ŚW JACEK ODROWĄŻ

WWW.GOSC.PL → TYGODNIK GOŚĆ NIEDZIELNY → TEMAT GOŚCIA → BECZKA PROCHU

Beczka prochu

JUAN BAUTISTA MAÍNO, ŚWIĘTY JACEK, 1620-24, CONVENTO DE SAN PEDRO MÁRTIR, TOLEDO, HISZPANIA

 

Szedł jak burza. Ogień, który niósł w sobie, zapalał ziemię po ziemi. Jaki jest sekret ewangelizacyjnego sukcesu Jacka Odrowąża? Czy opowieści o cudach, których dokonał, nie są pobożnymi bajeczkami? Odpowiada o. Tomasz Gałuszka OP, historyk średniowiecza.

Tomasz Gałuszka OP: – Mam mówić jako historyk czy hagiograf serwujący cukierkowe, pobożne dyrdymały?

Marcin Jakimowicz: – Jako historyk.

Rozumiem, że hagiografia potrzebuje prostego komunikatu i listy cudów i wskrzeszeń, ale nie można zapomnieć o tym, że Jacek był dzieckiem swojej epoki, i wyrwać go z historycznego kontekstu…

Na bruku leżał martwy człowiek. „To bratanek samego kardynała” – szeptano. Przy zmarłym stanął szczupły zakonnik. „Wyciągnął ręce w górę i swą modlitwą wyrwał brata ze śmierci”. Taką scenę miał ujrzeć w 1221 roku Jacek Odrowąż. To było jego pierwsze spotkanie ze św. Dominikiem?

Wedle opisów w Środę Popielcową 1221 roku Dominik rozłożył ręce (jak Eliasz) nad Napoleonem, bratankiem kardynała, i wskrzesił tego młodzieńca. Czy Jacek pod wpływem tego cudu wstąpił do dominikanów? Możliwe. Ale niewykluczone, że był u braci wcześniej. Prawdopodobnie od jakiegoś czasu kształcił się za granicą. Scena wskrzeszenia jest symboliczna, ale nie wierzę, by dopiero wówczas Jacek poznał Dominika. Musiał słyszeć o nim wcześniej! Musiało go do niego ciągnąć, bo podobnie jak spora grupa księży początku XIII wieku był entuzjastą. Nagle na horyzoncie pojawiły się w Kościele dwie charyzmatyczne postaci – Włoch i Hiszpan, Franciszek z Asyżu i Dominik z Caleruegi – i zaczęły się kręcić wokół samego papieża.

Nie byle jakiego…

Innocenty III był gwiazdą na średniowiecznym niebie. Nam nawet trudno wyobrazić sobie takiego papieża. Papież Franciszek robi wszystko, by być jak najbliżej ludzi i zejść z piedestału, Innocenty III robił wszystko, by zachować dystans. Podkreślał swą wyjątkowość. Mawiał: „Jestem niżej niż Bóg, ale wyżej niż człowiek”. Uważał się za jakiś byt „pomiędzy”, uniósł się niezwykle wysoko po to, by ujrzeć Kościół z góry. I okazało się to, paradoksalnie, również spojrzeniem proroczym. Sytuacja w Kościele była taka: opada wreszcie pył wielkiej reformy, którą wprowadzili papieże XI wieku, gdy główną rolę w świecie duchowym pełni duchowieństwo, któremu wmówiono, że dźwiga na barkach los całego Kościoła. W XIII wieku mamy uformowane pokolenie kapłanów, którzy są niezwykle otwarci na to, co „mówi Duch Święty do Kościoła”. Mają rozpięte żagle i czekają na podmuch, który szarpnie łodzią i wyrzuci ją na głębinę. I nagle na horyzoncie pojawia się Dominik, wykształcony ksiądz, kanonik pracujący przy katedrze, który choć jest predestynowany do tego, by być biskupem, ku zaskoczeniu wszystkich rozpoczyna kompletnie inne życie. Proponuje drogę ubóstwa i zaczyna ewangelizować „nadgorliwców”, czyli heretyckich albigensów i katarów. Nie możemy się dziwić, że jego postawa trafia do serc elit: żyjących dostatnio księży, kanoników, którzy pragnęli żyć biblijnymi ideałami i tęsknili za porywem Ducha. Grunt był przygotowany. Dominik był iskrą, którą znalazła się przy beczce prochu. Zobaczmy, kto wstępował na początku do zakonu. Kanonicy posługujący przy katedrach, żyjąca w dostatkach elita, księża, którzy czekali, aż ktoś ich porwie…

Gdy Franciszek z Asyżu zwołał braci na Kapitułę Namiotów, w szałasach zamieszkało ich około 5 tysięcy. Zdumiewające! W samym Asyżu mieszkało nieco ponad 2 tysiące osób. Człowiek XXI wieku pokręci sceptycznie głową: to niemożliwe.

Trudno nam wyobrazić sobie epokę, w której ludzie oddychają Bogiem, ludzie, dla których rzeczywistość nadprzyrodzona jest ciekawsza niż ta stworzona. Nie na darmo mówi się, że wiek XII był wiekiem Ducha Świętego. Mawia się, że nie było wówczas ateistów. Byli heretycy, czyli ludzie, którzy nie mieli „przechyłu” w stronię niewiary, ale byli nadgorliwi. Taka była duchowa atmosfera. Mamy teraz falę upałów, więc powiem tak: ściółka była wysuszona, wystarczyła iskra. Franciszek i Dominik porwali tłumy gorliwców, a wśród nich – uwaga… księży. A jeśli księża ruszyli się z miejsca, pozostawiali bezpieczne porty, to musiało to być coś naprawdę niezwykłego. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC}

Jacek trzymał się blisko swego krewnego bp. Iwo Odrowąża, człowieka światłego, dziecka soboru. W 1215 roku odbył się Sobór Laterański IV, jeden z najbardziej rewolucyjnych soborów Kościoła. Vaticanum II to nic przy zmianach, jakie wprowadzono wówczas. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Sobór objął cały Kościół, dostrzegł i dowartościował świeckich, wprowadził sakrament pokuty, pojawiło się ścisłe połączenie proboszcza z parafianami, podniesiona została konieczność ewangelizacji. Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jakie zmiany wprowadzono na Lateranie. Dominik i Franciszek wypłynęli na fali soboru, zwłaszcza kanonu 10., który nakładał na biskupów obowiązek wyznaczenia kaznodziejów. A przecież Kościół nie miał dostatecznej liczby kapłanów, by wypełnić ten zapis. To pokazuje, w jaki sposób Duch prowadzi Kościół. Sobór coś proroczo proklamuje, „przygotowuje teren”, ustala przepis, choć nikt, za Chiny, nie wie, jak go zrealizować. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Soborowi trzeba zaufać, bo odczytuje znaki czasu, pełni funkcję proroczą, widzi więcej i dalej, niż nam się wydaje. W każdej diecezji mają być kaznodzieje, a jeśli biskup się o to nie postara, może być nawet usunięty z urzędu.

