciało
Zrodzone z Maryi Dziewicy,
Prawdziwie umęczone i ofiarowane
Na krzyżu za człowieka.
Z Twego przebitego boku
Wypłynęła Krew i Woda,
Bądź nam pokarmem
W godzinę śmierci,
W godzinę śmierci."

Witaj, prawdziwe Ciało
Zrodzone z Maryi Dziewicy,
Prawdziwie umęczone i ofiarowane
Na krzyżu za człowieka.
Z Twego przebitego boku
Wypłynęła Krew i Woda,
Bądź nam pokarmem
W godzinę śmierci,
W godzinę śmierci.