Nie wierzę, że nie budziło to oporu materii…

Kanon został zaproponowany przez grupę z południowej Francji, przez ekipę Dominika, pracującą od lat w systemie kaznodziejskim. Jak musieli zareagować biskupi, którzy nie mieli żadnych kaznodziejów? Mieli prawo święcie się oburzać: „Ale sobie to Francuzi wykombinowali”. I nagle rok później „przypadkowo” (Duch Święty ma naprawdę znakomite pomysły) powstaje Zakon Kaznodziejski. W pracach soboru uczestniczył Iwo Odrowąż. Jacek musiał spotykać dostojników, którzy wracali z Lateranu. Czuł wrzenie, które dokonywało się w Kościele.

Dlaczego Dominik formował braci tak krótko? Wiadomo, jak dziś wygląda wieloletnia dominikańska formacja. A za czasów założyciela? Musiał mieć zaufanie, skoro wysyłał uczniów szybko w świat…

Pierwsze próby organizowania formacji nastąpiły po drugiej kapitule w Bolonii w 1221 roku. Pojawił się półroczny okres „nowicjatu”.

Brzmi nieprawdopodobnie w czasach, gdy wydłuża się seminaryjną formację.

A dlaczego się ją wydłuża? Bo ludzie przychodzą ze świata, który jest kompletnie areligijny, neopogański i muszą przejść kwarantannę. W czasach Dominika do zakonu trafiali ludzie uformowani, którzy nie wyobrażali sobie życia poza stanem łaski uświęcającej, którzy najpierw uczyli się na pamięć Psałterza, a dopiero później poznawali łacińską gramatykę.

Pierwsi dominikanie musieli nauczyć się nowej formy życia. Dotąd byli zamknięci w klasztorach i nieprowadzący pracy duszpasterskiej mnisi oraz zajmujący się duszpasterstwem księża. Nie było czegoś takiego jak „mnicho-księża”. I nagle pojawili się kapłani, którzy… żyli jak mnisi. Rewolucja.

Rodzina Tomasza z Akwinu zamknęła go nawet w wieży. „Chcesz wstąpić do dominikanów? To poroniony pomysł! Powinieneś robić karierę, a nie wstępować do tych obdartusów!”.

Ten przykład znakomicie pokazuje, z czym zmagali się wówczas wierni. „Chcesz zostać opatem, biskupem, mnichem? Droga wolna. Ale jakimś podejrzanym »mnicho-księdzem«?”. Pomysł Dominika, by być mnichem w świecie, budził opór.

Regułę zatwierdził Honoriusz III (który był teologiem, a nie, jak większość papieży XIII wieku, prawnikiem). Papież pastoralista podpisał dokument, choć pobożne otoczenie pukało się w czoło: „»Mnicho-księża«? Ojcze Święty, co ty wyprawiasz? Prawo nie jest dostosowane do takiej formy”.

Dominik musiał mieć ogromne zaufanie do braci. Wysłać kogoś, kogo zna się kilka miesięcy, z misją zakładania zakonów? Trudno to sobie wyobrazić…

Ufał, to prawda. Ale był człowiekiem mocno stąpającym po ziemi, który wcześniej uczestniczył w misjach dyplomatycznych. Jasne, był mistykiem, wizjonerem dokonującym wskrzeszeń, ale zadbał też o to, by wysyłać braci (w tym Jacka) z odpowiednimi „papierami”. Oni nie szli z pieśnią na ustach, uśmiechem na twarzy i kwiatami we włosach. (śmiech) Zachowało się kilkadziesiąt takich dokumentów. Dominik stworzył siedem formularzy. „Bulla rekomendacyjna” podkreślała: za wszystkim, co robimy, stoi papież (na konopnym sznureczku dyndała papieska ołowiana pieczęć), co w czasach herezji było bezcenną wskazówką dla tych, którzy patrzyli na dominikanów z podejrzliwością.

Wyobraźmy sobie, że na dworze biskupa pojawia się „mnicho-ksiądz”. Od razu całej kurii włączają się czerwone światła. W „paszporcie” był opis, kim są ci, którzy przedstawiają papiery i zapewnienie papieża o błogosławieństwie, którego udzieli tym, którzy ich przyjmą. Zanim dominikanie wzięli do ręki gitary i zaczęli organizować radosne duszpasterstwo akademickie, pokazywali bullę. Biskup czytał. Jeśli to jeszcze nie pomagało, bracia pytali: „Czcigodny biskupie, posiadasz w biblioteczce akta soborowe? Tak? Znasz kanon 10? Wiesz, że diecezja musi posiadać kaznodziejów? Nie masz takich w diecezji? Oj, cóż za pech… Mamy rozwiązanie tej trudnej sytuacji: tak się składa, że jesteśmy kaznodziejami i, co tu dużo gadać, spadliśmy ci z nieba!”.

Argument nie do odparcia.

To wyjaśnia fenomen zakładania przez Jacka klasztorów i rozprzestrzeniania się zakonu. Duch Święty działał nie tylko przez znaki i cuda, i urok osobisty pierwszych braci, ale też przez pieczęcie, podpisy, dokumenty. Przez prawo. Bóg nie musi dokonywać spektakularnych znaków rozstąpienia się morza. Działa też przez decyzje soborów.

Jacek ruszył nad Wisłę z Bolonii. Taką trasę można przejść w 3,5 tygodnia, ale on po drodze nie próżnował: zakładał klasztory. Jak bardzo musiał być przezroczysty, skoro gromadzili się wokół niego bracia?

Ruszył z „paszportem” wydanym w lutym 1221 roku. Mamy fotokopię tej bulli, bo oryginał zaginął w czasie II wojny. Rozpoczyna się od słów: „Jeżeli ktoś przyjmuje proroka, nagrodę proroka otrzyma”. Mocne! Papież przedstawia dominikanów jako tych, którzy pełnią funkcję proroczą.

Jacek nie ruszył sam?

Nie mógł! Zabraniało tego nasze prawo, które zakazywało samotnego kaznodziejstwa. Bracia ruszali w dwóch, trzech. Gdy badamy akta kryminalne naszej prowincji, widać, że gdy dominikanie dokonywali zamachów na przeorów, zawsze robili to wspólnie, tworząc zorganizowane grupy przestępcze. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Jacek szedł z ekipą (Długosz pisze, że z ośmioosobową, ale było ich chyba mniej). I choć powinna go zżerać tęsknota za ojczyzną, zatrzymał się na kilka miesięcy w Karyntii, by w opustoszałym austriackim klasztorze założyć wspólnotę.

Wyobraźmy sobie sytuację. Nieznajomy facet wkracza do miasteczka, a na odchodne pozostawia klasztor, w którym modlą się świeżo upieczeni dominikanie. Co pociągało w nim ludzi?

Miał papieskie papiery, które przedstawiały go jako… proroka. Wyobraź sobie, że dziś papież daje Janowi Kowalskiemu taki paszport… Jacek ma „papiery na proroka”. Żywot spisany przez lektora Stanisława przedstawia go jako cudotwórcę i człowieka mającego znakomitą relację z Maryją. Pamiętajmy, że Jacek miał później w Krakowie objawienie Maryi. Matka Boża zapowiedziała mu (w miejscu, gdzie dziś jest nasza zakrystia): „O cokolwiek będziesz prosił mojego Syna, to otrzymasz”. Niedawno w czasie badań archeologicznych odnaleziono najstarszą naszą pieczęć, z lat 60. XIII wieku. Na tłoku pieczętnym (rodzaju stempla) widnieje Maryja. Jest patronką polskiej prowincji. Jacek był z Nią w ogromnej zażyłości. Był też cudotwórcą.

I mówi to Ojciec jako historyk?

Oczywiście! To nie są opowieści z mchu i paproci. Cud wymaga weryfikacji – doskonale o tym wiedzieli ci, którzy spisywali „Żywot św. Jacka”. Jan Zarych czy lektor Bogusław prowadzili tzw. biuro cudów. Cud musiał być udokumentowany. Brało się świadków, i to nie byle jakich, nie koleżanki z sąsiedztwa: pobożną panią Stasię, Krysię i Jolę. Nie! Cud musiał poświadczyć ktoś z elity: rycerz, radny, wójt. Znamy listę świadków, którzy potwierdzali, że cuda dokonane przez św. Jacka są godne wiary. Nie jesteśmy w stanie tego podważyć.

Ilu braci Jacek pozostawił w austriackim klasztorze?

Dwóch, trzech... Dokumenty mówią, że przeorem został Herman. Wówczas przeor nie był menedżerem klasztoru, ale człowiekiem odpowiedzialnym za zbawienie braci. Podobnie zresztą jak proboszcz, który za zbawienie parafian odpowiadał przed Bogiem krwią, a nie troszczył się jedynie o to, by w kościółku było miło i ciepło.

Do grodu Kraka Jacek dotarł na Wszystkich Świętych 1222 roku…

…i został ciepło przywitany przez Iwona Odrowąża. Nie tylko ze względów rodzinnych. Nad Wisłę przyszedł przedstawiciel zakonu, który był na topie i przyciągał elity w Italii i Francji. Wykształcony Iwo, który zjechał kawał świata i miał w domu doskonałą bibliotekę (niemal 50 książek), doskonale o tym wiedział. Do Krakowa zapukał wielki świat. Iwo wiedział, że bracia z zagranicy będą ciekawi, jak żyją dominikanie w kraju, gdzie białe niedźwiedzie chodzą po ulicach, i przyjadą w odwiedziny. Czuł, że Kraków otwiera się na nowy powiew Ducha.

Jacek miał misję zwalczania heretyków?

Na terenie diecezji zastał bidę z nędzą. Żadnych heretyków. W diecezji wrocławskiej mieli w latach 60. nadgorliwców: biczowników, ale u nas trybunały inkwizycyjne nie miały targetu…

Jacek założył 32 klasztory. Dlaczego nie osiadł w Krakowie na laurach, tylko ruszył na Wschód?

Bo po pierwsze był dominikaninem, a my nie powinniśmy siedzieć w miejscu, a po drugie, to moja prywatna hipoteza, miał około czterdziestki i przeżywał kryzys wieku średniego. Czas, w którym faceci zmieniają kobiety, robią tatuaże i kupują sobie motory, a kapłani powinni wrócić do pierwotnej miłości i pójść za porywem Ducha. Ojciec Joachim Badeni mówił: „Jeśli chcecie wiedzieć, jaki ma być zakon, nie pytajcie starych, tylko spójrzcie na nowicjuszy…

...zanim z kleryków zrobi się kler”. Ilu braci zostawił umierający Odro­wąż?

Prowadzimy badania zbierające dokumenty o braciach polskiej prowincji z czasów średniowiecza. W bazie danych mamy 2910 braci, w tym w XIII wieku 140, a do 1257 roku, gdy umierał Jacek, około 60. Mogło być ich o wiele więcej.

Dokonane przez Jacka cuda zdumiewają. Na przykład spacer po falach…

Nie wiemy, czy to jedynie mit, topos, symboliczna opowieść ukazująca wiarę Odrowąża... Wiara czyni cuda, wierzymy w to. Jeśli mamy współczesnego Jackowi św. Rajmunda z Penyafort, który pływał z Majorki do Barcelony na swej kapie (jest patronem windsurfingu!), to dlaczego Jacek nie mógł w zawierzeniu pójść o krok dalej? Rzucił kapę przerażonym braciom i ruszył na fale.

Jaki testament zostawił?

„Bądźcie pokorni, kochajcie się wzajemnie i zachowujcie dobrowolne ubóstwo”. Lutowa kapituła postanowiła, że dewiza Jacka „Pokora – miłość – ubóstwo” będzie programem jubileuszu rocznicy naszego przybycia do Polski w 1221 roku.

Pamiętajmy, że u nas nigdy nie było kultu jednostki. Dominik nie fascynował sobą, ale przyciągał braci do Jezusa. „W centrum Jezus – bracia w tle” – taki model funkcjonował. Wiesz, ilu mamy kanonizowanych braci w prowincji? Dwóch: Jacka i o. Czartoryskiego, który zginął w powstaniu warszawskim. Dominik i Jacek kierunkowali braci na Jezusa. Nie mogli zostawić lepszego testamentu

NIEPOKALANÓW BLACHNICKIEGO

WWW.GOSC.PL → TYGODNIK GOŚĆ NIEDZIELNY → CZARNO NA BIAŁYM → NIEPOKALANÓW BLACHNICKIEGO

Niepokalanów Blachnickiego

Najbardziej śmiałe wizje duszpasterskie ostatnich stu lat w Polsce zrodziły się z całkowitego oddania Matce Bożej.

W 1956 roku ks. Franciszek Blachnicki zanotował w dzienniku duchowym następujące słowa: „Mam już lat 34. I nie jestem zadowolony ze swego życia, nie mam wewnętrznego pokoju. Nie mam we mnie właściwie życia – wegetuję marnie. Nie mam w sobie świadomości jakiejś idei przewodniej, życiowej – życie moje nie jest realizacją jakiejś wielkiej idei, realizacją planu Bożego, woli Bożej”. Tak pisał człowiek, który właściwie bez przerwy był zaangażowany w działalność duszpasterską i organizacyjną. Jednak ciągle odnosił wrażenie, że to nie jest to, czego oczekuje od niego Bóg. Poprosił biskupa o urlop naukowy, ale nie pojechał studiować na KUL-u, tylko w Niepokalanowie. Tam odkrył nabożeństwo do Maryi Niepokalanej. Na Jasnej Górze dokonał aktu oddania życia i duszpasterskich wizji Matce Bożej. Pragnął, by odnowa duszpasterska rozpoczęła się od formowania kapłanów. Marzył o stworzeniu „Unii kapłanów niewolników Marii”, których formacja polegałaby przede wszystkim na pogłębieniu życia wewnętrznego. W zapiskach ks. Blachnickiego znajdziemy następujące wyznanie: „Jestem Niepokalanej niezmiernie wdzięczny za wielką łaskę, jaką tu, w Niepokalanowie, otrzymałem. Uważam, że największą łaską, jaką w życiu otrzymałem, jest chrzest święty, powołanie do dziecięctwa Bożego. Druga łaska to poznanie Niepokalanej i oddanie się Jej”.

Odnoszę wrażenie, że ten aspekt duchowości sługi Bożego jest pomijany. Ksiądz Blachnicki był wizjonerem, prekursorem i wiernym synem Soboru Watykańskiego II, twórcą nowatorskich rekolekcji i wielkiego ruchu ewangelizacyjnego. Jednak zapominamy o źródle tych inspiracji, a jest nim po prostu oddanie Matce Bożej. Być może i dzisiaj, zastanawiając się nad wizjami duszpasterskimi dla Kościoła, warto wrócić do Niepokalanowa. Najbardziej śmiałe wizje duszpasterskie ostatnich stu lat w Polsce zrodziły się z całkowitego oddania Matce Bożej. Święty Maksymilian Maria Kolbe, sługa Boży Stefan Wyszyński, święty Jan Paweł II i sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki – szlak został wyznaczony, od nas zależy, czy zechcemy na niego wejść

MAŁY PRZEWODNIK o św ROCHU już W PAR SW ROCHA W jAZGARZEWIE

Aktualnościbądź na bieżąco

Klub Owieczki Magdykonkursy i zabawy

Dla Rodzicówpraktyczne porady

Dla Księży i Katechetówna ciekawe lekcje

Archiwumprzejrzyj, poczytaj

Prenumeratanaszego pisma

O nas / kontaktnapisz do nas

Dlaczego warto prenumerować Mały Przewodnik Katolicki?

Tylko bezpieczne treści

Przygotowanie dzieci do świadomego uczestnictwa we Mszy Świętej

Wprowadzenie w okresy liturgiczne

Katecheza biblijna

Nauka czytania ze zrozumieniem

Pomoc dla dzieci w rozumieniu swoich emocji

Komiks z owieczką Magdą

Łamigłówki i ciekawostki

Zamawiając prenumeratę Małego Przewodnika Katolickiego zyskujesz:

Darmową przesyłkę

Dodatki w cenie prenumeraty

Książkę gratis

Zamów prenumeratę roczną

Zamów prenumeratę półroczną

Kontakt w sprawie prenumeraty:

Małgorzata Kryszkowska
tel. 61 659 37 57  (w godzinach od 8:00 do 16:00)
sprzedaz@swietywojciech.pl
 

Temat numeru   Gdy św. Roch czuwa nie grozi nam zguba!

Jest taki święty, który szczególnie zajmuje się osobami chorymi na zakaźne choroby. Ten święty uczy nas wielu ważnych rzeczy. Szczególnie teraz przypominamy sobie o nim, ponieważ potrzebujemy jego pomocy. Tym świętym jest św. Roch, który żył w XIII wieku i już od tamtego czasu niemal „specjalizuje się” w chorobach zakaźnych. Czyli dokładnie wie, w jaki sposób rozprawić się z każdą chorobą zakaźną, której czasami obawiają się nie tylko chorzy, ale i nawet lekarze. Dlatego gdy środki medyczne zawodzą, ludzie proszą o pomoc św. Rocha.

Kiedy porozmawiacie z waszymi rodzicami lub dziadkami, usłyszycie na pewno takie zdanie, że jeśli ktoś coś trudnego przeżył, to w tej sprawie na pewno zrozumie innych, którzy przeżywają to samo.
I tak było ze św. Rochem. Ale zacznijmy od początku.
Święty Roch był z pochodzenia Francuzem. Miał zamożnych rodziców, dlatego można powiedzieć, że i on był bogaty. Jednak kiedy miał 20 lat, jego rodzice zmarli. Długo zastanawiał się, co zrobić z majątkiem, który mu zostawili. Ostatecznie postanowił sprzedać majątek i wyruszyć w pielgrzymce do Rzymu, miasta apostołów świętych Piotra i Pawła. Jak postanowił, tak zrobił.
A że dawniej podróż wyglądała zupełnie inaczej niż dziś, to św. Roch nie wsiadł do auta, pociągu ani samolotu, ale wyruszył tam jak przystało na prawdziwego pielgrzyma: na własnych nogach...

Ta historia dopiero sie rozpoczęła. Koniecznie przeczytajcie ją całą. Znajdziecie ją w wakacyjnym numerze "Małego Przewodnika". Tam też dowiecie się m.in.: dlaczego pies jest natychmiast kojarzony ze św. Rochem i z jakiego powodu 16 sierpnia zwierzęta prowadzi się pod kościoły, którym patronuje św. Roch.

List redaktor naczelnej

Kiedy św. Roch spojrzy z nieba choroby zakaźne uciekają jak trzeba!

........

Co za szczęście!

Na pewno macie wiele pomysłów, jak je spędzić i co zrobić, by były wyjątkowe i niezapomniane. Owieczka Magda też dużo myślała, co zrobić, byście byli podczas tych wakacji szczęśliwi, a przede wszystkim bezpieczni i zdrowi. I wymyśliła! Poprosiła o pomoc św. Rocha, którego bardzo się boją wszystkie wirusy, bakterie, a tym samym choroby zakaźne.


Mówi się, że kiedy św. Roch spojrzy z nieba, choroby zakaźne uciekają jak trzeba. I coś w tym naprawdę jest. Zresztą, przeczytajcie temat numeru i wszystko się wyjaśni.


Powiem Wam w sekrecie, że św. Roch bardzo się ucieszył z propozycji Owieczki Magdy. I obiecał, że  szczególnie będzie czuwał nad Wami, naszymi Czytelnikami i nad Waszymi rodzinami. I jak przystało na prawdziwego pielgrzyma, postanowił wyruszyć z Wami na wakacyjne szlaki. Uwaga, będzie szedł z Wami krok w krok. Może od czasu do czasu, jako jego znak rozpoznawczy spotkacie na swojej drodze psa… To charakterystyczny znak obecności św. Rocha. Dlaczego? Dowiecie się tego z tematu numeru!

W wakacyjnym prezencie dołączamy książkę, która pomoże Wam zadbać o zdrowie. Oczywiście przy pomocy św. Rocha.
Jest też kolejny plakat z serii Zwierzęta biblijne. Tym razem przypływa do was wieloryb.

Cudownych i bezpiecznych wakacji życzy Wam redakcja „Małego Przewodnika Katolickiego” .

ŚW ROCH https://www.malyprzewodnik.pl/

https://www.malyprzewodnik.pl/

List redaktor naczelnej    Kiedy św. Roch spojrzy z nieba choroby zakaźne uciekają jak trzeba!

.......

Na pewno macie wiele pomysłów, jak je spędzić i co zrobić, by były wyjątkowe i niezapomniane. Owieczka Magda też dużo myślała, co zrobić, byście byli podczas tych wakacji szczęśliwi, a przede wszystkim bezpieczni i zdrowi. I wymyśliła! Poprosiła o pomoc św. Rocha, którego bardzo się boją wszystkie wirusy, bakterie, a tym samym choroby zakaźne.
Mówi się, że kiedy św. Roch spojrzy z nieba, choroby zakaźne uciekają jak trzeba. I coś w tym naprawdę jest. Zresztą, przeczytajcie temat numeru i wszystko się wyjaśni.
Powiem Wam w sekrecie, że św. Roch bardzo się ucieszył z propozycji Owieczki Magdy. I obiecał, że  szczególnie będzie czuwał nad Wami, naszymi Czytelnikami i nad Waszymi rodzinami. I jak przystało na prawdziwego pielgrzyma, postanowił wyruszyć z Wami na wakacyjne szlaki. Uwaga, będzie szedł z Wami krok w krok. Może od czasu do czasu, jako jego znak rozpoznawczy spotkacie na swojej drodze psa… To charakterystyczny znak obecności św. Rocha. Dlaczego? Dowiecie się tego z tematu numeru!

W wakacyjnym prezencie dołączamy książkę, która pomoże Wam zadbać o zdrowie. Oczywiście przy pomocy św. Rocha.
Jest też kolejny plakat z serii Zwierzęta biblijne. Tym razem przypływa do was wieloryb.

Cudownych i bezpiecznych wakacji życzy Wam redakcja „Małego Przewodnika Katolickiego” .

więcej

Jasna Góra Zwycięstwa .CUD NAD WISŁĄ

KOŚCIÓŁ

Jasna Góra: dziękczynienie we Wniebowzięcie za Cud nad Wisłą i św. Jana Pawła II

 2020-08-11 10:58

 it / Częstochowa (KAI)

 Bożena Sztajner/Niedziela

W duchu wielkiego dziękczynienia za „Cud nad Wisłą” w stulecie zwycięskiej bitwy oraz za św. Jana Pawła II w setną rocznicę jego urodzin upływać będzie tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia na Jasnej Górze. Przeor klasztoru przypomniał, że losy bitwy polsko-bolszewickiej bardzo mocno wpisane są w pielgrzymią modlitwę w sanktuarium.

O. Samuel Pacholski zaznacza, że sto lat temu na Jasnej Górze trwała przede wszystkim wielka modlitwa pielgrzymów, biskupów, dowódców, żołnierzy a wreszcie samego naczelnika państwa. Stąd też kierowane były specjalne odezwy do narodu i zachęta do walki w obronie wiary i Ojczyzny, stad płynęło przekonanie i przypomnienie, że na Jasnej Górze „każdy kamień głosi cuda - Maryjnej - nad Narodem naszym opieki”.

Jasnogórski przeor zauważa, że już 27 lipca 1920 r. przed obrazem Matki Bożej, po uroczystej Mszy św. ofiarowano zagrożoną najazdem bolszewickim Polskę Sercu Jezusowemu a następnego dnia oddano Rzeczpospolitą pieczy Królowej Korony Polskiej.

Biskupi właśnie z Jasnej Góry skierowali pasterską odezwę do wiernych. Odrębne pisma rozesłali ojcowie paulini, którzy wspominając osobę o. Augustyna Kordeckiego, wzywali do obrony Ojczyzny i zachęcali do wielkiego zawierzenia Jasnogórskiej Królowej

Paryż poświęcony Sercu Jezusa iMaryi

15 sierpnia Paryż zostanie poświęcony Sercu Jezusa i Maryi

sierpnia 2020,  

W uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia, arcybiskup Paryża Michel Aupetit poświęci stolicę Francji Najświętszemu Sercu Jezusa oraz Najświętszej Maryi Panny.

Bazylika Sacre-Coeur w Paryżu, fot. Francisco Gonzalez, licencja CC BY 2.0, wikimedia, commons

Ceremonię w bazylice Sacre-Coeur poprzedzi wieczorna modlitwa 14 sierpnia na placu przed katedrą

- poinformował francuski dziennik „La Croix”.

Cała uroczystość zwieńczy przybycie do Paryża procesji maryjnej. Od początku czerwca kilkudziesięciu francuskich chrześcijan pielgrzymuje przez 104 dni przez kraj. Pielgrzymi z figurą Matki Bożej idą uformowani w kształcie litery M. Głównymi punktami ich pielgrzymki są miejsca objawień maryjnych na terenie Francji w XIX wieku, m.in. Lourdes, La Salette i Pontmain.

Fot. wnętrze bazyliki Sacre-Coeur w Paryżu, fot. Didier B (Sam67fr), licencja CC BY 2.5, wikimedia, commons, link

ŚW KLARA 11.08.br BYĆ W ZAKONIE JEZUSA JAKO OBLUBIENICA (św Franciszek)

Św. Klara - patronka telewizji i dziennikarzy

1 Raduj, wesel się, Maryjo,
Matko łaski i świętości,
Czystym życiem siostry Klary,
Którą Kościół dziś wysławia.
 
2 Przez Boskiego Oblubieńca
Darem łaski napełniona,
Jasnym blaskiem promienieje
Niczym nowa gwiazda nieba.
 
3 Ona, córka pierworodna
Asyskiego Biedaczyny,
Prowadzona przez Franciszka,
Idzie twardą drogą krzyża.
 
4 W Bożej Matki wzór wpatrzona,
Za Chrystusem postępuje;
Oświecona łaską Bożą,
Jasność śle całemu światu.
 
5 Wraz ze świętą matką Klarą
Wysławiajmy Boga Ojca,
Cześć oddając Chrystusowi,

Z Duchem Świętym równym Obu. Amen.

, 11 sierpnia 2020, 21:15:51ca, aw / Warszawa, mtŚw. Klarę z Asyżu, mistyczkę i założycielkę kontemplacyjnego zakonu klarysek, Kościół katolicki wspomina 11 sierpnia. Wraz ze św. Franciszkiem dała ona początek wielkiej rodzinie zakonu franciszkańskiego. Oboje byli niezrównanym przykładem duchowej przyjaźni i radykalnie ewangelicznego życia. Święta jest patronką dziennikarzy i pracowników telewizji.

Św. Klara urodziła się w 1193 r. w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Rodzice kilkakrotnie próbowali wydać ją za mąż, ale Klara zafascynowana przykładem św. Franciszka, chciała prowadzić życie podobne jak on. Mając 17 lat uciekła z domu i z rąk św. Franciszka przyjęła habit zakonny. Wkrótce dołączyło do niej kilka innych kobiet. Razem utworzyły przy kościele św. Damiana pierwszy klasztor, którego przełożoną została Klara.

Święta dbała szczególnie o to, by zakon zachował swoją specyfikę, to znaczy skrajne ubóstwo i prostotę życia. Miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i Eucharystii.

Przez swoją modlitwę i osobiste zabiegi sprawiła – jak przekazują podania – że w 1240 i 1241 r. Saraceni odstąpili od oblegania Asyżu.

Klara zmarła w 1253 r. i w dwa lata później została ogłoszona świętą przez papieża Aleksandra IV.

Relikwie Świętej spoczywają w Asyżu, w bazylice pod jej wezwaniem. Z kilkunastu pism jakie pozostawiła po sobie wynika, żedoświadczała stanów mistycznych, choć przeżywała je w sposób niezwykle dyskretny.

Dziełem św. Klary jest kontemplacyjny zakon klarysek, które tworzą modlitewne i pokutne „zaplecze” dla apostolskiej działalności franciszkanów. Obecnie na świecie jest ponad 10 tysięcy żyjących w klauzurze sióstr. W Polsce w 5 klasztorach żyje ich ok. 120. 16 czerwca 1999 r. papież Jan Paweł II kanonizował bł. Kingę, księżną, która ufundowała klasztor klarysek w Starym Sączu, a po śmierci męża sama do niego wstąpiła. Ponadto Kościół czci dwie inne polskie klaryski: bł. Jolantę, rodzoną siostrę św. Kingi i bł. Salomeę, która w 1245 r. sprowadziła zakon do Polski.

W 1958 r. papież Pius XII ogłosił św. Klarę patronką telewizji. Dlaczego wybór padł na świętą z Asyżu, wyjaśnia jej żywot, napisany przez Tomasza z Celano. W dzień Bożego Narodzenia, matka Klara została sama w celi, gdyż zachorowała i ubolewała, że nie może brać udziału w śpiewaniu oficjum na cześć Pana Jezusa. Wówczas usłyszała melodie rozbrzmiewające w kościele św. Franciszka – psalmodię braci, ich śpiew, dźwięk organów w oddalonej świątyni. Zobaczyła nawet sam żłóbek Pana. Gdy nazajutrz rano przyszły jej współsiostry, powiedziała im, że dzięki łasce Jezusa słyszała i widziała wszystkie obrzędy, jakie dokonywały się tej nocy w kościele św. Franciszka.


Katecheza Benedykta XVI o św. Klarze z Asyżu, Watykan, 15 września 2010r.

Drodzy bracia i siostry,

Jedną z najbardziej kochanych Świętych jest bez wątpienia św. Klara z Asyżu, żyjąca w XIII wieku, współczesna św. Franciszkowi. Jej świadectwo pokazuje nam, jak bardzo cały Kościół jest dłużnikiem niewiast odważnych i bogatych wiarą jak ona, zdolnych nadać decydujący bodziec odnowie Kościoła.

A zatem kim była Klara z Asyżu? By odpowiedzieć na to pytanie, mamy pewne źródła: nie tylko dawne biografie, jak ta spisana przez św. Tomasza z Celano, ale również dokumenty procesu kanonizacyjnego, rozpoczętego przez papieża już w kilka miesięcy po śmierci Klary i zawierające świadectwa tych, którzy długi czas żyli u jej boku.

Urodzona w 1193 roku Klara pochodziła z arystokratycznej i zamożnej rodziny. Wyrzekła się szlachectwa i bogactw, aby żyć w pokorze i ubogo, przyjmując formę życia, którą proponował św. Franciszek z Asyżu. Chociaż jej rodzice, jak to się wówczas zdarzało, planowali jej małżeństwo z którąś z liczących się osobistości, Klara w osiemnastym roku życia śmiałym gestem, podyktowanym głębokim pragnieniem pójścia za Chrystusem i podziwem dla Franciszka, porzuciła ojcowski dom i w towarzystwie swej przyjaciółki – Bony z Guelfuccio, w tajemnicy udała się do braci mniejszych przy małym kościele Porcjunkuli. Był wieczór w Niedzielę Palmową 1211 roku. W atmosferze powszechnego wzruszenia dokonał się wysoce symboliczny gest: kiedy jego bracia trzymali w rękach zapalone pochodnie, Franciszek obciął jej włosy i Klara przywdziała zgrzebną pokutną szatę. Od tej chwili była dziewicą oblubienicą Chrystusa, pokornego i ubogiego i Jemu się całkowicie poświęciła. Podobnie jak Klara i jej towarzyszki, niezliczone niewiasty w ciągu dziejów zafascynowała miłość do Chrystusa, która w pięknie Jego Boskiej Osoby przepełnia ich serca. Cały Kościół zaś, za sprawą mistycznego oblubieńczego powołania dziewic konsekrowanych, jawi się tym, czym będzie na zawsze: piękną i czystą Oblubienicą Chrystusa.

W jednym z czterech lisów, jakie Klara wystosowała do św. Agnieszki Praskiej, córki króla Czech, która chciała pójść w jej ślady, mówi o Chrystusie, swym umiłowanym Oblubieńcu, używając słów typowych dla godów, które mogą zdumiewać, ale które wzruszają: „Miłując Go jesteście niewinna, dotykając Go będziecie czystsza, oddając się Mu jesteście dziewicą. Jego moc jest silniejsza, Jego wielkoduszność wznioślejsza, Jego wygląd piękniejszy, miłość łagodniejsza a wszelka łaska wykwintniejsza. Jesteście już w ramionach Tego, który ozdobił waszą pierś najcenniejszymi klejnotami... i ukoronował was złotą koroną z wyrytym znakiem świętości” (Lettera prima: FF, 2862).

Szczególnie na początku swego doświadczenia zakonnego Klara miała we Franciszku z Asyżu nie tylko nauczyciela, którego nauczanie chciała naśladować, ale także bratniego przyjaciela. Przyjaźń tych obojga świętych stanowi bardzo piękny i ważny aspekt. Gdy bowiem dwie dusze czyste i płonące tą samą miłością do Boga spotykają się, czerpią ze wzajemnej przyjaźni niezwykle silny bodziec, by podążać drogą doskonałości. Przyjaźń jest jednym z najszlachetniejszych i najwznioślejszych ludzkich uczuć, które łaska Boża oczyszcza i przemienia. Podobnie jak święty Franciszek i święta Klara, także wielu innych świętych przeżywało głęboką przyjaźń na drodze do doskonałości chrześcijańskiej, jak św. Franciszek Salezy i św. Joanna Franciszka de Chantal. To właśnie Franciszek Salezy pisał: „Jak pięknie jest móc kochać na ziemi tak, jak miłuje się w niebie i nauczyć się kochać na tym świecie tak, jak miłować będziemy wiecznie na tym drugim. Nie mówię tu o zwykłej miłości typu caritas, bo tę mamy żywić do wszystkich ludzi; mówię o przyjaźni duchowej, w ramach której dwie, trzy czy więcej osób wymieniają się pobożnością, duchowym uczuciem i stają się prawdziwie jednym duchem” (Wprowadzenie do życia pobożnego III, 19).

Po kilku miesiącach spędzonych w innych wspólnotach monastycznych i oparłszy się naciskom swej rodziny, która początkowo nie zaaprobowała jej wyboru, Klara wraz ze swymi pierwszymi towarzyszkami zamieszkała w kościele św. Damiana, gdzie bracia mniejsi założyli dla nich mały klasztor. W klasztorze tym żyła ponad czterdzieści lat aż do śmierci w 1253 roku. Posiadamy opisy z pierwszej ręki o tym, jak żyły te niewiasty w owych latach, na początku ruchu franciszkańskiego. Chodzi o pełną podziwu relację przebywającego wówczas w Italii biskupa flamandzkiego Jakuba z Vitry. Stwierdza on, że znalazł wielką liczbę mężczyzn i kobiet ze wszystkich warstw społecznych, którzy „porzuciwszy wszystko dla Chrystusa, uciekali od świata. Nazwali się braćmi mniejszymi i siostrami mniejszymi i cieszą się wielkim uznaniem papieża i kardynałów. Niewiasty... mieszkają razem w licznych hospicjach nieopodal miast. Niczego nie dostają, lecz żyją z pracy własnych rąk. Są bardzo zbolałe i poruszone, ponieważ są poważane bardziej, niż by tego chciały, przez duchownych i świeckich” (List z października 1216: FF, 2205.2207).

Jakub z Vitry z wielką przenikliwością uchwycił charakterystyczny rys duchowości franciszkańskiej, na która tak bardzo wyczulona była Klara: radykalizm ubóstwa połączonego z całkowitą ufnością w Opatrzność Bożą. Dlatego działała ona z wielką determinacją, uzyskując od papieża Grzegorza IX lub prawdopodobnie już od Innocentego III tak zwane Privilegium Paupertatis (cfr FF, 3279). Na jego podstawie Klara i jej towarzyszki od św. Damiana nie mogły mieć żadnej materialnej własności. Chodziło o rzeczywiście niezwykłe odstępstwo od obowiązującego prawa kanonicznego, a ówczesne władze kościelne zgodziły się na nie, doceniając owoce ewangelicznej świętości, jakie widziały w stylu życia Klary i jej sióstr. Pokazuje to, że także w średniowieczu kobiety odgrywały rolę nie drugorzędną, lecz znaczącą. W związku z tym godzi się przypomnieć, że Klara była pierwszą niewiastą w dziejach Kościoła, która zredagowała na piśmie Regułę, przedłożoną papieżowi do zatwierdzenia, aby charyzmat św. Franciszka z Asyżu został zachowany we wszystkich wspólnotach żeńskich, które tak licznie powstawały już za jej czasów i które pragnęły, by inspiracją dla nich był przykład Franciszka i Klary.

W klasztorze św. Damiana Klara praktykowała w sposób heroiczny cnoty, które powinny wyróżniać każdego chrześcijanina: pokorę, ducha pobożności i pokuty, miłość. Chociaż była przełożoną, chciała osobiście usługiwać chorym siostrom, biorąc na siebie najbardziej poniżające czynności: miłość bowiem przezwycięża wszelki opór, a ten, kto miłuje, składa z radością wszelką ofiarę. Jej wiara w rzeczywistą obecność Eucharystii była tak wielka, że dwa razy doszło do cudownego zdarzenia. Przez samo wystawienie Najświętszego Sakramentu oddaliła zaciężnych żołnierzy saraceńskich, którzy szykowali się do napaści na klasztor św. Damiana i splądrowania Asyżu.

Także te wydarzenia, podobnie jak inne cuda, o których zachowało się wspomnienie, skłoniły papieża Aleksandra IV do kanonizowania jej zaledwie w dwa lata po śmierci, w 1255, kreśląc jej pochwałę w bulli kanonizacyjnej, w której czytamy: „Cóż za potęga blasku i jak niezmierne rozpłomienienie jasności! Wprawdzie światło to pozostawało zamknięte we wnętrzu murów klasztornych, ale wysyłało na zewnątrz swe jasne promienie; skupiało się w ciasnym klasztorze, a równocześnie rozsiewało się po szerokim świecie; trzymało się wnętrza, a wypływało na zewnątrz. Klara żyła bowiem w ukryciu, ale życie jej stawało się jawne; Klara milczała, ale jej fama była głośna; Klara kryła się w celi, ale znaną była po miastach” (Bulla kanonizacyjna św. Klary z Asyżu, dziewicy, n. 4). I tak właśnie jest, drodzy przyjaciele: świętymi są ci, którzy zmieniają świat na lepsze, przemieniają go w trwały sposób, wkładając w to siły, które tylko miłość, dla której inspiracją jest Ewangelia, może pobudzić. Święci są wielkimi dobroczyńcami ludzkości!

Duchowość św. Klary, synteza jej propozycji świętości zawarta została w czwartym liście do św. Agnieszki Praskiej. Św. Klara posługuje się obrazem zwierciadła, bardzo popularnym w średniowieczu, a wywodzącym się z patrystyki. I wzywa swą praską przyjaciółkę do przejrzenia się w tym zwierciadle doskonałości wszelkich cnót, którym jest sam Pan. Pisze ona: „Szczęśliwy naprawdę ten, komu dane jest dostać się na świętą ucztę, aby przylgnąć całym sercem do Tego, którego piękność podziwiają nieustannie wszystkie błogosławione zastępy niebieskie. Miłość ku Niemu ubogaca, wpatrywanie się w Niego odświeża, Jego dobroć napełnia, Jego słodycz darzy pełnią, pamięć o Nim słodko oświeca, Jego woń wskrzesi zmarłych, Jego widok chwalebny uszczęśliwi wszystkich mieszkańców Jerozolimy niebieskiej, bo jest On blaskiem wiecznej chwały (Hbr 1, 3), jasnością wieczystej światłości i zwierciadłem bez skazy. W to zwierciadło co dzień wpatruj się, królowo, oblubienico Jezusa Chrystusa (por. 2 Kor 11, 2), i ciągle w nim twarz swoją oglądaj, abyś cała, wewnętrznie i zewnętrznie, tak się przyozdobiła i otoczyła różnorodnością (Ps 45, 10), kwiatami i strojem wszystkich cnót, jak przystoi, córko i najdroższa oblubienico najwyższego Króla... W tym zaś zwierciadle jaśnieje błogosławione ubóstwo, święta pokora i niewymowna miłość” (List czwarty: FF, 2901-2903).

Wdzięczni Bogu, który obdarza nas Świętymi, przemawiającymi do naszych serc i dającymi nam przykład chrześcijańskiego życia do naśladowania, chciałbym zakończyć słowami błogosławieństwa, jakie sama św. Klara ułożyła dla swoich współsióstr i które dziś jeszcze klaryski, odgrywające cenną rolę w Kościele przez swoją modlitwę i swoje dzieło, zachowują z wielką pobożnością. W słowach tych słychać całą czułość jej duchowego macierzyństwa: „Błogosławię was za mego życia i po mojej śmierci, jak tylko mogę i więcej niż mogę, wszystkimi błogosławieństwami, jakimi Ojciec miłosierdzia (por. 2 Kor 1, 3) błogosławił i będzie błogosławił swoim synom i córkom duchowym w niebie (Ef 1, 3) i na ziemi, jakimi błogosławił i będzie błogosławić każdy ojciec i każda matka duchowa swoim synom i córkom duchowym. Amen”. (FF, 2856).

Obrazy:

1. św. Klara z Asyżu, fresk z 1317 w bazylice św. Franciszka w Asyżu/wikimedia commons

2. José Benlliure y Gil: Santa Clara de Asís es recibida por Francisco

więcej